Nigdy nie pomyślałabym, że cycek może wzbudzać tyle kontrowersji, a karmienie piersią może być czymś złożonym i skomplikowanym. Za czasów niemacierzyńskich wydawało mi się to banalne jak budowa cepa – jest dziecko, jest cycek, jest mleko. Jak matka chce, to karmi, a jak nie chce, to wybiera butelkę i żaden nosorożec nie umiera. Wszystkie matki, jakie znałam zatajały skrzętnie nieokraszane emocjami fakty i historie ze swojej cycowej przeszłości. Ja uważałam, że jestem wyluzowana jak gumka w majtkach i takimi pierdołami nie będę się przejmować i wpędzać w poczucie winy.

Taa.. A potem urodziłam.

Pisała o tym kiedyś Marysia z MamyGadzety i jedno zdanie powtórzę za nią – jeżeli jakaś kobieta jest pewna i zdeterminowana w sprawie tego jak będzie karmić, to cudownie. Cudnie, jeżeli nie ulega rozkminkom, słabością i poradom całego wszechwiedzącego świata macierzyńskiego. Ja chyba nie znam takiej.

O butelce

W żaden sposób nie uważam, że karmienie butlą jest pójściem na łatwiznę. Walcząc o cycka przerabiałam wyparzanie, nocne karmienia i robienie mleka, zdążyłam wypracować schemat robienia mleka, który minimalizował potrzebny czas i zaangażowanie ze strony mózgu, który o 4 nad ranem nie wstawał razem ze mną i nie szedł do kuchni. Nie czułam, że mam łatwiej, albo, ze z czymkolwiek się poddałam.

O cycka walczyłam, bo po pierwsze dałam się zmanipulować i wpędzić w poczucie winy. Bolało tak cholernie, że nie widziałam w tym nic mistycznego, a kiedy dostałam nawału, to słyszeli mnie wszyscy sąsiedzi z bloku. Popełniłam błąd zwierzajac się ze swoje walki publicznie, bo nagle stałam się reprezentantem wielu kobiet, chociaż wtedy nie byłam w stanie reprezentować niczego poza obrzyganą piżamą. Pisały do mnie te, które karmiły cyckiem i wychwalały ten stan rzeczy pod niebiosa. Te, które wybrały butle wyjaśniając w esejach dlaczego. Najbardziej wstrząsające były wiadomości od kobiet, które wcale nie czują się OK z karmieniem piersią, albo dzień w dzień przez wiele miesięcy, co 3 godziny,mimo masy innych spraw, doją się, żeby odpokutować jakoś „porażkę” i wynagrodzić dziecku swoją słabość wynikającą z faktu, że nie dały rady.

I wtedy zrozumiałam, że to ja mam czuć się dobrze, że swoją decyzją i jeżeli czuję się lepiej twierdząc, że trawa jest niebieska, to powinnam się tego trzymać, żeby nie zwariować. Dziś kiedy czytam o powodach karmienia innych mam (bez względu na to jak zdecydowały się karmić), mimo miłości do cycka powtarzam sobie to samo – one potrzebują wierzyć w swoją wersję,bo to, jak będzie wyglądało ich macierzyństwo, nie zależy od formy karmienia, a od tego, jak czują się ze sobą.

O butelce

Jestem psychofanką karmienia piersią, ale nie zamierzam indoktrynować świata i wmawiać mu, że cycek albo śmierć, a takie wrażenie odniosłam czytając broszurę dla mam karmiących –  elitarne pismo tylko dla tych wspaniałych matek, które dają swojemu dziecku to,co najlepsze… Bla bla bla 🙂 Wojna o karmienie cyckiem była cholernie trudna, ale w ferworze walki nie pokonała mojego zdrowego rozsądku.

Hej, Mamy butelkowe! Zazdraszczam Wam tego, że Wasze dzieci najadają się na dłużej, częściej przesypiają noce, że nie domagają się żarła w dziwnych miejscach i o dziwnych porach, chociaż jadły kwadrans wcześniej! Zazdraszczam ociupinę i czasem, że butlę może przygotować każdy, dzięki czemu pomaganie Wam to nie jest kiczowata deklaracja, a fakt- być może dostępujecie cudu przespanych nocy i wyjść z domu na dłużej, Szczęściary!

Cyc – the beggining

Dziecko wolało butlę, sutki wolały śmierć. Na myśl o karmieniu dostawałam ataków paniki i histerii. T jak się czułam i wyglądałam może zrozumieć każda chyba karmiąca dydem matka. I krowa karmiąca całą oborę kapryśnych cieląt.

Było strasznie, bolało okrutnie, ciągle coś nie wychodziło i nie mogłam się nadziwić, JAK kobiety mogą sobie to robić, i co mistycznego w tym, że jest się całodobowym barem mlecznym, z oseskiem w roli pasożyta nienażartego wiszącym na dydku.

A potem…

Wyznaczałam sobie krótkie terminy – zaciskałam zęby i powtarzałam, że jeszcze tydzień, jeszcze miesiąc, jestem matką, jestem Radomska, lubię pocierpieć i ponarzekać, jestem więc jednocześnie stworzona do karmienia 🙂 no i…

Bum.

Zakochałam się. To trudna i wymagająca miłość, która dojrzewała powoli. Bez początkowego zauroczenia i pełnego zachwytów oczekiwania. Lenka ma 5 miesięcy,  a ja na myśl o tym, że mam jej podawać cokolwiek innego niż cyc napawa mnie smutkiem.

Nie tylko dlatego, że jestem pieprznięta i zazdrosna o marchewkę (OK, trochę też), ale dlatego, że do wygód łatwo się przyzwyczaić. Luksus posiadania smacznego i zawsze apetycznego żarła na zawołanie mocno ułatwia macierzyństwo, a mi pozwala uczyć się asertywności. Z rozbawieniem będę wspominać karmienie na leżąco  (a’la pijany menel), na zapleczu straganu na rynku, w przymierzalni eleganckiego sklepu(gdzie Lentol elegancko obrzygała podłogę). I już współczuję Lentolowi, że będzie musiał się nauczyć czekać. Chociaż nie, bardziej współczuję sobie, ona w ryku ma wprawę.

Na razie karmienie przebiega bezproblemowo. Kryzysy laktacyjne przechodzimy bez bólu, Lentol rośnie, ja zamykam oczy kiedy zakładam te staniki dla karmiących, które wyglądają jak porno uprzęże dla aktorek filmów porno klasy Z. Mam szczęście o karmieniu dowiadywać się coraz więcej od kompetentnych i oblatanych matek i ekspertów.

Oto kilka mitów, które dzięki nim obaliłam. Możecie się z nimi nie zgodzić i ja to szanuje, ale wiara w brak ichz asadności naprawde ułatwia mi bezproblemowe karmienie, bo pokarm tworzy się w głowie, a nie cycku mamy.

1. NIE NAJADA SIĘ!

Nikt nie jest  w stanie powiedzieć ile może uciućkać dziecko. Kiedy jest malutkie jego potrzeby są symboliczne, a płacz ma pierdyliard przyczyn. Moje dziecko darło się całymi dobami przez pierwsze 3,5 miesiąca i stado ekspertów kierowało nas do stada lekarzy, mi nakazywało chore diety i karmienie Nutramigenem lub Bebilonem Pepti. Zaufałam intuicji- Lena płakała,bo słabo zniosła przenosimy z ciepłego bęca na ten paskudny świat, tak jak ja byłabym średnio zadowolona gdyby ktoś bez pytania i uprzedzenia wywalił mnie w kosmos. Dokarmianie butlą sprawia, że żołądek dziecka się rozpycha. Łatwiejsze jedzenie szybko pokazuje maluchowi, że nie musi się wysilać przy cycku, bo i tak dostanie przyjemną w obsłudze butelkę. Jak mam do wyboru: zrobić sobie sałatkę lub zeżreć wafelka, to niestety wybieram wafelka. Bąbel ma to szczęście, że nie męczą go wyrzuty sumienia i nie kupuje karnetu na siłownie żeby je zabić.

2. MAM SŁABY POKARM!

To mówiła mi moja mama i wiele kobiet, które mamami były 20lat temu. To sugerowała mi teściowa, kiedy Lenka wyła. Bo laktator odciąga za mało. Bo odciągnięty pokarm jest przezroczysty.

Dojenie laktatorem jest komfortowe jak kąpiel w rzece w listopadzie. Sam fakt, że kobieta sobie powtarza, że MUSI, sprawia, że się nie da. Żaden laktator nie jest tak skuteczny jak dziecko. A pokarm jest przezroczysty,bo poza byciem pokarmem jest też napojem- dziecko najpierw się napaja, spragnione,a nie głodne, je krócej.

3. DIETA!!

Gotowany kurczak? Marchew? Powietrze przyprawione wodą? Jesli brzmi to znajomo to oznacza, że czuwa nad Tobą troskliwa mama, babcia, ciocia i 4 sąsiadki.
Mleko tworzy się z krwi i komponuje tak, żeby być najwartościowsze i dostarczyć bąblowi wszystkiego,co potrzebne. Jeżeli składników nie wyciągnie z jedzenia, to wyciągnie z matki- stąd zrujnowane włosy, cera, paznokcie, zęby i kości.

Dzieci miewają alergie, ale ich stwierdzenie w czasie pierwszych 3 miesięcy, kiedy mordercze kolki i ryk nie dają żyć, graniczy z cudem.  Matka MUSI mieć siłę, bo pierwsze tygodnie są ciężkie, chociażby przez adrenalinę, która nie pozwala spać. A jeżeli maluch ma mieć kolki, to będzie je miał, choćby mama żywiła się krystalicznie czystą wodą i energią kosmosu.

4.ZAKAZANE PRODUKTY

Wpisz w google i zasmiej się jak jedna strona z listą zakazanych produktów  przeczy drugiej. Nie ma uniwersalnej rozpiski tego,co może nie przypaść do gustu brzuchowi dziecka. U nas sos czosnkowo-brokułowy z migdałami na bazie jogurtu spływa po Lenie, tak jak orzechy.Po czekoladzie mamy wolne od kupy, a dzień później mam do prania wszystko, łącznie z łóżkiem. Moje dziecko nie toleruje kopru, który gwarantuje nam zarwaną noc. Nadmiar kofeiny załącza u niej niemowlęcy PMS. Tu nie ma stałych reguł, żeby je odkryć musisz pobawić się w Indiana Jones’a. Smak ryzyka nie jest najlepszy, ale pierwszy batonik po porodzie smakuje jak orgazm!

Odkrycie, że można żreć jest wbrew pozorą dramatyczne  w skutkach. I w biodrach…

5. KRYZYSY LAKTACYJNE

Można je pokonać dzięki zagryzaniu zębów, wiszeniu dziecka na cycku, piciu hektolitrów wody i powtarzaniu sobie „jestem zajebistą matką, ze świetnymi cyckami pełnymi fantastycznego żarła”.  Dokarmianie butlą ucisza dziecko i to być może wystarczający argument, ale znów- przyzwyczaja, że może dostać jedzenie szybciej. Dziecko najskuteczniej pobudza cyce do pracy, nażarte mlekiem modyfikowanym tego nie robi, więc kryzys zmierza ku końcowi. Końcowi karmienia.

6. BO BUTELKA BARDZIEJ MU SŁUŻY

Cycka mogłoby jeść co godzinę, a po butli idzie spać potulnie? No jak nic słaby pokarm matki, butla konieczna.

Bullshit.

Znasz to powiedzenie, że wszystko,co powiesz o niemowlęciu za dwa dni staje się nieaktualne? Lena wisiała na cycu co 40 minut, potem przeżyłyśmy piekne kilka tygodni, kiedy to mogła nie jeść nawet 6 godzin. Teraz zajada cycem smutki związane z zabkowaniem i o ile w ciągu dnia daje mi żyć, o tyle w nocy podjada jak szalona, jakby wierzyła, że jak nikt nie widzi, to się nie liczy.

Mleko mamy jest najbardziej lekkostrawnym pokarmem- to dlatego dziecko sadzi po nim dużo kup tudzież nie sadzi ich wcale, bo wchłania się całkowicie. Sztuczne jest ciężkie do strawienia, dziecko potrzebuje na to wiecej czasu i energii, dlatego częściej idzie spać i przerwy między karmieniami mlekiem sztucznym są dłuższe.

Tyle, że cycek jest zawsze pod ręką, a dla mnie robienie butli nad ranem brzmi jak Zombie Apokalipsa, którą jeszcze pamiętam z początków.

7. BEZWARTOŚCIOWY POKARM

To też i sugerowano- odciągnij mleko i daj do zbadania, niech sprawdzą, czy tam w ogóle jest coś wartościowego i wystarczy Lenie! Spoko, tylko skład mleka zmienia się dynamicznie nawet w ciągu doby. ZMiany składu i ilości co kilka tygodni/miesięcy powodują nieszczęsne kryzys laktacyjne, ale dzięki nim np. w mleku pojawia się fluor, kiedy maluch zaczyna ząbkować.

Dla mnie to magia matki natury.

8. DZIECKO SAMO WYBIERA, CO DLA NIEGO DOBRE!

Taa.. Dzięki tej wrodzonej świadomości nie pakuje sobie również rąk do buzi tak głęboko, że powoduje to odruch wymiotny, nie wydłubuje oka zabawkami i nie rozbija głowy o szczebelki.

Butla to nigdy wybór dziecka. Dziecko to przede wzystkim mały ssak, który szybko is kutecznie i najlepiej bez wysiłku chce się najeść, żeby przeżyć i niewiele ma to wspólnego z moralnością i rozważaniami filozoficznymi. Dlaczego wybiera butlę już wspominałam.

9. KARMIENIE OKRADA MATKĘ Z WARTOŚCI ODŻYWCZYCH

Tak, jeśli ich nie przyjmuje. Nie ma to nic wspólnego z wypadaniem włosów – sypią się, bo hormony ciążowe sprawiały,że tego nie robiły,więc po porodzie muszą nadrobić. Bywa, że garściami.

Po 4 miesiącach karmienia piersią zrobiłam badania krwi i byłam u dentysty. Morfologię mam taka, jakbym nigdy nie karmiła. Zęby wyleczone w ciąży mają się dobrze.

Co dalej, czas pokaże, ale i tak wszyscy umrzemy, ładna nigdy nie byłam, a jeśli mogę córce oddać coś wartościowego, to niech bierze, bo pieniędzy i posiadłości po mnie raczej nie odziedziczy.

10. KARMIĄC MLEKIEM WŁASNYM JESTEM LEPSZĄ MAMĄ

Tak, cycek daje plus 10 punktów do zajebistości i lansu, odkąd karmię jestem fajniejsza, mądrzejsza i ładniejsza.

No czytasz to i wiesz, że to idiotyczne  kocopoły, więc nie będę nawet komentować.

___

Podsumowanie

Karmienie piersią to drugie,po porodzie, wyzwanie dla matki. Nie ma obowiązku go podejmować, jeżeli tak czuje i chce – najważniejsze, żeby była zdeterminowana, bez względu na to, jaką decyzje podejmie, a jeżeli ktoś głupimi pytaniami zechce ja wpędzić w poczucie winy,to ma mu obowiązek powiedzieć żeby cmoknął się w dupę.

Odkąd karmienie kojarzy mi się tylko dobrze- z przebierającą kończynami córą, która komicznie rozdziabia japę, z szybka możliwością zaspokojenia jej głodu bez konieczności wstawania z łóżka/ powrotu do domu/zabierania ze sobą butelek, wody i innych akcesoriów mleka modyfikowanego, sama mam parszywy odruch, który na szczęście hamuję i na wieść o tym, że jakaś mama karmi butlą, wyrywa mi się z piersi pytanie DLACZEGO?! No ale zapomina wół jak cielęciem był, na szczęście gryzę się w język.

Przecież dziecka nie kocha się cyckiem, a całym sobą, a każdy ma prawo do podejmowania własnych decyzji i powinien mieć obowiązek NIE TŁUMACZENIA SIĘ z nich.

A Wam drogie mamy życzę, żebyście czuły się komfortowo z formą karmienia, którą wybrałyście, a nie ktoś na Was wymusił.

Wasze opowieści o karmieniu i motywacjach chętnie poczytam. Poszerzcie Radomską perspektywę!