Kochani Moi Czytelnicy!

W 3 lata udało mi się dokonać za sprawą bloga kilka pozytywnych rzeczy, m.in. odmienić całkowicie swoje życie i zbudować wokół Mam wątpliwość naprawdę fajną społeczność. Nie udało mi się wytępić paru wad, które utrudniają mi pisanie i funkcjonowanie.

Nie będę się tłumaczyć i usprawiedliwiać, ale publicznie przeproszę- przepraszam za niedociągnięcia, pomyłki, literówki i wszystko to,co tak bardzo rzuca się Wam w oczy, a co umyka mi z racji tego, że ja widzę w edytorze tekst, który mam w głowie, a nie to, co szybko próbuję werbalizować za pomoca klawiatury.

Niemniej jednak, jako człowieka, zupełnie prywatnie, boli mnie to, kiedy spędzam nad pisaniem tekstu jakiś czas, czasem bardzo długi, by dać kawałek siebie i jak dziecko w Wigilię czeka na prezent, czekam na odzew i feedback, otrzymuje baty.

Jest jakaś ironia w całym tym blogowaniu dostrzegana chyba przez wszystkich blogerów, że im bardziej się staram i wkładam serce lub wątrobę w pisanie, tym mniejszą popularnością cieszy się to,co piszę. A kiedy piszę z doskoku, na wariata, daję się ponieść i nie zastanawiam-statystyki wariują. TO chyba takie prawo Murphiego blogowania.

To wszystko,co próbuje napisać teraz sprowadza się do bardzo prostych stwierdzeń – blog to trochę mój dom, bo jestem tam swoją głową, sercem, pasją, jak w domu miewam tam chaos i burdel. Ten dom ma sens tylko wtedy, kiedy Wy go oczywiście odwiedzacie.

Jednak przebijać się przez dłuuugi tekst tylko po to, aby skwitować mnie obelgami wynikającymi z literówek, to jak podejść do kogoś, kto się wypieprzył i napluć mu w twarz. Albo wejść do czyjegoś domu i opieprzyć, że nie wyniósł śmieci, chociaż od progu oferuje kawę i ciasteczko.

Nie chodzi o to, że macie mnie nie krytykować. Wasza krytyka uczula mnie często na to,czego sama bym bez Was nie dostrzegła i motywuje do pracy nad sobą. Chodzi o formę. Od dziś wolność słowa na blogu nieco ograniczam, moje liberalne poglądy są o kant dupy rozbić, kiedy czytam, jaka to jestem chujowa i że powinnam umrzeć, a nie pisać.

JA naprawdę mam dużo dystansu do siebie i jeszcze więcej pokory. Teraz mniej czasu niestety, ale robię,co mogę, żeby wypracować jakiś schemat blogowania, który nadal będzie sprawiał mi frajdę, pozostawi czas na sen i sprawi, że nic,co w realu istotne mi przez to nie umknie.Bardzo Was cenię a przede wszystkim szanuję i proszę o to samo.

W miarę możliwości dostarczam Wam odrobiny rozrywki, sprawiam, że macie co czytać pijąc kawę,robiąc sobie przerwę w pracy, drząc się na swoje rozdarte dzieci. Czasem rozśmieszam, innym razem dzielę się refleksją, jeszcze innym rozładowuje tu swoje frustracje,  lęki i analizuję emocje. Czytacie mnie, wracacie, jesteście, towrzycie tego bloga razem ze mną, bo bez Was nie miałby racji bytu, więc chyba nieźle mi idzie.

Robię to wszystko w zasadzie za darmo, kosztem snu i nerwów. Gdzieś w tyle głowy mam myśl, że gdyby każdy z Was zapłacił mi złotówkę miesięcznie za dostęp do tekstów, byłabym bardzo bogatym człowiekiem.

A przede wszystkim człowiekiem, który nie musiałby kombinować, jak zabrać własne dziecko na wakacje, jak pomóc wszystkim tym, którzy mają w życiu mniej szczęścia ode mnie i którym pomaganie to przywilej.

Dzięki współpracom reklamowym, które podejmuje sporadycznie, takim jak ta z poprzedniego wpis, który możecie nadrobić TU, pomagam sobie rozwiązać problemy opisane powyżej. I bardzo za to dziękuję.

U siebie w domu domagam się jednak odrobiny szacunku, bo ja nikogo z Was personalnie nie obrażam, a to, że dzielę się publicznie sobą nie oznacza, że pozwalam srać sobie na głowę.

Zbiórka pieniędzy na rehabilitację Magdaleny trwa. Naszej wspólnej księżniczce grozi powrót na wózek. Złotówka miesięcznie od każdego z Was zapewniłaby Madzi całoroczną pomoc w walce o samodzielność. 

Dziękuję za wszystkie merytoryczne i kulturalne komentarze na blogu, niekoniecznie pozytywne. Dziękuję za wsparcie, słowa uznania i sympatii. One sprawiają, że czasami umiem latać.

Szanujcie Radomską swoją, bo zacznie pisać o niczym zupełnie nijak i  na siłę, zacznie nadawać sobie tytuły i twierdzić, że ludzie ją wybrali na wodza, chociaż nie wybrałby nikt nawet na dyżurnego w klasie. A potem straci rozum i będzie Wam pisać jakżyć,a co gorsza, jak się ubierać.

Już w czwartek rozwiazanie zagadki dotyczącej Marioli z poprzedniego tekstu.