chrzestLentka1

W życiu wszystko zależy od przyjętej perspektywy, moje morze łez to jedynie cudza kałuża. Ktoś pozornie dzielny i niezniszczalny topi się w szklance wody z bólu i niemocy.

Siedzę przy swoim tanim stole z ikei. Nie ma ósmej, ale dzień trwa już zdecydowanie za długo. Lenka dobrodusznie pozwala mi wypić, już zimną,kawę. Na chwilę zajęła się sobą. I smyczą psa, odkurzaczem, szufladą z bielizną oraz paprochami na dywanie. Cały dzień przed nami, a ja już nie mam siły. Mój kolejny prywatny Dzień Świstaka- odkurzanie, spacer, „nie wychodź z wózka, nie, nie wezmę Cię na ręce, nie wymuszaj”, zakupy, obiad, „no już nie płacz, już tulę”, potem ni stąd ni zowąd  22:05 i nawetniewiemkiedyusnęłam. W ubraniu, bez kolacji. W czasie entego karmienia.

***

Córka W. nigdy nie będzie próbowała zjeść przewodu od pralki i napić się płynu do płukania tkanin, nie pokaże, jak Lenka, gdzie jest ucho, gdzie piesek i oko, jak się robi pajaca i papa. Zjawiła się dużo za wcześnie i tylko na chwilę. U W. żadnego, monotonnego dnia świra nie będzie. Tylko rozpacz, pustka i głupie pytania na które nikt nie odpowie. Niezręczna cisza, bo nikt nie wie,co powiedzieć, nie da się znaleźć słów. Bo słowa, które pomogą, nie istnieją.

***

Mały M., zwany małym księciem, jest wcześniakiem. Spośród wszystkich chorych dzieci wyróżnia się tym, że prawie go nie widać. Sypia w najmniejszej kołysce, która i tak jest na tyle duża, że mógłby się w niej zgubić. Tym bardziej, że nie ma z nim mamy, która pilnowałaby jego spokojnego snu. Mama jest w szpitalu, leczy się na paraliżujący ból duszy, zachorowała nagle. Kiedy okazało się, że malutki M. jest, do tego chory i to śmiertelnie.
Siedzę obok niego, odciągam pokarm, bo przeciwciała z mleka kobiety mają wielką moc. Wiem też jednak niestety, że nie czynią cudów. Mały M. nie wyzdrowieje. Już zawsze będzie małym księciem. I jego zawsze potrwa za krótko. Głaszczę go po maleńkiej główce i nie myślę, jak wtedy, kiedy głaszczę główki córki, o czym śni i kim będzie. Tylko czy w ogóle może śnić i jak długo będzie tutaj…

On też nigdy nie pobawi się na dywanie. Jego głowy nie będzie zaprzątać żadne pragnienie, ani smutek – niemal w całości zajmuje jej wnętrze schorzenie, które wkrótce każe się nam pożegnać. Jego mamie nie dane będzie podziwiać tego małego odkrywcy znad kubka zimnej kawy, rano, przy swoim stole.

***

Odkąd wróciłam do pracy na pół etatu, każdy dzień z Lenką, choćby kopiowany z największą starannością, zadziwia. Praca w fundacji, która zajmuje się dziećmi z onkologii i prowadzi hospicja dziecięce… przywołuje mnie do porządku. Nie jest mi wstyd, że bywam przemęczona i smutna, to ludzkie. Bardziej doceniam. I sie boję, ale nad strachem staram się panować, nie przyda się ani w domu, ani w pracy. W pracy zajmuje się pisaniem i promocją, w międzyczasie poznaje dzieciaki i pytam Boga dlaczego jest taką świnią i pozwala,żeby dzieci dźwigały na swoim małych barkach ciężar tak ciężkich chorób. Tym bardziej, kiedy, tak jak w przypadku hospicjum stacjonarnego, często nie ma obok nich rodziców, które razem z tym ciężarem zechcieliby wziąć je po prostu na ręce.

***

Kocham siedzieć przy tanim stole z Ikei, dopijać swoją zimną kawę. Tarzać się w pościeli bez pośpiechu i wyostrzać zmysły w obawie przed tym, co znów wykombinuje mój mały, niegrzeczny, pomysłowy Lelolek. Lubię to, że jedyne, czym dziś muszę się martwić, to to, jak dam radę zrobić z nią zakupy i ugotować obiad, a jedyne,co mnie boli, to ślad po jej pierwszych mleczakach na przedramieniu.

Ciałem i sercem jestem z Lenką, bardziej niż wcześniej i paradoksalnie dzięki temu, że wyszłam z domu. Więcej milczę i ważę słowa,obserwuję i doceniam. W szkicach widzę roboczy tekst o tym, że jestem zmęczona i chcę uciec. Kasuję go. Jestem zmęczona, ale zawsze już chcę mieć gdzie wyjść i do kogo wrócić. Wracać do Lenki.

Teoretycznie chciałam napisać, że wróciłam do pracy i że czasu mam jeszcze mniej. W praktyce, że od dwóch tygodni nawet na pół sekundy nie zapominam, jak bardzo kocham swoje dziecko i doceniam, że je mam. Nieznośne, głośne, absorbujące, zdrowe, najwspanialsze na świecie. Moje.

W życiu wszystko zależy od przyjętej perspektywy, czyjeś morze łez to być jedynie Twoja kałuża. Ktoś pozornie dzielny i niezniszczalny topi się w szklance wody z bólu i niemocy.

Utulcie swoje cudowne, śpiące dzieci. Dobranoc.

Pamiętać. Cenić. Doceniać,