RADOMIKORSCY

Dopada nas rutyna. Mario wyrabia nadgodziny, ja też, tylko charytatywnie i z miłości. Brakuje czasu, chwil tylko we dwoje, rozmów bez końca. Wiesz jak to jest. Po kilku latach trudniej wygrać z rutyną. Tak często wygrywa zmęczenie… Wierzę jednak, że może być inaczej, że zdołamy to jeszcze wszystko odświeżyć, jak ta pani w reklamie Brise, która niweluje nim smród nawet zgniłych śmieci. Jeszcze będzie przepięknie. Będziemy razem chodzić na spacery, patrzeć sobie w oczy, karmić kaczki. Wierzę. Ba, miłość sprawia, że nabieram pewności i postanawiam zdobyć się na szczerość.

Przychodzę do niego, kiedy półprzytomny leży na kanapie. Chwytam za twarz i mówię, że musimy porozmawiać, że muszę mu powiedzieć czego pragnę. Widzę, że jest niepewny, zamiera w geście zmiany kanału w TV. Zapada między nami cisza, tak dogłębna, że aż hucząca w uszach. Widzę jak mruży oczy próbując wyczytać z mojej twarzy emocje, żeby móc się przygotować na to, co ma nastąpić. Mam kamienną twarz, dosyć już tych domysłów, niedomówień, rozmów odkładanych na potem, zwierzeń obcym osobom z którymi przecież nie zamierza się iść przez życie. Do działania pcha mnie ta ulotna, męcząca myśl, że przecież on też nie jest teraz w pełni szczery i szczęśliwy.

Jego spojrzenie sprawia, że na moment tracę ową pewność siebie, która pchnęła mnie, bym siadła obok i zdobyła się na wymianę myśli i otwarcie się przed człowiekiem, którego przecież kocham. On czuje, że coś jest nie tak, nieczęsto mam problemy z wysłowieniem i ogarnia mnie trema. Widzę jak nabiera powietrza, na wypadek gdyby miało mu zabraknąć po tym, co usłyszy. Nie mogę dłużej trzymać go w niepewności. Kochać to znaczy nie pozwolić cierpieć, ale też być szczerym, nawet jeśli ta szczerość powodowałaby cierpienie.

Chwytam go za dłoń, tą samą, która odgarnia mi włosy z twarzy, kiedy płaczę, tą samą na którą wsunę niedługo obrączkę. Wykonuję jeszcze kilka niezdarnych, nerwowych ruchów, które zdradzają, że wcale nie jestem do tego wyznania przygotowana. Jak uczennica w dziurawych rajstopach wyrwana do odpowiedzi na lekcji, która nie jest jej mocną stroną. Chwytam drugą dłonią koc, który nakrywa kanapę. Mrużę oczy, by zebrać się w sobie na tę parę chwil. Patrzę mu  w oczy, prostuję plecy. Mówię najszczerszą prawdę, która płynie prosto z mojego serca.

Że po prostu zjadłabym czipsy o smaku żeberek, popiła piwem i poszła spać.

 

Badum tsss….!

😉