Czasy się zmieniły – mówili nie raz. PRL-owy krajobraz w którym tato po pracy zakłada kapcie i siada na fotelu, a mama zakłada fartuch i rusza do roboty „na drugim etacie” ponoć za nami. Teraz panowie się angażują, udzielają, walczą o swoje ojcowskie prawa i bycie ważnym nie tylko 23 czerwca. Chciałabym napisać coś epicko wzruszającego, ale… Napiszę tylko: Panowie, co do k… nędzy z Wami jest?!

Obracam się w towarzystwie nowo poznanych matek. Kiedy przemielimy już wszystkie standardowe gadki-szmatki dotyczące ciąży, porodu i dziecka, zaczynają się zwierzenia. Wiesz przecież, że czasem najłatwiej wyrzygać wszystko obcej osobie. Rozmawiamy szczerze i dużo opowiadają mi o swoich partnerach i mężach. Słucham. I wyciągam wnioski. Smutne.

Może baby mają tendencje do narzekania i marudzenia, może są przemęczone i zawsze, kiedy rozmawiają ze mną, akurat towarzyszy im zły nastrój (temu muszę się przyjrzeć, moze problem naprawdę leży we mnie?!) niemniej jednak…

PANOWIE, KAMAN, CO JEST KURWA Z WAMI NIE TAK?

Zwykle jesteście już po 30-tce i macie rodzinę z własnej woli. Sami żeście klękali, przysięgali, zarzekali się, a już na pewno opijali zdrowie dziecka na pępkowym. Jakby człowiek oceniał Was tylko na podstawie zdjęć na fejsie, to faceci jak malowani, cudni, słodcy, i pomocni no i w dzieciach zakochani.  Przedstawmy jednak parę faktów.

Zwykle to Wy utrzymujecie dom i to argument wytrych, który sprawia, że uważacie, iż wolno Wam mieć wszystko w dupie. W waszym równiuprawnianiu nie pomoga także społeczeństwo – widzę to aż nazbyt wyraźnie. Kiedy ja idę z wózkiem do sklepu gram z drzwiami w twistera próbując je otworzyć i wejść. Nawleczonemu jak włazi do sklepu z dzieckiem brak tylko do zachwyconych piań pań dodałabym płatki róż sypane pod nogi i podkład muzyczny wygrywany na lutni.

Życzę Wam z całego serca, aby Wasze kobiety na miesiąc porwało ufo. Matki i teściowe też, bo jesteście cwani i lubicie się wysługiwać. Nie, nie musicie zapieprzać w domu jak dzicy – jeżeli Wasze kobiety nie pracują zawodowo i tak zrobią za Was większość,bo nie mają sił żebrać o pomoc, bo to poniżające- być zależnym od małego dziecka, nie mieć możliwości spokojnego wypróżnienia, a kiedy wracacie z pracy, prosić się o to,by móc bez akompaniamentu dziecięcego ryku … podać Wam obiad.

Nieobecność w domu przez kilka lub kilkanaście godzin nie daje Wam prawa traktowania go jak hotelu, a swoich kobiet jak całodobowych służących. Nieobecność tym bardziej obliguje Was do starania się BARDZIEJ, kiedy jesteście- bo dzieci są wspólne, odpowiedzialność jest wspólna. WSPÓLNA. Gdybyście z taki zaangażowaniem, jak  akt stwarzania dzieci, realizowali ich wychowywanie…

Macie zasrany obowiązek znać swoje maluchy, wiedzieć co lubią, umieć się nimi zająć- NIE TYLKO WTEDY KIEDY I WY I ONE JESTEŚCIE WYSPANI, WYSRANI, NAJEDZENI I W DOBRYM HUMORZE. Macie oczywisty obowiązek, ale i frajdę, umieć je usypiać, uspokajać, karmić, kąpać i ubierać. Nie róbcie z siebie pół debili nie wiedzących, czy na zewnątrz jest upał, czy akurat pada śnieg. Wasze kobiety też NIE WIEDZIAŁY paru rzeczy, ale musiały się nauczyć. Bo dziecko to nie projekt w pracy albo lista czynności do wykonania w celu dostania awansu. Bo kiedy kobieta na rynek pracy wraca nikt z domowych obowiązków jej nie zwalnia i nie słucha kiedy mówi, że jest zmęczona.

Wychowanie dzieci to nie drugi etat, poświęcenie. To naturalna konsekwencja ich posiadania i jeżeli dwoje ludzi nie angażuje się w to na tym samym poziomie, albo nierówności nie stara się dzieciakom rekompensować, jest frajerem który powinien gnić w akademiku, a nie bawić się nieudolnie w dom.

Gdyby przyszło Wam zostać z dzieckiem na jeden dzień, prawdopodobieństwo, że byłoby najedzone, odpowiednio ubrane i bezpieczne, na podstawie tego,co o Was wiem, brzmi jak opowieść pijanego bajkopisarza. Nie macie pojęcia jakie skarby czekają na Was w domu i nie wiecie, że nie są Wam dane od tak na zawsze i mimo wszystko.

Wszystkie matki jakie znam są piękne. Niemal codziennie umalowane i schludnie ubrane. Są inteligentne, atrakcyjne i bardzo zmęczone. Bo założyły rodzinę z kimś, a tworzą ją tak naprawdę same. Wierzę, że gdyby nie strach, poczucie społecznej powinności, przekonanie, że tak musi to wyglądać, już dawno kopnęłyby swoich CHŁOPCÓW w dupy.

Być może czasy się zmieniły, może nawet na lepsze. A rodziny z tych, w których ojca brak na takie, w których w ogóle nie jest potrzebny.

Jak dotąd uważałam, że rosnąca fala rozwodów, to smutny znak naszych czasów- świadectwo tego, że wchodzimy w związki małżeńskie bez głębszej refleksji, niedojrzali i durni. Dziś uważam zupełnie inaczej.

Coraz częściej wydaje mi się, że kobiety pieprzą system i układ, w którym muszą oddawać wszystko bez zająknięcia i piszczeć ze szczęścia, że mają dla kogo. Zamiast służby i biczowania wybierając alimenty i święty spokój. I zaczynam temu, z przerażeniem, cicho przyklaskiwać.

Ludzie w ogóle powinni przechodzić jakieś testy predyspozycji do zakładania rodziny. Jest tyle innych sposobów na zmarnowanie komuś życia, czemu wybierać aż tak brutalny?! 😉

A jeszcze w ciąży pisałam o was i dla was tak słodko …