Pozwalam sobie napisać tu, bo w Internecie nic nie ginie, a w naszym domu wszystko. Jesteś bałaganiarą jak ja, więc nie mam złudzeń, że papierowy list dotarłby do momentu, w którym będziesz w stanie zrozumieć, co ckliwa matka tymi literami bełkotała. Z fochem liczysz do dziesięciu, ale nie ogarniasz kalendarza. W swoim czasie dowiesz się, że pisałam to, kiedy minęło nam pół dekady.

Jak to poważnie brzmi. 5 lat, całe Twoje dotychczasowe życie, wzloty i upadki, głównie moje, jeśli akurat nie mowa o tym, jak znów wyrżnęłaś o mój kabel od laptopa, którego nie zabezpieczyłam. I dopada mnie, znowu. Nostalgia, ej.

Wszystko dzieje się tak szybko, nie wywołałam jeszcze zdjęć z Twoich czwartych urodzin. Nie zamówiłam tortu. Wieczorem na wariata biegłam po cukierki, żebyś mogła poczęstować dzieci. Nie ogarniam i tak było od zawsze i o ile sama przywykłam, to staję na rzęsach, by nie zobaczyć pretensji w Twoich oczach.

Idzie mi średnio. Zobaczymy jak za jakiś czas podsumujesz szukanie kostiumu na dzień marchewki w przeddzień święta. Ogrywanie kostiumu dyni i farbowanie włosów bibułą na zielono, która już wiem, że nie schodzi. Coraz więcej wiem. Dzięki Tobie. O właściwościach bibuły i sobie. Wiem już, że przekonanie Cię do wysmarkania nosa jest tak samo bez sensu, jak kupowanie ubrań bez kotków. Uwielbiam słuchać Twoich argumentów, kiedy tłumaczysz mi, dlaczego akurat dziś wypada dzień brudasa i ile możemy na tym zyskać. Jeszcze z 200 wojen o umyte zęby, a sama stwierdzę, że to bez sensu.

Za szybko. Nie rok, a każdy dzień. Tak dłużyły się te dni, kiedy spędzałam je tylko z Tobą „byle do drzemki”, „byle do obiadu”, „byle do kąpieli”, a dziś?
Byle zdążyć zanim uśniesz…
Byle być, kiedy wołasz w nocy.

Bo jeszcze wołasz, jeszcze musisz wiedzieć, że jestem obok. Łechta to moją próżność i kiedyś wstawałam gotowa Cię zamordować, a teraz mam ochotę przerzucić prześcieradło przez grzbiet i udawać super mamę, chełpiąc się, że jestem potrzebna: utulić, pomiziać, dać pić, dowiedzieć się, że Natan się w Tobie kocha i ugryzł Cię komar.

Słyszę jak bawisz się z babcią – Ty to mama, a ona córeczka. Z poważną miną strofujesz ją, żeby zakładała szybciej buty, bo „się spóźnimy, szybciej, bo muszę iść do pracy. Przecież wiesz, że muszę pracować, w weekend się pobawimy..” Echo. Ile razy w tygodniu to słyszysz? Że zaraz, nie teraz, jutro, mama nie ma siły? Udławię się kiedyś tym poczuciem winy.

Coraz więcej rozumiesz i potrzebujesz mnie coraz mniej. A ja paradoksalnie często potrzebuję „bardziej” i tęsknię. Nie chcę cofać czasu ani przyspieszać, mam nadzieję, że ciśniemy go jak należy, przynajmniej z grubsza, bo przyznaję, że włączam Ci Trolle, byleby przymknąć obok oko albo wysłać maila.

Coraz usilniej formułujesz swoje racje. Dyskutujesz na każdy temat. Budzisz się w nocy, żeby zapytać skąd się wzięła Ziemia. Z religii w przedszkolu wracasz z teorią, że świata nie mógł stworzyć Jezus, bo był człowiekiem, więc pomagały mu kucyki Pony.Na pytanie czy wiesz, że kocham i jesteś ekstra odpowiadasz, że jasne i chciałabym Ci i sobie po prostu życzyć, żeby na zawsze tak zostało.

***
Sto lat moja mała dziewczynko, która od 5 wkurzasz mnie, wzruszasz, uszczęśliwiasz, potrzebujesz i rozbawiasz jak nikt inny nigdy na świecie. Mam nadzieję, że zachowasz z minionych lat same ciepłe wspomnienia, daj znać, czy powinnam już zbierać na Twoją terapię 😉

Na zdjęciach już nie Kapucynka, a przemądrzała dziewczynka. Podobna do mamy, ale raczej z wyglądu, bo ja nie miałam tyle odwagi i bezpardonowości, ja nie uważałam, że jestem ekstra. Ponownie w roli modelki. Kariery nie wróżę, zdjęcia zrobić jej w bezruchu to wyczyn. Wyszło jak wyszło ;]

Czego życzycie Lenonowi i jej matce, którą wszakże 5 lat temu rozpruli, by nadać jej życiu Lenonowy rytm?! Piszcie, przeczytam jej albo za kilka lat sama tu dotrze 🙂

___________________________________________________________________________________________

Lenę tej jesieni ubrała marka 5.10.15, która na szczęście  ma w ofercie rzeczy z kotem i została zaakceptowana…