Nienawiść to ponoć jedno z najsilniejszych uczuć, które o miłości dzielą centymetry, więc w czasach, kiedy wszystko przeżywane jest tak płytko, a przeżywanie trwa tylko ulotną chwilę, cieszę się, że potrafią jeszcze zapłonąć we mnie autentyczne namiętności.Nienawidze Optymistów.

W kontaktach interpersonalnych z optymistami nawet o skrajnych poglądach, nie stanowię zagrożenia. Myszy też nienawidzę, ale jak wlepią we mnie te pełne życiowej mądrości ślepia, to się rozklejam jak buty z rynku i skrzywdzić nie umiem. Szczęście Myszy polega na tym, że w niczym nie przypominają tego kretyna w białych rękawiczkach z głosem kastraty, który występuje w kreskówkach z kaczką bez majtek i obmacuje dzieci w Disneylandzie. Poza tym są brzydkie, a brzydota mnie rozczula, więc w obecności myszy zachowuję się jak zwyczajny, prosty kibic. Drę trochę mordę, wskakuję na ławkę, macham  łapami, wyzywam od debili, rozkazuję, by sp… , a do domu wracam wdzięczna, że mogłam się wyładować i tym razem żonie dupy truć nie muszę. Na optymistów nawet drzeć się nie mam potrzeby, ewentualnie utulić mogę  jak pluszowego misia. Jeśli już muszę bo zasadniczo to…

Proszę żeby trzymali się z daleka. Ja jestem dziecko nerwowe i chorowite. Cierpię też na Zespół Jelita Drażliwego, czyli krótko mówiąc  – frazesów nie trawię, a od niezmordowanej radości i biegowi ku euforii życia mam zadyszkę i strasznie się pocę. Po prostu życzę sobie, aby ujeżdżali swoje kucyki Pony po drugiej stronie tęczy, dokładnie tam, gdzie, jak twierdzą,  „wszystko będzie dobrze”.

Doceniam ich starania w rozpowszechnianiu pozytywnej energii i ciepła. Od tulenia to są jednak Teletubiesie, a od obdarowywania nieuzasadnionymi uśmiechami panie z reklam, które wreszcie doprały koszulki swoich mężów lub wiedzą czym doszorować uporczywy kamień.

Pisałam już kiedyś, że wierzę w istnienie mistycznej równowagi.  I optymiści do których żywię taką odrazę, to jedynie skromny, a jednocześnie mocno absorbujący, procent populacji. Po drugiej stronie barykady stoją Ci z niekończącą się depresją i smutem na japie. Oni są jednak mniej groźni, mają swoje kościoły, sekty internetowe fora, albo pielęgnowaną jak storczyki samotność. Tam się w swoim smutku babrzą, samobiczują i jęczą. Drażnią, ale da się ich uniknąć. Nie narzucają się ze swoim cierpieniem, a ich smutne posty na facebook’u zawsze można zablokować. Natomiast Niezdrowi Optymiści  poza radością życia mają w sobie ogromną potrzebę d z i e l e n i a   s i ę   n i ą   z e   ś w i a t e m. I tu rodzi się mój sprzeciw.

Gdybym sama miała tyle życiowej energii, zaczęłabym robić coś regularnie poza miesiaczkowaniem. Nie wiem, może zajęła się hodowlą puchaczy zwyczajnych, podróżowała, zaczęła uprawiać jakiś sport. Najlepiej ekstremalny, ale absolutnie bezpieczny. No bo mając tak fantastyczne życie pełne pozytywnych emocji, po co zbędnie ryzykować? W tym wysyłanym przez nich komunikacie “zobacz, jacy jesteśmy szczęśliwi, Ty też możesz” dostrzegam drobny fałsz. Bo jak ja jem dobrą czekoladę to niekoniecznie chcę się swoją skromną, tabliczką zaraz dzielić z całym światem z jezusową nadzieją, że się cudownie rozmnoży… :)

No może i bym chciała mieć tyle energii, żeby przekonać siebie i świat o tym, jak jest mi dobrze. Tymczasem nie mam. Ostrożnie staram się gospodarować zasobami, jakie posiadam. Lekko nie jest,ale daję radę.  Najtrudniejsze jest pierwsze dwadzieścia godzin po przebudzeniu. A tu jeszcze kawy się trzeba napić, zakupy zrobić, zrealizować kilka mniej lub bardziej ambitnych planów, przed resztą wywiesić białą flagę, flagę najpierw wyprać, żeby wstydu sobie przed sąsiadami nie robić, jakiś żarcik jebnąć, audiencję rozbawić i swój niekontrolowany wybuch śmiechu wywołać.

Taaak.. Niekontrolowane wybuchy śmiechu są cudowne, ale nie da się do nich kogoś zmusić, kurczowo trzymając za gardło i szarpiąc, jednocześnie za pomocą wysublimowanych technik wywierać presje i przekonywać, że jesteśmy wszyscy szalenie szczęśliwi, a jedynie nie potrafimy tego docenić. A jak nie jesteśmy, to tylko dlatego, że nie chce się nam zmienić.

Osobiście wolę, kiedy mnie mój zimny realizm za mordę mocno trzyma, czasem cmoknie, a czasem w nią splunie. Kobiety kochają przecież drani, a ja zamiast fruwać w sferze naiwnych imaginacji wolę mocno stąpać, stukot obcasów słyszeć i niezmordowanie fleki zdzierać. Za wymianę słono płacić (10 złotych polskich od fleka) i iść dalej, a nie liczyć, że mnie życie na rączkach poniesie, kiedy ja jak rozanielona księżniczka będę widzieć w nim coś, czego tam tak naprawdę nie ma. Wada wzroku jest, ale problemów narkotykowych i ślepoty nie odnotowałam. 
 

 Ciepłe słowa poprawiają samopoczucie, ale słyszałam, że psychotropy robią to szybciej i bardziej przekonująco :)

Zatem proszę, Popaprani Optymiści, bądźcie popaprani i optymistyczni gdzie indziej. Do normalnych nic nie mam i ochoczo błogosławię :*

*Optymistów- nienawidzę, ale szanuję, dlatego używam wielkiej litery.

______________________________________________________

Myślałam, że zacznie brakować pomysłów i inspiracji. tymczasem budzą jebane w środku nocy, okularów karzą szukać i pojedyncze myśli notować. To jeden z dwóch powodów, dla których lubię jednak rezygnować ze snu ;)

Chcesz być na bieżąco i sprawić mi wiele radomości, wpadnij:

http://www.facebook.com/pages/Mam-w%C4%85tpliwo%C5%9B%C4%87/238468862880080

16 komentarzy
  1. Oprócz optymistów, dokładnie takich plastycznie opisanych, nie cierpię jeszcze doradzaczy, z tekstem na ustach: doceniaj chwile, dostrzeż urodę życia, cieszę się detalami itp…. niby tępa nie jestem i z natury tak logiczna i dociekliwa, że poza prądem elektrycznym (tzn faktem, że płynie…czy coś takiego) wszystko rozumiem. Albo przynajmniej jestem w stanie. Ale “doceniaj chwile”? tzn co mam zrobić? A uroda życia to jest konkretnie co? Spraw by cię cieszył każdy detal? ….jestem kulturalna, więc nie będę wymieniać co mi do głowy w pierwszym uderzeniu przychodzi.
    Tacy doradzacze jak pokochać życie i się nie bać jutra to też gatunek optymistów

  2. a no i takich co mówią: “(…)zobaczysz, przekonasz się, że miałem/am rację (…)” Kurde i co!? zobaczę na własne oczy tylko daj mi szansę się przekonać:)

  3. A ja płynę sobie z prądem z lekka tylko sterując, wybieram lepsze kawałki, czasami porwę się na spontan…i tak sobie żyję patrząc na tych co to zelówki zdzierają biegnąc po to, aby m.in. na nie zarobić – głupie. A jak już chcę poprawić sobie humor, to czytam Radomską np., albo pomyślę o tym, jak przesrane ma nietoperz, który nie trzyma moczu.

  4. Ja jestem raczej z tych neurotyczno- depresyjnych, ale lubię kucyki Pony i tęcze ;).

    Lubię też Twoje notki. Pomagają mi przesunąć się z mojego depresyjnego bieguna w stronę, yyy… Równika?

    Pozdrawiam!

  5. Tym postem popełniłaś całkiem zgrabny rodział podręcznika psychiatrii. Przez próby pomazania innych swoją domniemaną oryginalnością, niezwykłością, przebija często małość, płytki lans, czasem zawiść. Dlatego uwielbiam stoików. Leży sobie taki jak Archimedes w wannie, podczas gdy piechota szturmuje mury miasta. Nasze życie i problemy…są bardzo podobne. To tylko w naszych głowach jest ono wy-ją-tko-we. “Troska” o innych to jest okropna kobieta, z którą się człowiek ożenił. Być może, w końcu lepiej polubić ją trochę niż zamęczyć się obijaniem jej przez całe życie. Skoro wiadomo, że nie można jej zakatrupić.

  6. Najbardziej zafascynowała mnie ta hodowla puchaczy zwyczajnych, ale może o tym opowiem Ci kiedy indziej. A natchnienie, które każe się zrywać w nocy – znam i lubię! Gorzej kiedy spać nie można bez natchnienia…

    A srających tęczą też nie lubię. Ofkors szanuję różne życiowe upodobania i wybory postaw, ale najbardziej lubię te, których się za wszelką cenę nie wciska innym, bo jak wiadomo nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu.

  7. Najdroższa Radomści! Zaczytuję się w Twoich postach z gorliwością wartą lepszej sprawy. Być może spowodowane jest to nadużywaniem używek co z kolei utrudnia składanie liter w wyrazy na dodatek tworzące w miarę logiczną całość albo zwyczajnym ograniczeniem umysłowym. Wydaje mi się, że masz rację, że wszystko przeżywane jest tak płytko, a przeżywanie trwa tylko ulotną chwilę. Więc ogarnij się kobito i skup trochę. Nazwałbym Twoich Optymistów, Optymistami Pozornymi którzy, tak naprawdę są zakamuflowanymi Malkontentami Na Dorobku, lub zwyczajnie maskują swoje zero piękną teorią, czyli jak zwykle gówno w kolorowym papierku albo Optymistyczni Hipokryci i tyle. Jest jednak tak, że w przyrodzie występują też Prawdziwi Optymiści. Ci którzy są twardzi jak chleb z Biedronki, ci w których działaniu zawsze jest spokój a w spokoju działanie, tacy, którzy wychodząc z prostego założenia, że skoro dobry Bóg dał im jeden otwór gębowy a dwoje uszu skupiają się na słuchaniu a nie gadaniu i zwyczajnie są optymistami a nie nawracaczami poprawiaczami doradcami, tak… Tacy są i na dodatek nie hodują puchaczy zwyczajnych jeżeli mogłoby to przeszkadzać zaprzyjaźnionym myszom.

  8. Bloga czyta się bardzo przyjemnie, ale współczuję Autorce tych komentarzy 8/ Mimo, że narzeka tak na filtry antyspamowe (facebook), to w tym przypadku wydają się one być błogosławieństwem:) Życzę wszystkiego dobrego na przyszłość, bo jestem biernym czytelnikiem i nie będę dodawał więcej komentarzy:) Pozdrawiam!

  9. i to uczucie, kiedy dociera do mnie, że gdybym dostała własny tekst do analizy na maturze, to skończyłabym na policealnym kursie fryzjerstwa i byłabym teraz zajebistą fryzjerką z kilkuletnim stażem… weird…

  10. Tekst w dechę :) Jestem Optymistką i przyznam, że zaczęłam się teraz nad tym moim optymizmem zastanawiać..
    choć wokół masa tych Popapranych…wrrr, a przynajmniej bardziej popapranych niż ja ;)
    A przy okazji chciałm napisać, że dobra jesteś w sensie dobrze sie czyta ..natrafiłam na tą całą Radomskość jakoś niedawno. Jako matka i jak to matka zaczełam od wpisów z kategori matkowania ..i tak mnie zaciekawiło, że postanowiłam zobaczyć jak to było od początku. I przyznam że mam niezły ubaw – w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Dobra nie zagaduję tylko czytam dalej
    Pozdrawiam
    Normalna Optymistka , choć przyznam że przez chwilę zastanawiałam się czy nie Lekko Popaprana ;P

  11. Nie jestem ani optymistką, ani pesymistką. Jestem realistką. Przynajmniej staram się być patrzeć obiektywnie na sprawy bez upiększeń ani bez przesadnego czarnowidztwa z mojej strony. Jeśli ktoś opowiada mi o swoim nieszczególnie udanym życiu, to nie zasypuję go gradem porad typu, że powinien cieszyć się z życia tylko dlatego że żyje. Niektóre osoby nawet wtrącają w to pana boga jako argument bezdyskusyjny a mianowicie, że bóg dał życie i mamy nakaz się z niego cieszyć. Doprawdy?? Nawet gdy życie ciska nam ciągle kłody pod nogi od samego początku do dnia dzisiejszego?

    Osobiście nie śmiałabym nigdy pleść takich głupot osobie, która zwierza mi się ze swoich problemów. Wciskanie komuś na siłę frazesy typu: “Ciesz się! Życie jest piękne! Bóg dał ci życie, ciesz się!!!”, jest nie tylko wkur****jące (przepraszam za inwektywę, ale tu jest ona adekwatna i wyraża, to co czuję) ale, z mojego punktu widzenia, również moralnie naganne. Bo to oznacza, że nie słucham tej osoby, która chce wyrzucić te wszystkie brudy ze swojej duszy w rozmowie ze mną, nie wchodzę w jej buty, nie patrzę jej oczami, tylko nawijam jak mantrę swoje frazesy, bo tak jest mi przecież dobrze (ironia), że i innym powinno być dobrze, no nie? (ironia)

    Oczywiście spojrzenie na świat, ludzi i życie generalnie kształtują nasze doświadczenia. Czy nie powinno się mieć szacunku do człowieka szanując te doświadczenia przez to, że nie chrzanimy takich frazesów, że życie jest wspaniałe, tylko ty jesteś akurat nienormalny i nie rozumiesz tego?

    Ludzie, którym się w życiu powiodło (albo też nie) i są cali radośni, tryskają tą swoją energią, informują cały świat na fejsbuku i innych mediach społecznościowych o tym fakcie i wydaje im się, że tak wszyscy odczuwają a jak nie odczuwają, to przynajmniej powinni. No i oczywiście takie osoby uważają, że tylko oni mają rację tzn ich punkt widzenia świata i że życie jest cudowne, jest jedynym możliwym a jak ktoś inaczej to widzi, to jest nienormalny. No bo jak to? Bóg dał życie!! Łoj rany! Ale, że nie dał szczęścia i tego życia normalnego, aby się można było z tego życia cieszyć, to już tacy optymistyczni narkomani nie widzą.

    Nie mówię tutaj o tym, aby ktoś zmieniał swoje zdanie, co do życia. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i to każdy rozumie. Chodzi o to, żeby ktoś, kto tryska takim optymizmem i energią uszanował inne osoby, które tego życia nie mają najszczęśliwszego i chociaż nie pieprzył głupot. Tu nie chodzi o opinie o życiu, tylko o to, aby ktoś zrozumiał, że ktoś inny ma inne życie, że przeszedł piekło, że miał wiele przykrych doświadczeń i doprawdy nie ma się z czego cieszyć. Osobiście słucham ludzi pokrzywdzonych przez los (których jest wiele), wysłu…ę, wyważam w głowie, to co usłyszałam i staram podejść do problemu racjonalnie, poważnie, a nie drażnić ani nadmiernym optymizmem ani pesymizmem. Staram się widzieć rzeczy, takimi jakimi one są, pytać w razie czego, czy dobrze rozumiem. Wyrażam swoje zainteresowanie swoją postawą, ale nie wmawiam, że dana osoba, która mi mówi o swojej wojnie z losem, przesadza, że powinna się cieszyć tylko z tego, że żyje. To jest mega denerwujące.

    Rozumiem, że optymiści z turbo doładowaniem, to ludzie słabi, którzy nie przyjmą więcej albo żadnej dawki cierpienia i wypierają wszystko, co się im mówi negatywnego, nawet jeśli byłaby to sama naga i straszliwa prawda (z reszt ą im bardziej porażająca tym bardziej to do takich ludzi nie dociera). Czy optymizm w takim razie bierze się ze słabości, że taki człowiek nie zniesie realów, które są przecież w dzisiejszym świecie nie najfajniejsze i wypiera nagie fakty? W takim razie bycie realistą to bycie człowiekiem silnym (?) Czy realista to w takim razie pesymista, jeśli to życie ma nie za fajne??? Czy pesymizmem jest wiernie opisywać swoje życie i sytuację, która do wspaniałych nie należy? To mam w takim razie mówić, że deszczyk pada, gdy plują mi w twarz? Po ilu upadkach człowiek ma prawo i czy w ogóle ma prawo, się nie podnieść?

Napisz komentarz:

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.