rurka2Pole dancing zdobywa coraz większe grono wielbicielek. Celowo używam damskiej formy, bo nie sądzę, aby taniec na rurze kiedykolwiek mógł nie cieszyć się sympatią mężczyzn i musiała ona wzrastać. Ot, u męskiej części populacji, dzięki owej pasji dam, częściej dochodzi do wzrostu ciśnienia. Zajęcia z wygibasów na rurze prowadzi coraz więcej siłowni i centrum fitnessu. Nic dziwnego, skoro tyle kobiet pragnie się prężyć i popisać umiejętnościami.

Nie zrozumcie mnie źle, jasne, że nie pogardziłabym takim ciałem. Pewnie uczucie towarzyszące zdobyciu umiejętności zrobienia podwójnego tulupa jest tak niesamowite, że trudno się powstrzymać przed chwaleniem nim na każdej sygnalizacji świetlnej, znaku drogowym i rurze grzewczej. I pewnie nie pojmę, bo sama umiem się unieść tylko w windzie. Ale serio,  widzę tam, co oratorzy próbują mi wskazać- i piękno ludzkiego ciała, i grację i siłę woli i wytężoną pracę mięśni nawet pokonywanie swoich ograniczeń i świadomość swojej atrakcyjności i seksualności, która pewnie przekłada się na zwiększoną pewność siebie gibkich jak ogrodowe węże dam. Jednak coś skutecznie uniemożliwia mi popadnięcie w zachwyt.

Możesz mi wmawiać, że to sztuka, gimnastyka, taniec, artystyczne wyrażanie siebie, połączenie różnych form fitnessu i ćwiczeń. Jednak ja widzę przede wszystkim rurę. I piękną kobietę na niej, która wjeżdża mi przed twarz ze swoimi rozchylonymi udami, wypiętą pupą, kocimi ruchami i mimiką famme fatale. Wiem, jest doskonale dobrany podkład, choreografia, godziny ćwiczeń, ale przecież osią show nadal jest ta cholerna rura.

Po prostu nie rozumiem, aczkolwiek jestem chyba na tyle otwarta, że będę z tym żyć i starać się dostrzec u swoich tańczących znajomych i nieznajomych to, co ponoć jest w tej sztuce istotne, a nie to, co dla mnie wysuwa się na pierwszy plan, czyli krocze.

Taniec na rurze wywodzi się ze striptizu, a zatem pośrednio jest związany z prostytucją i formą uprzedmiotawiania kobiety i robienia z niej narzędzia do zaspokajania instynktów faceta. Lata walk o równouprawnienie, o to, byśmy nauczyli się patrzeć na kobietę w szerszym kontekście niż szerokość jej bioder i…  Panie znów cieszą się, że mogą przed obcymi rozkładać uda i nazywać to sztuką.

Tak, nie ma nic złego w tej sztuce, każda baba chciałaby być seksowna i pewnie się czepiam. Mimo jednak skłonności do ekshibicjonizmu jako kobieta chciałabym, abyśmy nie tylko jako posiadaczki macic, ale w ogóle, jako jednostki ludzkie, zachowały coś dla siebie. Bo, wracając na moment do męsko-damskich zależności, czy któraś z wyginających dam sądzi, że facet, który zobaczył ją  z nogami rozchylonymi pod kątem 180 stopni, będzie się interesował tym,co czyta do poduszki?

Stan czytelnictwa pism dla panów spada, bo nikt nie musi udawać, że interesowały go artykuły. Spragnieni gołych bab szukają ich na instragramie, bo nic tak nie dowartościuje współczesnej kobiety jak kałuża męskiej śliny pod jej stopami.

I mówisz mi, że takie czasy, że granice się przesuwają, że wolność wyboru i każdy ma inny gust. Ja wiem, wiem, rozumiem, nie będę palić rur na stosie i organizować pikiet. Gibkość ciał koleżanek podziwiam, a je same szanuję bardzo, ale … dlatego, że poznałam zanim zaczęły tańczyć. A większości widzów takiego show brakuje takiego kontekstu, mogą szanować za umiejętność uniesienia się siłą mięśni jednej łydki.

Za publiczne tarło z kawałkiem metalu. Piękne, zapierające dech w piersiach, ale i napawające mnie nutą smutku, publiczne tarło z kawałkiem metalu.

P.S. Zaakcentuję raz jeszcze- podziwiam umiejętności, krzepę, siłę i gibkość pań, głównie dlatego, że wiem, że mają dużo szersze horyzonty, bo lubiłam ich słuchać zanim pokazały, jak to jest, kiedy się na nie tylko patrzy.

Nie podziwiam samej dyscypliny.

To już starość?

Ten tekst to opinia, nie wyrok.

Sprostowanie

Uprzejmie informuję, że komentarze są moderowane i części z nich nie zatwierdzam. Dziękuję za poszerzenie mi horyzontów i wskazanie na źródła, z jakich wywodzi się taniec na rurze, nadal nie trafiają one do mnie. Chińczycy wynaleźli proch w celach rozrywkowych, chcieli zrobić pierwsze fajerwerki, a Europa znalazła mu nowe zastosowanie i upowszechniła, na wojnie.

Nie neguję tego, że mężczyźni także tańczą i tańczyli pierwsi. Jednak to my jako kobiety jesteśmy oceniane w każde sytuacji. I dla mnie taniec na rurze nie jest elementem wyzwolenia. Jest taki rysunkowy dowcip na którym są dwie kobiety- jedna niemal naga w seksownym bikini, a druga zakryta od stóp do głów. Obydwie mówią to samo – „jakie to straszne żyć w tak opresyjnej kulturze, która robi to kobietom”.

Kochane, tańczcie, bądźcie wolne, realizujcie się, ale nie wymagajcie, aby wszyscy byli tym zachwyceni, Drogie Tancerki macie naprawdę masę fanów, obejdziecie się bez mojej aprobaty.

Dziękuję również za przypomnienie jak beznadziejnym jestem człowiekiem, żałosne studia skończyłam, ile mam kompleksów i że nie powinnam się w ogóle odzywać. To bardzo pokrzepiające, że mamy dla siebie tyle ciepła.

Co do słów kontrowersyjnych, takich jak tarło, to był zabieg celowy i niewiele ma wspólnego z moim brakiem szacunku do kogokolwiek. Po ilości komentarzy smutno przyznaję, że jednak było warto, bo część dyskusji zainicjowana tym tekstem była naprawdę wartościowa.

Pozdrawiam,

Radomska.