Aby podróżować w naszym pięknym kraju koleją, trzeba być odważnym, nierozważnym, zdesperowanym albo głupim. Dwie wycieczki w jeden weekend i zasób mojej wiedzy o ludziach i ich zachowania został tak wzbogacony, że chętnie opchnę jego część na Allegro, co by mi się lżej wstawało i łatwiej uśmiechało. Czyli że co? Czyli że czas na opisanie przygód związanych z PKP.

Przygoda zaczyna się już na dworcu, kiedy stoisz w niekończącej się kolejce po bilet, a Pani z trwałą ondulacją, która zdobi jej wizerunek od ’73 informuje Cię, nie bez satysfakcji, że teraz to ma przerwę na siku i kanapkę, więc musisz stanąć w kolejce obok, gdzie, jakie to zabawne, przerwa na kanapkę zaczyna się wtedy, kiedy właśnie zdołasz dobić się do okienka.

Potem ten dreszczyk emocji – przyjedzie, czy nie przyjedzie i ile się spóźni? ile żuli zdąży Cię zaczepić, a gołębi obsrać? I ten quiz, co do cholery mówi ta pani przez megafon, bo jedyne,co możesz stwierdzić z całą pewnością to to, że w czasie mówienia wpieprza z apetytem pyzy z mięsem i zaciąga przy tym śląską gwarą i gilem.

Wewnątrz pociągu jest już tylko śmieszniej – temperatura powietrza jest wprost proporcjonalna do tej na zewnątrz, tylko bije ją na łeb, więc przy 20 stopniach na dworcu, wewnątrz wagonu, i to w cenie biletu, masz kilkugodzinny seans terapeutyczny w świńskiej fińskiej saunie, potem i dwutlenkiem węgla Cię rozpieszczającym. Nie przejmuj się, zimą to wszystko minie i będziesz mógł zachwycać się krajobrazami, nie za oknem, a na, tymi malowanymi przez Dziadka Mroza i awarię pociągowego ogrzewania.

Co robić by przetrwać?

Zapomniałabym o zasadach, jakich musi przestrzegać pasażer, jeżeli chce dotrzeć do celu swojej podrózy, albo przynajmniej do wagonu drugiej klasy. Zasada brzmi – nie ma żadnych zasad.

Liczy się siła łokci i ignorancji, wykazana przy ledwo roztwartych drzwiach, liczy się umiejętność deptania po ludziach i kondycja w walce o miejsce w przedziale. Nie ma miejsca na kulturę osobistą, wiadomo przecież, że kulturalni siedzą w przejściu albo przy kiblu, chamy rozwalają się na trzech siedzeniach i chwalą dziurawymi skarpetkami z łyżwą i napisem adidos.

Załóżmy, że już siedzisz. I już czujesz, że jednak warto było pomyśleć o zrobieniu siku przed wstąpieniem do dyliżansu PKP. Twoja wyobraźnia już karmi Cię wizualizacjami tych wszystkich chorób i grzybic, które czekają na Ciebie i na to aż  stwierdzisz, że jesteś kozak i  nie boisz się WC, a mocz szczypiący w oczy jednak uniemożliwia Ci czytanie Faktu i Rzeczypospolitej.Tu  nie pomogą żadne mądrości. Czas na modlitwę.

Są jednak gorsze zjawiska niż toaleta, sauna i iglo. A mianowicie ludzie.

4 godziny z 7osobami w jednym przedziale i już wiesz, że ewolucja nie poszła ludzkości tak gładko, jak byśmy chcieli i że sporo nam jeszcze brakuje do intuicyjnych zachowań smartfonów czy małp, które zarzekają się, że Gowin ma racje, że stworzył nas Bóg, bo one nie chcą mieć z nami nic wspólnego.

Przedział zamienia się bardzo szybko w międzykulturowy, ba, międzygalaktyczny bunkier, a każdy z pasażerów marzy jednak, że ktoś się odważy i wysadzi jego wnętrze granatem. I to przekonanie każdego z osobna, że jest niegodny tego, by podróżować w tak spartańskich warunkach, bez klimatyzacji, bidetu i dostępu powietrza!

Patrząc na zachowania skazańców wiezionych torami donikąd tudzież do Koluszek można przekonać się, że poziom polskiego czytelnictwa jest naprawdę żenujący. Każdy dziarsko dzierży w dłoni gazetę, książkę lub trendy czytnik elektroniczny. Ale tak intensywnie wpatruje się w czcionkę, tak skupia wzrok i marszczy czoło, aby przypadkiem nie natrafić wzrokiem na drugiego człowieka, jeszcze nie daj Boże starszego, inwalidę, stojącego w przejściu i domagającego się tym ostentacyjnym i bezczelnym staniem uwagi i miejsca, że chyba dopiero ogarnia samogłoski i zdania podrzędnie złożone.

Zostawmy jednak w spokoju intelektualistów. Przynajmniej są cicho. Nawet gdybyśmy chcieli poświęcić im trochę czasu i parę refleksyjnych myśli, albo błyskotliwych zdań tj. „hej, czytasz książkę? „, to i tak całą naszą uwagę absorbują kaszlący, pierdzący i wkurwiający.

Nie ma takich rzeczy, których nie zobaczysz w MPK. Niejednokrotnie ktoś odświeży Ci pamięć i przypomni te lansiarskie kanapki ze schabem, które mama robiła Ci na wycieczki szkolne w podstawówce. Ktoś inny narobi apetytu na śledzia,a jeszcze ktoś pozbawi go całkowicie wycierając gile w bawełnianą chustę i oglądając je tak, jakby układały się na niej w kształt mlecznej drogi i ukazywały strukturę nieodkrytych jeszcze przez nikogo planet. Czemu ludzie zawsze oglądają swoje gile i jeszcze robią to publicznie? Żeby inni zazdrościli im masy do robienia kulek czy co? Nie ogarniam. Jak wszystkiego innego w pociągu z resztą.

dodajmy jeszcze Panie z pieskie, dajmy na to Azorkiem i inną Panią, która przekwita, albo o zgrozo, nigdy nie dowiedziała się, że krocze nie służy tylko do robienia siku, za co mści się na innych poprzez nieustanne upominanie i rozkazy dotyczące otwarcia, zamknięcia okna, zaprzestania rozmów i siedzenia na baczność i wszystkiego, co zdąży przez te 4 godziny wymyślić.

W ramach rozrywki zapuka do przedziału Pan z kawą, który ma taki cennik jakby wpadł ze swoim bufetem z Mariotu albo Sturbucksa.  Albo Pan, który ostatni raz podróżował tylko wozem z kartoflami i to dlatego, że jego dziadkom zdechł koń i ktoś ten wóz musiał do domu zaciągnąć. Będzie darł mordę, jakby nie używał komórki, a próbował zaoszczędzić i przekazać wszystkim swoim dziesięciorgu dzieciom ważną wiadomość donośnie i werbalnie, drąc mordę jak ŁKSiacy uciekający ze stadionu Widzewa.  Są ludzie, którzy nie powinni dostawać po prostu darmowego pakietu minut w play, bo to dla nich jak 11 piętro dla samobójcy. Zbyt duża pokusa, której nie będą się w stanie oprzeć.

A jeżeli komuś przyjdzie do głowy rozmawiać, pakuj się i uciekaj! Współpasażerowie wyposażą Cię w taką ilość szczegółów ze swojego życia, że z pamięci, po ciemku i pijaku będziesz w stanie wyklepać ich CV i całą kartotekę, a nawet numer buta i faktury w Orange.  Pamiętaj, że ludzie którzy mniej wiedzą, lepiej śpią.

Dzicz kudłata dopuszcza do głosu swoje najbardziej prymitywne instynkty także przy wysiadaniu. Stojąc po środku masz wrażenie, że Ci za Tobą uciekają z płonących przedziałów, a przed Tobą chcą się załapać na ostatnie telewizory LCD rozdawane za pół darmo na promocji w nowej Biedronce. A Ty biegniesz i udziela Ci się ten szał, choć kompletnie nie wiesz po co i nie rozumiesz. Prawie jak na pielgrzymce. Lecisz na łeb na szyję, jakby dworzec się kurczył i miejsca dla Ciebie mogło zabraknąć.

Po złapaniu, pierwszego od kilku godzin, oddechu odczuwasz nadmierny przypływ endorfin i zaczynasz klękać, całować ziemię i machać do ludzi jak papież. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że tą samą trasą, w ten sam sposób, wśród jeszcze dziwniejszych ludzi będziesz musiał wrócić…

Pustelnicy to jednak byli całkiem niegłupi goście.

 

_________________________-

Tyle ode mnie, jeśli chodzi o folklor w MPK. Pisałam bardzo szybko i w międzyczasie ogarniania masy spraw, więc nie jestem usatysfakcjonowana, ale obiecuję poprawę i ślubuję Wam miłość, wierność i uczciwość blogerską i że Was nie opuszczę dopóki nie odetną mi Internetu.

Czekam na Wasze historie związane z PKP.

Do zobaczenia na fb: Mam wątpliwość i…

Około 8 rano w „Pytaniu na śniadanie”. Tekst o depresji odbił się szerszym echem niż przypuszczałam, a skoro odważyłam się powiedzieć A, to jutro powiem O. O kurwa 🙂