Paradoks macierzyństwa, jeden z pierdyliarda, poza tym największym – że miewasz do porzygu dość, a godzinę po wyjściu z domu absurdalnie tęsknisz, polega na doradzaniu. Każda matka, która już nią jakiś czas jest, mniej więcej kuma, że to gra bez reguł, a już na pewno nie przestrzegająca zasad fair play. Mimo to – doradzamy – czapeczki, skarpeteczki, metody usypiania, karmienia… Chyba, że jest się matką Lenona. Bo ja nie wiem jak wygląda normalne macierzyństwo.

Ja od ponad dwóch lat jestem na tajnym szkoleniu dla służb specjalnych, gdzie uczę się, że nie wiadomo, co się wydarzy, ale w żadnej z kryzysowych sytuacji nie pomaga płacz ani zamknięcie się w WC. Znajomość podstaw psycho i socjologii oraz sztuk walki także Czasem tylko ciasteczko, ale i ono na dłuższą metę jest metodą prowadzącą donikąd. I do niczego. Konkretnie  do „zeżarło cukier, ma więcej energii, więc nigdzie gdzieś nie pójdziesz, nic nie zrobisz, bo właśnie wszystkie misie zrobiły wjazd na dywan, bo będą pić herbatę„.

13383953_1360459777303882_599411509_oCodziennie, opuszczając pokój, naiwnie sądząc, że przecież przez 20 sekund, niewiele może się wydarzyć, w panice monitoruje układ mieszkania i próbuje przewidzieć CO WYMYŚLI.  Nie jestem matką nadgorliwą, panikującą, przewrażliwioną. Mój mąż z kaszlem jeździłby na SOR, mnie na SOR zawiodłaby tylko duża rana otwarta, sącząca ropą, która mogłaby ubrudzić upraną kanapę. A tak serio.Lena od urodzenia sprawdza naszą wytrzymałość na emocje, stres i adrenalinę. Już mając zaledwie 3 miesiące, kiedy zwyczajne dzieci zaczynały przekręcać się na boki, ona, jak mała dżdżownica, uwielbiała wciskać się głową w dół w niewielką szparę między kaloryferem, łóżkiem, a ścianą. I Zaczynam podejrzewać, że jej lśniące włosy zawdzięczają swój blask zjedzonym psu chrupkom.

13383426_1360420337307826_924293848_o

Kiedyś  zawiesiłam w oknie tzw. makarony, kolorowe sznureczki  zamiast firanek, które trzeba prasować i prać. Byłam w ciąży. Gdzieś kołatało mi w głowie, że Lena w okresie dorastania i buntu, będzie chodzić w glanach i twierdzić, że życie nie ma sensu. Jednak to, że w wieku 9 miesięcy, postanowi spróbować odebrać sobie życie owijając sznurki wokół szyi. I to w outficie złożonym z pieluchy i mrocznych skarpetek w truskawki/

Sytuacji niemrożących krwi w żyłach było mniej, ale pouczających, ma na swoim koncie bez liku. I ukruszoną jedynkę, bo któregoś dnia nóżki nie nadążyły za pomysłem. Szybciutko dowiedziała się, co to znaczy, że piekarnik parzy, a woda jest za zimna. I tak, leci nam trzeci rok, kiedy z lepszym bądź gorszym skutkiem, testujemy swoje wzajemne możliwości w procesie samodoskonalenia i zdobywania życiowej mądrości. Nawet Lenon i nawet moja wyobraźnia nie uchroniły mnie przed odwaleniem baboli, wielkości świebodzińskiego pomnika. Są rzeczy, których nie da się przewidzieć. Zdarzają się takie, które dzieją się właśnie po to, żeby czegoś nas nauczyć. Jest jednak też kilka tych, których można uniknąć.

13388855_1360459807303879_1414668164_o

Naklejki na ścianach wylepiałam pieczołowicie i roztropnie, kilka godzin. Właziłam do każdego sklepu z dodatkami, żeby znaleźć coś uroczego, a dywanu, który będzie wygodny, nienachalnie skrywający brud, a jednocześnie tani i niebędący siedliskiem zła, bakterii, roztoczy, plasteliny oraz chrupków kukurydzianych, szukałam kilka tygodni. To akurat głupie, bo na podstawie tego, co przyjmuje każdego dnia, napisałabym lepszy thiller niż Miłoszewski. Myślałam, że znam ją jak nikt, że wystarczy, że odsunę łóżko od okna i zaklejęwystające rogi mebli. Tymczasem…

  • nie zabezpieczyłam kontaktów, „bo przecież jej nie interesują„;
  • nie zabezpieczyłam na 10 piętrze okien, bo na razie nie sięga„;
  • usytuowałam większość rzeczy  na wysokości, która jest niedostępna dla Lelonabo tak szybko rośnie, zaraz będzie sięgać, a teraz i tak popsuje„;
  • zagraciłam jej pokój wielką wersalką i biurkiem, które będzie jej potrzebne za jakieś 8 lat „bo przyda się w swoim czasie‚;
  • nie przymocowałam regału do ściany,  bo… „jakoś zabrakło czasu, już miałam to zrobić, e tam, bez przesady, nic się nie stanie…”

Przygotowałam pokój, w którym dobrze czuję się ja, zapominając, do czego zdolna jest moja córka, która odkąd wie, że temperaturę da się zmierzyć w odbycie, zwyczajnie NIE MOŻE zostać z psem sam na sam, która uczy mnie odkładania rzeczy na miejsce, bo, dla jaj, wiedząc, że mam wówczas zawał, krzyczy ” mamo, znajaźłam tabjetke, była pyśna„.

Pomalutku dodajemy nieco stretchu do naszej pępowiny. Co to znaczy? To znaczy, że zaczynam pracować nad granicami. Oddaję przestrzeń Leny jej i obiecuję słuchać i obserwować. Nie bluźnić także, jak zostawię ją samą z farbami. Wytłumaczyć, że trochę wiocha będzie jej ssać cycka do osiemnastki, bo na maturach nie będzie mnie obok i co ona zrobi, jak się bidna zestresuje. Nie spać już w jednej pozycji na lewym boku przez to, że Lenon ma czujnik ruchu i nie wypuszcza mnie w nocy nawet na siusiu.

13405178_1360459873970539_1396732962_o

Będzie mi szalenie brakować pewnie, ale jeszcze nie teraz, tych dyskusji od 2 nad ranem, że:
-Jenka kocha mamę,
-Jenka jubi bawić się z mamom

oraz, moje ulubione, zaspane, ale jakże trafne i pełne racji:
-Nie jemy Jenki kupy, mamo!

Za nami mega ważny weekend. Małż spędził go sam na sam z córą, teraz usilnie szuka, gdzie jest jego mózg oraz czy kastracja jest w Polsce legalna. Ja wróciłam z Poznania, gdzie – spałam ciągiem kilka godzin, jadłam ciepłe rzeczy i nie musiałam uważać, żeby nikt mnie nie ubrudził, tylko swobodnie robiłam to sama.

Lenka od piątku ma swój nieco odmieniony pokój. Nowe, regulowane biurko, które będzie spoko dziś i za kilka lat, spokojnie, nim Lena dorośnie do tej poprzedniej kozy ode mnie. Ma swoją sztalugę, dzięki której może nauczać w pokoju wyimaginowane dzieci i jysować mi sejduśko. Ma też zupełnie nowe łóżko. W którym nie ma miejsca dla mamy.

13388769_1360459887303871_404771858_o

Kiedy to piszę, Lelol śpi. Sama. Ja znów będę mieć problemy z uśnięciem i chyba przyjdzie mi gorzej znieść jej dorastanie. Każdy kolejny etap, w którym nie będzie się chciała przytujać, dać mi ręki na spacerze, czy wyprowadzi się z domu, będzie trudny, ale przyjmę go 13383641_1360459823970544_488614061_oz pokorą i alkoholem.

92 cm mojego człowieka właśnie zrobiło swoimi nunami kolejny mały krok ku dorosłości. Czuję się dumna i lada dzień nauczy się pisać, żeby przykleić na drzwiach komunikat:
RODZICOM WSTĘP WZBRONIONY. albo: Mamo, jeszcze jedna naklejka z sową,  a zadzwonię do Rzecznika Praw Dziecka. Na razie puchnę z dumy, kiedy zasiada przy swoim małym -wielkim biurku i głosem nieznoszącym sprzeciwu, żąda pomidoja, buły i pajówki.

______________________________

Nie wydaliśmy fortuny, nie odkryłam Ameryki, ale zniwelowałam kilka szans na to, że Lenka zrobi sobie krzywdę albo zrealizuje ambitny plan o nauce pytania z 10 piętra bez magicznego pyłu.
I teraz kolej na Was.

W poprzednim wpisie mówiłam Wam o przyjęciu perspektywy swojego dziecka i wykorzystaniu tego, że znacie je jak nikt, a i tak potrafi Was zaskoczyć. Ogłaszam konkurs niestety z ograniczeniem terytorialnym, bo raczej dla ludzi z woj. łódzkiego, ale tylko wtedy będę mogła się z tą osobą zgadać na KAWĘ w IKEA i przekazać nagrodę 😉

Nagrody są 3 i są bonami na kwotę 500, 300 i 200 zł, bo nikt od Was, nie wie lepiej, czego potrzebuje Wasze dziecko. Do wykorzystania na asortyment dziecięcy w IKEA Łódź.

Do piątku poproszę o Wasze najbardziej zaskakujące historie opowiadające o pomysłowości Waszego dziecka. To będzie także poniekąd casting na kandydatów do mafii Lenona, ale też metoda pocieszania się, że nie tylko ja jestem ciągle na szkoleniu dla FBI, CIA i TVP ABC. Napiszcie mi też, co by się Wam z asortymentu IKEA przydało. Poniżej kilka moich inspiracji.

500 (1)

300

200

Zróbcie to do piątku 10.06.2016 r.
Mrożące i zabawne historie o wybrykach pociech z happy endem.
Wybieram trzy.
Odpowiedzi: pod tekstem, pod postem konkursowym i na maila: radomska@mamwatpliwosc.pl do 10 czerwca do 00:00. Wyniki w poniedziałek rano na blogu. Czas start. 😉

Tekst jest owocem współpracy z
logo_yellow_blue1 (1)