Kilka tygodni temu zaplanowałam sobie wolny poniedziałek. Głośno o tym mówiłam, a znacie powiedzenie „nie mów, że Cię głowa boli, bo się tyłek dowie i pozazdrości”. Także pełen splendor i chwała. Dziś jestem Janis Joplin, a nie jakaś tam Radomska.  Murzyńska chrypa, wrażenie, że umarłam, poczucie, że świat mnie nie rozumie, (bo mam taki katar, że nic nie słyszę).

A sąsiedzi postanowili WŁAŚNIE DZIŚ BO KIEDY INDZIEJ dla zabawy poprzesuwać sobie ściany, kłuć płytki i zobaczyć, po ilu wwierceniach w ścianę przyjdzie do nich blogerka i odegra im najlepsze sceny z Dnia Świra tak, że sam Marek Kondrat wpadnie przybić żółwia i zaoferować kredyt z reklamy. Co robić? Poza praniem i zadowalaniem innych, co dla matki w dniu wolnym oczywiste jest jak pryszcz przed studniówką. Szybki rachunek sumienia – na cóż to nie było czasu przez ostatnie tygodnie. Łypnięcie oczkiem na zwietrzałą resztkę kawy z promocji z Biedronki, którą tak bohatersko kupuje, a której mąż niemniej wytrwale nigdy nie zakręca i decyzja. A co tam, hulaj duszo, piekła nie ma. Urlop wzięłam, zagranico nie bywam, to chociaż kawę wypiję jak w amerykańskim serialu. Małą i drogą!

Nikomu się nie chwaliłam, a pół Bałut zlazło do tej samej kawiarni. I gapią się na mnie, jak jeden mąż: matki z małymi dziećmi, kombatanci, honorowi krwiodawcy, bo zajmuję najwygodniejsze miejsce i za nic w świecie nie chcę być kulturalna i miła, zachować się tak, jak należy, gdyż uważam, że mi się należy dzisiaj buziak w czółko, kocyk i ciepły trunek, także czekam cierpliwie, aż się zreflektują. Oczywiście zero empatii w narodzie, więc lekceważę, altruistycznie jednak nadal przerywając smarkanie pisaniem dla takich niewdzięczników, jak oni właśnie. Jednak kontynuuję swoją misję, już drugą godzinę siorbię filiżankę kawy o pojemności kieliszka, udając, że jestem tak zapracowana, a nie szkoda mi pieniędzy na kolejną.

Dziś bony rozdaję i serce mi krawi, bo zgłoszeń ponad setka, a bony jeno trzy, a tak bym się chciała z Wami wszystkimi w tej IKEA spotkać na kawie i wyściskać porozumiewawczo i empatycznie za to, że Wam też ciężko. Może upłybyśmy się razem ( bo 99% z Was to kobiety, a z mężczyznami mi mąż pić nie pozwala), oddając wcześniej dzieci do sali zabaw i zrobiły sobie wspólny tatuaż, logo Partii Uciśnionych Rodziców, niby skrót od nazwy bloga, a tak naprawdę tajne hasło, pełne krwi, bólu, wyzwań, prawdy i potu upamiętniające codzienne zmagania:

MW – Mam Wątpliwość tudzież MATKA WALCZĄCA.

Ladies and gentelmen,

Rżałam jak chomik zamknięty w kołowrotku z jointem bez dopływu powietrza. Z szacunku do Waszych pociech, nie brałam pod uwagę historii, którymi Wasze dzieci nie chciałyby się chwalić. A także tych z przekleństwami, bo być może ze mną się Wam kojarzą, ale to żadna nobilitacja raczej. Mam nadzieję, że dzięki współpracy z IKEA wiecie już, nad czym możecie popracować w celu zabezpieczenia pomieszczeń przed inwazją potomstwa. I atakami wrogich pomieszczeń czyhających tylko, by skrzywdzić Wasze dzieci!

logo_yellow_blue1 (1)

Zatem, numer jeden, bezapelacyjnie, Zośka. Zośka niepełnoletnia, więc bon zgarnie jej matka, co nie zmienia faktu, że Zośka zostanie, jak Lenon, władcą wybranego przez siebie kraju lub kontynentu, (byle ciepłego i z bujanym fotelem dla mamuni). Jestem niemal pewna, że jak Anioł Gabriel po raz drugi zapuka do mych drzwi z ulotkami albo zwiastowaniem, to drugiej istocie płci żeńskiej dam tak na imię.Bon 500 zł dla Joanny, dumnej, dzielnej i na pewno znerwicowanej mamy Zofii, przytaczam fragment  komentarza:

„Ostatnio przedszkolanka pożaliła się, że Zofia na hasło „dzieci sprzątamy zabawki” momentalnie musi iść siku. Niestety młoda sypnęła się przed Panią, która w końcu poszła za nią sprawdzić co z tym sikaniem. Zośka stała za drzwiami podciągając rajty- że niby się ubiera – na widok pani wychyliła się tylko i konspiracyjnie zapytała „pośpiątali już?”

__________________

Bon na 300 zł otrzymuje mama Staśka, którą tulę i mówię, że syn zostanie politykiem albo akwizytorem i z  takim gadanym się w życiu ustawi, bankowo, nie musi się martwić:

– Mamo mamy jakiś keczup albo majonez?
– Nie mamy
– Ale nie mamy, bo ” w tym domu tego nie jemy, bo to niezdrowe i sama chemia”, czy nie mamy, bo zapomniałaś kupić?

___________________

I bon na 200, na zakup akcesoriów, które zajmą syna Juliusza, nim podpali dom ze śpiącymi rodzicami w środku, dla Dominiki. Za pedantyczne mycie zabawek w toalecie oraz poprawienie designu nowego telewizora poprzez dodanie osobistych akcentów przez syna Juliusza.
Wiesz już moja droga, jak ciężko schodzi krem z telewizora, od siebie dodam, że plastelina niewiele lepiej, a od mycia buzi wodą z WC moje dziecko ma całkiem niezłą cerę. 

Wszystkie Panie poproszę o kontakt mailowy: radomska@mamwatpliwosc.pl do piątku 17 czerwca, w celu zweryfikowania Waszych danych i, być może, umówienia się na wspólną CIEPŁĄ kawę w IKEA Łódź i zakupy 🙂

Jesteście boscy, obiecuje sama szukać opcji częstszego angażowania Was w ten sposób. Proszę mnie nie chłostać, jeśli nie wygraliście, ale zgłoszeń była ponad setka,  ja jedna, a wszystkie Wasze dzieciory od cholery i cudowne!

Do usłyszenia świry!