Pewnie zauważyliście tą smutną tendencję, że to, co powinno być normalne, naturalne i powszechnie dostępne, w zastraszającym tempie urasta do rangi luksusu. Dostęp do czystej wody i powietrza to dziś wyznacznik ekskluzywnych wakacji. A jedzenie tzw. zdrowej żywności oznaka zamożności i prestiżu. Skoro już teraz czyste powietrze to rarytas, a produkt bez chemii wyjątek wśród mieszanek Mendelejewa, to co będzie z nami dalej? Czy inwestowanie w bio żywność ma jakiś sens, czy to jedynie marketingowa bzdura i wymysł?

Jestem córką rolnika i z przykrością stwierdzam, mimo wewnętrznej niechęci do krowiego mleka, że nawet jej brak nie zachęciłby mnie do picia cuda z kartonu. Wyśrubowane, kosmiczne normy, kary za nadprodukcję (krowa niczego tak się przecież nie boi, jak mandatu) absurdalnie niskie ceny skupu…

Dostęp do tego, co było oczywiste: jaj od kur, które ganiały się wolne po podwórku, mięso krów wypasanych całymi dniami na łąkach, warzywa ze sprawdzonego źródła to utopia. Znane z przeszłości gospodarstwa wymierają, bo nie opłaca im się działać.

Zastępują je masowe molochy nastawione na ilość, nie jakość. Zapewniam Cię, że ich właściciele nie pozwalają własnym dzieciom zjadać wędlin, które robi się np. z hodowanych przez nich świń, nie są szaleńcami. Zapytasz, czemu jednak imają się takiej pracy i trują innych? Odpowiedź ma znak morski i wizerunek króla.

Na bok preferencje, bo bez względu na zawartość talerza, niemal wszędzie znajduje się bezwartościowy syf

Są między Wami zagorzali mięsożercy, którzy nie wyobrażają sobie obiadu bez kotleta. Weganie zafiksowani na punkcie roślinnej kuchni oraz pewnie spora grupa ludzi, którym stan zdrowia albo przekonania narzuciły pewne ograniczenia. Zakładam, że wszyscy, jak jeden mąż, nie chcemy się truć, dlatego mimo różnic, powinniśmy działać razem.

Żywność bio – czy to ma sens?

Sama omijałam działy z żywnością bio szerokim łukiem węsząc marketingowy podstęp i przeliczając każdy grosz. Co się zmieniło? Może za wiele bliskich i dalszych mi osób skarżyło się na alergie, lawina zachorowań na raka pobudza wyobraźnię i z rozrzewnieniem wspominam czasy, kiedy z sadu dziadka zrywałam kosztele i dziadek upominał, żeby uważać na robaki. Potem zaproszono mnie do udziału w kampanii, a w jej ramach byłam na eksperckim wywiadzie i otrzymałam ogromną dawkę bolesnych informacji.

Trzeba być ignorantem, żeby uważać, że to, w jaki sposób produkowana jest żywność nie ma wpływu na nasze zdrowie. Korelacja pomiędzy występowaniem chorób, alergii i niedoborów a sposobem uprawy i hodowli jest bardzo duża. Płacenie 4,99 za pół kilo mięsa przy świadomości – że zwierzę trzeba spłodzić, utuczyć, leczyć, wykarmić nie nasuwa jednoznacznie logicznych wniosków, jak wygląda jego produkcja?

I cierpienie zwierząt nie musi chwytać Cię za serce, ale zdrowy egoizm już powinien – syfiaste warunki, żywienie hodowla = syfiasty owoc i plon. Kupowaną w promocji truciznę.
Wysoka cena i ładne opakowanie też nie gwarantuje jakości – od jutra mogę próbować Wam sprzedawać eksluzywne i limitowane plastikowe klapki mamiąc reklamą. Jak znaleźć produkt, który jest bezpieczny? Szukając liścia.

Co daje nam zielony listek na opakowaniu?

Żywność bio to produkty pochodzące z rolnictwa ekologicznego, które podlegają ścisłym normom i kontroli. Jeśli normy zostają spełnione, na opakowaniu produktu producent umieszcza charakterystyczny znak: zielonego listka otoczonego gwiazdkami.

Taki produkt został wytworzony:

  • z wykorzystaniem wyłącznie naturalnych nawozów i środków ochrony roślin

  • z wyłączeniem GMO, czyli modyfikacji genetycznych

  • bez dodatku hormonów
  • z minimalnym użyciem antybiotyków – tylko wówczas, gdy stan zdrowia zwierzęcia bezsprzecznie tego wymaga. I w czasie leczenia ani mięso ani wytwór pochodzący od zwierzęcia – mleko, jaja, mięso, nie może być sprzedawany

Jest: bezpieczniejszy, zdrowszy i bogatszy w składniki odżywcze. Taki proces produkcji nie powoduje także skażenia wód gruntowych i ziemi, zatem jest lepszy dla środowiska naturalnego. Nie idealny, ale takich rozwiązań nie ma i o tym parę słów później.

Jak wprowadzać zmiany w swoim żywieniu – od czego zacząć?

Żywność ekologiczna jest i jeszcze przez jakiś czas będzie droższa, dopóki inwestycje w jej wdrożenie nie będą tak ogromne w stosunku do zysków, czyli dopóki nie wzrośnie świadomość i zainteresowanie ludzi. Aby móc domagać się ich większej obecności konsument, czyli ja i Ty musi pokazać, że jest nią zainteresowany.

Nikogo nie stać jednak na rewolucję, a ta rzadko przynosi trwałe efekty (ten, kto z marszu chciał przebiec maraton i schudnąć 40 kilo wie, o czym mówię.). Jak zatem wprowadzać zmiany tak, by nie zbankrutować i podążać w dobrym kierunku?

kupować mniej. Wszystkiego. Po prostu.

Żremy i konsumujemy za dużo. Rozpieszczeni łatwą dostępnością napełniamy koszyki bezrefleksyjnie. Wiąże się to z nadwyżką produkcji i ogromnym marnotrawstwem. Wbrew pozorom wydajemy ogromne kwoty na byle jakie żarcie, które finalnie ląduje w koszu albo wpływa na nasze zdrowie tak, że oszczędności wydamy w aptece i specjalistów, dochodząc – skąd ta wysypka? Ale jak to nowotwór, nikt w rodzinie go nie miał?!

zrobić listę swojego menu i zacząć od zamiany tych kluczowych

Nikogo nie stać na wywalenie zawartości szafek i zamiany wszystkiego, ale na pewno macie w swoim domu takie produkty, które lądują na stole znacznie częściej niż inne i stanowią duży procent Waszego menu.
Kasze, ryże, ziemniaki? Mięso, a może warzywa? Na początek warto zadbać o to, by Twoja ulubiona pierś z kurczaka pochodziła ze sprawdzonego źródła, nie była maltretowana, faszerowana antybiotykami i przetrzymywana w tragicznych warunkach.

cokolwiek nie jest lepsze niż nic

Babcie często tak twierdzą – podają wnukom gównianą kolację argumentując, że lepiej zjeść kanapkę z czekoladą niż nic. Otóż nie – stojąc przed dylematem: zjeść coś, co Ci szkodzi, a nie zjeść, odpowiedź brzmi – nie zjeść.
Globalnie cierpimy na epidemię otyłości i chorób cywilizacyjnych. Większość z nas prowadzi dość stateczny i siedzący tryb życia – nie potrzebujesz posiłku w wersji King Kong z litrowym napojem gazowanym gratis. Za te pieniądze kupisz mniej tego, co ma dla organizmu wartość.

czytaj etykiety, bądź świadomy i wymagaj

Producenci oferują Ci gówno, bo Ty je kupujesz. Jeśli nie masz czasu na pogłębioną analizę przynajmniej porównać długość wypisanych składników tych samych produktów. Nieświadomość i brak wiedzy nie zwalnia z odpowiedzialności i nie usprawiedliwia. Konsekwencje będą tylko Twoje i bliskich, nie producenta parówek.

Co z cenami – dlaczego bio żywność jest droższa i jak to przeskoczyć?

Tak, żywność bio jest droższa. Wynika to pewnie po części z mody, ale też z faktu, że stanowi mniejszość,a jej wyprodukowanie generuje dużo więcej pracy oraz ryzyka.

Dożyliśmy smutnych czasów, w których produktów nie reklamuje się tym, co zawierają, ale tym, co jednak do nich nie dodano. Jogurt bez tony cukru? YAY! Mleko od prawdziwej krowy? O rety! Jajka od kury hodowanej w cywilizowanych warunkach? Ewenement! To absurd. I powinniśmy z nim walczyć. Zdrowa żywność powinna być powszechna, łatwo dostępna i oczywista.

Co zyskujesz kupując żywność bio?

Wraz z Carrefourem zamierzam przekonywać Was, że bio to nie burżujstwo i szastanie pieniędzmi. Produkty z listkiem podlegają takim samym regulacjom bez względu na logo sklepu, w którym je kupujecie. Tyle, że Carrefour postanowił iść o krok dalej i maksy­malnie obniżyć ceny tych produktów, żeby były bardziej dostępne i mogli sobie na nie pozwolić nie tylko najbogatsi.

I to, że sieć podjęła się tematu bio nie tylko dlatego, że jest chwytliwy, ale po to, by zwiększyć dostęp do zdrowszych produktów mnie przekonuje dlatego zamierzam pokazywać Wam, co możecie tam znaleźć i na podstawie kupionych bio produktów powrócić do idei #kuchnia dla deb… każdego!

P.S. Wprowadzane rozwiązania nie są całkowicie pozbawione wad – często narzekacie, że żywność bio jest zapakowana w folię, która nie ma nic wspólnego z ekologią. Owszem, ale Carrefour wymienił część opakowań na biodegradalne i z czasem obejmą wszystkie ich produkty. Takie zmiany wymagają czasu i… Wspólnego działania. Krytykowanie i siedzenie z założonymi rękami NIC nie zmieni na lepsze.

O dostępności produktów, tego, co można z nich wyczarować, już wkrótce. Do zobaczenia na live’ach :)

A jakie jest Wasze nastawienie wobec BIO? “Ściema” i “bzdura” czy może konieczność? Dajcie znać w komentarzach!

43 komentarze
  1. Jak Ty dobrze piszesz Ola! Brawka! I oczywiście się zgadzam… przedkładajmy zawsze i w każdej dziedzinie życia jakość nad ilość!

    1. wszystkiego się nie da, jednak np. ja mam rodzinę na wsi i od nich mogę zdobyć dobre jajka, siostra ma działkę z warzywami – też kombinuję i rozumiem.

      1. Ja jestem żoną rolnika,teście są rolnikami i wiem jak wiele pracy ich to kosztuje.Jak jedna ulewa może zniszczyć wszystko,a czasem trzeba ,,modlić,, się o deszcz.Tym bardziej,że są to uprawy ekologiczne i tej ochrony mają mało.Wiem jak to jest liczyć straty i jak super jeśli wyjdzie się na zero.Dlatego trzeba wspierać nasze rolnictwo,bo to co polskie jest najlepsze.My na szczęście jajka mamy swoje i warzywa też są ze swojego ogródka😊A mięsko? Raczej świadomie kupuję.Ale wolę ryby,które złowi mój Tata👍 Pozdrawiam Cię i gratuluję tekstu.

    2. Za kilka lat będzie to opłacalny wybór, mając świadomość, że wydawało się pieniądze na jedzenie, a nie na lekarzy specjalistów, chodząc z wizyty na wizytę szukając odpowiedzi skąd wzięła się ta czy inna choroba. A fakt jest niestety smutny i przerażający za razem, nowotwór rozwija się szybciej i bardziej na młodej i zdrowej komórce… Sama lubię mięso, ale świadomość że moje zdrowie nie będzie do kupienia za kilkanaście lat, za te pieniądze które oszczędziłam, daje siłę do tego, żeby przearanżować menu i na tyle zamienić większość taniego mięsa na wegetariańskie, zdrowe, bio zamienniki. Powodzenia :)!
      PS Ola, dziękuję za artykuł! To przypomina dlaczego i w jaki sposób dbać o nas i innych!

  2. Konieczność! I uważam, że powinniśmy zrobić wszystko, co możemy, żeby firmy produkujące taką żywność rosły w siłę.
    Cieszę się Olu, że właśnie Ty się tym tematem zajęłaś, wiem, że będzie uczciwie i rzetelnie.
    Powodzenia 😙

  3. Apropos czytania etykiet – to tyczy się niestety również tych ekstra bio produktów z zielonym, kuszącym zdrowiem listkiem. Nacielam się już sama, że np w małym słoiczku bio dżemu za niebagatelną kwotę kupiłam 20 łyżeczek cukru. Za to w innym no name, tańszym, bez całego marketingu na opakowaniu były same owoce, trochę wody, soku z cytryny. Wg mnie nie chodzi o te śmieszne znaczki na opakowaniu ale przede wszystkim świadome kupowanie produktów poprzez czytanie ETYKIET. Jajka kupujmy od babulki na targu, warzywa od gospodarza, nie od handlarza na ryneczku (który w 90% zaopatruje się w hurtowni, a hurtownia to już różnie, przeważnie tam gdzie najtaniej), jedzmy mięso raz, max dwa razy w tygodniu. Wszystko trzeba robić z głową.

    1. Jaka od babci na targu są większą niewiadomą niż te z marketu. Bo na marketowych jest oznaczenie sposobu hodowli i producent, na rynkowych nie ma nic. I możesz tylko na słowo wierzyć. A słyszałem o przypadku, że babcia kupowała jaja z promocji z marketu, zmywała jakimś cholerstwem oznaczenia i sprzedawała jako swoje, prosto z podwórka, gdzie szczęśliwe kurki biegają swobodnie…

  4. Tak jak piszesz, że żywność bio jest dla tych bardziej zamożnych. Niestety takie mamy czasy… zdrowa żywność jest droga i w małych miejscowościach trudno dostępna. Ale trzeba coś z tym zrobić, bo nas potrują… Najwyższy czas zacząć się przyglądać temu, ci się kupuje.

  5. Bardzo potrzebny wpis! Od jakiegoś czasu staram się kupować rzeczy bio, nie wrzucać dok oaza jak bym miesiąc nie jadła. Mam zasadę: nie ma na liście zakupów – nie kupuję. Wyjadam produkty z lodówki do zera i wtedy jadę na zakupy. Koniecznie z listą! Lista czasami tworzy się tydzień, czasami dłużej. Kupuję to co niezbędne.
    Słodkości? Pewnie! W formie domowego ciasta :)
    Zielony listek rządzi!!!

  6. Chciałabym wyłącznie takiej żywności dla mojego małego synka, ale ciężko licząc każdy grosz. Przejdę się do Carrefoura i zobaczę co da się podmienić. Dzięki Olinku za ten wpis. Pozdro!

  7. Nie jestem zafiksowana na tym temacie, ale staram się wybierać mniejsze zło. I tak kupując jogurt wzięłam jeden znanej marki z extra dużymi kawałkami owocow 😜 i bio. Chęć na konsumpcję minęła wraz z terminem przydatności minęło 6 dni a jogurt bio nadal był dobry. Czy on bez polepszaczy nie powinien się zepsuć?

    1. Żywność i leki mają mocno skrócone daty przydatności, bo musi być tzw. zapas bezpieczeństwa. Ale mimo wszystko – trzeba uważać.

  8. Nie ma nic ważniejszego niż zdrowie nasze i naszych rodzin. Dbajmy o nie! :) jutro idę do Carrefoura, ślinka mi cieknie na myśl o lodach z dzisiejszej relacji na insta :) hej ho bądźmy bio! :)

  9. W dzisiejszych czasach ciągle za czymś gonimy, spieszymy się .. kupowanie śmieciowego jedzienia właśnie z tego wynika. Zamiast poświęcić 5 minut więcej na czytaniu etykiet my wolimy wrzucić do koszyka “gotowce” i wio do chaty na ulubiony serial, piwko i kapcie.
    Absolutnie nie myślimy o tym co będzie za kilka, kilkanaście lat. Nie szanujemy naszego zdrowia teraz, więc nasz organizm za jakiś czas odpłaci się nam kolejkami do lekarzy.
    Jestem dla siebie dobra. Szanuję swoje ciało. Nie karmię to byle czym. Zdrowo nie znaczy nudno. ❤💪 Pani Olu tekst 💣❤

  10. Matko Bosko Radomsko, jak Cię kocham tak w tekście niestety podajesz nieprawdzie informacje, mowa o fragmencie ” […]Jest: bezpieczniejszy, zdrowszy i bogatszy w składniki odżywcze. Taki proces produkcji nie powoduje także skażenia wód gruntowych i ziemi, zatem jest lepszy dla środowiska naturalnego.”
    Po pierwsze nie ma takich badań, które potwierdzałyby że żywność BIO jest zdrowsza i bogatsza w składniki odżywcze, uprawa konkretnych odmian roślin GMO bywa zacznie bardziej korzystna dla środowiska naturalnego, po trzecie produkcja ekologiczna w zdecydowanej większości jest bardziej obciążająca dla środowiska naturalnego niż produkcja żywności “konwencjonalnej”.
    Żeby nie było że się mądrzę polecam cykl filmików na temat GMO zrealizowanych przez Kasię Gandor, film “Czy ekologiczne znaczy lepsze” Dawida Myśliwca z kanału Uwaga! Naukowy Bełkot oraz film o GMO twórców z kanału Kurzgesagt – In a Nutshel – wszystkie trzy czerpiące z aktualnej wiedzy naukowej w temacie żywości EKO i GMO.

    Ze swojej strony dodam jeszcze, że najważniejsze jest świadome podejmowanie wyborów konsumenckich oraz czytanie etykiet. Mniej mięsa, więcej warzyw i strączków, mniej przetworzonych produktów (bo to wysokie przetworzenie, a nie brak zielonego lista na opakowaniu, decyduje o chorobach cywilizacyjnych) więcej prostych składników, ograniczenie cukru i tłuszczów trans, wybieranie ryb ze zrównoważonych połowów i to o czym piszesz, a pod czym podpisuję się całą klawiaturą – kupowanie mniej!

    1. Tak, np. z ekonawozami to jest taki problem, że żeby uzyskać sensowny efekt trzeba ich dać znacznie więcej niż tych nieekologicznych, więc więcej trafi do środowiska, rzek itd.

      Z GMO to jest bardzo, oj bardzo śliski temat i nikt, nawet Monsanto;) nie wie czy na dłuższą metę efekty będą dobre czy zakończy się to katastrofą ekologiczną. Jako że to temat rzeka, i nie ma tu miejsca na opis wszystkich prawd i mitów powiem tylko, że jestem za a nawet przeciw. No po prostu nie umiem przeważyć argumentów. I chyba jednak wygra strach że korporacje dążąc do maksymalizacji zysków zawsze gdzieś pójdą na skróty i społeczeństwo będzie musiało ponosić koszty, jak to zawsze jest…

      Za to prawdą jest, że trzeba czytać etykiety. I np. zauważać dodatek glukozy do mięs. Czy to jest dodawane jako zamiennik konserwantów? No w każdym razie lekarz radząc mi unikać cukrów w żywności sam stwierdził, że to w zasadzie jest awykonalne, chyba że sam będę sobie robił np. wedliny z surowego mięsa.

  11. Ciekawie napisane i tak “po ludzku”- jedno jest pewne, kupujemy i jemy ZA DUŻO jeśli wyeliminujemy część śmieciowego żarcia i zobaczymy co ląduje w koszu to okaże się że choć co któryś obiad może być BioEkoSpa ;)

    1. Zgadzam się, ale też nie padło tu stwierdzenie, że jest złe.
      Ot, faktem jest, że certyfikowana żywność ekologiczna w UE nie zawiera GMO, bo jest zakaz stosowania takich odmian w rolnictwie ekologicznym :D

  12. Dożyliśmy okrutnych czasów. Pieniądz stał się jedyną religią. Nie ma sentymentów tam,gdzie w grę wchodzą pieniądze. Nawet jeśli chodzi o żywność, nawet ja pamiętam czasy kiedy ziemniaki nawożone były krowim łajnem i nikomu to nie przeszkadzało. Dziś chemia otacza nas wszędzie. Jedzenie,leki, suplementy. Zapominamy o tym, że na każdą dolegliwość można znaleźć lekarstwo w naturze. Oddalamy się od natury w zastraszającym tempie. Działamy sobie na zgubę. Przykre jest to, że to co naturalne dziś kojarzy się z luksusem i modą. Zatracamy się bez pamięci. Masz rację Olinku tylko działając razem możemy to zmienić,ale tak naprawdę jeśli chcemy zmienić świat trzebaby zacząć zmiany od samych siebie. To najtrudniejsze w tym wszystkim… Ludzkość stała się leniwa i rozczeniowa. To w końcu nas zgubi…

  13. Hej :) Super wpis :)
    Osobiście uważam, że (jak już zostało powiedziane powyżej) trzeba czytać etykiety :) z własnego doświadczenia – najprostszy jogurt naturalny BIO miał bardziej syfiasty skład od zwykłego jogurtu. To, że coś ma napisane w etykiecie BIO, wcale nie znaczy, że ma lepszy skład – niestety :(

  14. Staram się czytać etykiety, zwłaszcza kiedy kupuje coś dla moich dzieci. Raz przy półkach z nabiałem mój 7-latek marudził o jakiś jogurt z kilogramami cukru i E, powiedziałam, że kupię my inny z lepszym składem, na co nieco starsza Panu do mnie “proszę Pani to wszystko takie same, czemu Pani odmawia dziecku, kto ma czas to wszystko czytac” na co ja jej grzecznie “wcale nie takie same, wystarczy poczytać skład, następnym razem już wiadomo co warto kupic”, kobieta odeszła zmieszana, podchodzi po chwili i mówi “Mały słuchaj Mamy, bo to mądra kobieta i ma racje” Ależ miałam satysfakcję, jak odwróciła ser w ręce i zaczęła czytać skład 💪.

  15. Świetny wpis i popieram każde słowo! Kiedyś wydawało mi się, że żywność bio to czysty marketing żeby nabić komuś kieszeń dolarami. Ale to było w czasach kiedy sekcja ze składnikami nie była w obszarze moich zainteresowań. Ale dorosłam, stałam się dojrzałym konsumentem wierzącym, że jesteśmy miedzy innymi tym co jemy. I smutne jest to, że normalne nie podrasowane produkty, które kiedyś dawno temu nie były rarytasem, były po prostu jedzeniem, teraz są towarem przy którym trzeba się nagimnastykować żeby kupić. I społeczna świadomość o tym jakie gów… dostarczają nam producenci jest niezwykle ważna i trzeba głośno mówić “fosforany, glutaminian, nie dziękuję!”. Dzięki Radomska!!

  16. Myślałam o przejściu na bio ale pracując właśnie w Carrefour i widząc ceny produktów bardzo się zniechecilam. Już nawet po obniżce dla mnie są bardzo drogimi produktami. Twój post uświadomił mi, że można to zrobić stopniowo a nie na raz.
    Pozdrawiam :)

  17. Ja odkąd pamiętam staram się czytać etykiety. Omijam produkty że składem na 10 linijek i składnikami które nic mi nie mówią. To tyle. Jeśli chodzi o Bio – pochodziłam do tego jak kot do jeża. Bo raz, że serio droższe, a dwa – tak jak tu ktoś już napisał czasem nawet etykietka Bio zawiera szajs i ten dopisek BIO wydawał mi się tylko chwytem marketingowym.
    Dlatego dla mnie podstawą jest ta świadomość konsumencka i czytanie etykiet. To naprawdę dużo na początek – kierowanie się składem a nie ceną czy producentem.

    A jeśli chodzi o kwestię zielonego listka – obiecuję się przyglądać i szukać takich produktów.
    Mam również problem z warzywami.. W moim mieście nie mam targowiska gdzie miałabym wybór , warzywa mogę kupić jedynie na straganie lub w markecie 🤷‍♀️ i nie mam pewności czy są pryskane, zraszane czy czymś faszerowane.. Podobnie z jajkami i mięsem.. Omijam te marketowe wyroby jak mogę, ale brakuje mi po prostu alternatywy – żebym miała wybór… 😞 Człowiek pracujący, w dodatku bez samochodu ma ograniczone pole manewru jeśli chodzi o zakupy. Carrefurze, gdzie jesteś..

  18. Pracuje przy owocach sezonowych tych ekologicznych I widze jak jest czyli malo ekologicznie mimo wszystkich kontroli I znaczkow. Nie twierdze ze wszyscy oszukuja ale ci ktorzy to robia to dla przezycia a wine ponosza wszysykie skupy I markety. rolnik dostaje 2.5 euro za kilogram owoca a market sprzedaje za 28.00 kilogram bo owoc jest bio. Moze gdyby rolnikow nie oszukiwano bio by bylo bio. Mimo wszystko staram sie byc bio I eko.

  19. Świetny tekst! Chciałam tylko dodać, że GMO jest trochę demonizowane. W końcu każda żywność jest modyfikowana – od tysięcy lat ludzie krzyżowali gatunki metodą prób i błędów, aby otrzymać nadające się do uprawy i jedzenia rośliny. Widzieliscie kiedyś np. dziko rosnącą kukurydzę czy ziemniaki? GMO jest po prostu bardziej precyzyjne. Polecam film Kasi Gandor na ten temat – krótki i treściwy:) Uważam, że żywność bezpieczna i ekologiczna powinna być dostępna dla każdego, dzięki za zwrócenie uwagi na ten temat!

  20. Już od dawna zmieniłam w swoim domu nawyki żywieniowe: kupujemy mniej a lepsze produkty, czytamy etykiety, ograniczylismy mocno spożycie mięsa itp i cieszę się, że w końcu przyszly czasy kiedy ten temat wszedł do normy i ludzie coraz mniej się na nas patrzą jak na oszołomów kiedy przychodzimy do sklepu ze swoimi workami :)
    Potrzebny tekst, dziękuję:)

  21. Pracuję w dość znanym sklepie z żywnością ekologiczną, więc dodam coś od siebie. Widać wśród ludzi coraz większe zainteresowanie zdrową żywnością, ale nie oznacza to, że klienci interesują się żywnością bio. Przychodzą do nas jak do sklepu specjalistycznego, szukają produktów dla wegan, diabetyków, dzieci czy po prostu produktów z czystym składem. Naprawdę odsetek osób, które zaglądają do nas poszukując konkretnie produktów bio jest nadal znikomy. Ciągle też niestety słuchamy, najczęściej od osób starszej daty: “ta cała ekologia to bujda”.

    Wszystko w folii? Niestety. Sami, jako sprzedawcy, staramy się ograniczyć produkcję śmieci do niezbędnego minimum poprzez pakowanie wędlin w jak najmniejszą ilość papieru czy pakując zakupy klientom wrzucanie owoców i warzyw luzem to toreb.

  22. Oby to dalej szło w tym kierunku im większe będzie zapitrzebowanie na bio jedzenie tym większa wagę będą hipermarkety do tego przykładać i tym lepsze ceny będą w stanie uzyskać :)

  23. To. co podoba mi się w produktach bio, to to, że wraz z ich rosnącym rynkiem, rośnie również nasza świadomość. Coraz więcej ludzi widzi różnicę między “jeść” a “odżywiać się” i nawet jeśli nie od razu, to jednak z czasem zmienia nawyki żywieniowe. Mniej czasem znaczy więcej, pozdrawiam!

  24. Uważam ze zdrowy rozsądek powinien nam towarzyszyć w każdej dziedzinie życia. Jak piszesz, nie chodzi o to żeby pół wypłaty wydać na mały koszyk produktów, pełnego bio eko żywności z zagramanicy o dziwnie brzmiących nazwach (np. bo w Australii ten proszek to superfood!). Chodzi o świadomy wybór, trochę wysiłku w czytaniu etykiet, bo może się okazać że w przeliczeniu na 1kg produkt eko jest dużo bardziej opłacalny! Świetny tekst :)

Napisz komentarz:

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.