Śpiąca Lenka i ręka władczyni Matki 😉

Bardzo krótko jestem mamą. Bez względu jednak na to, jak długo stoję na moim macierzyńskim polu bitwy i ile dzieci jeszcze wydam na świat, o ile  w ogóle, próbuję ze wszystkich sił wyciągać wnioski i w stosunku do innych matek unikać tego, czego sama doświadczałam i nienawidzę. Dlatego ten tekst to nie jest zbiór złotych porad i lekarstw na wszystko, co może napotkać matkę w jej walce o fajne macierzyństwo i spokojniejszą głowę. To tylko zbiór własnych wniosków. Formułując go starałam się wnieść kilka centymetrów ponad „moje doświadczenia” i może okaże się dla kogoś przydatny?

Inspiracją do tego wpisu stał się komentarz jednego z czytelników tego bloga, który wraz ze swoją kobietą oczekuje narodzin ich pierwszego dziecka i już ze zdumieniem odkrywa, że wszystko,co związane z dzieckiem, to nadal nawet nie połowa tego, z czym będzie musiał się zmierzyć tak w ogóle, że przed nim jeszcze presja i indoktrynacja wszelakich firm, korporacji,instytucji pragnących generować zyski dzięki wzbudzanym w nim strachu i… głosy innych rodziców, które odzywają się często nieproszone i niepytane.

Oto kilka moich wniosków, które nie czynią ze mnie lepszej mamy,a sprawiają po prostu, że czuję się coraz lepiej w nowej roli. Dzielę się nimi nie po to,żeby cokolwiek Ci narzucać – wierzę, że odkryjesz wkrótce ze zdumieniem, że wiele zależy tylko od ciebie, a świat, choćby najżyczliwszy, może Cię cmoknąć w dupę.

1. Początki

Nikt nie jest w stanie odpowiedzieć ci na pytanie „jak będzie”. Kiedy będziesz słuchała historii o kaskadach wzruszeń wynikających z otrzymania do rąk własnych jeszcze trącącego bęcem oseska wyglądającego jak chiński zwiadowca lub tortilla lub też o mrożących krew w żyłach opowieściach na temat jeszcze bardziej mrożących krew w żyłach kolek, nocach zarwanych i lawinie ciężkich doświadczeń- po prostu trzymaj dystans.

Ludzka głowa, w zależności od tego,co bliższe jej właścicielowi, lubi wygładzać wspomnienia albo też podkręcać przebieg zdarzeń z przeszłości. Matki, które pierwsze dni i tygodnie z dzieckiem mają za sobą, albo po prostu te, które NIE SĄ Tobą nie wyposażą Cię w żadną wiedzę, pewniki i poczucie bezpieczeństwa. Będzie tak, jak ma być w Twoim przypadku i jedyne, co możesz zrobić, to przeżyć to tak, żebyś czuła się z tym jak najlepiej. Oczekiwanie na gotowy scenariusz może sprawić,że wiele może Ci umknąć, a to ciągłe dziwienie się i zaskakiwanie, nie zawsze fajne, podnosi poziom adrenaliny dzięi któremu mi łatwiej obejść się bez snu i kawy.

Ja na przykład oczekiwałam wybuchu euforii i miłości do Lenki i od samej ciąży panicznie bałam się kolek. W przypadku pierwszego oczekiwania wszyscy powtarzali mi, że dzień jej narodzin będzie najpiękniejszy w moim życiu. W przypadku drugiego- że nawet jakby co, to jest masa środków i leków, sposobów, że kolka nie trwa dłużej niż godzinę, że kilka tygodni i minie.

Jak było? Przynieśli mi paskudę spuchniętą, a ja nie poczułam nic poza schodzącym znieczuleniem. Poczuwałam się do odpowiedzialności i ta powinność bycia mamą towarzyszyła mi przez pierwsze dni. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że miłością ochujeńczą zaczęłam ją kochać po czasie, że to uczucie dopiero się we mnie rozwija. Co do kolek? Trwały po 8 godzin i nie pomagało Lence nic, a jestem już kompendium wiedzy w dziedzinie kolkowej farmakologii. Kiedy ktoś mówił, że miną, chciałam go zagryźć żywcem, bo perspektywa kolejnych tygodni z wiecznym rykiem dziecka w tle była dla mnie nie do wyobrażenia.

A patrz, stoję. Wciąż pamiętam, że było koszmarnie, ale uśmiecham się do wspomnień, bo przetrwałam i jestem z tego dumna, wierzę, ze Ty też będziesz, nawet jeśli będziesz miała to szczęście, ze Twoje maleństwo będzie przez pierwsze tygodnie spać, żreć i robić kupę na czas! Jeżeli będzie to dla Ciebie magiczny czas, super. Ja wtedy nie byłam najszczęśliwsza na świecie, ale dziś i tak, oglądając zdjęcia, wspominam ten czas z rozrzewnieniem,bo wiem, że nie wróci.

Jeśli mogę coś doradzić i chcesz posłuchać to- nie słuchaj za wiele, naprawdę dasz sobie radę, a jak odwalisz coś, to po to,żeby mieć zabawniejsze wspomnienia. Jak powtarzała mi doradca laktacyjna- gdyby dziecko było tak łatwe do uszkodzenia, śmiertelność wśród noworodków była by przerażająca! A nie jest, więc kobiety zasadniczo dają radę. Ja się pocieszam, że te głupsze ode mnie też 🙂

2. Nie pozwól sprawić, by ktoś odebrał Ci radość dumę!

Odkąd zaszłam w ciążę ciągle słyszałam, ze to,co przeżywam tu i teraz, to jeszcze nic, bo dopiero zobaczę i tu kolejno mogę wymienić a)jak urośnie ci brzuch b)poród c)połóg d)kolki zęby e) jak pójdzie do szkoły… i tak dalej i dalej… Wszyscy straszyli i uprzedzali, a żebym już kompletnie popadła w schizofrenię, to każde „to jeszcze nic, będzie tylko gorzej” kończyli zwykle „ciesz się tym, bo szybko mija, nie wróci i będziesz tęsknić‚.

Matki, które mają już za sobą etap na którym jesteś mają tendencję do umniejszania znaczenia tego,co przeżywasz tu i teraz. Będziesz naprawdę wystarczająco przejęta tym,co się dzieje i uwierz, snucie planów na przyszłość sprawi tylko, że przegapisz to,co fajne tu i teraz. Bo każdy etap rozwoju dziecka ma w sobie coś ekstra -chociażby to, że spętanego noworoda możesz zostawić samego w łóżeczku bez obawy, że wyjdzie balkonem albo pomaże sąsiadom drzwi sprayem, a z kilkulatkiem możesz się w miarę sprawnie porozumieć.

Za każdym razem,kiedy będziesz chciała się czymś podzielić, a usłyszysz „to jeszcze nic! zobaczysz jak…” zamknij oczy, złap oddech, policz do 94 i pamiętaj – autorki tych wypowiedzi są na etapie jarania się i przeżywania ich aktualnego kosmosu, Twój rozgrywa się równolegle i jest naprawdę tak samo ważny. Nie znam matki, której łatwiej było przejść przez etap kolek, dzięki relacjom, że zęby są gorsze. Wiem natomiast, że kiedy słyszę, że nic trudnego w zasadzie jeszcze nie przeżyłam, to mam ochotę walić w mordę.

Nie mogę przyśpieszyć biegu wydarzeń i nie chcę. Fajnie, że z czasem zapominam to,co było straszne a koloryzuję to,co piękne. Pamiętam jednak, że wszystko co się dzieje jest cholernie ważne- tak jak na początku wyzwaniem były kolki i udało mi się im podołać, tak będę musiała sprostać kolejnym. Nie mam siły ani czasu na roztrząsanie co przede mną, bo a) jestem zbyt zmęczona, b) moje dziecko tu i teraz zmienia się i rośnie absurdalnie za szybko i muszę próbować nacieszyć się nią taką małą c) chcę mieć czas dla siebie i wolną,choć na chwilę, od macierzyńskich rozterek, głowę.

Zatem w dupie mam licytacje na wyzwania. Kiedy następnym razem ktoś zacznie mi wyjaśniać, że przesadzam przeżywając etap życia mojej córki w określony sposób, bo dopiero zobaczę, to wyjaśnię mu, że to moje dziecko, moje macierzyństwo, a co za tym idzie moja sprawa. Bardziej wyrafinowanym trollom dyskusje o wyzwaniach macierzyństwa proponuje skwitowanie stwierdzeniem

nie martw się, teraz tak cię denerwuje, a za 20 lat nie będzie pamiętało, że istniejesz i miało dać ci znać, że żyje i wtedy odetchniesz z ulgą

3. Decyduj sama

Są kwestie szczególnie burzliwie komentowane i wzbudzające najwięcej macierzyńskich emocji i dyskusji. To już pewnie wiesz- o wadach i zaletach różnych porodów,  metod karmienia, usypiania, wychowywania można godzinami, a jak chcesz sprawić, by stabilne i stateczne na co dzień kobiety rzuciły się sobie do gardeł, przynajmniej werbalnie, to rzuć na jakimkolwiek forum, że „uważasz, że każda kobieta powinna rodzić naturalnie/ olać naturę i rodzić drogą cc„, a potem rób popcorn, obserwuj jak się zjadają i uważaj, żeby nie pochlapały cię pianą toczącą się z ust.

To Ty podejmujesz decyzje i to Twoja sprawa. Konsekwencji nie jesteś w stanie przewidzieć, ba, powiem więcej, że gdyby nie ‚życzliwy paluszek’ innych, w wielu przypadkach nawet nie wiedziałabyś, że istnieją i, o rety jak to- żyła spokojniej. Możesz nastawiać się w ciąży, że będziesz prała rzeczy dziecka ręcznie w szarym mydle i rzece, a do snu czytała traktaty filozoficzne, ale jeżeli okaże się, że pierzesz je z roboczymi ciuchami męża, dziecku zapuszczasz bajki, żeby pozwoliło ci spokojnie wyjść do kibla, to zdradzę ci sekret – świat się nie zawali, żaden jednorożec nie umrze.

Po prostu w razie trzeźwości umysłu staraj się gromadzić na temat problematycznych kwestii jak najwięcej rzetelnych informacji nie okraszonych nadmiarem emocji i brakiem dystansu. A w razie chwili słabości powtarzaj sobie to,co powtarzam sobie ja, żeby było mi raźniej

– nie muszę być świetną matką, bycie wystarczająco dobrą naprawdę wystarczy. A kiedy nie daję rady być wystarczająco wystarczającą, to przynajmniej, zamiast zbawiać świat i zaspokajać wszystkie potrzeby psychofizyczne swojego dziecka jakie wymyślił każdy poradnik dla rodziców, kombinuję jak się wyspać.

4. Nie ma matek idealnych, są po prostu matki różne

Moja siostra jest dla mnie niemalże ideałem Matki- ma świetnego, grzecznego i mądrego synka, którego zawsze stymulowała na różnych polach, dzięki czemu jestem niemal pewna, że wyrośnie na naprawdę fajnego człowieka i pozostaje mi sobie życzyć, żeby Lenka po bracie ciotecznym cokolwiek fajnego w genach przejęła, bo ja tyle samozaparcia i energii na stymulacje córki raczej nie posiadam. Poza tym moja siostra odnajduje się rewelacyjnie jako gospodyni. Ma ekstra dziecko, posprzątany dom, ekstra obiad i wyborne ciasto, czym zawsze mnie zaskakiwała, a odkąd mam dziecko, wzbudzała zazdrość.

Dopóki nie pojęłam, że ja na jej miejscu nie byłabym szczęśliwa ani przez jeden dzień, bo to,co ją uszczęśliwia, dla mnie  byłoby karą. Bezczelnie daję swojej córce smoczek, włączam bajki i huśtawki, by dała mi chwilę odsapnąć i nie być mamą, bo potrzebuję tych oddechów,żeby wracać do niej z lepszą energią i bardziej doceniać, nawet to,co wkurwia. I nie uważam, że robię dobrze. Uważam, że robię po swojemu. I chcę dla swojego dziecka jak najlepiej, po prosut uważam,że najważniejsze jest dla niej, żeby miała spokojną i cierpliwą mamę, ale Ty masz pełne prawo się z tym nie zgodzić i ja to SZANUJĘ, dopóki nie rzucasz się na mnie z radami, pomocą, presją itp.

Mam wokół siebie sporo matek – jedne każdego gila swojego dziecka sprowadzają do dramatu i zanim małe kichnie już siedzą w poczekalni u pediatry. Inne jarają się ekologią – nie podają dziecku sztucznych mieszanek, mleka, telewizora i cukru. Jeszcze inne mają dużo rzeczy w dupie i z ulgą odsapnęły, kiedy ich dzieci poszły do przedszkola i przestały absorbować aż tyle ich uwagi.

I wiesz co?

Nie wiem,czy dobrze robią i nie mnie to oceniać, ale znam ich dzieci i.. wszystkie są całkiem fajne, kochane,  żyją i mają się dobrze.

Kiedy któraś z mam będzie  z uśmiechem moralizować Cię, że codziennie….(i tu dowolne: sprząta, czyta, gotuje,maluję się COKOLWIEK) to zwróć jej uwagę na  na to, że gdyby jeszcze mniej zbędnych kocopołów pierdzieliła, to zdążyłaby umyć okna i to w całym bloku.

Jakoś od dawna wydaję mi się, że ludzie tak usilnie próbują przekonać innych, że są lepsi, szczęśliwsi, bardziej zaradni i ogarnięci właśnie dlatego, że przede wszystkim lepsi, szczęśliwsi i zaradni bardziej nie są albo się nie czują. Z tym wiążę się kolejny punkt

5. wystarczająco jest akurat

Wiem, to słyszałaś tysiąc razy- nie musisz wszystkiego na raz i na tysiąc procent. Ja piszę Ci to po to, żeby dotarło do Ciebie jeszcze coś – kiedy ktoś mówi ci, ze czegoś nie musisz,  a ty nagle czujesz drobną ulgę, albo czujesz się nieco pocieszona, że możesz nie dawać sobie rady, to znaczy, że w konieczność bycia na tip top i piątkę z plusem już się wkopałaś.

Kolejny sekret

Może należysz do tych,dla których błyszczący dom i pyszny domowy obiad stanowią powody do dumy – jeśli tak, to zazdroszczę, a już z pewnością zazdrości mój narzeczony. Ja przez jakiś czas czułam się niefajnie z tym, że zalegam w domu, a wraz ze mną kurz i brudne gary. Obiad co prawda serwuję codziennie, ale swoją wyborną znajomością repertuaru wyrobów gotowych i garmażeryjnych nie lubię się chwalić. Odkryłam niedawno coś, co pozwala nie zwariować mi.

Bez względu na to ile zrobię w ciągu dnia, dostrzeżone zostanie tylko to,o czym powiem. Co to znaczy? Że to, co wydawało mi się podstawą obowiązków matki w domu, to tylko mój wymysł – bo świat ma tak naprawdę w dupie to,czy sama gotuję, wystarczająco często odkurzam i czy w ogóle myję okna. Ważne jest to, jak czuję się ja.

A ja w mieszkaniu z brudną podłogą i praniem, mając czas na pisanie, czuję się naprawdę dobrze.

6. Nie ma sprawdzonych schematów

Jedne matki będą Ci mówić, że czas spędzony z dzieckiem w domu jest bezcenny i powinnaś skupić się na tym, że maleństwo cię potrzebuje, tak przez nie więcej niż 15 lat, potem możesz zająć się sobą. Inne, że musisz jak najszybciej wrócić do pracy, na siłownie, do szydełkowania, żeby się  w macierzyństwie nie zatracić i nie zachorować na pieluchowe odparzenie mózgu. Jeszcze inne będą nawoływać do szukania równowagi, której chyba żadna jeszcze nie znalazła. A ja mówię,że bez względu na to, jaki model macierzyństwa sama chcę/chciałam lub realizuję  – nic mi do Twoich wyborów.

Chcesz siedzieć w domu z dziećmi jak najdłużej? Daj Ci Boziu, żeby było Cię stać, skoro taka Twoja wola. Chcesz wracać do pracy jak najszybciej? Oby obyło się bez żadnego poczucia winy i byś była szczęśliwa. Jeszcze nie wiesz? I O.K. , życie wszystko zweryfikuje.

Ani ja, ani ktokolwiek inny nie ma prawa Ci mówić, że MUSISZ cokolwiek- interesować się czymś poza dzieckiem/skupić tylko na nim, znaleźć czas żeby o siebie zadbać/swoje potrzeby i egoizm zepchnąć na dalszy plan, wolny czas poświęcać na coś pożytecznego/spać kiedy tylko to możliwe i  żadna z matek nie ma prawa cię obrażać, dyskredytować, poniżać, tylko dlatego, ze wybrałaś inaczej niż ona. Może Cię nie lubić, ale nie ma prawa przede wszystkim wpędzać w poczucie winy. Z moich obserwacji wynika, że macierzyński szpan uskuteczniają najchętniej te, które tak bardzo próbują udowodnić całemu światu, że są OK, dlatego,że … same w to nie wierzą.

Mogłabym powiedzieć, że to czas zweryfikuje, która z Was podjęła lepszą decyzję -ale ot bzdura. Jesteście zupełnie innymi ludźmi w  zupełnie różnych sytuacjach i tylko swoje własne będziecie miały okazję przeżyć. Warto zrobić to jak najkorzystniej dla siebie, bez marnowania czasu na oglądanie się na innych chyba.  Bo zapieprza ten czas, ledwo poród, a już wrzesień i trzeba dziecku plecak pakować do szkoły.

7. Ty decydujesz

Są rzeczy, których nie przeskoczysz, z obiektywnych lub nieobiektywnych względów, co ktoś może zechcieć skomentować. Ma prawo kulturalnie powiedzieć Ci np., że popełniasz ogromny błąd używając jednorazowych pieluch/śpiąc lub nie śpiąc z dzieckiem, karmiąc lub nie karmiąc piersią. Ty możesz tego wysłuchać, powinnaś przeanalizować argumenty, a w razie potrzeby -mieć to w dupie.

Owa potrzeba następuje wtedy, kiedy czyjaś ‚troska’ wpędza Cię w poczucie winy i sprawia, że czujesz się kiepską matką.

Będziesz miała tyle decyzji do podjęcia, tyle wyborów do dokonania, że poświęcanie nadmiaru uwagi na roztrząsanie tego, czy sposób karmienia determinuje to,jaką jesteś człowiekiem i czy kochasz wystarczająco mocno, jest.. głupie i za długo trwa.  Będziesz potrzebna swojemu dziecku jeszcze całkiem długo, szkoda byłoby zdechnąć na nerwicę i wrzody jeszcze  przez jego pierwszymi urodzinami…

8. Jest wolność, której nie musisz wyszarpywać!

Czasami wydaję mi się, że ceną za poczucie przynależności do grupy społecznej mam, jest obowiązek zrzeknięcia się dużego fragmentu, niekoniecznie macierzyńskiej, siebie. Że po prostu, takie są zasady -wchodzisz między wrony, kracz jak i ony. Podobne poczucie dyskomfortu towarzyszyć może w czasie rozmów z wszechwiedzącą matką, teściową i siostrą.

Problem polega na tym, że nie ma żadnego jednoznacznego kraczenia do którego można by się było dostosować czy ustosunkować, a ten problem rozwiązuje go banalne – nic nie musisz. To znaczy nie walcz, szczególnie na początku, kiedy macierzyństwo nie zagrzewa do walki, a sprawia, że czujesz się jak rozdeptana dżdżownica, która próbuje przypełznąć do najbliższej drzemki/prysznica/kanapki.

Bo choćbyś była najcudowniejszym Don Kichotem świata, to z racjami tłumu i teściowej nie wygrasz. Możesz powtarzać swojej matce miliard razy, że nie ma czegoś takiego jak dieta karmiącej matki,  a ona i tak zadręczać Cię będzie tonami gotowanej marchewki i ryżu.

Nie marnuj energii na walkę z wiatrakami – marchewkę przyjmij, podziękuj i doceń, że ktoś się o Ciebie troszczy, a jak nie masz na nią ochoty wywal do kibla, z uśmiechem i bez poczucia winy idź na kebab. Rozkoszuj się tym, że za drzwiami swojego mieszkania, nad łóżeczkiem własnego dziecka, rządzisz Ty, nikt inny. Reszty doradców kulturalnie wysłuchaj (wyrok za zabicie teściowej może przecież Twoje macierzyńskie plany postawić pod znakiem zapytania).

Bycie odpowiedzialną za kogoś to nie tylko smak odpowiedzialności i strachu o to, czy dobrze robisz. To także miłe uczucie posiadania władzy. A dziecko uczy asertywności i testuje cierpliwość, co w każdych innych konfrontacjach na każdym innym polu okaże się bezcenne.

_____________

Podsumowanie jest teoretycznie żałośnie oczywiste – każda matka jest ekspertem w sprawie własnego dziecka. Mądre frazesy mają to do siebie, że są tak mądre i tak frazesowe, że cholernie ciężko zainstalować je w swoim życiu.  Ja napisałam tylko o tym, czym sama autentycznie się rozkoszuję i wykorzystuję.

Mam nadzieję, że czujesz się po tej lekturze ciut pewniej,albo że przynajmniej raz uśmiechnęłaś przed nosem. Jeżeli jednak w jakiś sposób Cię wystraszyłam albo uświadomiłam,co może Cię czekać, no to.. Kurwa mać, przepraszam 🙂 Chciałam dobrze, prawie tak dobrze jak Twoja teściowa ! :))

Powodzenia dziewczyny, nie dajcie się zwariować! I dajcie znać, co sądzicie o tym tekście, bo jeśli zarwałam noc bezsensownie, pójdę zjeść wafelka na pocieszenie!