Kiedy na  biurku piętrzy się lista spraw , które już miesiąc temu należało wykonać ‚na wczoraj’, nie ma lepszego sposobu niż wyszukanie sobie zajęcia, które osobę postronną może skutecznie wprowadzić w błąd informując, że robi się właśnie coś ekstra ważnego i wymagającego maksimum uwagi. Tako rzeczem ja, Radomska. Wszakże licencjat, referat, cv, list motywacyjny, zakupy w biedronce oraz zbawianie wszechświata mogą poczekać, kiedy najdzie człowieka ochota na założenie bloga.

Pogoda jest jak najbardziej korzystna. Leje, wieje, chmurzy się tak, że nawet Panie w mięsnym jakieś takie dzisiaj nie w sosie. Za zimno i mrocznie , żeby ruszyć dupę i oddać się plebejskim rozrywkom tj, obcowanie ze światem przyrody (bez WiFi – no way! ) , warunki biometeo wystarczająco niekorzystne i „nie chcę mi się” zostaje zastąpione PR-owo dobrze brzmiącym synonimem pt. „ciśnienie jest za niskie” , „ta pogoda jakaś taka,że …”, „bo głowa mnie boli” – z prawie czystym sumieniem można się poopierdalać.

Och, między zdania wplotła się nuta wulgarności. A Ty, A Ty niegrzeczna Radomska! Kto to widział, żeby taka duża dziewczynka używała takich brzydkich słów? Takiego języka?  Sarkazm? Ironia? Bezczelność? Widziało i słyszało wielu,a  teraz – kilku może nawet i przeczyta. Brzmi drętwo, ale od czegoś trzeba zacząć.

Prawdziwego mężczyznę poznasz po tym, jak kończy. Prawdziwą Radomską po tym, jak się rozwija.

 

______________________________________________________________________________

Przygodę z blogowaniem uważam, za (nie)oficjalnie rozpoczętą. Ruski szampan leje się wartkim strumieniem  się po prawie nagich ciałach erotycznych tancerek, Panowie z kateringu ubrani w same muchy i bokserki serwują najlepszej jakości krakersy i koreczki z boczku oraz pomidorów koktajlowych. Rozgość się spijaj jad z moich ust, drogi Czytelniku.

Smacznego!