Poranki o tej porze roku są mroczne i straszne. Łóżko wydziela ogrzewające fluidy, a magnez w materacu nie pozwala się podnieść. Niemąż już zna cały scenariusz tego porannego spektaklu – dlatego zawsze, kiedy mówię, a potem jeszcze z siedem razy, bo wie, że łżę jak pies. Co by się ocknąć i powieki podnieść załączam TV. Tam o każdej porze wszyscy są wypoczęci, radośni, mówią ciepłym głosem i nie mają nieświeżego oddechu. Oglądam fragmenty śniadaniówek utwierdzając się w przekonaniu, że na pewno wszyscy prowadzący biorą prochy. Potem przerzucam się na prognozę pogody -aby dowiedzieć się, jaka jest pogoda za oknem i że padaka będzie trwała jeszcze z pół roku, wieńczę slalom po kanałach rzucając oko na pośladki murzynek w raperskich teledyskach na MTV (serio, o chorej porze na tej stacji jest muzyka!) aż w końcu docieram do kanału i programu, który napawa mnie radością na jakieś, a, co najmniej piętnaście minut. A wszystko dzięki dwóm niepozornym paniom, które co prawda nie uczą, jak wszystkie inne w telewizjach kobiecych- jak żyć, ale za to tego -jak wyglądać.
Szczerze uwielbiam Horodyńską! To oczywiście dla mnie postać wyimaginowana jak Myszka Miki, ale jej telewizyjna kreacja bawi mnie do łez. Ileż jadu musiałaby mieścić w sobie realna istota, ile energii – aby chodzić po mieście i jeździć po ludziach jak po burych sukach za to, że wyglądają, z niewyjaśnionych dla mnie względów, niestosownie.
Spotkanie z Panią Fijał byłoby pewnie przyjemne, spotkałaby ze mnie z czułością w jej oczach. Ona w moich ujrzałaby, poza lekkim zezem, oznaki delikatnego współczucia.Wiem, że każdy w życiu błądzi, ale żeby po ukończeniu medycyny trafić do Polsat Cafe po to, żeby ludzi krytykować? Coś ty Aduś brała dziecko drogie i dlaczego w takich dawkach?!
Zetknięcie z Joanną z pewnością byłoby niezapomniane. Jednak nie na jakichś tam salonach, wśród fleszy i zastępu celebrytów. Nie umiem tak kocio mrużyć oczy do zdjęć i ze swoją pyzatą mordą nigdy nie będę wyglądać tak groźnie, niedostępnie i ciut suczo jak Horodyńska. Z takim talentem Asia sprawdziłaby się wzorowo jako barmanka. Podając zawsze, fantastycznie zmrożone swoim spojrzeniem driny. Niestety, z takim podejściem do ludzi raczej nie zarobiłaby dzięki napiwkom na nową torebkę Channel.
Wszystkie babcie z trwałą dostały by opierdziel za nakrywanie głowy w czasie ulewy foliową torebką. Zero litości dla kufajek sprzed 30 lat, chyba że śmierdzą stęchlizną na tyle wyraziście i są tak artystycznie podżarte przez mole, że można by je określić mianem vintage. Już widzę ten niesmak, jaki wzbudziłyby jeansy ocieplane polarem, buty, które bezczelnie są wygodne i grzeją, zamiast ładnie wyglądać.  I te komentarze „jak ty wieśniaro w takim brzydkim szaliku nie wstydzisz się skasować bilet?!”.
Żałstrasznie, ze dzieli nas z Joanną szklana ściana i podejście do życia, bo pewnie nigdy nie będę godna tego, aby stać się jej ofiarą. Żałuję, bo naprawdę uwielbiam ludzi, którzy niewiele sobą reprezentując, bez cienia żenady dzielą się swoimi spostrzeżeniami na temat osiągnięć innych ludzi. Nawet jeżeli osiągnięciem nazwiemu tutaj dobór opaski.
Joanna z pewnością nauczyłaby mnie jednak jak skutecznie gasić ludzi, którymi gardzę. Już widzę te łzy przejęcia u kobiety, która przeprowadza ze mną rozmowę kwalifikacyjną, kiedy jej wygarniam, że MA ZNOSZONE PANTOFLE I BRZYDKIE RAJTUZY. Chamstwo ma przecież taką moc! I tylu zwolenników, to jedyny argument, który uzasadniałby poczucie wyższości owej telewizyjnej gwiazdki. Cenię u Joanny elastyczność. Dowali się taka to wymiętolonego kołnierzyka, a jednocześnie tak skutecznie ignoruje to, że sama wygląda jak kretynka bez gustu, która swoje zamiłowanie do wybierania rzeczy nietuzinkowych realizuje na wysypisku.
I tak zupełnie szczerze- wolałabym nawet na spotkanie z prezydentem, teściami czy Obamą ubrać się sama- żałośnie, w swoim stylu i klasycznie – czyli na czarno, w ciepłe płaskie buty i bluzeczkę uwaloną keczupem, bo wolę być karykaturą samej siebie niż pozwolić, aby karykaturował mnie ktoś taki jak ona.
Marzę jednak, że któregoś dnia, po pijaku, po kolejnym bankiecie, zapuka przypadkiem do drzwi mego domu. W innych okolicznościach na pewno nie dane będzie się nam spotkać. Jam nie godna bywać tam, gdzie posadzka zaszczycona została lizaniem jej podeszw! Zetknięcie z Joanną z pewnością byłoby niezapomniane. Jednak nie na jakichś tam salonach, wśród fleszy i zastępu celebrytów. Nie umiem tak kocio mrużyć oczy do zdjęć i ze swoją pyzatą mordą nigdy nie będę wyglądać tak groźnie, niedostępnie i ciut suczo jak Horodyńska. Z takim talentem Asia sprawdziłaby się wzorowo jako barmanka. Podając zawsze, fantastycznie zmrożone swoim spojrzeniem driny. Niestety, z takim podejściem do ludzi raczej nie zarobiłaby dzięki napiwkom na nową torebkę Channel.
Bo widzę już, oczyma wyobraźni, jak stoi w mym progu i rzuca spojrzenie pełne pogardy. I kiedy próbuję się tłumaczyć, przepraszać, za starą, niedomykającą się szafę, za linoleum wygryzione w szale tęsknoty przez Negra, z wygryzionej ze ściany listwy i dziury w drzwiach ona gasi mnie i mówi – że mieszkanie,  w przeciwieństwie do mnie, jest nawet spoko.
Stanęłabym jak ciele pokorne i słuchała ody ku moim niedoskonałościom i kiepskiemu gustowi. Jak bezpański pies ze śmietnika, wygrzebując z monologu Joanny choćby najmniejsze komplementy.
Bankowo zwróciłaby uwagę na fryzurę – niesfornie balansujące w nieładzie końcówki i mocno przylizane u nasady pasma, wskazujące na czerpanie przeze mnie inspiracji z mody lat dwudziestych. Wobec stroju nie miałaby jednak ilości. Wytknęłaby moją karykaturalną stylizację stwierdzając, że jest niekompatybilna z moją duszą. Bo ubrać pastele będąc Radomską, to jak użyć dezodorantu na Woodstocku – bez sensu. Zaraz skuliłabym się jak Negro po zjedzeniu bambosza,  wsłuchując się w swoje wnętrze i tak naprawdę, mroczną jak Twilight, duszę.
Mogę się założyć, że wytknęłaby mi brak formy.  W nadziei, że chodzi jej nadal o strój, przemilczę rozpaczliwe tłumaczenia o tym, że przecież się staram i wchodzę sama na pieszo na siódme piętro. Niesłusznie, bo to był komplement – bezkształt stroju komponuje się z bezkształtną masą zwaną potocznie Radomską sylwetką!
o prawda uśmiechnęłaby się delikatnie na widok nonszalanckich zagnieceń, świadczących o mojej niebanalnej osobowości i nonszalancji, ale jej entuzjazm zgasiłby natychmiast widok obuwia. Beznadziejnie płaskiego, w kolorze stroju. Nudnego i bez wyrazu. Co prawda w odcieniu intensywnego fioletu, pokryte miękkim w dotyku materiałem, ale zupełnie bez sensownego. Bo buty mają robić wrażenie, a nie być wygodne i ładne Durniu Radomski! Na koniec usłyszałabym, że wyglądam ociężale i pokracznie, a jednolita kolorystyka stroju czyni ze mnie istotę nudną, przewidywalną i do porzygu passe.
Na koniec – bo nic innego Joannie nie udałoby się powiedzieć. Usłyszałby  w odpowiedzi, że włosy nie są inspirowane i stylowe, a nieumyte i tłuste. Ubrania pogniecione, bo spałam. Kolory obuwia i stroju ciepłe, optymistyczne, bo w takich barwach Chińczycy właśnie produkują piżamy z Kłapouchym. I że bardzo dziękuję za wizytę, ale jużwolałabym przyjąć księdza, bo gdybym chciała nakarmić się głupota i chamstwem, to jeździłabym w kółko, od 6 rano do śmierci MPK.
Wystawiłabym salonową lwicę, żeby mogła zweryfikować swoje ryczenie z rzeczywistością. To Bałuty –  panowie remontujący asfalt wzbudziliby jej pogardę gwizdaniem, dresi skroili telefon,  a emerytki z troską pytały, czy nie deformuje sobie kręgosłupa chodząc na takich szpilkach i nie przewiewa nerek paradując w lutym z niemal, jakże modną, jędrną, stylową i światową dupąPoranki o tej porze roku są mroczne i straszne. Łóżko wydziela ogrzewające fluidy, a magnez w materacu nie pozwala się podnieść. Niemąż już zna cały scenariusz tego porannego spektaklu – dlatego zawsze, kiedy mówię, a potem jeszcze z siedem razy, bo wie, że łżę jak pies. Co by się ocknąć i powieki podnieść załączam TV. Tam o każdej porze wszyscy są wypoczęci, radośni, mówią ciepłym głosem i nie mają nieświeżego oddechu.
Poranki o tej porze roku są mroczne i straszne. Łóżko wydziela ogrzewające fluidy, a magnes w materacu nie pozwala się podnieść. Niemąż już zna cały scenariusz tego porannego spektaklu – dlatego zawsze, kiedy mówię, a potem jeszcze z siedem razy, bo wie, że łżę jak pies. Co by się ocknąć i powieki podnieść załączam TV. Tam o każdej porze wszyscy są wypoczęci, radośni, mówią ciepłym głosem i nie mają nieświeżego oddechu.

Oglądam fragmenty śniadaniówek utwierdzając się w przekonaniu, że na pewno wszyscy prowadzący biorą prochy. Potem przerzucam się na prognozę pogody -aby dowiedzieć się, jaka jest pogoda za oknem i że padaka będzie trwała jeszcze z pół roku, wieńczę slalom po kanałach rzucając oko na pośladki murzynek w raperskich teledyskach na MTV (serio, o chorej porze na tej stacji jest muzyka!) aż w końcu docieram do kanału i programu, który napawa mnie radością na jakieś, a, co najmniej piętnaście minut. A wszystko dzięki dwóm niepozornym paniom, które co prawda nie uczą, jak wszystkie inne w telewizjach kobiecych- jak żyć, ale za to tego -jak wyglądać.

Szczerze uwielbiam Horodyńską! To oczywiście dla mnie postać wyimaginowana jak Myszka Miki, ale jej telewizyjna kreacja bawi mnie do łez. Ileż jadu musiałaby mieścić w sobie realna istota, ile energii – aby chodzić po mieście i jeździć po ludziach jak po burych sukach za to, że wyglądają, z niewyjaśnionych dla mnie względów, niestosownie.

Spotkanie z Panią Fijał byłoby pewnie przyjemne, spotkałaby ze mnie z czułością w jej oczach. Ona w moich ujrzałaby, poza lekkim zezem, oznaki delikatnego współczucia.Wiem, że każdy w życiu błądzi, ale żeby po ukończeniu medycyny trafić do Polsat Cafe po to, żeby ludzi krytykować? Coś ty Aduś brała dziecko drogie i dlaczego w takich dawkach?!

Zetknięcie z Joanną z pewnością byłoby niezapomniane. Jednak nie na jakichś tam salonach, wśród fleszy i zastępu celebrytów. Nie umiem tak kocio mrużyć oczy do zdjęć i ze swoją pyzatą mordą nigdy nie będę wyglądać tak groźnie, niedostępnie i ciut suczo jak Horodyńska. Z takim talentem Asia sprawdziłaby się wzorowo jako barmanka. Podając zawsze, fantastycznie zmrożone swoim spojrzeniem driny. Niestety, z takim podejściem do ludzi raczej nie zarobiłaby dzięki napiwkom na nową torebkę Chanel.

Wszystkie babcie z trwałą dostały by opierdziel za nakrywanie głowy w czasie ulewy foliową torebką. Zero litości dla kufajek sprzed 30 lat, chyba że śmierdzą stęchlizną na tyle wyraziście i są tak artystycznie podżarte przez mole, że można by je określić mianem vintage. Już widzę ten niesmak, jaki wzbudziłyby jeansy ocieplane polarem, buty, które bezczelnie są wygodne i grzeją, zamiast ładnie wyglądać.  I te komentarze „jak ty wieśniaro w takim brzydkim szaliku nie wstydzisz się skasować bilet?!”.

Żałuję strasznie, ze dzieli nas z Joanną szklana ściana i podejście do życia, bo pewnie nigdy nie będę godna tego, aby stać się jej ofiarą. Żałuję, bo naprawdę uwielbiam ludzi, którzy niewiele sobą reprezentując, bez cienia żenady dzielą się swoimi spostrzeżeniami na temat osiągnięć innych ludzi. Nawet jeżeli osiągnięciem nazwiemy tutaj dobór frotki do włosów.
Joanna z pewnością nauczyłaby mnie jednak jak skutecznie gasić ludzi, którymi gardzę. Już widzę te łzy przejęcia u kobiety, która przeprowadza ze mną rozmowę kwalifikacyjną, kiedy jej wygarniam, że MA ZNOSZONE PANTOFLE I BRZYDKIE RAJTUZY. Chamstwo ma przecież taką moc! I tylu zwolenników, to jedyny argument, który uzasadniałby poczucie wyższości owej telewizyjnej gwiazdki. Cenię u Joanny elastyczność. Dowali się taka to wymiętolonego kołnierzyka, a jednocześnie tak skutecznie ignoruje to, że sama wygląda jak kretynka bez gustu, która swoje zamiłowanie do wybierania rzeczy nietuzinkowych realizuje na wysypisku.

I tak zupełnie szczerze- wolałabym nawet na spotkanie z prezydentem, teściami czy Obamą ubrać się sama- żałośnie, w swoim stylu i klasycznie – czyli na czarno, w ciepłe płaskie buty i bluzeczkę uwaloną keczupem, bo wolę być karykaturą samej siebie niż pozwolić, aby karykaturował mnie ktoś taki jak ona.
Marzę jednak, że któregoś dnia, po pijaku, po kolejnym bankiecie, zapuka przypadkiem do drzwi mego domu. W innych okolicznościach na pewno nie dane będzie się nam spotkać. Jam nie godna bywać tam, gdzie posadzka zaszczycona została lizaniem jej podeszw! Zetknięcie z Joanną z pewnością byłoby niezapomniane. Jednak nie na jakichś tam salonach, wśród fleszy i zastępu celebrytów.

Bo widzę już, oczyma wyobraźni, jak stoi w mym progu i rzuca spojrzenie pełne pogardy. I kiedy próbuję się tłumaczyć, przepraszać, za starą, niedomykającą się szafę, za linoleum wygryzione w szale tęsknoty przez Negra, z wygryzionej ze ściany listwy i dziury w drzwiach ona gasi mnie i mówi – że mieszkanie,  w przeciwieństwie do mnie, jest nawet spoko.

Stanęłabym jak ciele pokorne i słuchała ody ku moim niedoskonałościom i kiepskiemu gustowi. Jak bezpański pies ze śmietnika, wygrzebując z monologu Joanny choćby najmniejsze komplementy. Bankowo zwróciłaby uwagę na fryzurę – niesfornie balansujące w nieładzie końcówki i mocno przylizane u nasady pasma, wskazujące na czerpanie przeze mnie inspiracji z mody lat dwudziestych. Wobec stroju nie miałaby jednak ilości.

Wytknęłaby moją karykaturalną stylizację stwierdzając, że jest niekompatybilna z moją osobowością i trendami na przedwiośnie 2013. Bo ubrać pastele będąc Radomską, to jak użyć dezodorantu na Woodstocku – bez sensu. Zaraz skuliłabym się jak Negro po zjedzeniu bambosza,  wsłuchując się w swoje wnętrze i tak naprawdę, mroczną jak Twilight, duszę.Mogę się założyć, że wytknęłaby mi brak formy.  W nadziei, że chodzi jej nadal o strój, przemilczę rozpaczliwe tłumaczenia o tym, że przecież się staram i wchodzę sama na pieszo na siódme piętro. Niesłusznie, bo to miałby być komplement – bezkształt stroju tak pięknie komponuje się z bezkształtną masą zwaną potocznie Radomską sylwetką!

Co prawda uśmiechnęłaby się delikatnie na widok nonszalanckich zagnieceń, świadczących o mojej niebanalnej osobowości i nonszalancji, ale jej entuzjazm zgasiłby natychmiast widok obuwia. Beznadziejnie płaskiego, w kolorze stroju. Nudnego i bez wyrazu. Co prawda w odcieniu intensywnego fioletu, pokryte miękkim w dotyku materiałem, ale zupełnie bez.. tego czegoś o czym wszyscy mówią w telewizji, ale nikt nie umie zdefiniować. Bo buty mają robić wrażenie, a nie być wygodne i ładne Durniu Radomski!

Na koniec usłyszałabym, że wyglądam ociężale i pokracznie, a jednolita kolorystyka stroju czyni ze mnie istotę nudną, przewidywalną i do porzygu passe. Na koniec – bo nic innego Joannie nie udałoby się powiedzieć.

Usłyszałby  w odpowiedzi, że włosy nie są inspirowane i stylowe, a nieumyte i tłuste. Ubrania pogniecione, bo spałam. Kolory obuwia i stroju ciepłe, optymistyczne, bo w takich barwach Chińczycy właśnie produkują piżamy z Kłapouchym. I że bardzo dziękuję za wizytę, ale już wolałabym przyjąć księdza, bo gdybym chciała nakarmić się głupota i chamstwem, to jeździłabym w kółko, od 6 rano do śmierci MPK. Wystawiłabym salonową lwicę, żeby mogła zweryfikować swoje ryczenie z rzeczywistością. To Bałuty –  panowie remontujący asfalt wzbudziliby jej pogardę gwizdaniem, dresi skroili telefon,  a emerytki z troską pytały, czy nie deformuje sobie kręgosłupa chodząc na takich szpilkach i nie przewiewa nerek paradując w lutym z niemal, jakże modną, jędrną, stylową i światową dupą.

W tym czasie ja spokojnie mogłabym wbić się w ciepłe rajty i spodnie za 30 dyszki na rynku kupione. w swoje laczki z wyprzedaży i płaszcz  z odpadającymi guzikami, co by się, jak normalny człowiek z prawdziwymi problemami, do roboty nie spóźnić i za długo dupy pierdołami sobie nie zawracać.

__________________

Zapraszam na fanpage, tym razem do znalezienia pod nowym, ładnym adresem: http://www.facebook.com/MamWatpliwosc