szuflady

Nasze życie tak naprawdę składa się z emocji. To one są treścią pełnionych przez nas ról. Zawartością, z pozoru banalnych szuflad, na których ktoś odgórnie nakleił etykiety – etykiety nas ‚kobiet’, ‚mężczyzn’, ‚partnerów’, ‚dzieci;’, ‚sióstr’, ‚pracowników’, ‚operatorów koparek’ i ‚tancerek baletowych’. Każdej jednej.

Tylko my sami wiemy, co skrywają te szuflady. Mają ograniczoną pojemność, a jednocześnie nie mamy za wiele czasu by się w każdej z nich zadomowić. Przeskakujemy- w zależności od naszego wieku, z roli nastolatka w rolę ojca, w zależności od pory dnia, z surowej szefowej w czułą matkę. Dlatego w szufladach najdłużej trzymamy emocje i wspomnienia skrajne- najbardziej traumatyczne i najpiękniejsze. Podsycając ich wielkość wraz z upływem czasu, po to, aby w któryś banalny wtorek ogrzać się wspomnieniem pięknych chwil, albo okleić własnym, wystarczająco mocno uargumentowanym smutkiem.

Mija czas, a nasze ręce coraz mniej sprawnie otwierają stare szuflady. Coraz mniej wokół nas ludzi, którzy mogliby potwierdzić, wzbogacić zawartość naszych szuflad. Partnerzy odchodzą albo umierają, dzieci dorastają i wpadają w wir własnych spraw, a wnuki bardzo szybko zapominają, kto dla nich zawsze był w stanie odkładać na bok wszystkie sprawy.

Z czasem, dla świata, zawartość naszych szuflad z przeszłości przestaje mieć znaczenie. Ludzie, którzy dzielili z nami namiętności okresu dorastania, rozbiegają się po świecie. Znajomi z pracy przestają dzwonić. Wszyscy, którzy w głębszym bądź płytszym sensie zostają, znają nas już tylko przez pryzmat aktualnie pełnionych ról.

A rola osoby starszej jest chyba najbardziej niewdzięczna. Najboleśniej uproszczona, sprowadzona do parteru przez warunki ekonomiczne, fizyczne ograniczenia i tempo życia młodych pokoleń, za którymi nie są w stanie nadążyć. Niejednokrotnie spychana na margines. Starość jest dla młodych niewygodną konsekwencją upływu czasu, ośrodkiem ciepłych wspomnień z dzieciństwa, chorobą, o której niewygodnie jest myśleć. Babcia i dziadek to ciepłe kapcie, pielony ogródek, kościół, różaniec w pomarszczonych dłoniach, jakieś małe zboczenia dodające indywidualnego charakteru zupełnie typowej, pomarszczonej twarzy.

Nie wiem, kim była moja babcia, zanim ją poznałam. Choć przecież od  wczesnego dzieciństwa zwykłam pytać kim była Mama Muminka zanim urodził się Muminek, a do głowy nie przychodzi nam dociec, kim byli ludzie, od których pracy i zaniedbań w dużej mierze zależało to, kim się staliśmy.

Co wypełniało ich szuflady, które pokrył kurz? O czym marzyli, kiedy mieli naście lat? Przez co nie mogli spać? Kogo pragnęli? O czym marzyli? Co ich podniecało?

I co takiego się stało, że wyblakli, że dali się wsadzić w uniform, który czyni ich tak podobnym do siebie nawzajem, że aż niezauważalnym. Jakie historie kryją się za skorupą z staroświeckiej sukienki, nieśmiertelną trwałą, twarzą pociętą zmarszczkami i drżącymi dłońmi? Czy da się prześledzić ten proces i naiwnie uwierzyć, że nas ominie? Ocalić siebie od zapomnienia?

Bilogia mówi, że starość to obumieranie i zużywanie się organizmu. A może starość jest wtedy, kiedy wygasa w nas życiodajny pęd, pasja, libido, temperament daje się wsadzić w ciapcie, stłumiony kopniakami trepa zwanego życiem? Może krew przestaje krążyć tak żwawo, kiedy nie wzburza jej, jak dawniej, namiętność i pasja i powoli usycha każda z części naszego ciała? Nie wiem.

Tym tekstem chciałabym jednak życzyć Wam, aby Wasze szuflady zawsze były w jakiś sposób żywe. Wasze historie zawsze niedokończone i fascynujące.  Żebyśmy historię naszego życia potrafili opowiadać z zapartym tchem i żeby nigdy nie zabrakło ludzi, którzy będą jej słuchać.I żeby każda etykieta, szczególnie ta niewybrana i ciążąca, wywoływała na Waszych twarzach uśmiech szelmy, która jak nikt potrafi wypełnić ją tym,co warto pamiętać.

_________

A teraz lecę. Spać. Planować wizytę u babci, bo mamy do pogadania. I zastanowić się, co zrobić, żeby moim wnukom markowe ciapciaje z girów pospadły, kiedy opowiem im historie z młodości.