Jak to? A nieustannie, w podróży wagonikiem rollercoastera, tylko luzu jakby więcej, bo z czasem jakby się bardziej rozumie, że podróż nie będzie przyjemniejsza, jak  człowiek ze strachu narobi pod siebie i niczego mu to nie ułatwi. Lubicie wracać ze mną do starszych tekstów, w których wspominam, powiedzmy zatem, że tym tekstem pracuję na przyszłe wspomnienia.

Każdy dzień to dla mnie kolejne stopnie wtajemniczenia i  wachlarze przeżyć, które ciężko czasem nazwać i zdążyć poświęcić im przynajmniej chwilę należnej uwagi i refleksji, bo zupa się przypali, ale… powiem Wam, że tak jak wtedy, jesienią 2013 roku miałam ochotę z pieluchą w dłoni przebiec się po osiedlu i krzyczeć, że mam człowieka, wyszedł ze mnie, jest mój, robi to, a ja się zadziwiam, tak zupełnie podobnie mam teraz. Ot, stanęłabym tak ze trzy razy w tygodniu na jakimś placu i wydarła mordę, że cuda istnieją – pyskują bardzo i nie chcą wstawać rano do przedszkola!!!

I nie jest wcale tylko przyjemnie i miło.  4 latka korzysta z bardziej wyrafinowanych argumentów niźli ryk i histeria.  Już wie, co powiedzieć, żeby poskładać moje serce  jak origami i zrobić z jelit poskręcanych poczuciem winy łabądka. I wcale nie tak rzadko sprawia, że wychodzę na moment z pomieszczenia, by wydać z siebie to, czego oficjalnie powiedzieć nie można, bo to brzydkie i na bank zostanie powtórzone – ojcu, ekspedientce, psu oraz reszcie świata.  Wypluć z siebie i odciążyć, by się nie udusić z wkurwienia i niemocy. Ludzka sprawa. Matka też człowiek, tak?

Różnice są ogromne  – nie bujam całymi dniami na rękach.  Pamiętam, że wtedy bolały, a na prawym ramieniu został mi taki śmieszny mini bicunio od noszenia jej i targania wózka. Pamiętam, że usypiałam z nia prawie na każdej drzemce. Byłam zmęczona. A dziś? Daje się ponosić tylko przez chwilę i na otarcie łez, bo ciągle jest w biegu, ruchu, nie ma czasu. I nadal cholera jedna nie chce spać. Już nie tylko mój głos ma moc objawiania prawd i wyjaśniania świata. Ważne są ciocie, koleżanki, wujek Youtube i własne interpretacje faktów. Na szczęście ciągle dużo się śmiejemy razem. Płakać też nam się zdarzy, bo jedna ma dosyć, a druga się boi, obie nie chciały i tak wyszło. Wtedy brakuje tylko soundtracku z ulubionej piosenki Leny, która płynnie z Jagódek przeskoczyła do “Kocham Cię, ale CIę nie lubię” Chylińskiej.

***

Wyczuwałam, że będzie tęskno do koncertu miarowych oddechów, kiedy padała na mojej klatce i kiedy bez wyrzutu odkładałam wszystko na potem, żeby niby nie zbudzić, a tak naprawdę się nacieszyć. I dzieje się każdego dnia, nie potrzeba Rutkowskiego, by to stwierdzić.  Ten mały człowiek jak torpeda przeskoczył 100 cm swojej długości i usypia dopiero po 2 książkach, 4 bajkach, kołysance i godzinnej dyskusji egzystencjalnej. I za tym też będę niedługo tęsknić.
No ale tęsknić to wiedzieć, co się kochało, nie? Też ważne.

Dziś już nie rozczula mnie widok małej stópki wciskanej do bezzębnego otworu gębowego, bo to wspomnienia, ale patrzenie na każdy pokaz taneczny niemniej chwyta chyba za serce. Optymistycznie zakładam, że tak samo będę się czuć, kiedy zobaczę ją na jakiejś akademii albo kiedy zadzwoni, że zdała maturę. Nawet, jak nie zda, ale powie, że jedzie do Australii.
Popłaczę się, że znów mi ucieka, ale i pęknę z dumy, bo jestem niezrównoważona, bo ta radość i strach i wieczna ambiwalencja są wpisane w genotyp matki. Bo ja jestem tą matką, więc skąd mam wziąć równowagę?!

***
Nadal wychodzimy z domu dwie godziny. Kiedyś drzemka, zupka, rajstopki, spodenki, kupa, a teraz? Nie ten miś, jednak pingwin, brzydkie rajstopy, mamo dlacego nie sukienka, jesce zatańce, piciu, siku, nie lusaj mnie, bo wcale mnie nie kochas. Czyli tak czy siak, mimo upływu czasu, potrafi śmierdzieć ;-) Piętnaście minut tłumaczy mi dlaczego musi założyć właśnie te, a nie inne skarpetki, zmyśla teksty piosenek, udaje, że mówi po angielsku, ale musiałabym stracić resztki tych zmysłów, z których całe to rodzicielstwo i tak mnie odarło, by nie kwiczeć z dumy i nie uspokajać się, że może mnie wykończy, ale na pewno sobie poradzi. Tak to wygląda, po krótce. Chaos i amplituda. Adrenalina, która niby wykańcza, ale napędza do życia. Paradoks.

I jeśli mogę powiedzieć, co mi pomaga, to docenianie, pielęgnowany dystans i  chyba ta świadomość. Wtedy – że zaraz nie będzie chciała usnąć na mojej klatce i dziś, że lada moment obrazi się na swoją nieogarniającą matkę i zatrzaśnie mi przed nosem drzwi, których dziś nie wolno zamykać, bo musi słyszeć, że w domu jest mama. Dziś już może usnąć beze mnie i nie udławi się językiem, kiedy postanowię, że robię sobie wolne i znikam na weekend, ale za to zupełnie bez zawahania mówi, że po prostu najbardziej lubi spać ze mną.
I wypieram, że to też za moment przeminie, bo w przypływach ckliwości mogłoby mi pęknąć serce.

***
Mówili mi, że kolki miną, a ja byłam przekonana, że nie dożyję. Że zanim się obejrzę będzie miała rok, a ta już wywija mi numer i kończy cztery. Opowiadali, jak będzie strasznie i jak pięknie, a ja w dobre nie wierzyłam, a złe mnożyłam razy dwa. Gdyby jednak ktoś zdołał te 5 lat temu dotrzeć do mojej nasączonej paniką głowy i wtłoczył w zwoje, oczywisty dziś fakt, że będzie nam razem bardzo różnie, ale mi bez niej… Bez sensu…
 No ale mój,  niegdyś zatkany strachem, a dziś musztrowany pozytywami każdego dnia mózg, pozwolił i pozwala przynajmniej na jedno – przeżywanie tego po swojemu, bez presji ideałów, wszechwiedzących ekspertów i porad z blogów. I to szczerze polecam. Na blogu, o ironio.
Dziś mogłabym swobodnie doradzać i kadzić, ale żadna opowieść o podroży nie odda w pełni odbycia jej samodzielnie. Po prostu. Jedyne co możesz, to otworzyć się na nowe i chłonąć – z całym dobrodziejstwem i przekleństwem inwentarza. Dać się porwać, nie wiedzieć, sprawdzić i poznać na nowo. Bo ja tam niezmiennie  stoję nad przepaścią. Po prostu okulary czyszczę regularnie, żeby skupiać wzrok na tym, co naprawdę ważne. I może nadal gówno wiem, ale świadomość tej niewiedzy uczy mnie pokory, wszakże to dopiero (ażżż!!!) nieco ponad 4 lata razem, ale chyba swoje jednak wiem.

Bo to rodzicielstwo to serio przejażdżka roller-coasterem. I rzeczywiście ma się wybór – albo drzeć mordę z przerażenia albo cieszyć się jazdą.
__________________________________________________________

Zdjęcia dzięki cudownej Karolina Paluszkiewicz Forma Fotografia’
Instagram: onicniepytaj

Ananasowe bluzy to prezent od cudnej założycielki Florkowo
– bardzo Ci kibicuję zdolna Mamuśko!Jeśli Wam się podobają, to na moim instagramie możecie wygrać swój własny zestaw. Zapraszam.

101 komentarzy
    1. ✌pierwszy raz jak Cię zobaczyłam, byłaś tą “od dwóch dych” nie przeszła mi wtedy przez sekundę myśl że będziesz moja pozytywną energią każdego dnia, że będę czekała na twoje wpisy, słowa, przemyślenia i wątpliwości…dziś jaram się twoja osobą, twoim poczuciem humoru, dystansem do wszystkiego co Cię otacza i myślę sobie jaki świat byłby piękny a ludzie jacy zajebiści gdyby choć trochę mieli takie podejście do ogółu… kibicuje tobie! rób to co robisz do końca świata. zapewne Twoja córka powie Ci kiedyś że pęka z dumy, że Ciebie ma.

  1. O matko.. U nas trzasnelo ostatnio 8 miesięcy niby nic a jednak szmat czasu… Myślę sobie już czasem też, że tyle już wiemo moim dziecku, ale równie mocno kręci mnie myśl, że jeszcze tyle do odkrycia… Pozdrawiam was :*

  2. Pięknie i zabawnie ubrałas w słowa to co czuje i ja.. Jako mama czterolatki mam podobne odczucia, mam wrażenie że zmysły matek są skalibrowane podobnie… No ale nikt jeszcze tak pięknie i obrazowo nie nakreslil mi tej Matczynej codzienności. Dziękuję za kolejną przygodę świetny tekst

  3. Piękne to jak mówisz o tym, że jesteś z córki dumna. Z mojej perspektywy-corki- nie ma nic bardziej motywującego niż to jak mama mówi do ciebie “pekam z dumy”. Pozdrawiam Was obie. Życzę żeby wasza relacja była tak dobra a może i jeszcze lepsza.

  4. Wreszcie ktoś normalny w tych internatach. W normalnym domu, z normalnymi problemami. Tak bardzo mi się to wszystko podoba ze względu na autentyczność. Dobrze, że jesteś! Jesteście turbo fajni, zupełnie zwyczajni jak ja hehe ? Pozdrawiam ?

  5. Super się to czyta szczególnie,że za mną już 27 letnie macieżyństwo i dobrze wiem co to są wspomnienia,których jednak ja tak pięknie w słowa nie potrafię ubrać.Od 2 lat jestem babcią i powiem szczerze, że kochanie wnuka jest zupełnie czym innym niż kochanie syna…..ale oba te stany wzbogacają i są piękne.Wyobrażam sobie ile jeszcze Cię czeka…i oby było to równie piękne jak u mnie.

  6. Jestem z Tobą od niedawna ale już wiem, że pochlonelas mnie na maxa ? kilka razy dziennie sprawdzam insta story i albo jestem wkurzona, że siedzę w pracy i nie mogę teraz posłuchać albo jak leżę na łóżku i nie ma nic nowego (o zgrozo, ona nie żyje :o). Najnowszy wpis jest świetny. Pokazuje, że rodzicielstwo to nie tylko ból, łzy i nieprzespane noce jak większość młodych kobiet teraz uważa. Ja sama bardzo chciałabym mieć dzieci i nie spać kilka nocy pod rząd z powodu zębów ale póki co nie jest mi to dane… Uwielbiam na Was patrzeć ? kiedyś sama chciałabym mieć taką rodzinę ?
    PS. Wyzwanie podjęłam, sukienka była wizyta u gina również
    PS2. RADOMSKA NIGDY NAS NIE OPUSZCZAJ ❤️❤️❤️

  7. Świetny tekst i wspaniała rodzinka:) Jestem mamą, dzisiaj już 20 i 22 letnich młodych kobiet, a ty wzruszyłaś mnie do łez. Ciągle noszę w sobie tę dumę i łzy wylane na każdym przedszkolnym przedstawieniu. Życie z dziećmi nabiera innego wymiaru nawet kiedy stają się dorosłe i nie zawsze potrzebują naszej obecności. Dziękuję:*

  8. Czytając ten tekst, aż zamarzyłam, żeby mieć taką swoją czterolatkę albo chociaż dwulatkę, albo chociaż niemowlaka! ? Wszystko przede mną, kiedy – czas pokaże. Zawsze się chciało, ale po tym tekście jakoś bardziej. I jakoś tak o Mamie się pomyślało, co też ona miała ze mną dość oryginalną czterolatką ? i takie ciepełko się rozlało po serduszku. Zdjęcia oczywiście piękne, ale to już norma ;) całuję mocno, wychodząc z cienia bycia Twoją fanką tylko incognito ??

  9. Cześć . No nie zawsze się z Tobą zgadzam , ale to chyba normalne :) Tutaj nie zgodzić się nie mogę jednak ! Poprostu rewelacja , tekst i wy dziewczyny , cała rodzinka wymiata ! Dużo miłości i radości !?

  10. Hm… muszę przyznać, że jak czytam Twoje teksty to łapie się na uśmiechu do moich myśli. Równie podobnie za każdym razem myślę, że chyba syn mnie wykończy a tu już 2 lata pękły, i wiem że jak trzeba będzie stanę na głowie i zaklaskam uszami dla niego.
    Uwielbiam i szanuję Cię za autentyczność, bo tak już rzadko spotykana jest w internetach. Mam nadzieje,ze kiedyś Cię spotkam,a wtedy zbije z Tobą pione! :)

  11. Zazwyczaj nie przeskakuje z insta, aż tu Ale tym razem Państwa zdjęcia rodzinne mnie przyciągnęły! Są piękne i pełne szalonej miłości ? Gratuluję rodziny i gratuluję dystansu !

    PS Jeśli wstaje Pani w nocy sprawdzić statystyki to informuje że jest sesja – my tu wszyscy jesteśmy All night ?

  12. Ach Olinkowa rodzinko, Ty wiesz, że jesteście fajniza Lenka- cała mama! Ja mam dwóch chłopaków, a emocje Twoje jakbym o swoich czytała! Każda matka to wariatka ?☺️

  13. Tekst super i jaki prawdziwy. Zdjęcia piękne. Zajefajna ta Twoha rodzinka.
    Ja swoją rodzicielską jazdę mam od prawie 13 lat.
    W domu zbuntowany nastolatek(który kiedyś był takim słodkim grzeczniutkim chłopczykiem). 4,5 letni mądrala psocący z prędkością światła oraz 6 miesięczna prawdziwa królowa krzykiem oznajmująca swoje potrzeby. Bywa bardzo trudno ale pięknie. Rollercoster na całego moja miłość.