Kiedy byłam mała zdanie „Rodzina to jest siła” kojarzyło mi się szalenie infantylnie i pozytywnie. Ot sądziłam, że kiedy dorosnę stworzę własną w białym domku z ogrodem pełnych kwiatów i każdego dnia będę ładować akumulatory w otoczeniu bliskich. Życie zaorało.

Domku nie ma, bo kto miałby w nim sprzątać, kwiaty tylko na ubraniach, bo jedynie one nie więdną, a co do rodzinnej siły.. Dziś rozumiem to lepiej – po prostu jak masz już dzieci i małżonka, to jesteś tak zahartowany i w walce z codziennością, że trudniej się ruszyć. To jak szczepionka uodparniająca! Bliscy każdego dnia testują moc Twojej cierpliwości, wiary, kondycji, więc czymże jest to wszystko, co dzieje się po opuszczeniu domostwa? No czy to nie nabiera sensu?

Rodzina to jest siła.

Historie o dwóch połówkach pomarańczy już dawno wsadziłam między bajki i tuszując gorycz informuję córkę, że żadnego księcia i „długo i szczęśliwie” nie będzie. Że ewentualnie będzie człowiek, którego wybierasz sobie na partnera. A potem w dużej mierze to, co sobie wypracujesz. Albo zaakceptujesz żeby nie zwariować i nie zamordować.
3 października świętowaliśmy 3 rocznicę ślubu. To już ponad 6 lat odkąd poszłam na spacer i zostałam na zawsze. Uważajcie z kim się umawiacie na kawę, serio!

A tak poważnie…

Jesteśmy z tej samej gliny, ale kompletnie różni. Mój mąż pamięta daty wszystkich bitew, ale pomyli się na zakupach mając na kartce 3 produkty. Ja 4. Raz w ciągu roku zgubiłam klucz od zabezpieczenia do roweru i regularnie testuje nerwy małżonka słodkim „Mario, możesz się wrócić do domu, bo nie mam pewności, czy wyłączyłam prostownicę…?”. On mógłby spać w lesie i kręci go rozpalanie ognia patykami, mi nawet miłość i przysięga małżeńska nie pozwoli uwierzyć, że nocowanie na ziemi bez dostępu do wody jest spoko. Ja dostaję wylewu widząc kolejne spodnie moro w których mój mąż nawet na imieninach wygląda jakby był na polowaniu, chociaż poluje jedynie na schab i ziemniaczki. On tylko przekręca oczami widząc, „kolejną bluzkę w kwiaty, jakiej jeszcze nie miałam”.

U nas talerze latają dość często. Oboje uparci, przekonani o swoich racjach i wybuchowi. Szczerze? Jakby mi opowiedział 8 lat temu, ile będzie mnie kosztować posiadanie rodziny, to rozważyłabym zakon.

No ale o tym mówiłam nie raz
To co złe wygodnie się opowiada, przemawia do wyobraźni. „Nie wytrzymam”, „on znowu”, „nie zniosę”, „szlag mnie trafi” – brzmi znajomo. Nie trzeba być w związku, żeby to poczuć.

Natomiast: „musimy się rano dużo psytulać, bo jesteśmy rodziną,jest zimno i długo się nie widzimy” (by Lenon) zrozumie tylko ten, kto może zaczynać tak dzień.

Patrząc na tabelę zysków i strat powiem wprost – nie wszystko się opłaca. Logicznie rzecz ujmując dla wielu nie będzie opłacało się wcale: bo jak to? Żyć z  ludźmi, których potrzeby trzeba zaspokajać, emocjami się liczyć, którym oddajesz swój czas, pieniądze, nerwy, w zamian za… Niekoniecznie lukier, słodycz i róż? Co za kretyn zgodziłby się na taką transakcję?

A taki, co kocha. I widzi sens tam gdzie nie ma logiki. Czy zawsze warto ją zapłacić? Wierzę w to, choć miewam wątpliwości. I…

I… kombinować tak, żeby mimo, iż dzieci znów wyrosły z kurtek i butów, zajęcia tańca kosztują, bilety do kina z mężem też i jakby na jedzenie wydaje się tyle, że rozważam zrobienie bliskim badań na posiadanie tasiemca, uczknąć coś dla siebie. Na kolejną, kupioną bez poczucia winy sukienkę w kwiaty.

Oszczędzać można na różne sposoby. A tam gdzie posiadanie rodziny to umożliwia – korzystać.
Sprawdź np. elastyczną RODZINNĄ OFERTĘ od T-mobile TU.
(I rodzina to już duet, a rachunek mniejszy o 10 zł dla każdego – dwie dychy, które można sobie na blacie skitrać, żeby Wam żaden Mariusz nie zaiwanił

 

U Radomikorskich choć talerze latają i brzydkie słowa też, mimo to dobrze wiedzieć, że jest ktoś, kto się troszczy, nawet jeśli w nerwach twierdzi inaczej. I zadzwoni, żeby powiedzieć:
czy dotarłaś bezpiecznie?
Wracaj do nas, czekamy.
Kup chleb.
Przyjedź i weź dziecko ode mnie, bo ciąg dalszy obejrzysz w wiadomościach.
***
Jasne, że się różnimy. Nikt podobny do mnie by ze mną nie wytrzymał. I ja nie wytrzymałabym z drugą sobą! Lubię jednak, kiedy on dzwoni zapytać, jak mi poszło na konferencji. I odbiera, żeby dać znać, że mimo ulewy w lesie, przeżył,  śmierdzi i ma się świetnie.
Musimy być w kontakcie nawet jak się nie odzywamy.  Choćby po to, by wysłać wielokropek nienawiści na mesendżerze. 

A U WAS JAK? UMIECIE SIĘ DOGADAĆ? WARTO GRAĆ W TĄ GRĘ CZY BYWA, ŻE ŻAŁUJECIE ZAŁOŻENIA RODZINY? KOMENTARZE JAK ZAWSZE ANONIMOWE – CIOCIA OLA ZAPEWNIA PEŁNĄ DYSKRECJĘ!
U NAS MORO WALCZY Z KWIATAMI, A WASZE KONTRASTY?

Zdjęcia: Karolina Szubert @onicniepytaj  (polecam!!!)
Outfit w kwiaty szyty specjalnie do zdjęć: Ola z awu.com.pl (polecam!)
Kamera (wkrótce 😉 ) Michał Szubert

P.S. Lada dzień debiut Mario we vlogu… ;O Wpis powstał dzięki patronatowi marki T-Mobile, który stworzył nam możliwości zrealizowania sesji i nagrania.