Rodzice Z. nie kończyli kursu na temat wychowywania dzieci, a rodzicami zostali młodo i ku własnemu zdziwieniu. Zdarza się, w realiach częściej niż próbujemy to wypierać. Wychowywali swoje dziecko, tak jak byli wychowywani sami. Nie pyskuj, siedź, nie dyskutuj, dzieci i ryby…  a „nie, bo” to zostaw lotnikom. Nie lali swojego dziecka, bez przesady, nie byli przecież żadną patologią. Ot zdarzyło się Z. wyjść na podwórko i podrzeć rajstopy. Nowe!!1 Matka ledwo je kupiła, ledwo wciągnęła Z. na dupę, a ta już – zawsze była pierdołą, a że nie za swoje kupiła, to nie szanuje! Matka lubiła krzyczeć zdanie bez logiki, ale pełne furii „To kosztuje moje pieniądze, a ty marnujesz!„Chlast. I raptem jedno szarpnięcie. I może 10 minut wrzasków, oj tam oj tam. Bicie dzieci się zdarza w każdym domu przecież!

W zasadzie to od zawsze były z tą Z. same problemy. Mówię Wam -nic tylko ryk, kolki, chorowanie, nic starzy z nią nie użyli. No niby zdolna, mądra, uczyła się nieźle, ale tak jakoś… Innym razem niosła herbatę i nie przewidziała, że kubek nagrzeje się tak szybko. Odruchowo wypuściła go z rąk. Gorąca woda chlusnęła na łydkę i podłogę, którą niedawno myła matka. Zaciągana za ucho do pokoju usłyszała, że do niczego się nie nadaje. Uwierzysz, że obiad potrafiła jeść dwie godziny? Człowiek wystawał przy garach, na ryj padał,a ta – glamie, memle, szoruje tym widelcem talerz. Cholery można dostać. Ile razy można prosić? W końcu by matkę wykończyła, już w przedszkolu pytali, co ona taka chuda, czy chora, czy taka jej uroda. Już ją matka nauczyła szacunku do pracy i jedzenia. Raz czy dwa, raptem, tak pasem przez dupę jej wlała, że godzinę był ryk, ale zjadła wszystko, nawet zimne! Można? Można! Nie ma się co pieścić! Nie, nie było aż tak źle! To przecież normalna rodzina, Z. słyszała także ciepłe słowa. Najczęściej przy obcych, przy których mama lubiła także podkreślać jej wady opowiadając tak, jakby Z. wcale nie stała obok – „No tak, z lekcjami sobie radzi, tylko ten w-f, nie wiem po kim ona taka ślamazarna…

Matka przychodziła do jej pokoju pogadać, bywało naprawdę miło. Żartowały i śmiały się, dyskutowały o tym, jak im minął dzień. Z. uwielbiała, jak jej mama zaplatała warkocze. Pamięta świetnie te chwile, wracała do nich bardzo często. Żeby wynagrodzić sobie jakoś te gorsze, kiedy mama krzyczała, że ma wypierdalać i z roztargnienia, bo przecież kocha nad życie, powtarza codziennie, zapominała, że Z. lubi, jak się ja po włosach gładzi, a nie za nie wyciąga z pokoju. No ale normalna rodzina, mówiłam już. Komu się czasem nie kończy cierpliwość?! Większość z nas dostawała lanie i jakoś sobie radzi. Wyszło na ludzi. Bez przesady.

________________________

Rodzice myśleli, że Z. jest kłopotliwym dzieckiem, bo ciągle robi coś nie tak, ale dopiero, kiedy zaczęła dorastać, zrozumieli, że jeszcze nie mieli wcześniej na co narzekać. Zaczęło się – nieodbieranie telefonu, szlajanie się z szemranym towarzystwem, podbieranie ojcu papierosów, trzaskanie drzwiami. Kiedyś wystarczyło krzyknąć, strzelić raz, ale Z. zrobiła się bezczelna – też już umie podnieść głos, prowokuje, ba, sama się prosi, to i czasem ręka sama poleci…Sam rozumiesz? Bo Z. nie. I prawdopodobnie nigdy do końca jej się nie uda.

Matka Z. była miła, kiedy pozwalało jej na to samopoczucie, ale czasem wystarczył drobiazg, żeby zarobić. Bynajmniej dyszkę, raczej w ryj. I Z. jakoś nigdy nie umiała dogadać się z rodzicami. jako dzieciak robiła wszystko, żeby im się przypodobać. Zachwycali się jej śpiewaniem? Co tydzień zaskakiwała nową piosenką wykutą na pamięć. Mówili, że K. rysuje jednak lepiej i jest grzeczniejsza, Z. godzinami ćwiczyła obsługę kredek i czasem jakoś dziwnie bolał ją brzuch. Nic się nie zmieniało, więc, jak sądziła, zaczęła przeglądać na oczy. Nie domagała się już uwagi, rozmowy, nie starała ze wszystkich sił. Miłych wrażeń, ciepła, akceptacji, szukała gdzie indziej. Często gdzie popadnie. I wtedy zaczęły się kłopoty. Kiedy „bo tak” przestało być argumentem, „nie pyskuj” cokolwiek znaczyć, a klaps czy zdzielenie po twarzy przestało mieć znaczenie.

_______________

Z dorosła. Po wielu dziwnych relacjach na wieść o których rodzice dostawali zawału i sraczki, znalazła kogoś przyzwoitego, ale chyba nie układa im się najlepiej, bo Z. ciągle chodzi smutna. Prawdy się nie dowiesz, do matki nie dzwoni. Rodzice wszystkiego próbowali, nawet bicie i wrzaski nie przemawiały jej do rozsądku, wierzysz? Przypadek beznadziejny.Dziś Z. dla zasady podrzuca czasem dzieciaka, ale raczej nie zgadza się, by został u dziadków na noc, a tak się z nim pieści, że na pewno wyrośnie z niego jakaś życiowa nedojda.. Jak ona może go dobrze wychowac jak sama łazi do lekarzy, coś tam wspominała, że jakiś psychiatra, leki, nerwica, ale bez przesady, młoda jest, jeszcze nie wie, jak życie potrafi dać w kość, użala się nad sobą, zaczną się prawdziwe problemy, to dopiero zobaczy.

Rodzice Z. uważają, że wszytko jest i było  normalnie. Może nie do końca w porządku, ale idealnie to jest tylko w projekcie ustawy i reklamie. Z. od zawsze była dziwna i sprawiała problemy i cholera wie, co z niej miało wyrosnąć.

Z. zaczęła się dowiadywać jakoś tak po 36 urodzinach, kiedy w końcu, jakimś trafem, dotarła na terapię. Dowiedziała się, że przed nią jakieś 3 lata regularnych spotkań, bolesnych rozmów, rozgrzebywania wszystkiego i porządkowania od nowa. Przechodzenia żałoby z tęsknoty za tym, czego nigdy nie doświadczyła i nie dostała. Niby dorosła, a z dziecięcym zdziwieniem na gębie słucha, że partner nie ma prawa drzeć na nią mordy, że awantury nie są normalnością, że można siebie lubić tak po prostu, bez ciągłego podnoszenia poprzeczki i poczucia bycia wiecznie niewystarczającym. Że można nie kochać i nie lubić własnych rodziców, że strach, to nie szacunek, że poczucie powinności to żadna więź i że jeśli za każdym razem, kiedy ma zadzwonić do rodziców, boli ją brzuch, zdrowiej, dla niej, będzie tego nie robić. Matka i tak ma ją za niewdzięczną.
Skoro dziecko może dostać lanie od kogoś, kto najbardziej na świecie go kocha i twierdzi, że mogłoby dla niego zrobić wszystko, zastanów się, jak pozwoli się skrzywdzić obcym, silniejszym, a nawet samym sobie. I nie dziw się, że sobie nie radzi. „Mamunia oddałaby za Ciebie życie, bo tak kocha, ale czasem musi strzelić w ryj, bo nie może się powstrzymać”?

___________________

A jednak, dożyłam czasów w których nie tylko ludzie dyskutują o tym, czy człowiek pochodzi od małp i dyskutują na facebooku, czy okrągłość ziemi to nie spisek, bo ponad wszelką wątpliwość ziemia jest płaska. Dożyłam czasów, w których oficjalnie wiadomo, że przemoc fizyczna i psychiczna to straszne gówno, a jednak tych, co chętnie będą nim nawozić rzeczywistość, nie brakuje.To już było, miliard razy, naprawdę i mam nadzieję, że ludzie to dla jaj i żartu wypierają. Dziwne, ok, tak jak oglądanie kabaretonu, ale co mi do ludzkich potrzeb dopóki nikogo nie krzywdzą. A, no tak. BO KRZYWDZĄ.

Nie lejemy po mordzie szefa, kiedy nas wkurzy, bo respektujemy jego pozycje, swój kredyt i wyżywamy się w myślach. Proste. Nie wyrzucamy z tramwaju kogoś, kto zachował się niestosownie. W czasie wymiany zdań i różnicy poglądów nie ścieramy się z rozmówcą w pojedynku, nie obijamy mu pyska, nie uderzamy gdzie bądź, choć, wierzę, rączki swędzą. To wszystko w miarę oczywiste. Nie dość jednak, by z taką samą łatwością przyznać – nie podnoszę ręki na własne dziecko, bo kocham je bezgranicznie, bo przemoc to objaw mojej własnej słabości, która pozostawia o wiele trwalszy ślad niż czerwone znamię. Na wszystkie opowieści pt. „dostanie w dupę, to zrozumie”, „dawno mu nikt nie przylał”, „dopiero jak mu zdzieliłem to się uspokoił” mają ciąg dalszy, choć autorzy i scenarzyści zarzekali się, że przecież nie było ich obok. Fizycznie nie, ale to, co pokazali, owszem.

Jeśli poczucia bezpieczeństwa, zaufania, wiary w siebie, akceptacji, nie dostanie się w domu, szuka się jej całe życie i po całym świecie, często z cholernie marnym skutkiem i ściśniętym z przerażenia żołądkiem. I nie pierdol mi, że to tylko jeden klaps, uniesienie i od czasu do czasu. I na litość boską mi się tym nie chwal. Jeszcze jedna akcja pod klatką droga sąsiadko, a wykręcę numer na niebieską linię i zaproszę, żebyśmy się we dwie zmierzyły, będzie trochę sprawiedliwiej, co to za wyczyn przeciągnąć pięciolatka po chodniku. Jeszcze jedna historia „dopiero jak mu wlałam, to się uspokoił”, a zwymiotuję na obuwie! Każdy ma dość i miewa chwile zwątpienia, być może nie raz powie o parę słów za dużo albo nie zatrzyma dłoni na czas. To jest jednak powód do obrzydliwego wstydu i pracy nad sobą, a nie szukania wymówek. A to, że inni… Pozwalając im i sobie pozwalasz, żeby ktoś krzywdził osobę, na której rzekomo ci zależy.

A do tych, co nie dociera- komentarz znajomego – niech mamusia i tatuś uważają, żeby samemu w łeb nie dostać, jak im na starość łyżka z drżących rąk wypadnie. O ile ktokolwiek będzie wtedy obok, aby się wkurwić.

Jeśli jesteś tu, ale nie masz nic do dodania, zostaw przynajmniej kropkę, ok?