Ileż ja to razy wspominałam o moich zrywach kobiecości, to nie zliczę. O tych 3 dniach żelaznej konsekwencji w ćwiczeniach, jedzeniach, niejedzeniach, malowaniach, wmasowywaniach, borze szumiący. A jednak kiedy przychodzi co do czego to znów zadziwia mnie swój własny geniusz i zdziwienie, że nie wpadłam na to wcześniej.

Ja to  tych, co ma oficjalnie wywalone, no ale lepiej mieć wywalone z ładnym ryjem, umówmy się, życia nie oszukam w Disneya nie gram. Z wagą też mam taki układ, że do pewnej granicy nie reaguję, a potem klękajcie narody,wywalę sukę przez okno. Z jedzeniem jakoś ujdzie, choć lubię tak sobie 2 tygodnie prawilnej diety flaszką wina przepłukać dla przejrzystości. No ale ta estetyka, zadbanie całe, to szkopuł.

Radomska vs fakty

Jako człowiek odpowiedzialny i niemal 30 letni uczę się w regularność. Regularnie wstawiam uprane pranie, bo 2 dni stoi i zapominam rozwiesić. Regularnie powtarzam, że okna do mycia. i że teraz to już musowo dzień w dzień – krem, balsam, toniki, maski, tricki i „Oszukać przeznaczenie”.  Nie ukrywam jednak, że oferty współprac o treści „chcielibyśmy, aby aktywizowała Pani kobiety w wieku 35+” oraz komentarze „zaraz, to Ty rodziłaś przed 30-tką?!” stanowią dodatkową motywację.

Pokończyły się próbki i dary losu, nawet krem przypadkowo zakupiony w aptece dla kobiet 55+ mąż w pięty wtarł i jak Bozie dydy, ani jednej zmarszczki, więc te osiągnięcia współczesnej kosmetologii potrafią człowieka za-dzi-wić. Używałam podkładu za miliony monet, ale zachciało mi się jednak nie przepłacać za splendor i japa zaczęła się, krótko mówiąc, sypać. A że zbiegło się to z faktem, iż dwa dni później miałam tulić Chajzera i mordę kamerom ukazywać, czem prędzej przybyłam do drogerii.

Wyglądam jak wyglądam, tłumaczyć nie muszę, dla fanów – nonszalancko, dla hejterów – jak na wiecznym kacu. Uderzam do Pani konsultantki przytłoczona natłokiem możliwości, półek, puzdereczków, flakonów i wiader. No i się zaczyna.

Profesjonalna obsługa i rzetelna ocena

Ja wiem, że to jest taka gra, że ona udaje, że ją to obchodzi, ja mówię, że moja twarz jest zielona, obslizgła i w kropki, na co ona odpowiada, że rozumie i ma coś akurat na zieloną, obślizgłą i w kropki. I że wie, że chciałam wydać X, ale wystarczy, że dodam dyszkę i mam jakby remedium na swoje problemy, prawdopodobnie dzięki temu nawet z mężem się przestanę kłócić. Uzbrojona w tą bezużyteczną w kontakcie bezpośrednim wiedzę tłumaczę:

że japa jaka jest każdy widzi, cudów nie oczekuję, ot przesuszyła się, wszędzie w kremach widzę wodę i może orłem nie byłam z fizyki i chemii, ale idzie zima, i tak sobie wizualizuję jak ten krem mi japę rozsadza i nagle mam wątpliwość, czy nawilżać, czy łeb na straty spisać i uciąć. Mówię, że używałam kremu X i Y, a i Z na półce stał, nie powiem, ale nie chciałabym  wydać fortuny, pomóc sobie jednak, jeśli da się, wiadomo, to nie kościół i jak pozostało się modlić, to zrozumiem. O tym, że wyładnieć w dwa dni pragnę nie wspomniałam, bo to drogeria, a nie chirurgia.

Na co Pani w nieskazitelnym makijażu, wymemłanym fartuszku, z tym wyćwiczonym spojrzeniem pełnym iluzorycznego zaangażowania mówi, że chyba wie, co się sprawdzi.

Finał

I ślinę przełykam, cóż przyniesie – roniereal, niergar, jakieś żelipapą obcojęzyczne i drogie, adrenalina skacze, a twarz jak ząb chwilę przed dentystą, przestaje tak wadzić. I wraca. Chwytam w dłoń. Patrzę jak mnie sobie zdefiniowała, „AHA” mówię i rechocząc udaję się do kasy, bo przecież nie będę z potrzebami ryja i diagnozą społeczną dyskutować.

Zainwestowałam. 4,95.
Niveła.
Tak mnie podsumowano.
Ta sama, którą babcia mi w ryj wklepywała gdym lat 5 miała i szła japę na kulig odmrozić.
Szach mat, splendorze, nie jesteś zaproszony! Bywaj luksusie, nic  tu po Tobie.

P.s. ale jakby działa, także mam wyjątkowo niewymagającą twarzoczaszkę. ha.