fot. A. Zaborowska

To jeszcze chwila i nastąpi rewolucja. Hierarchia wartości rozpieprzy się na miliard części, a ja za rok o tej porze będę się tarzać po dywanie przysięgając, że gdzieś widziałam coś, kogoś, co było dla mnie najważniejsze i niezbędne, ale jednocześnie nie było Lenką. Zanim na dobre wsiąknę w macierzyńskie rozterki rozkminiając, na ile mogę sobie pozwolić, żeby być matką, ale nie przestać być Radomską, i jaką Radomską zostać, żeby ona nie miała do mnie żalu ani pretensji, muszę zdążyć napisać jeszcze  o Nim, o Jej tacie.

Nim jednak mój układ słoneczny zacznie się kręcić wokół niej, czuję się zobowiązana i … wdzięczna obrzydliwie, żeby podziękować Jemu.

To nie będzie opowieść o księciu z bajki- chociaż książęta pewnie też nie chcą wynosić śmieci i migają się od kupowania kartofli. Nie mamy w sobie nic z Ideałów, ale to chyba lepiej – bycie wiecznie zajebistym musi być cholernie męczące.

O tym, co nie tak, co wkurwia, mogłabym długo – doktorat z marudzenia to kwestia czasu, w ciąży zdobywam kolejne levele wiedzy i wtajemniczenia. Dziś jednak chcę miło i ciepło, bo On zasługuje, a ja muszę podziękować.

***

Odkąd dowiedział się, że będzie tatą, ani razu nie powiedział, nie dał do zrozumienia, nie pokazał i nie przekonał, że strach jest silniejszy niż radość i duma.Przed snem i po obudzeniu zawsze całuje nas obie, co wiążę się z tym, że musi mi zabrać kołdrę i obudzić oraz stać się ofiarą focha. Nie ma jednak nic piękniejszego na dobranoc niż „kocham Was Skarby Moje” i ulubione „Dobranoc moje  Dziewczyny!”

Od początku się mną zachwyca, nawet, jeśli obiektywnie rzecz biorąc, zachwyt jest absolutnie nie na miejscu. Kiedy ja patrzyłam na swoje ciało z przerażeniem, on gapił się na nie zahipnotyzowany. Kiedy ja panikowałam wyłapując kolejne transformacje poszczególnych części ciała, on uspokajał i tłumaczył, że tak musi być i też jest pięknie.

A kiedy skóra na bęcu przestała nadążać za tempem wzrostu Lenuszki i mimo mazideł, mumifikacji zaczęła się rozstępować przede mną jak Morze Czerwone przed Mojżeszem, zareagował tak, że aż nie wierzę.

Całuje te rozstępy teraz i mówi, że to dobrze, że są, bo to znaczy, że Lenka rośnie i że nie trzeba się martwić. I że je kocha, bo będą przypominać, że nosiłam jego dziecko. Sam nawet poszedł do jakiegoś zakładu kosmetycznego i pytał o zabiegi dla mnie, obiecując, że mi je zafunduje po ciąży, bo choć dla niego to bez znaczenia to chce, żebym czuła się dobrze.

Do tej pory wydzwaniał kilka razy dziennie, żeby zapytać, co słychać i co robię. Teraz robi to dwa razy częściej – druga fala telefonów to te, z zapytaniem o Nią.

Kiedy dostał bransoletkę z jej imieniem, obleciał wszystkich kolegów z pracy i cieszył się, jakby zebrał wszystkie zabawki z Kinder Niespodzianki, jakby skompletował wszystkie naklejki z Pokemonów, a jak zapytałam prowokacyjnie,czy to nie siara tak się przed innymi chwalić bransoletką z imieniem córki, odpowiedział, że nie ma nic bardziej męskiego i że jest dumny.

Kiedy zaczęło być ciężko, czasem boleśnie i budziłam się w nocy stękając z bólu, półprzytomny pytał, czy nie chcę herbaty (nie pytaj mnie jakie bóle ciążowe łagodzi herbata, bo nie wiem…) i tulił i mówił do mnie, a jak rano go informowałam, że noc była chujowa jak gotowana brukselka, to się unosił i złościł, że nawet nie raczyłam go obudzić  poinformować (?!)

A kiedy jeszcze nie było wcale ciężko, ale już trochę straszno i czekałam w 3 miesiącu razem z nim na USG wbijając przerażony wzrok w te wielkie ciężarne z tymi ogromnymi bęcolami i prawie wyłam ze strachu, że też tak będę wyglądać, to dziarsko mówił, że na pewno nie. Aż trochę żal, że kłamał.

Uwielbiam, kiedy obiecuje mi, że zrobi dziesięć rzeczy, choć realnie i fizycznie byłby w stanie jakieś 6, kiedy o 7 i tak zapomina, bylebym tylko przestała panikować, że nie zdążymy zrobić nic zanim się urodzi Lenka.

Próbuję się oswoić, że nie ogarnie, iż hormony czynią ze mnie istotę jeszcze bardziej pojebaną emocjonalnie niż zwykle i pytanie o to co się stało i jak może mi pomóc jest tak głupie jak Nastoletnie Matki na MTV.

Porusza się na poziomie ideałów i nadal uważa, że nasze dziecko jest najpiękniejsze, będzie do tego najgrzeczniejsze, a on w podskokach będzie wstawał do niej w nocy choćby tylko po to, żeby podać mi ją do karmienia. Uśmiecham się, bo choć mu  nie wierzę, miło mieć w domu jakąś przeciwwagę dla swojej szczekającej i wieszczącej apokalipsy i dramaty japy.

A dziś się obraził na mnie, bo śmiałam stwierdzić po USG, że nasze dziecko chyba nie będzie jednak najpiękniejsze na świecie, ripostując, że będzie tak piękna i zgrabna, że aż żal, że nigdy nie będzie mieć chłopaka, bo on jej nie pozwoli.

Pewnie ocieram się o frazes i ckliwość teraz (ale kurwa o co ja się teraz nie ocieram powiedz mi, kiedy na każdej ścianie jest ślad po moim namaszczonym oliwką bęcu..), ale chciałam tylko powiedzieć, z szacunkiem do faktów, żeśmy nie zdążyli się nacieszyć sobą we dwoje, że nikt nie wie, co przyniesie przyszłość i że „na zawsze razem” to ewenement w dzisiejszych czasach, a nie normalność, że …

Chyba lepszego ojca dla mojego dziecka nie mogłam sobie wymarzyć. 

Wiem, że gdybyśmy z jakichkolwiek względów nie mieli być razem, to nie muszę się martwić, bo on udusi mnie w chwili, kiedy powiem, że zabieram dziecko, poćwiartuje i wrzuci moje zwłoki do rzeki i nie odda jej nikomu.

I wiem też, że nie dokupi już tej cholernej farby i nie domaluje reszty drzwi, że nie doczekam się, aż sklei komodę i pewnie zrobi miejsce na łóżeczko w pokoju, kiedy będę w nim stała z dzieckiem na rękach i tak darła mordy, że z rozpędu zrobi je w korytarzu, łazience i kuchni również…

Mam też wizję tego, jak nie zdąża na poród, bo w tym czasie szuka bankomatu swojego banku, żeby nie płacić prowizji, ale mimo wszystko…

Jaram się jak zrozpaczeni kryzysem emeryci protestujący na ulicach w Grecji faktem, że to ja mogłam spełnić jego marzenie o założeniu rodziny.

Tato mojej córki kończy za kilka dni 30 lat. I marzył o rodzinie przed odhaczeniem na swojej osi czasu kolejnej dekady.
Nie wiem, czy jestem mu w stanie dać wszystko,co najlepsze, ale staram się ile mogę i najlepiej, jak potrafię.

Kocham. I lepszego partnera dla ciężarnej siebie nawet nie umiałabym sobie wymarzyć i jestem pewna, że bez niego nie dałabym rady.

Mam nadzieję, że córka dostarczona prawie w terminie urodzin wystarczy jako prezent, bo jeśli wyskoczę gdzieś w najbliższym czasie, to przez okno, jeśli nie przestanie boleć 🙂

Więcej napisać nie mogę, bo beczę jak głodzona owca, a moje dziecię, które niemalże siedzi mi już na kolanach, uprawia właśnie co wieczorne pogo i nie daje siedzieć, stać i żyć 🙂