NAJGORSZY

O tej książce huczał internet już jakiś czas temu. Zachęcona emocjami, jakie wzbudziła, zakupiłam sama, wraz z książką z naklejkami zwierząt, które muszę zdrapywać teraz zewsząd, bo Lenon je wszędzie porozlepiała, kiedy Helberową czytałam.

Nie wiem jakie jest podejście statystycznego czytelnika tej książki. Czy są to ludzie, którzy od zawsze wrażenie mają, że coś z nimi nie tak i robią sobie kuku na tysiąc sposobów, a potem długo analizują, mielą, trawią to, jak spektakularnie im to wyszło.  A może są to czytelnicy ułożeni, zrównoważeni, poprawni i ładni, którzy wybrali „Najgorszego…” tak jak się wybiera wypad na safari, żeby z wygodnej pozycji wyższego gatunku podejrzeć, zadziwić się, jak żyją, funkcjonują dzikie stworzenia? Radomska, dziecko sinusoidy i popieprzenia emocjonalnego, oczekiwała, że ktoś porąbany ze świetnym piórem i zmysłem obserwacji nazwie to,co dla wielu nienazwane, żeby nie rzec, nieistniejące.

Bo przecież czym jest uzależnienie, jak nie nieustającym, życiowym spierdalaniem? A używanie wyrazów brzydkich ma tylko zamaskować to, jak bardzo czułe są te miejsca, o których mowa… str. 36.

Lektura wzbudzała we mnie rozczulenie, ale i złość. Babranie się ciągle we własnych emocjach, nieustająca analiza, rozważania, i zawsze takie, w których stawia się siebie w roli cierpiącego, czującego się źle, są wyczerpujące. Bezrefleksyjni żyją z dnia na dzień i mają się dobrze, a potem umierają. Refleksyjni też, ale dla nich każdy spacer i poranek to emocjonalna jazda bez trzymanki.

Teoretycznie książka opowiada o stanach emocjonalnych osoby uzależnionej od alkoholu. Według mnie, ten alkohol to rzecz wtórna i każdy mógłby wykreślić go i na miejsce wpisać cokolwiek, co pożera jego myśli, życie, czas, pozwala nie być sobą, a potem, częściej lub rzadziej, chłosta poczuciem winy po mordzie. Nie jestem psycholożką, psycholoszką także nie, ale coś niecoś mam za uszami i od pierwszej strony huczało mi w głowie „Krystyna, to nie wódy nienawidzisz, ale siebie”, alkohol jak gangrena, która trawi nogę i którą się zalecza. Tylko, że do infekcji doprowadza głowa, nie infekcja, wóda, czy cokolwiek innego.

Dziecko we mgle

Myliło mi się to,co czuję z tym,co myślałam, że czuję. To,co czuję zastępowałam słowami i zdaniami na temat tego,co myślę. Myliło mi się najprawdopodobniej całe życie. str. 205

Nie trzeba być z dysfunkcyjnej rodziny, żeby mieć zryty gar. Prawdę mówiąc, im więcej uwikłanych, dorosłych dzieci spotykam na swojej drodze, tym mocniej wydaje mi się, że to ziarenko popieprzenia delikwent musi mieć w sobie. Taką skłonność, cechy osobowości, wrażliwość. Oczywiście niefajne dzieciństwo ma duże znaczenie- to taka gleba, która może sprawić, że ziarenko zamieni się w chwast. Często jednak pojęcie tego „co było nie tak” jest względne. A ten z ziarnem ma tendencje doszukania dziury w całym. Nie ratuje go od swojego popieprzenia także dobry dom, w samodzielnym, dorosłym życiu, sam znajdzie sposób, żeby zrobić sobie kuku i się poudręczać. 

Sam siebie doprowadza do białej gorączki ciągle analizując czy, dlaczego i jak to jest, że nie jest jak inny, że życie „mitycznych innych” za ścianą, na osiedlu, w telewizji, jest lepsze, spokojniejsze, pełne dobrobytu ciszy i spokojnego snu. Zwykle potrafią ogarnąć to co dla innych jest abstrakcją, ale przerasta ich banał. Ot, po prostu, mogą  rzucić się na ratunek ginącemu gatunkowi myszy, ale na myśl, że mają stawić się w urzędzie pracy, dostają biegunki i ataku epilepsji.

Zaniżona samoocena, skrajnie różne zachowania- od euforii po depresję, często jakiś talent- plastyczny, muzyczny, pisarski, umiejętność nazywania tego,co inni nie potrafią nawet dostrzec. Inna perspektywa. Tak, bycie jebniętym ma swoje zalety. Szkoda, że tylu fajnych świrów memle ciągle i do znudzenia, jak bardzo nie pasują do reszty i jakie to frustrujące, że jak inni, nie potrafią być spokojni i szczęśliwi. Szczerze mówiąc, znam dużo nieszczęśliwych ludzi i nie mają tego szczęścia być cudownie pieprznięci. Znam też paru szczęśliwych, ale często są po prostu głupi. Zdaje się zatem, że bycie popieprzonym to optymalna opcja.

Poza tym jeszcze, kiedy mówisz w liczbie mnogiej o tym, co się dzieje tobie, to jest trochę tak, jakby ci się nie działo. No, ej, wszyscy tak mają, co nie? Więc w sumie to spoko. I dalej można nic nie robic, i nie zastanawiać się nad tym, że możesz coś zmienić, że to od ciebie wszystko zależy. Że coś ci się dzieję oraz coś czujesz. I że to jest OK. I nie potrzebujesz żadnej wiekopomniej scenografii.”  str.170

A może zmienić perspektywę i skonstruować sobie dźwig do podjeżdżania pod własnoręcznie stwarzane górki?

Wszystkich nas gubi przekonanie, że jest jakiś odgórny plan, schemat i wytyczne, któremu każdy prawilny człowiek powinien sprostać. Mieć radosne dzieciństwo, burzliwą młodość wzbogacającą o moc wspomnień, potem własną, poukładaną rodzinę, stabilną pracę, poprawne relacje z teściową, sąsiadami i matką. Nie znam ani jednej osoby która prawdziwie i bez cienia fałszu realizowałaby ten plan, a im jego realizacja jest ładniejsza, tym głębiej wierzę, że realizator nie śpi po nocach i wymyśla, jak tu zrobić, żeby się nikt nie kapnął, że jego życie nie wygląda jak w galerii zdjęć na facebooku.

Podsumowanko

Myślę, że tak naprawdę to ja po prostu podjęłam decyzję, że nie chcę się już czuć najgorszym człowiekiem na ziemi.(…) Myślę, że ja po prostu miałam dosyć wstydu. Wstydu, do którego nie mogłam się przed nikim przyznać, bo moim najważniejszym zadaniem było ukrywać, jak bardzo jest ze mną źle. To pęknięcie rosło str. 144

Im jestem starsza tym mocniej wierzę w to, że w życiu wcale nie jest najtrudniej spełniać swoje marzenia, dbać o swój rozwój, regularnie ćwiczyć, dbać o relacje z ludźmi, zdrową dietę itp. Ale to, żeby siebie polubić. Tak po prostu, z tym pojebaństwem inwentarza, fałdą, krzywym zębem, strachem, wątpliwościami, niezdarnością, czy czymkolwiek, co niby tak spędza sen z powiek. Bo jak się kogoś lubi, to się go wspiera i się mu wybacza. Jak się kogoś lubi, to można z nim iść, a nie rzucać mu ciągle kłody pod nogi.

A książka… Książka to bardziej strumień świadomości popieprzonego wrażliwca, który ma doskonały zmysł oddawania słowami stanów emocjonalnych, bliskich wielu z nas, bo przecież wiadomo że „każde ja, jest popieprzone, nienormalne, skomplikowane, trochę smutne, zagubione i inteligentne” a „inni” są nieświadomi, przyziemni, normalni, przewidywalni,szczęśliwi i nudni.

I polecam, może nie koniecznie i obowiązkowo, ale polecam. Zamieszajcie w swoich porytych garach 🙂 I tak, nie umiem recenzować, to była luźna wariacja na temat. Sorry.

Czytaliście? Zamierzacie?