Co się dziwisz? Teraz comming outy są szalenie modne, niemal jak kozaki do połowy uda. Wszyscy mają potrzebę dzielenia się swoimi intymnymi sprawami. Roztrząsanie swoich preferencji seksualnych stało się już na tyle powszechne, że straciło status intymności. Czasem mam wrażenie, że w pewien metaforyczny sposób wszyscy chodzimy ze sobą do łóżka, czy gdzie tam akurat lubicie chodzić. Opowieści singli o swoich szalonych nocach, historie romansów homoseksualistów, zwierzenia o preferencjach księży, są na tyle powszechne, że niedługo słowo seks będzie wywoływać w nas takie same emocje jak „kajzerka”.

Ja tam o seksie pisać nie będę, bo jak wiadomo, krowa, która dużo muczy, mało mleka daje. Mam w zanadrzu o wiele bardziej wstydliwe sekrety, które postanawiam wywlec na światło dzienne, bo jestem spragniona prania brudów. A raczej naczyń. I nie wyrabiam z tym, może ktoś pomoże?Większość ptaszków zna mnie nie od dziś i mniej więcej śledziło, choćby pobieżnie, drogę mojej metamorfozy z dziewczęcia pt. „żadnych kurwa związków, żadnych świętości, noga w drzwi, łokieć w żebro” w „mąż, zakup proszę pieluchy i wracaj szybko, bo obiad stygnie”. Z osoby niezależnej, jedzącej cokolwiek, uważających kuchnie za pomieszczenie, w którym leśne skrzaty utylizują brudne naczynia, a obsługa serwuje żarcie, w kobietę, która ubolewa, że ma za mało brytfanek.

Wracam na moment do seksualnych skojarzeń i metafor. Wiecie jak to jest z fantazjami erotycznymi i filmami porno. Tak wszyscy zawsze są piękni, jędrni, mają wielkie penisy, usta, piersi i absolutnie nic im niepotrzebnie nie odstaje, nie zwisa, nie drży. Żadnego kalafiora na udach, ba, nawet jęki zażynanej loszki brzmią jakoś tak, bardziej wyjściowo. A potem człowiek wchodzi do własnej sypialni i ma do wyboru, zamknąć oczy albo zgasić światło. I milczeć. To straszne. To samo miałam z gotowaniem.

Za każdym razem, kiedy próbowałam znaleźć jakieś kulinarne inspriacje odkrywałam, że jeżeli chcę gotować, to muszę mieć wyjściowe meble, ładne paznokcie, słodki uśmiech i ogromnie dużo talentu. Świat dawał mi do zrozumienia, że się nie nadam, a ja bardzo nie lubię takich informacji. Gotować nie lubiłam i nie zamierzałam, ale z własnej woli, a nie dlatego, że nie potrafię! Najwyższy czas na mój comming out.

Bardzo obawiam się reakcji bliskich. Mają mnie raczej za obrzydliwą sierotę z kikutami zamiast rąk i nigdy nie mieli wobec moich dokonać kulinarnych absolutnie żadnych oczekiwań. Skądinąd, było to niezwykle wygodne. Żadnych maratonów w kuchni przed świętami, żadnych sałatek na imieniny, tortów, urabiania się po łokcie po to, żeby ktoś się nażarł, beknął i w ramach docenienia powiedział, że dobre. Ekstra. Dłużej jednak nie mogę. Moja teściowa potrafi przyjechać do nas z gotowym obiadem. Mówiąc „gotowy” mam na myśli -absolutnie gotowy. Przywiózł Wam ktoś kiedyś ugotowany makaron z obawy, że nie podołacie przyrządzić go sami?

Wszyscy na lewo i prawo dokarmiali mojego ówczesnego narzeczonego sądząc, że z tą Radomską to on biedny żre tylko mrożone pierogi. Kiedy próbowałam zasygnalizować, że potrafię obrać kartofle, tata nieomal udławił się wąsami i postanowiłam siedzieć cicho. Dla bezpieczeństwa bliskich i z szacunku do mojego lenistwa.Nie mam za wiele wspólnego z Magdą Gessler, ani z Nigellą, ale ja wiem, jak wygląda prawdziwe życie i mam dosyć wszechobecnego okłamywania wszystkich, że gotowanie to sztuka wysoka i że więszość z nas ma za krzywe nogi na jej progi. Nie. Pozwolę Wam dobrze poczuć się w kuchni.

Przede wszystkim zapomnijcie o tych wszystkich pięknych fociach dam z rozpuszczonymi włosami, w pięknych fartuniach, czyściutkiej kuchni. Gotowanie to wojna. Na poligonie muszą znajdować się krwawe ślady walk- rozsypana mąka, wdeptane w podłogę obierki, rozlany olej, kałuża z jajka, kilka upieprzonych ścierek. Po co? Na wypadek, gdyby jednak Wam nie wyszło, niech świat wie, że walczyliście do końca. Oto moje odkrycia, dzięki którym w kuchni jestem wyluzowana jak Rysiek Kalisz po wypaleniu jointa. Jazda.

1. Nie może Ci zależeć
Zapamiętaj,to kluczowe bardziej niż jakikolwiek przepis, składnik, czy proporcje. Po prostu. Takie są zasady- kiedy będziesz robić coś na odwal się, na oko, przypadkiem, tak, tylko, żeby sprawdzić, czy się od tego nie umiera, nagle jeb- ciasto wyrośnie i zachwyci, pierogi będą zwarte i sklejone jak geje na paradzie równości, zupa aromatyczna, jak na reklamie kostek rosołowych. Tylko pamiętaj – musisz gotować po nic, dla nikogo i od niechcenia.
Jakakolwiek próba zabłyśnięcia w towarzystwie popisowym, nawet sprawdzonym daniem, jest skazana na porażkę. A zapowiadanie, że przygotujesz coś ekstra, to najgorsza opcja z możliwych. Dowiesz się wtedy, że nawet ciasto zrobione z herbatników może być zakalcem.

2. Nie płaszcz się
Najmniejszym ruchem nie możesz zdradzić, że rozpaczliwie Ci zależy. Mikser tylko na to czeka, uwielbia wyskakiwać wtedy z Twoich drżących rąk i krzyczeć „jestem za piękny, żeby miksować, patrz idiotko, jak cudownie tańczę„, a Ty w ramach żałosnych negocjacji zgodzisz się jeszcze wysłać go na balet. Sprzęty muszą wiedzieć, kto tu rządzi. Zachowuj się jak prezes – nawet, kiedy nie masz pojęcia, co robisz rób to z wyrazem twarzy eksperta, który jest chamem.
Nie módl się, nie proś biszkoptu, aby wyrósł, nie żebrz u piany,by się ubiła. Zachowuj się tak, jakbyś ich skreślił na starcie. Poczują się zmotywowani, żeby pokazać ci, że nie masz racji.

3. Olej proporcje
Ile razy wertowałeś przepis dokładnie sprawdzając, ile ml mleka i ziaren maku dodać, aby ciasto się udało? Roztrząsałeś wielkość swoich naczyń, mylne miary, za bardzo drżące ręce? To taka bzdura, że aż dupa boli. Serio. Ci wszyscy twórcy sprawdzonych przepisów potrzebują czuć się ze sobą dobrze i dowartościować. Świadomość, że stworzyli coś ekstra i że było to jadalne, dodaje im skrzydeł i animuszu. Mogą dzięki temu dziarsko i bez kompleksów jeździć tramwajami bez migawki. Jeśli Ci wyjdzie tak samo (nie wyjdzie, nie okłamuj się) będziesz miał ich za kulinarne guru. Jeśli nie, stwierdzisz, że nie jesteś tak zajebisty jak oni łechtając ich rozbujane jak wańka wstańka ego.
Prawda jest taka, że jak ma wyjść, to wyjdzie. Testowałam na muffinkach dziesiątki już razy. Nie ma znaczenia, czy dodasz do nich 3 jajka, 2, czy jedno, czy wetrzesz masło, ogrzejesz je,czy olewczo dodasz zwykłego oleju. Jeżeli będziesz je robił  z resztek i na odwal się, na ich widok zaklaszcze sam Sowa. Jeżeli się zaangażujesz, jedyną usatysfakcjonowaną istotą będzie Twój pies.

4. Nie ma sytuacji bez wyjścia
Czasem zdarza się, że naprawdę nie wychodzi, mimo, że serio nie miało powodów. Wtedy zwykle okazuje się, że zapomniałeś o jakimś drobiazgu, jak mąka, czy tam proszek do pieczenia. Z każdej sytuacji da się wybrnąć. Użyj wyobraźni.
Ciasto bez jajek i mąki, jest wegańskie. Rozciaptana breja to idealne, rozgrzewające danie na jesień! Muffinki bez proszku do pieczenia to takie mini ciasteczka, które mają na pewno mniej kalorii,bo zajmują mniej miejsca w brzuszku. Nie zdążyłeś rozmrozić mięsa? powrót do natury i surowe mięso to najnowsze trendy kulinarne! Spaliłeś schaby? Spokojnie, mięso wysmażone well done też ma swoich koneserów. Nie ma, że się nie udało, po prostu nikt jeszcze nie zrobił tego w ten sposób. Zaskoczysz wszystkich. Czy pozytywnie,to już trochę inna historia.

5. Musi być syf
Nawet jeśli robisz kanapkę, niech na blacie zostaną ślady krwi. Niech każdy, kto wejdzie do twojej kuchni, będzie chciał skrytykować Twoje danie, zobaczy Twoją historię. Niech przekona się, ile musiałeś znieść, ile lampek wina wychylić, aby presja sprostania oczekiwaniom ukochanej osoby nie była paraliżująca. Pokaż, jak stres sprawił, że drętwiały Ci ręce, a truskawowy dżem skorzystał z tej chwili nieuwagi i popełnił spektakularne samobójstwo. Opowiedz, jak Ci przykro, że nawet jajkom odechciało się przy Tobie żyć. Nie wstydź się swojej wrażliwości, zapytaj,czy rozsypana mąka nie wygląda jak świeży, grudniowy śnieg, który prze chwilą pokrył leśną polanę?
Wtul się mocno w ramiona partnera i powiedz, że tego dla Ciebie za wiele, że zrobiłe(a)ś,co mogłeś, ale nie masz już sił walczyć o uznanie w jego oczach. I że nie możesz dłużej patrzeć na żalosne owoce swojej pracy, więc wychodzisz. A partner może posprzątać.

6. Nie dzwoń do bliskich
Pamiętaj, nadal jesteś chamskim prezesem. Niekompetentnym,ale dumnym. Twoja matka tylko czeka, czyha z telefonem w dłoni, by tryumfalnie wykrzyczeć:

HAHAHA, WIEDZIAŁAM, ŻE ZADZWONI, DZIECKO MARNOTRAWNE! WIEDZIAŁAM! LATA GARDZENIA CIEPŁĄ ZUPĄ NA STOLE, NIESKOŃCZONE UPOMINANIE, ŻEBYŚ JADŁ, NIE POSZŁY NA MARNE! BYŁO WARTO CZEKAĆ! AHAHAHAH! Mam Cię, Cwaniaczku z baru mlecznego i kebaba! Nie sądziłam, że wyrośniesz na taką sierotę, która nie będzie wiedziała, co to jest włoszczyzna. Pomogę Ci, ale najpierw opowiem rodzinie i sąsiadkom”

7. Kuchnia fjużyn to remedium na wszystko
To nie tak, ze przygotujesz coś niesmacznego. Po prostu, pech zechce, przygotujesz coś wykwitnego dla ludzi o bardzo prymitywnych preferencjach. Nie stresuj się.
Cukier jest naprawdę podobny do soli, przyprawa do kebabu do cynamonu. To się naprawdę zdarza, wszystkim. Ty tylko masz złe podejście i uznajesz to za porażkę. Oni idą z tym do TVN-u i wydają kulinarną książkę.

8. Opcja dodatkowa- spróbuj czule
Jeżeli bycie chamem jednak, z jakichś względów, okaże się nieskuteczne, weź swoje sprzęty, składniki, a także potencjalnych odbiorców swojej sztuki kulinarnej, pod włos. Urzeknij ich czułością. Dla niektórych będziesz trzymać w dłoniach zwykłe jajko, Ty jednak wiesz, że to najsłodsze jajeczko w całej tekturowej foremce! Nie od dziś wiadomo, że zdrobnienia działają na wszystkich rozczulająco i motywująco. Ten potencjalny, kurzy płód w skorupce, który lada moment zdecydujesz się zmiażdżyć i rozszarpać, nie będzie ci wprost w stanie odmówić uroku i stawiać oporów. Nic tak nie skłania jabłka do dobrowolnego oddania się poćwiartowaniu, zesmażeniu i pożarciu, niż nazwanie go jabłuszkiem, jabłuszkiem, jabłuszkiem pełnym snu.

Opcjonalnie zostaniesz uznany za niedorozwiniętego i składniki poddadzą się z litości.

9. Gotuj dla ograniczonych
Najprościej będzie gotować dla ludzi których szczytem osiągnięć kulinarnych jest zamówienie pizzy. Oni są tak posrani, że piszczą nawet, kiedy smarujesz im kanapkę keczupem. Nie ma ich niestety aż tak wielu, dlatego musisz pamiętać o prostej zasadzie – nazywa się – zasadą przeciwieństwa.
Swojej babci nie zaskoczysz mizerią i ziemniakami z koperkiem. Za to zaserwowanie jej ośmiornicy będzie murowanym sukcesem. Babcia nie tknie, więc nigdy się nie dowie, że ci nie wyszło. Rozpowie wszystkim, jaki jesteś światowy i utalentowany. Usmaży Ci jeszcze więcej schabów z troski o to, że musisz jeść takie obrzydlistwa i robaki.
Kolegę z Erasmusa zaskoczysz śledziem w śmietanie. Kiedy zaserwujesz swoim znajomym z Turcji gulasz wieprzowy możesz być pewien sukcesu. A przynajmniej tego, że raczej nigdy czegos takiego nie jedli, więc znów- nie mają punktu odniesienia.

Czy to moje nieszczelne okna i jesienna zawierucha, czy usłyszałam właśnie Twoje westchnienie wyrażające ulgę i odzyskane poczucie bezpieczeństwa? No dalej, możecie bezpiecznie i beztresowo wkraczać na nowe, nieznane Wam dotąd, obszary  i przesunąć mistyczną granicę Waszych możliwości.

Jakby to powiedział Obama- Yes you can! Jakby to powiedziała Christina Aguilera- oh yeaaaauuuhoooeeee! Do dzieła. Trzymam kciuki. I nie, nie jestem głodna, dziękuję za ewentualne poczęstunki.