Za moment miną 3 lata odkąd jestem żoną. To ogromne zaskoczenie dla kogoś, kto nigdy nie zakładał, że tak się stanie, a od 2015 jest święcie przekonany, że kolejnej rocznicy nie będzie, bo się pozabijamy. Moje życie w związku niemal od razu łączyło się z byciem rodzicem. Na początku wspólnej drogi zaczęliśmy doświadczać tego, jak wygląda rzeczywistość dzielona na troje. Czyli ta rzeczywistość, w której ludzie najczęściej kapitulują i podejmują decyzje o rozstaniu. Co zrobić, żeby się nie poddać? Co zrobić, żeby nie zabić ojca/matki swoich dzieci?

Umówmy się – małżeństwo nie jest najpopularniejszą ani oczywistą sytuacją życiową. Statystyki są bezlitosne: ludzie biorą ślub coraz rzadziej i rozwodzą coraz częściej. Wiecie, że w samej W Łodzi w pierwszych latach małżeństwa rozpadowi ulega ponad połowa z nich? Sama uczestniczyłam w przedmałżeńskich kursach i zarzekałam się, że „z nami będzie inaczej”, tymczasem, często się boję. I wątpię.

A przecież narzeczeni podejmują decyzje przekonani, że jest trwała. Jasne, że sakrament czy podpis w urzędzie niczego nie zmieniają, ale są jasnym komunikatem „gram na poważnie” – dlaczego zatem zamiast zdobywać kolejne levele i kolekcjonować bonusy, tak często decydujemy się na… zmianę planszy?

Ano bo to nie jest gra na kodach. Choć nieraz pewnie mieliście ochotę, jak w Simsach, wybudować sobie basen, zaprosić do niego partnera, a potem niechcący usunąć barierkę 😊

Najczęstszą przyczyną, podawaną za motywacje do rozstania są „różnice charakteru” – nie trzeba być jednak geniuszem,  żeby wiedzieć, iż to argumenty wytrych, który małżonkowie  stosują, bo z pokładu małżeństwa ewakuować się jak najsprawniej. ”Różnice charakteru” mogą być wszystkim, czym po ślubie zaskakuje życie. Zderzenie wizji z rzeczywistością albo odkryciem, że „długo i szczęśliwie” jest łatwe tylko o Walta Disneya.

Dlaczego po narodzinach dziecka tak wiele się zmienia?

Jako,  że bardzo szybko zostaliśmy rodzicami, nie mamy za wiele wspomnień „we dwoje” i przyznam, że to nie ułatwia zadania, bo jak się okazuje, bardzo trudno nam funkcjonować jako para, a nie starzy. Większość naszych rozmów zaczyna się  lub kończy na dziecku i jasne, że wzbudza to nasz niepokój, dopóki jednak jest miło…
Podobny problem zaorania siebie, jako pary, dotyczy większości związków. Ludzie skoncentrowani na rodzicielstwie zapominają, że istnieją też jako duet, dwuosobowa drużyna, która albo nauczy się sterować tym okrętem albo utonie i to bez udziału żadnej góry lodowej.

Książka, która ryje głowę i otwiera oczy.

Nienawidzę poradników. W ciąży przeczytałam kilka i szczerze mówiąc, gdyby nie to, że pokryły się gdzieś kurzem nienawiści, to chętnie z egzemplarzem pod pachą zaprosiłabym do siebie autorów w określonych sytuacjach i zapytała – i co cwaniaku? Co teraz? Taki z Ciebie kozak?

Do każdej formy poradnika, analizy, podchodzę sceptycznie. No wiadomo, mam wątpliwość. Dlaczego tym razem chcę Wam coś polecić? Zacznijmy od początku.

„Jak z nim wytrzymać kiedy pojawią się dzieci”  – kto powinien ją przeczytać?

  1. Ci, którzy chcą tworzyć rodzinę, ale których aktualna jej forma nie odpowiada, wkurza, męczy.

Książka, którą Wam polecam, jest dedykowana ludziom, którzy generalnie chcą być razem i są gotowi na otworzenie się zmiany, rozmowę, żeby zmienić w swoich relacjach z drugą osobą coś na lepsze. W żaden sposób nie uleczy związków toksycznych, złych i patologicznych i nie rozwiąże indywidualnych problemów, które powinny zostać przeanalizowane np. na terapii.

„Jak z nim wytrzymać, kiedy pojawią się dzieci” dotyczy raczej małżonków czy partnerów, którzy funkcjonowali jako w miarę niezależne byty, byli zadowoleni z życia we dwoje, ale ich rzeczywistością zatrzęsło pojawienie się na świecie dziecka – nowe wyzwania, problemy, obowiązki połączone z indywidualnym charakterem, różnicami charakteru i niewyspaniem sprawiają, że wielu z nich zadaje sobie pytanie „czy serio tak miało to wyglądać?”.

  1. Dla ludzi, którzy jeszcze nie mają dzieci

Bo naprawdę lepiej zapobiegać pożarom niż je gasić. Jako mama 5-latki chciałabym przeczytać o sposobie radzenia sobie z wściekłością na męża wcześniej. Może dzięki temu Lena nie byłaby świadkiem tylu nieprzyjemnych scen.
Autorka po konsultacji z doświadczonym terapeutą par poleca, aby w sytuacji, kiedy czujemy, że zaraz odgryziemy łeb partnerowi lub partnerce, wstrzymali oddech i udali się do drugiego pokoju oraz wzięli do ręki zdjęcie dziecka. A następnie powiedzieli na głos:

„Wiem, że tym, jak się zachowuję, wyrządzam Ci wielką krzywdę, ale moja złość jest ważniejsza niż Ty”.

Bang. Mnie zaorało.

To tak jak z zasadami pierwszej pomocy – w czasie wypadku na kurs może być już za późno. Warto go odbyć wcześniej.

  1. Dla kobiet, bo badania pokazują, że to ich życie rodzicielstwo zmienia bardziej.

Tryb matka szybko staje się dla kobiet pionierskim, najważniejszym, a niekiedy jedynym. Czują się odpowiedzialne za wszystko, żyją w permanentnym stresie, uważają, że są niezastąpione, nie potrafią prosić o pomoc i mają pretensje „że nikt nie pomyśli o tym, jak się czują”. Brzmi znajomo?

  1. Dla facetów, którzy radośnie przyjęli perspektywę bycia tatą do zabawy, a nie od brudnych spraw.

Może jak przeczytają o zmęczeniu będzie im łatwiej spojrzeć na wyrzuty łaskawszym okiem?

  1. Dla partnerek i partnerów – żeby lepiej zrozumieć i otworzyć się na to, co czuje druga strona, a nie tylko pielęgnować swoje zdanie i perspektywę

Książka „Jak wytrzymać z nim kiedy pojawią się dzieci” to nie jest poradnik jak osiągnąć ekstazę w 4 krokach. Autorka po 10 latach relacji z bólem odkryła, jak bardzo wiele zmieniło się w jej życiu odkąd dołączyła do niego córka.
Robiła to, co większość bab – pielęgnowała urazę, brała na siebie za wiele, ciągle miała pretensje i żal. Aż któregoś dnia powiedziała: albo będziemy razem szczęśliwi albo to bez sensu. I obiecała sobie, że pogodzi się z rozpadem związku dopiero wtedy, kiedy zrobi wszystko, co w jej mocy.

I ciężko odmówić jej pomysłowości.

Swoje rodzinne problemy skonsultowała ze znanym terapeutą par, negocjatorem policyjnym, który na co dzień zajmuje się przeprowadzaniem negocjacji z mordercami czy porywaczami, psychoanalitykami i całą listą innych ekspertów różnych dziedzin…  A porady każdego z nich postanowiła zastosować „na żywym organizmie” – w teorii przecież wszystko jest logiczne, kiedy jednak głowę wyżera wściekłość… Kosztowało to pewnie sporo wysiłku, czasów i pracy, dlatego warto by skorzystać z cudzego doświadczenia, zanim „zaczniemy modlić się o cud”.

Książka to w wielu miejscach analiza tych konkretnych sytuacji i tego, co zmieniło się po zastosowaniu określonych wskazówek. Czy to historia o tym, że było źle, ale magiczna różdżka odczarowała rzeczywistość i cała rodzina znów hasała po łące ku wspólnej, świetlanej przyszłości?
Nie. Autorka nie ukrywa licznych błędów. A szczerość, z jaką odkrywa się przed czytelnikiem sprawia, że sama co kilkanaście stron zatrzymywałam się, żeby wizualizować zastosowanie przytoczonych metod w swojej relacji.

Marzę teraz, aby tą książkę przeczytał mój mąż, który z racji usposobienia i chyba płci jest źle nastawiony do takich form, trudno mu się z resztą dziwić.  Ja bardzo nie chcę żeby moje małżeństwo się rozpadło, bardzo się tego boję, chcę tworzyć dla Leny fajny, ciepły dom i dać jej poczucie, że warto być razem.  a kiedy przeczytałam o „4 mordercach” znowu zdarzyło mi się rozryczeć.

Polecam, bo być może jest za dużo niepotrzebnych łez, zbyt wielkich słów i negatywnych emocji pewnie też w Waszych związkach. Bo pewnie, kiedy obiecywaliście tej drugiej osobie „na dobre i na złe” nie mieliście na myśli „dopóki nie wkurwisz mnie tak, że wszystko co nas łączyło stanie się mniej ważne niż to, że chcę odejść”.

_____________________________________

Książka dotyka ważnych spraw, ale jest napisana w lekki i przyjemny sposób – nie musicie zatem czekać z lekturą na moment, w którym będziecie mieli czas na analizy i medytacje. Analizy dopadną Was raczej same, nawet w czasie lektury w tramwaju.

Polecam. Książkę znajdziecie TU.

A u Was? Bywa gorąco? Przyznacie się, że nachodzi Was myśl „na cholerę mi to było” i chęć trzaśnięcia drzwiami raz na zawsze? Co pozwala u Was przetrwać burze?