ménagère débordée par multitude de tâches

Ciągle myślimy, że się nie nadajemy. Szukamy odpowiedniego partnera. Zarabiamy na samochód, kredyt, standard życia, który chcielibyśmy zaoferować komuś, kogo tak kochamy. W końcu się najczęściej udaje. Zostajemy rodzicami.

Świat staje na głowie nic nie jest takie samo, a największym wyzwaniem staje się funkcjonowanie bez snu. A przygodą definiowanie od nowa- co to znaczy Miłość, Wzruszenie, Duma, Frustracja, Spełnienie. Zaczynamy używać wielkich słów, bo nagle stają się pluszowe, dziwnie bliskie i ciepłe.

„Nigdy Cię nie zostawię”
„Zawsze będę obok”
„Możesz na mnie liczyć”
„Zrobię wszystko,by Cię nie zawieść”

A normalny świat, w którym ludzie nie wiedzą, jak wiele cudów może wydarzyć się przed śniadaniem, w którym ludzie nie śpią przez nerwicę i nadmiar kawy, a nie wyżynające się mleczaki, słucha tego i drwi.

Okazuje się, że nie dane nam będzie zawsze być obok i na czas. Przez wzgląd na kredyt, ambicje, umowę, zobowiązania. To być może nie zawsze jest smutna wiadomość. Rozumiem to, przecież mam ambicje i potrzebę zaoferowania dziecku czegoś więcej niż swojego czasu. Nawet jeśli to dla niej teraz najcenniejsze.

I wracamy.

Obiecaliśmy, że będziemy zawsze blisko, ale to nieprawda, jeśli owe zawsze wypadnie między 9 a 17, albo gdy będziemy stać w korku. Powtarzamy, że można na nas liczyć, a tymczasem liczymy na to, że jakoś uda nam się wykrzesać z siebie resztę energii i zdołać pobawić się razem z dzieckiem na dywanie,nim padniemy wykończeni kolejnym dniem.

Wydajemy na świat dziecko, przekonani, że to my będziemy dla niego najważniejsi, wprowadzimy w świat, nazwiemy go i będziemy uczyć co jest dobre, a co złe. Tymczasem nasze dzieci przywiązują się do babć, opiekunek w żłobku, bajek.

Nie, nie dzieje się im krzywda. Mają profesjonalną opiekę, pełne brzuchy, ulubione zabawki. Z czasem swoich znajomych i własne sprawy.

Tylko my, jesteśmy dziwnie strąceni z piedestału. Dzieci nie są nasze, bo my nie jesteśmy wolni i nie mamy wyboru.

Nie jesteśmy najważniejsi. Nie ma nas, kiedy pojawia się problem. Nie zawsze zdążymy na czas, by celebrować sukces. Nie wiemy, jaka jest ulubiona zupa naszego dziecka, a nawet jeśli,to nie potrafimy jej przyrządzić tak, jak catering w przedszkolu.

Nasze dziecko dorasta. Jest piękne i mądre i śmiało zdobywa świat. Płacimy za jego szkoły, wycieczki, kursy i dodatkowe zajęcia. Staramy się jak możemy być dobrymi rodzicami.

A kiedy ono ukończy naście lat i odpyskuje nam z pogardą, że nie będzie nas słuchać, bo kto słuchałby kogoś, kto był obecny, kiedy mógł, a nie kiedy był potrzebny, dociera do nas.

Mama, najważniejsza i najbliższa osoba na świecie. Ta Pani, która odbierała mnie wykończona ze żłobka, chadzała na wywiadówki i prosiła, by bawić się ciszej,bo musi odpocząć.

____

Oczywiście, o ile w ogóle uda się nam wrócić do pracy, dziecko nie wpadnie w wir gili, przeziębień i infekcji, a niania nie zedrze z nas pieniędzy, które, gdybyśmy mieli, sprawiałyby, że… nie musielibyśmy pracować.

Jak to się nazywa? A, tak. Dorosłość. Ciągle się uczę. Nie lubię tego,co wiem. Chcę się mylić.