Jest piosenka opowiadająca o zdradzie i złamanym sercu, ze śniegiem na teledysku.

Jest mały chłopiec, który co roku, ku uciesze i chyba nawet zaskoczeniu (!) widzów spuszcza sromotny łomot dwóm włamywaczom-kretynom.

Jest świąteczna reklama Coca-Coli .

Jest wyżebrany przez tych,
co nie muszą chyba wychodzić z domu złośliwych trolli śnieg-
a z nim grudniowe tragiczne wypadki samochodowe,
jeszcze większe opóźnienia w kursowaniu komunikacji miejskiej,
glut po pachy, odmrożone ręce i przemoczone buty.

Trwa, a nawet dobiega końca,
coroczny maraton spoconego motłochu
pasającego i stękającego w morderczej walce
o kupnie CZEGOKOLWIEK, BYLEBY MIEĆ TO Z GŁOWY
( nie czas już na wyrafinowane i przemyślane zakupy),
który za kilka dni będzie zdziwiony,
jakie nieprzemyślane i kretyńskie prezenty dostanie.
Świąteczne ozdoby cieszą już oko w Realu od 3 listopada.

Bilety lotnicze i autobusowe kosztują trzy razy tyle co zwykle
i kursują cztery razy rzadziej.

 

 

Do litanii spełnionych, świątecznych życzeń czas dołączyń parę słów Radomskich…

 

Zupełnie jak w przypadku wyborów i tym razem nie będę mogła Wam towarzyszyć, gdyż Wszechświat mnie potrzebuje – ktoś musi w czasie, w którym będziecie się obżerać i dochodzić do zupełnie zaskakującego wniosku pt. jak ja nienawidzę swojej rodziny , sprzedawać jeansy i serwować bananowym turystom kolacje. Nie jestem jednak aż tak zapracowana, żeby nie mieć czasu złożyć Wam , bardziej Radomskich niż świątecznych życzeń…

 

Przede wszystkim życzę Wam czterokomorowego żołądka na „ostatnią porcję barszczu” i „jeszcze jeden, ostatni, maleńki kawałek ciasta”.

Życzę Wam, żebyście pod choinką znaleźli najobrzydliwszy na całym świecie sweter od babci, taki który będziecie z uśmiechem pokazywać swoim dzieciom kiedyś wzruszając się i tęskniąc za babcią , której już wtedy z Wami nie będzie. I stówkę od ojca, bo zawsze lepiej dostać stówę niż chujowy prezent, nie? Niech rodzice kupią Wam wszystko to, na co będziecie kręcić z niezadowoleniem głową, a o czym sami kiedyś marzyli. Tak żeby nauczyli Was, że w przyszłości też możecie spełnić swoje marzenie, wręczając coś, czego sami teraz nie możecie mieć, swoim niewdzięcznym, rozpieszczonym bachorom J Bo marzenia się spełniają, tylko że sami tak naprawdę nie do końca wiemy, czego chcemy. I spełniają się nie nam, albo nie wtedy, kiedy powinny 🙂 życie 🙂

Życzę Wam, abyście dali radę przez te 3 dni w roku być mili i uśmiechnięci bez wyrazu twarzy jakby ktoś Wam plastikowy wieszak w japę wsadził. Bo może za rok nie będziecie mieli już dla kogo silić się nawet na najsztuczniejszy uśmiech.

Życzę Wam, abyście docenili Wasze upocone wałkowaniem ciasta na pierogi matki, które zamiast siedzieć i jęczeć z przejedzenia za stołem, latają jak kelnerki i ekipa sprzątająca a trasie kuchnia-salon i marzą tylko o tym, żeby mieć te Święta już za sobą. Kupcie mamie niepraktyczny, piękny prezent – jak dowiem się, że Wasza mama dostała krem na zmarchy albo zestaw garnków, osobiście spuszczę Wam wpierdol. Tacie kupcie książkę albo lansiarski niepotrzebny gadżet. Bo praktyczne prezenty są nudne . Oczywiście możecie kupić bliskim zestaw kosmetyków. Nie wiem, jak Wy, ale ja od ZAWSZE marzyłam żeby dostać raz w roku mydło, żel pod prysznic i antyperspirant. Od ZAWSZE.

A tym , którzy tak jak ja, nie czują żadnej magii świąt, życzę dopełnienia twardego postanowienia, które sama wymyśliłam.

Edi mówił „że święta są wtedy, kiedy my tego chcemy”… Tak, to tylko data. Prawdopodobnie nie było żadnego Jezuska, a już na pewno Nie ubierał plastikowego drzewka i nie wpieprzał barszczu. Swoją drogę musi się nienajlepiej czuć, że samo obchodził swoje urodziny  bez kinderbalu z klownem , a w stajni z baranami, a dziś największe barany i  klowni świętują je jak paniska bez niego.

 Życzę Wam, abyście (my?) w zupełnie pospolity poniedziałek czy wtorek, sierpniowy albo listopadowy, znaleźli wokół siebie ludzi, z którymi naprawdę będziecie chcieli usiąść przy jednym stole. Choćby przy chipsach i jarali się tym dniem jak żadną inną wigilią. Tego, z całego przesiąkniętego zgorzknieniem i sarkazmem serca, Wam życzę.

 

P.S. A w nowym roku nie życzę Wam spełnienia marzeń – bo spełnianie istniejących już w Waszych głowach marzeń jest jak wypełnianie planu, a realizowane plany są  z założenia a) nudne b) niemożliwe do osiągnięcia. Życzę Wam, aby ten rok zaskoczył Was pozytywnie tak bardzo, że dostaniecie z radości i euforii sraczki i czkawki jednocześnie. Ale tylko kilka razy – żebyście absolutnie docenili, byli maksymalnie zdziwieni, ale nie mieli szansy się przyzwyczaić, bo człowiek przyzwyczajony do luksów zaczyna je traktować jako nudny standard.

 

A sobie życzę, żebym pisała więcej, lepiej, zwięźlej i dowcipniej, żebym w przyszłym roku mogła się kołysać w rytmie „ho ho ho” i stroju Mikołaja ( nie, nie śnieżynki, na allegro jest tylko rozmiar S, sprawdzałam) i składać życzenia większej liczbie czytelników.

A tak w ogóle to dziękuję za piękny prezent na święta  – fanpejdż bloga Radomskiej ma już na swojej liście 100 złośliwych, małych Trolli :* Dziękuję J

 

http://www.facebook.com/pages/Mam-w%C4%85tpliwo%C5%9B%C4%87/238468862880080

– z wyrazami sympatii i, niepasującymi kompletnie do
Wymowy bloga i mojego nastroju,
pokładami nieświątecznego zupełnie ciepła

– Radomść