IMG_20150511_224440

Przez ponad rok byłam tylko mamą i wszystko kręciło się wokół Lenki. Każda inna aktywność była marginalna. Przymykając oko na piekielne początki mogę śmiało przyznać, że w przeciągu ostatniego roku doznałam najwyższego poziomu szczęścia w swoim życiu. Spokoju, spełnienia, ulgi i luzu. Nauczyłam się odpuszczać, olewam brudne gary, jeśli jest ładna pogoda i możemy iść grać w piłkę, kiedy Lenon funduje mi hardkor, kładę się  z nią o 21.

Wydawało mi się, że wyłączyłam na ten rok wszystkie MUSZĘ: muszę pracować, muszę czytać, muszę sprzątać, muszę się rozwijać, muszę… Skupienie się na jednym zadaniu – byciu szczęśliwą mamą, spokojnie wypełniało mi czas. Niemniej jednak dużo się zmienia.

Lenka chodzi na kilka godzin do żłobka, ja w tym czasie mam pracować na zlecenie i odpocząć. Pierwszy raz od niemal 2 lat, sama stworzyłam sobie taką możliwość- 5 godzin dziennie, które mogę wykorzystać jak tylko chcę. Płakałam z podniecenia na myśl o ostatnim poniedziałku, a okazało się… Że jestem beznadziejna.

Pierwszego dnia wymyśliłam sobie tyle zadań, że po Lenkę poszłam styrana i niemal na czworaka. Na placu zabaw z nią miałam ochotę zakopać się w piaskownicy. Dotarło do mnie, że jestem jeszcze bardziej zmęczona niż kiedy jestem tylko z nią i kiedy dla niej potrafię zingorować wszystkie „muszę, powinnam,trzeba”. Dzień później dodałam na instagrama zdjęcie, na którym po prostu, siedzę na balkonie i piję gorącą kawę. Kto ma małe dziecko, ten wie, jaka to przyjemność siedzieć i konsumować coś ciepłego i to nie z podłogi!  Siorbałam powoli, czytając komentarze, a w jednym z nich autorka przyznała wprost „że tak nie umie”. Nie umie odpocząć. Dotarło!

Przez 1,5 roku nikogo,poza nawleczonym oczywiście, nie obchodziło, jak daję radę. Nikt nie zastanawiał się, jak łączę obowiązki, nie dociekał jak można biegać po placu zabaw, parku, łazić z piłką, rowerkiem, wiaderkiem, piciem, bluzeczką pod pachą, po seriach nieustająco i nadal nieprzespanych nocy, czy nie miewam dosyć, nie jestem zmęczona. Świat ma mnie w dupie, i to jest piękne. To:”muszę” w mojej głowie to mój głos, a nie głos innych. Innych naprawdę nie obchodzi, jak Ola Radomska spędzi pięć godzin bez dziecka. Nikomu nie muszę się przypodobać, nikt nie patrzy mi na ręce. Nikt nie był mną przez ostatnie półtora roku. Nikt nie powiedział mi „Ola, weź dzień wolnego, wyśpij się, wyjdź zrób coś dla siebie”, a sobie sama nie umiałam. Postanowiłam jednak wziąć urlop.

Taki żenujący, ale dla mnie każdy jest potrzebny, bo go nie miałam. Codziennie od 7 do 12 mam wakacje. Postanowiłam tak robić jeszcze przez tydzień, a  w przyszłości do tego wracać. Bo mi się należy, bo nikt mi za moją pracę nie płaci, ba, po dłuższym czasie trąci już oczywistością. Bo… a w dupie mam nie, będę się przecież tłumaczyć z własnego odpoczynku, bo każdy człowiek na niego zasługuje!

Bo jestem ważna. Bo nie jestem robotem. Bo od matek się wymaga, ale o matki się nie troszczy, bo to przecież nadludzie i zawsze jakoś ogarną zbawianie świata i zupę na obiad.

Kolejne wyzwanie- nauczyć się odpoczywać i nic, dla nikogo, poza sobą, nie musieć i nie zwariować, to mój priorytet.A Ty? Troszczysz się o siebie?

Kiedy ostatnio poszłaś sama na spacer? 
Wyspałaś się?
Wyszłaś do fryzjera?
Zrobiłaś badania, odwiedziłaś chociażby dentystę?
Nie myślałaś o tym,  co dla kogo, kiedy, o której, muszę, powinnam, trzeba…?