Jakiś czas temu oglądałam w telewizji śniadaniowej wywiad z laureatkami konkursów piękności z lat dziewięćdziesiątych, które opowiadały o tym jak konkurs zmienił ich życie, jak to wcale nie myślały o wygranej, do konkursu zaciągnęli je siłą rodzice, sąsiedzi, zaprzęg koni i przedstawiciele „Solidarności” i jak bardzo wiele radości sprawiły im nowe mikrofalówki/kosmetyki i łamiąca, szokująca wiadomość informująca je o tym, że są ładne. Oczywiście na scenie nie czuły tremy, bo przecież już samo zwycięstwo było wystarczającym powodem, by sądzić, iż zosTały stworzone by żyć w blasku fleszy i na OKŁADKACH GAZET. Dziś mają już inaczej poukładane w głowie, wiodą pospolite, szare życie prawniczek, prezesek albo ostatecznie prowadzą jakiś kulinarny program w TVN style.

W dobie konkursów na najładniejszy ogródek działkowy, najlepszy obiad za 5 złotych publikowany w „Przyślij przepis”, najładniejszy balkon, na ilość zebranych opakowań po zupkach chińskich i niezliczonej ilości konkursów smsowych w których I TY, CO GODZINĘ, MOŻESZ WYGRAĆ MILION ZŁOTYCH I EKSKLUZYWNĄ WYCIECZKĘ DO HISZPANII, wybory Miss straciły chyba trochę na znaczeniu Kiedy dorastałam, marzenie o takim konkursie było naturalną konsekwencją wyrastania już  z marzeń o lalkach Barbie.

No niech się przyzna jakaś panna, że nigdy nie śpiewała do dezodorantu, nie wyobrażała sobie jak podstawia haka nielubianej konkurentce! Że nie uczyła się machania ręką w stylu Papieża i Pani Kennedy  do nieistniejących milionów fanów! Bo  ja to wraz z laureatkami konkursów piękności wciągałam brzuch, tylko mniej skutecznie, przed telewizorem, wybaczałam, kiedy okazywało się, że są za głupie, aby sklepać jedno zdanie, a w czasie koronacji łzy lśniły na mej małoletniej, przaśnej twarzy jak konfetti… A dziś? Albo jestem za stara, albo za dużo już widziałam.

Specjalnie nóg nie ogoliłam, żeby sprawdzić, czy to jakkolwiek pobudza jeszcze moją wyobraźnię, ale nic, nawet jeden kępek włosów nie uniósł się zmierzwiony dreszczem podekscytowania….

I zacznijmy od tego, że nic nie mam do tych konkursowych dam, są bardzo ładne i żałuje, że jakość obrazu HD jest niewystarczająca, by poczuć jędrność ich pośladków i choćby paluszkiem, jak niewierny Tomasz, tyknąć i uwierzyć, że ich brzuch może być tak twardy. Sama mam kaloryfer przecież, ale mój jest przykładem nowoczesnej zabudowy – po prostu moje kaloryferkowe żeberka są wypukłe, opływowe i umiejscowione poprzecznie.

Nie wybrałam swojej faworytki, bo za każdym razem, kiedy wydawało mi się, że widzę najładniejszą, okazywało się, że kolejna z kandydatek różni się od owej faworyzowanej tylko kolorem włosów, więc szybko się zgubiłam. Ładne to i zgrabne, ale jakoś gryzie mnie to, że kluczyki do nowego auta otrzymać może tylko dzierlatka, której piękno mierzone jest w centymetrach.

Nie daj Boże mieć w takim konkursie krótkie włosy, albo szersze biodra!!! Nici z diademu, bryki, a nawet przebrnięcia przez etap castingów. Czy czasy się naprawdę nie zmieniają? Na świecie organizuje się już konkursy piękności dla ofiar, przepraszam, wybranek losu, szczycących się największą ilością udanych operacji plastycznych, dla najbardziej kobiecych transwestytów.  A u nas co? 90,60,90, długowłose blondi i brunetki od lat. Wieje nudą trochę no…

Sytuację ratowali Koterski z Ibiszem. Wielkie brawa dla Adasia za to, że dał radę stawić się na scenie na trzeźwo, jednak potraktujmy to jako jednorazowy incydent i nie dopuśćmy, aby taka sytuacja się powtórzyła. Jak się biedaczek po raz kolejny zapowietrzył, zgodnie ze scenariuszem Ibisza połechtał i po ramieniu klepnął, to z dobroci serca mu życzyłam, żeby się męczyć nie musiał, czkawki nie dostał i mógł zejść ze sceny.

Obstawiam po cichu, że Koterski był jedynym kandydatem na konferansjera, który zrezygnował z gaży na rzecz kreski. Niestety najprawdopodobniej, zgodnie z kontraktem, mógł ją wciągnąć dopiero po gali, co mocno zaszkodziło jego wizerunkowi. Ibiszowi darujmy. Przecież chłopak jest wrośnięty w logo Polsatu jak Słoneczko, ktoś musiał przecież osuszać atmosferę gęstą od przepoconych ciał panów we frakach suchymi dowcipaskami.

Jeżeli nic się nie zmieni, jeżeli mentalność organizatorów pozostanie niewzruszona i nie otworzą się trochę na zmiany – dając widzom realny wybór najpiękniejszej spośród grona rudych o obfitych udach i długonogich o wielkich oczach, ten konkurs będzie się odbywal tylko dla zasady, albo w ogóle przestanie istnieć.

Bo nawet najbardziej zgorzkniały Polaczek nie udźwignie tego, że w takim programie wszystko jest poprawne, symetryczne, wymiarowe i takie samo. Uroda to symetryczność, ale piękno to chyba trochę więcej niż długość nóg i ilość centymetrów w talii?

A i jeszcze jedno. Albo robimy konkurs piękności i zabraniamy się dziewczynom odzywać, albo doceniamy urok osobistym, inteligencje i talenty i rezygnujemy z rozbierania. Bo razem prezentuje się to słabo.

Mój upośledzony feminizm podpowiada mi, że żyjemy w wolnym kraju i jeżeli ktoś chce paradować po scenie jak umalowany kawałek mięsa odpimpowany na pożarcie panów po 50-tce siedzących z dziwnie szklącymi się oczyma na widowni, to jego sprawa, ale skoro to,co widać, stanowi dla niego jedyną wartość, to niech nie udaje, że jest inaczej i na litość boską nie mówi do włączonego mikrofonu.

 

p.s. I tak, jestem sfrustrowana,bo w dzieciństwie zawsze byłam za brzydka na granie NMP w jasełkach. Więc na pewno daję jedynie upust kompleksom i zazdrości. Jaaaak zaaawsze.

 

Nie musisz mnie przytulać, wystarczy jak zrobi to Natalia Lesz. Wpadnij na fanpage bloga na facebooku, wpisz: Mam Wątpliwość