Te święta wielkanocne będą nieco inne – wyjątkowo powinniśmy już wiosną zostawić przy naszych świątecznych stołach wolne miejsca dla (nie)strudzonych wędrowców – w tym roku obchodzimy je pewnie razem z Bartkiem Waśniewskim i jego małżonką Katarzyną W.  oraz grycankami, które już pewnie z niecierpliwości przebierają nóżkami czekając na nasze zaproszenie w lodówce (rodzice madzi) i poojemnej szafie (lodowe celebrytki).

Po raz kolejny nie urzeka mnie magia świąt. Ok, troszkę się wzruszam na widok kurczaczków i baranków, a przede wszystkim białej kiełbasy w promocyjnej cenie 12,99 za kilogram. No i te pocztówki wysyłane online, tak mi się ciepło na sercu robi, że ktoś mnie lubi na tyle, by obnosić się z tym publicznie.

Uruchomię mój niepełnosprawny nonkonformizm i postawię sprawę jasno – w tym roku wielkanocnych życzeń nie składam.

Nic do was nie mam, po prostu weny brak, ale podporządkowując się panującym trendom „dorabiania ideologii i historii do rzeczy małoistotnych” chętnie zamanifestuję, iż moje postanowienie jest wyrazem sprzeciwu wobec rosnącym lawinowo cenom jajek i paliwa. Jajka podrożały pewnie dlatego, że nagle zamiast nieść tanią cholesterolową śmierć, stały się symbolem zdrowia, odchudzającego białka i życia. A zdrowie, jak wiadomo, jest bezcenne, dlatego trzeba słono za nie płacić. Teraz tylko szlachtę stać na sadzone. Pomimo jajecznego kryzysu kolorowych pisanek życzyć wam nie muszę, bo jaj pod dostatkiem zniesiecie sami oczekując na swoją kolej przy kasie w hipermarkecie.

Natomiast z rosnących cen paliwa to ja się osobiście bardzo cieszę. Człowieka nie stać na żadne tam zbędne nowobogackie, weekendowe wypady z rodziną (do Tesco), w celu oglądania tego, na co i tak go nie stać. W końcu zacznie doceniać to, co ma, a nie szlajać się po świecie, jakby swego miejsca nie miał i śmiał dochodzić do wniosków, że gdzie indziej żyje się lepiej i lżej. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej, ciasno, ale własno, bo kto by te szersze horyzonty ogrzał jak rachunki rosną tak strasznie, a wypłaty nic, a wypłaty wcale. Mniej wiesz, lepiej śpisz, pamiętaj. Niestrawność w święta absolutnie nie będzie wynikiem popychania babek kiełbasą, niestrawność powoduje wiedza z TVN 24. Dobrze, że zmartwychwstanie to nie katar i męczy tylko trzy,a nie siedem, dni, bo to napawa nadzieją. Nie, nie na życie wieczne, ale na to, że przy stole damy radę wysiedzieć bez melisy i rapacholinu.

Może oskarżycie mnie o brak empatii, ale żyje w kraju, w którym ludzie biczują i krzyżują się całe życie 5 dni w tygodniu i do perfekcji opanowali umieranie przez kolejne 2 na kaca i demotywują Jezusa zmartwychwstając jakimś cudem co poniedziałek rano do pracy.

***

Mimo wszystko nigdzie takich pięknych jak króliczki, bazie i kiełbasa, tradycji wielkanocnych nie ma i śmiem forsować tezę, że jesteśmy kolebką prawdziwego chrześcijaństwa, a Jezusa tak naprawdę ukrzyżowali w Kazimierzu Dolnym, ciało ukrywając w jednej z grot w Górach Świętokrzyskich dlatego zamiłowanie do corocznych wiosennych celebracji, jako rasowa Polka z dziada pradziada rozumiem. Bo dziadami jesteśmy i będziemy i absolutnie nie widzę powodów dla których mielibyśmy łamać tą męczeńską i bogobojną tradycję.

Ale kto się w takich chwilach przejmował Jezusem, zmartwychwstaje przecież co roku, a taka świąteczna karpatka w każdej chwili może się skończyć, albo na litość boską, nie udać. Bez Jezusa sobie jeszcze jakoś swoje życie wyobrażam, przecież to nie facebook, ale nie usnę (czy raczej bardziej adekwatnie –od koryta zwanego stołem nie odejdę!) dopóki nie dowiem się, kiedy odzyskamy relikwię Św. Tupolewa i kto odpowie za śmierć Madzi.

***

Ok, może nie przekonuję o istnieniu magii świąt tak skutecznie, jak reklama barszczu białego Winiary, ale nie raz pisałam przecież, że od wmawiania Wam, że życie jest radosne mamy Kasię Tusk i Disney Channel.

Nad brzydką pogodą nie płaczcie, nowe wiosenne płaszcze zachwycą sąsiadów za rok, a że leje, nic dziwnego, bo w czasie każdych świąt w tym kraju lać się po prostu musi, więc życzenie Polakowi mokrego dyngusa, to jak życzenie słonecznych wakacji dzieciom z Etiopii.

Mam nadzieję, że gorycz wynikająca ze śmierci i jaranie się zmartwychwstaniem Chrystusa Waszego Pana nie odwróci uwagi od rzeczy ważnych takich jak Rocznica Smoleńska czy miska barszczu.

Życzenia zapewnią Wam operatorzy sieci komórkowych. Ciepło świąt poczujecie dotkliwie pchając się  tłumie sklepowympo śmietane. A i na żywe zainteresowanie innych ludzi Waszym zdrowiem też możecie liczyć słysząc : „Gdzie Ty się chora psychicznie gruba kurwo z tym koszykiem na ludzi pchasz!!!!” , więc ja biorę wolne.

 

Zdrówko, kolorowe pisanki, bazie wsadźcie sobie w kieszeń. Do usłyszenia po świętach.

 

P.S. Nie to nie ateizm i podłość. To niestrawność i złośliwość. Do samego Jezusa nic nie mam, to ludzie mnie wkurwiają.

 

Ach, Wesołe Allelujah,
nie ma ch…!
nie ma ch…!

Buziaczki,

Radomska.