bachory

Bachory.

One są wszędzie. Nie tylko dlatego, że mają rąbnięte matki, które zalewają internet relacjami z ich życia i fotografiami każdego wyrazu twarzy.  Są w każdej rozmowie o przyszłości z babcią, w każdym markecie, na każdym chodniku, niemal w każdym domu.  Nie możesz spokojnie wyjść, żeby bachora nie spotkać.

W markecie nie pozwoli Ci zrobić zakupów,
w knajpie zjeść w ciszy. Istna plaga.
Żeby chociaż w pracy mógł człowiek odetchnąć, ale nie.

W pracy są rodzice bachorów, a wraz nimi trudne sprawy- ząbkowania, katarki i inne bzdety. O ile oczywiście do pracy dotrą, bo wiadomo, że bachory nie dość, że uciążliwe, to jeszcze chorują, a człowiek musi za to beknąć, bo przecież ktoś robotę rodzica za niego odwali, kiedy ten w domu z dzieckiem siedzi, tak?

A niech sobie ludzie mają, wolny kraj przecież, ale czy muszą się tak z tym na każdym kroku obnosić? Zabierać ze sobą wszędzie, wpychać z tymi wózkami, chustami, tym gadaniem , w którym mózg wypleniają zdrobnienia? Dyskretniej się nie da? Karmią to gdzie popadnie tymi cyckami ostentacyjnie na widok publiczny wywalonymi, zamiast jakoś tak dyskretniej, intymniej, bez zniesmaczonych gapiów zrobić swoje. A to nie wszystko!

Bachora się trzeba bać. Z bachorami nie ma żartów. Bo bachor dorośnie.

I będzie może też wtedy chciał w markecie zrobić zakupy,w knajpie zjeść w ciszy i odpocząć w pracy. Nie odwalać roboty za bezużytecznego starucha, nie znosić starego próchna i jego bzdet o reumatyzmie, stawach i zanikach pamięci. Boże, no niech się ludzie starzeją, wolny kraj przecież, ale może nie będą musieć się ze swoją starością obnosić?! Niech się starzeją i mlaskają dyskretniej! I niech się bachorów boją!

Bachor kiedyś się zemści. Bez szacunku i cienia empatii. Bo niby gdzie ma się jej nauczyć?