radomskaaa

Zabrałam się za siebie 6 miesięcy po porodzie. Nikt mnie nie zmuszał, nie nagabywał, nie sugerował, nie zazdrościłam szczuplejszym koleżankom, mój wygląd nie spędzał mi snu z powiek. Po prostu chciałam spróbować. Przy niemowlaku, konkretnie moim niemowlaku, robienie czegoś dla siebie, nawet jeśli to obiad było i jest wyczynem.

Było strasznie i bolało. Bywa strasznie i czasem nadal boli. Nie raz się zastanawiam po co to robię, zamiast iść spać czy w końcu wziąć spokojną kąpiel. Po treningu sobie przypominam- złapałam bakcyla. Lubię się zmęczyć i spocić, odreagować. Chcę dawać mojej córce dobry przykład, nie pozwolę by tak jak ja borykała sie z  dodatkowymi kilogramami, babciom dzierżącym wyciągnięte w jej stronę smakołyki prędzej je odgryzę niż odpuszczę. Czy wytrzymam dłużej niż te trzy miesiące? Ha, nie wiem, konsekwencja nigdy nie była moją mocną stroną, ale nie będę stękać ani kozaczyć, nie mam siły- właśnie skończyłam trening. blablabla nie o tym chciałam pisać 🙂 Przebrniesz dalej?

Robię to,co chcę- nikt mnie nie zmusza, nie sprawdza, nie kontroluje. Nie mam potrzeby bycia atrakcyjną dla kogoś, kto nie jest dla mnie ważny.  Po prostu dla mojej psychiki to teraz istotne- że przy tak znikomej ilości czasu wolnego, porodzie przez cesarskie cięcie, przepuklinach, odruchu wymiotnym na myśl o aktywności fizycznej wzięłam się za siebie i znajduję na to czas.

Coś mnie jednak wzdryga, niepokoi, chyba brzydzi. Jako osoba, która ćwiczy, więc raczej nie powinnam zostać oskarżona o szukanie uzasadnień dla swojego lenistwa  i mogę o tym napisać…

Urodzenie dziecka to wydarzenie spektakularne i nie da się porównać z niczym innym. Nie wiem,czy w życiu kobiety dzieje się coś, co mocniej wpływa na jej samoświadomość, samookreślenie, sposób myślenia i funkcjonowania. Przed porodem nie da się tego wyobrazić, po -trudno opisać, tym bardziej, że jesteśmy różne i różnie przeżywamy i interpretujemy z pozoru podobne kwestie. Mimo szeroko pojętych i spektakularnych zmian wiele bab skupia się tylko na kilku wybranych aspektach: jak im ciężko, jak im cudownie oraz… jakimi są fajnymi dupami/ lapsami mimo porodu lub przez niego.

Tyle zmian w głowie, ciele, życiu wraz z wydaniem na świat mniej wiecej 4 kilowego człowieka i …Czy tylko mi się wydaje, że największym komplementem dla kobiety po porodzie jest „NIE WIDAĆ ŻE RODZIŁAŚ?, a jednym z większych problemów wiszący brzuch i dodatkowe kilogramy?

Znajome ciężarne już dziś planują programy treningowe, te co nie ćwiczą jąkają się wymieniajac listę usprawiedliwień, aby wszechświat zechciał zrozumieć… nieznajome deklarują na profilu Ewy Ch. dozgonną miłość i pierwsze brzuszki już na porodówce…

Bycie mamą stało się banalne i powszechne, wszyscy komentują jak sobie radzisz i co najważniejsze jak wyglądasz ( nie daj boże mieć fałdy, dres i podkrążone oczy!). Bycie szczupłą, fit mamą to jest jednak wyzwanie! Wyzwanie, którego niepodjęcie wiąże się ze społecznym linczem.

A przecież macierzyństwo to wór ważnych tematów, doświadczeń, wyzwań, prób i pytań. Ciało po ciąży jest jednym z miliarda. To cudowne, że wielu kobietom się udało, to cudowne, że są z siebie dumne, ale w chwili, w której wymuszają na innych większą dbałość o siebie i komentują ich wygląd w nieprzychylny sposób.. powinny jebnąć się w głowę.

Na wygląd po ciąży wpływa wiele czynników. Nie wszystkie są możliwe do zmiany, a te zmiany nie dla wszystkich są na tyle istotne, by zarywać dla nich noce. Wolność wyboru to święte prawo każdej z nas.

Nikomu do tego, czy matka w wolnej chwili czyta Kanta, ćwiczy, śpi, czy jedzie  z mopem. Nikt nie ma prawa wpędzać ją w poczucie winy z powodu wyglądu.

30 lat temu na topie były duże pupy, 15 suche modelki, teraz umięśnione i opalone fitneski. I super. Jeżeli modne będzie stanie na głowie to nie oznacza, że wszyscy mają amputować sobie jednak nogi.

Ja ćwiczę. Czy będę- moja sprawa. O psychofitneskach mam zdanie wyrobione – niech energię marnowaną na wprawianie innych w zakłopotanie zachowają na leczenie swoich stawów i kręgosłupa, bo nikt mi nie wmówi, że ich uzależnienie na dłuższą metę ma na ich ciała pozytywny wpływ.

Uważam, że fajnie mierzyć się ze swoimi słabościami w każdej dziedzinie, ja akurat na tapetę wzięłam lenistwo, szukanie wymówek i odwieczne „nigdy nie będę mieć ładnego brzucha”, ale czyham na następne. Nie świruję, z nutą satysfakcji obserwuję zmiany na lepsze a zdjęciom Mirandy Kerr mówię- ha, może i jesteś piękna, ale na pewno nie masz na dupie tak ładnie odciśniętego dywanu jak ja, mała!

A jeżeli bycie seksifithotszczupłą jest dla kogoś celem samym w sobie to… Szanuję. I nie, dziękuję. Za duża jestem, żeby zapominać, że doskonałe to są tylko czekoladowe rurki z Biedronki  i bakaliowe lody.

Także mamy ćwiczące – powodzenia. Niećwiczące- sił i wytrwałości życzę żeby te, co się trzy tygodnie temu rzuciły na bieżnię zdążyły przed Wami uciec i ocalić tętnice.

Pozdrawiam!