mms_img-2115726380

Miałam w zanadrzu taki tekst radosny,ciepły lekko wzniosły, ale że zmęczona jestem tak, że dupy z krzesła podnieść nie mogę, niczego i nikogo wznosić nie będę. Dziś lighotowo – o tym,co u nas. Bo jeszcze ktoś pomyśli, że ja nic tylko się mądrze, wzruszam i rozkoszuję. A pranie rozwieszają mi elfy. 

Może i rozwieszają, bo tego epizodu za cholerę nie pamiętam, ale mendy leniwe nie raczą sprzątać, dlatego dom radomski raczy się garderobą trącą rosą tudzież deszczówką,  a nie jakimś tam pospolitym Lenorem. Po prostu wychowuję pranie konsekwentniej niż córkę, nie ma, że boli – wisi na suszarce dopóki samo się nie ogarnie i nie wróci.

Nie wiem,czy wiecie, ale byliśmy na wakacjach- to znaczy wszyscy dookoła tak twierdzą, ja twierdzę, że byłam na obozie przetrwania. Z całej rzeszy atrakcji przygotowanych dla Lenona najbardziej urzekł ją jednak trawnik pod domkiem, dmuchany basen i niezmiennie mój cycek. Ledwo stoi, a już wie, że piach za gorący, woda śmierdzi, a nadmiar ludzi szkodzi zdrowiu.

Efekt urlopu jest taki, że Lena stwierdziła, iż tak naprawdę to sen w ogóle nie jest jej potrzebny. Usypia jak padnie, w pozycji dzikiej i rozkosznej, a ja, jeśli nie padam z nią, to tak leżę, jak dogorywająca orka i zacieszam, że mam takie śmieszne dziecko. Opcjonalnie ryczę, że mnie wykończy.

W ramach mojego planowanego powrotu do pracy rozsmakowujemy się łapczywie w lęku separacyjnym. Lenka po kilku godzinach z nianią naprawdę wierzy, że umarłam na zawsze idąc do kibla. Ja wierzę, że skona ona. W to, że wyjdziemy z tego bez szwanku nie wierzy raczej nikt.

Ząbkowanie? E. Szok poporodowy, skok rozwojowy, kryzys laktacyjny, ząbkowanie, nie taka pogoda, niekorzystny biorytm, za słabe słońce, za silny wiatr albo na odwrót… Generalnie zawsze znajdzie się jakieś wytłumaczenie dla nieodpowiedniego zachowania dziecka. Biorąc intensywność tego tygodnia szczerze przyznaję, że będę matką chyba najwcześniej miesiączkującej dziewczynki ever, bo zachowuje się dokładnie, jakby miała PMS – nie wie czego chce, ale najlepiej teraz i bardzo dużo. 

Ponadto Lenon nie tylko absorbuje mnie i próbuje zamordować. Zaczyna kumać nazywanie rzeczy- nie umie powtórzyć wszystkich sylab, więc z kaczki zostaje KA KA, z Negra NE ŁO, z kokarda KO KO DA, ale szczwany lisek zaczyna chwytać. Niania nauczyła Lenkę pokazywać, gdzie ma ucho jest tak spektakularne, że od wczoraj raczkuje trzymając się za jedno przyprawiając mnie o zawał i podejrzenia zapalenia.

DSC_1122

Mamy za sobą także pierwszą miłość Lenki. Namiętną i burzliwą. Biorąc pod uwagę jej intensywność obawiam się o jej matrymonialną przyszłość i dobre imię. Cały pobyt nad morzem Lenon wzdychała do… kaloryfera. Po kilka godzin dziennie gadając z nim namiętnie i wymachując przy tym łapami. Pojawił się pomysł, aby go gwizdnąć i zabrać ze sobą do domu, ale na szczęście żebrowany cham przyciął Lenie palec, otrząsnęła się, zrozumiała, że to związek bez przyszłości i zerwała z brutalem.

DSC_0771

Spokój nie trwał jednak zbyt długo. Obiektem westchnień jest teraz odkurzacz. Wyznania miłości w kącie pokoju trwają, czułości, pocałunki także. Pies zazdrosny, bo Lenon odkurzacz wyprowadza na spacer. Kryzys wisi w powietrzu – odkurzacz pokazał jej dzisiaj, że nie może na niego liczyć i nie będzie dla niej wsparciem. W sensie- odjechał kiedy próbowała się dzięki niemu podnieść i z hukiem uderzyła o ziemię. Liczę, że to tylko kolejny wakacyjny romans, bo odkurzanie z koniecznością przesuwania sprzętu co 2 cm wraz z przyklejonym do niego niemowlęciem trwa godzinę.

Ponadto okazuje się, że żyjemy  w dżungli. Wszędzie pełzają pod Lentola nogami podstępne węże z kabli, które moja bohaterska i odważna córka próbuje zamordować zębami. Dzikie pnącza z makaronów zawieszonych w oknach są niczym liany i lada moment Lenka zacznie wspinać się po nich na stół. Jak tylko przestanie ryczeć, że znów się w nie zaplątała. Nierówną walkę pt. Lenon vs. narożniki, krzesła wygrywają meble, ale… nie mogą spać spokojnie, bo Lenon ma już zębów siedem i nie zawaha się ich użyć!

W każdej dżungli istnieje też wodopój- zawartość miski z wodą psa ląduje regularnie na płytkach, a Lenon pielęgnująca tęsknotę za morzem radośnie robi w kałuży chlap chlap. Podstawą przetrwania jest też spryt i brak zaufania – wiadomo, to,co podaje matka na łyżeczce tudzież co instaluje wewnątrz japy może być trujące i groźne. Dlatego Lenuszka obserwuje inne żywe stworzenie- już wie, że skoro psu nic nie jest  to i ona może żreć Pedigree. Niezbędne w buszu umiejętności i cechy tj. spryt, zwinność, refleks Lentoś ćwiczy regularnie- podpieprzając psu wszystkie kości -z pyska, spod szafy, z Narnii.

IMG_20140716_200408

Ja również świetnie sobie radzę. Nie zawsze uda mi się poodkurzać i nie zdechnąć, ale! W Biedronce jedną ręką płacę, drugą trzymam dziecko, a nogą upycham zakupy. I sprawiam innym wiele radości.

Jak na przykład dziś – stając się obiektem obserwacji rasowego dresa, który oczu wprost oderwać ode mnie nie mógł. Nim przeanalizowałam,czy chodzi mu o dziecko, wózek, czy portfel, odezwał się nieśmiało, z całą słodką, dresiarską kurtuazją, jednocześnie radosny i zmieszany, spowity rumieńcem niczy swojski chleb, by powiedzieć, że (tak, znów..) cycek mi wypadł.

I co? Dobrze, że nie zginął. Bo ju głowy nie mam- dawno już straciłam  dla mojej małej kaskaderki.

Pozdrowienia z dżungli!!!!

DSC_1110