Jestem dziś Max Kolonko wśród matek pracujących – mówię jak jest. Po dwóch latach bycia jedynie (AŻ!*) Lenki mamą, po próbach powrotu do pracy na część etatu, kiedy była jeszcze małym bąkiem (bo teraz to wiadomo, bydle, nieszczepione, groźne i nieobliczalne, ale najcudniejsze!), po kilku miesiącach pracy zdalnej, niezliczonej ilości wysłanych CV i utraconej po stokroć nadziei, że ktoś zatrudni Radomską w takiej formie, żeby mogła spokojnie posiedzieć w poczekalni do internisty dzięki ubezpieczeniu, odprawić dziecko do żłoba i wrócić przed nim, aby dalej żyło w iluzji, że mama nie ma nic innego do roboty, jak tylko czekać na nią z plastikowym tortem, serwisem do herbaty dla lalek i zestawem lekarskim, że w zasadzie cały boży dzień gotuje ziupkę i koniec. Życzenia na wstępię miałam czcze, wymagania wygórowane. Etat? W normalnym wymiarze? Z ludzką pensją? Bez nadgodzin? Nie w korpo, gdzie służbowymi gadżetami, fajnymi eventami z darmowym alkoholem, płaci się pracownikowi za oddanie całego życia pracy? Heloł. Chyba śnisz. Poniekąd tak, zdarza mi się przysypiać na stojąco, ale jeszcze się nic z tego nie ziściło. Tego, co mam, nawet nie wymarzyłam. Daruję sobie zupełna szczerość na temat moich zawodowych perypetii, nie chcę do tego wracać, bo skończy się terapią i dużą czekoladą z orzechami.Do brzegu- refleksja matki pracującej!

Największe wyzwaniem pierwszego tygodnia pracy okazało się zapamiętanie, że zamek w kiblu się zacina albo że przynajmniej do WC powinnam chodzić z telefonem, żeby dyskretnie prosić o pomoc, a nie drzeć mordę i przeszkadzać innym w pracy. Następnie musiałam pozbyć się głupich nawyków i smrodu matki. Jak? Zostałam swoim kołczem. Rano, po wstaniu z łóżka, przed wyjściem, ale po nałożeniu makijażu, bo nie jestem o świcie gotowa na prawdę, przemawiałam do siebie: stanowczo, ale życzliwie:

  • kiedy idziesz do toalety, nie musisz wszystkim mówić, że „mamunia tylko zrobi siusiu i zaraz wraca„, nie musisz podrzucać szefowi ciastek, żeby się odczepił i zajął sobą.
  • Po skorzystaniu z toalety spokojnie możesz zapiąć gacie jeszcze w kabinie, a nie lecieć taka, nadmiernie uzewnętrzniona- naprawdę, nikt pod Twoja nieobecność nie zje kredki, nie pomaluje ściany, nie zje psu chrupek. To ważne, w miejscu pracy niezapinanie rozporka nie jest oszczędnością czasu.
  • Nie możesz pić 10 herbat dziennie tylko dlatego, że nie umiesz się nacieszyć, że są w końcu ciepłe. To samo z kawą, po trzeciej dyga Ci powieka, ktoś jeszcze pomyśli, że puszczasz mu oczko, a gdzie ty tam. Ledwo z mężem, dzieckiem i psem wytrzymuje, niespieszno mi do prania kolejnej skarpetki bez pary!!
  • Musisz zmienić system żywienia. To, że możesz zjeść o dowolnej porze i masz na to cały kwadrans, nie może pozwolić Ci popaść w skrajność. Pamiętaj, w miejscu pracy jemy spokojnie, do momentu zaspokojenia głodu. Nie bez gryzienia, byleby zdążyć przed dzieckiem, nie w powietrzu, byleby nie dosięgnął pies i nie na zapas, nie wyobrażasz sobie nawet ile w sobie zmieścisz w piętnaście minut. 3 lata temu w kilka minut sprawiłaś, że przez kolejne 9 miesięcy nosiłaś kilkanaście kilo więcej. Nie próbuj pobić tego wyczynu, nadwaga nie mówi „mamo” i nie chce się tulić o poranku
  • Wystrzegaj się rozmów z innymi matkami. Wszystkie macie dysmózgowie, nawet jeśli Wasze dzieci są już duże. Inaczej nigdy tak naprawdę nie wrócisz do pracy, bo będziesz słuchać o tym, jak Wacuś zdarł kolano, Marysia dostała czwórkę, a Hania uczyła się wierszyka. A przecież wiadomo, że wszystkie historie, które nie są o Twoim dziecku, automatycznie nie są wystarczająco ciekawe, tak? Wiadomo, że za opowieści (nawet tak ciekawe i górujące nad innymi!) Ci nie płacą. I głupio tak stać przed koleżankami z pracy z tym rozpiętym, dla oszczędności czasu, rozporkiem.
  • Tak o 6 jest ciemno, jak wracasz też, ale po każdej nocy przychodzi dzień, doczekasz się i będziesz całowała chodnik pod blokiem jak papieską ziemię za to, że go widać i nie wyrżniesz na zamarzniętej, z pozoru niewinnej kałużuniuni.
  • Do deficytu snu mogłaś się już przyzwyczaić. Nie? To co Ty robiłaś przez te wszystkie zarwane noce?! A, wymyślałaś,co na obiad, to sorry, Konfucjuszu.
  • Myśl pozytywnie. jak będą cię chcieli wywalić, najwyżej rzucisz się im do stóp i zaczniesz szantażować emocjonalnie zdjęciami dziecka
  • Możesz zakładać czyste ubrania i uwalisz je sama, albo ewentualnie przejeżdżający samochód, a nie dwie, małe wścibskie ręce, u których potrzeba czułości jest wprost proporcjonalna do dziwności rzeczy, w których zostały umazane
  • Łatwiej nie być dla swojego dziecka fascynującym kompanem, który euforią reaguje na każdą, nową kulkę plasteliny wdeptaną w dywan przez kilka, a nie kilkanaście godzin!
  • Po tygodniowej rozłące, weekendy smakują pysznie. Są tak słodkie, że w niedzielę rano już mdli i zaczynasz marzyć o poniedziałku. A w poniedziałek zrywasz się przed budzikiem, żeby go zaskoczyć i powitać czułym „Skarbie, czekałam!”.
  • 3 godziny później już jednak nie pamiętasz, o co ci chodziło i tęsknisz za dzieckiem. Handluj z tym!

Nie zapominaj o tym wszystkim, o czym mówiły Ci kobiety mądrzejsze od Ciebie. Te ładne i zgrabne, które pieprzą o akceptacji siebie, mieszkają na siłowni i żywią się otrębami, których cholesterol skacze na samo hasło „tłuszcz”. Te bogate i ustawione, które tyle mówią o ciężkiej pracy i realizacji marzeń. Wiesz, skoro one tego wszystkiego tak naprawdę nie muszą, to znaczy, że będzie luźniej i tez możesz! Wszystko jest kwestią organizacji.

Jak wygląda dzień z Życia pracującej matki?
Po serii pobudek nocnych nagle z letargu wyrywa Cię skowyt budzika. Próbujesz go udobruchać czułym „choć, mamunia jeszcze utuli, jest noc!” , ale negocjacje przerywa dobiegający z drugiej poduszki słodki świergot świadczący o tym, że dzień będzie piękny: „Nie cię do dzjeci, nie cię do cioci, nie cię!!! nie cię!!! Nie ma mie!!!„. Potem jakieś dwadzieścia pięć minut: 2 na makijaż, 20 na szukanie skarpetek, 3 na bezsensowne szukaknie mózgu, a wszystko to połączone z negocjacjami i elaboratem na jakże banalny temat: Dlaczego warto wstawać, kiedy jest ciemno, wychodzić, skoro jest zimno i wierzyć, że chce się czegoś więcej niż poduszki z Hello Kitty? Odpowiedzi do tej pory nie znalazłam, ale nie ma czasu na zastanowienie. Latorośl trzeba jeszcze namówić, łagodnie, empatycznie, bez presji, bez nacisków, bez stresu, na zrobienie siusiu. Ewentualnie na zjedzenie tego i owego, ale to już o tej porze oznaka szaleństwa i nadmiernego optymizmu.
Potem pyk: bodzio, skarpeteczki, bluzeczka, bluza, spodenki i króciutka awantura wynikająca z faktu, że czesanie jest bez sensu. I już!
Potem to samo, tylko szybciej, bo czasu mniej, bodzio po lewej stronie, skarpetki nie do pary, a spodenki już brudne. Ledwo miesiąc pracy, a już trzy razy była w tej dyscyplinie życiówka! A potem okazuje się, że o dziwo dziecko miało racje- czesanie jest bez sensu i trzeba te 4 niesforne włosy splątywać raz jeszcze, bez końca, od nowa. No, ale potem już seeeerioooo z górki.  Pozostaje tylko czekać, aż dziecko obudzone, nakarmione, ubrane, przygotowane, obadulone przez mamę, przejmie tatuś, który pije kawę. I szach mat. Jeszcze tylko kwadrans owiewania dziecka, żeby się nie zapociło w oczekiwaniu na to, aż tatuś założy swoje buty i naprawdę FAJRANT.
Masz teraz masę czasu dla siebie i święty spokój. Musisz tylko zmienić bluzkę, którą dziecko uwaliło informując cię, że jednak „nie ce sioćku”. I koszulkę, bo się przepociła w trakcie wachlowania obadulonego dziecka. Jeszcze tylko mycie zębów, szybkie śniadanie, spakowanie torby, uczesanie, w dowolnej kolejności, albo z pominięciem, tak, dla zabawy, bo przecież nie ma pośpiechu. Resztę czasu możesz spokojnie przeznaczyć na relaks. Do autobusu masz przecież całe 6 minut. Niektórzy się zdążyli w tym czasie nawet urodzić! Ha! Potem myk myk, na przystanek.

Zabawa trwa, jak wyjdziesz wcześniej to się spóźni, jak pójdziesz na czas, będzie miał opóźnienie, regularnie, ale bez żadnych reguł, po prostu nie przyjedzie. Może kierowca wie, że nie zdążyłaś siorpnąć kawy i masz za niskie ciśnienie? Zloty chłopak. Jak okiwasz system i wyjdziesz godzinę przed czasem, krzycząc szach mat i rysując znak zorro na trolejbusie, okaże się, że  w pracy jesteś godzinę za wcześnie, a ci za to nie płacą. Jak się spóźnisz, to przynajmniej wiesz, że niedługo zabawy z MPK się skończą, bo Cię zwolnią. Autobus zatłoczony? Och, jak przytulnie i ciepło. Pusty? Usiądziesz, rewelacja. Zaparowane szyby? A co tam takiego ładnego za nimi, hm? Zaparowane szyby sprawiają, że przejechałaś swój przystanek? Sport to zdrowie. Nic tak nie działa zbawiennie na układ krwionośny jak kilka kilometrów truchtem z ładunkiem, kiedy po drodze mróz chwyta czule za łydy.

Potem już łatwizna. Po 8 godzinach siedzenia za biurkiem i rozwiązywania problemów pierwszego świata, pisania arcyważnych dokumentów oraz uruchamianie wyobraźni w zadaniach jakże kreatywnych nagle dostrzegasz, że ganianie się po mieszkaniu na kolanach z dwulatką, było całkiem spoko. orientujesz się, że wstawianie prania można odbierać w kategorii rozrywki i czasu wolnego, a że wieczorna lektura książki to… A, tego nie wiesz, usypiasz ze zmęczenia nad tytułową stroną. Budzi Cię jednak o 1 w nocy jakaś natrętna myśl. Uporczywa jak mucha, tarzasz się szukając pozycji  w której da ci spokój. Nagle przychodzi oświecenie. Jutro dziecko ma Bal Misia w żłobku i potrzebuje kostiumu. Plany na resztę nocy już masz, to takie proste!

***

And that’s the way it works. Siedząc w domu z dzieckiem, narzekasz, że się cofasz w rozwoju i nie masz pieniędzy. Pracując narzekasz, że Twoje dziecko wychowują obcy, a  Ty nie masz czasu ani na rodzicielstwo ani na siebie. Blablabla. Siedzenie w domu z dzieckiem jest super- kształtuje charakter, uczy cierpliwości, udowadnia, co to miłość absolutna, jak smakuje dzika radość, jaka euforię może wzbudzić wieża  z klocków, a jaką rozpacz przebity balon. Czas tu i teraz, z dzieckiem, powtórki nie będzie. Lekcja uważności i doceniania. Bezcenna, jeśli umie się z niej czerpać.

Pracujesz? Fajnie, że możesz. Wiele mam nie, bo dochód nie pokrywałby kosztów tego przedsięwzięcia, bo tysiąc innych powodów. Lubisz swoją pracę? Świetnie, bo dzięki temu się rozwijasz i wracasz do społeczeństwa, uczysz się nie zapominać o sobie, w domu łatwo oddać się w cąłości obowiązkom w stu procentach i pominąć troskę o siebie. Pracujesz, ale nienawidzisz? Po pierwsze, przykro mi, to musi być okropne. Jednak albo trzymaj się tego dlaczego to robisz i na tym skup, albo pomyśl o zmianie. Czasu dla dziecka będziesz mieć znacznie mniej, naprawdę lepiej poswięcić go na rysowanie, czytanie i picie niewidzialnej herbaty, niż zatruwanie siebie i innych frustracjami. Pamiętaj, że rodzicielstwo to nie tylko te pierwsze kilka lat, ale i całe Twoje życie, fajnie by było, gdyby Twoje dziecko dzwoniło do Ciebie z radością, bo lubi rozmowy z ciekawym człowiekiem z pasją, a nie z poczucia obowiązku „bo oddałeś mu najlepsze lata i tak wypada” Wypadnie to mi dysk, jak po 8 godzinach pracy w biurze będę zarywać dla Was noce na pisanie 😉

Trzymam kciuki, przepraszam za milczenie, mam nadzieję, że teks przypadło gustu. Tak na serio, stawiam dopiero pierwsze kroki, ale chętnie się dowiem, JAK BYŁO U WAS? Poniedziałek to czas płaczu czy okrzyków radości? Jeśli chcesz, to możesz- zaplanować proste obiady na cały tydzień, robić zakupy, nie zapomnieć o sobie, padać na ryj wraz  z dzieckiem, tęsknić  za drzemką w dzień, opierdzielić męża, że się obija. Nie zgorzknieć, zgnuśnieć. Ostatecznie -zajść w kolejną ciążę 😀 Ja na razie ciąż i narzekania nie planuję. Doceniam to,co mam. A mam rodzinę, pracę i nowa kurtkę, bo w żółtym płaszczu pizgało po neruniach okrutnie.

I zachęcam do polubienia, bo opiekuję się TYM MALEŃSTWEM