Przyznam, że spodziewałam się kiedyś tego pytania. Dziwnym trafem rzadko zadawanego mężczyznom. Owszem – żyję bardzo aktywnie, łączę pracę zawodową z pasją, biegam, mam poczucie ciągłego niedoczasu, a ponadto wciąż jestem mamą i żoną. Jak ja to godzę? Czy da się? Rozczaruję albo powiem coś oczywistego: ano nie da. i to nie tekst o przypadku Oli Radomskiej, a chyba każdej mamy, która rodzicielstwo dzieli z wieloma innymi wcieleniami.

Ja wiem, że w Internecie zastępy motywacyjnych, domorosłych bożków mówią Wam, że można mieć wszystko, wystarczy po to sięgnąć, ale ze swojego doświadczenia wiem, że: nie, nie można. To jest niewykonalne, możesz jedynie starać zaniedbać się jak najmniej i bez wahania prosić o wsparcie.

W praktyce po krótce wygląda to tak, że i ja  z wielu rzeczy rezygnuję: nie oglądam żadnych seriali, rzadko znikam popołudniami, darowałam sobie wszystkie aktywności, które sprawiałyby, że znikałabym z domu na dłużej niż godzinę popołudniu, nie mam czasu, który poświęcam stricto na swoją rozrywkę, taką „nieużyteczną” nie „w imię wyższych celów”.
W czasie intensywnych przygotowań do biegu (co drugi dzień) rodzina częściej jadła gotowe obiady z kantyny, Lena obejrzała kilka bajek więcej, a mąż jest ekstra tatą i świetnie sobie daje rade. Bo rodzina to 2 dorosłe osoby, które  powinny sie wspierać i rozumieć swoje potrzeby, umieć wyjść sobie naprzeciw. A nie kobieta i grupa idiotów, którzy po jej wyjściu z domu przestaną oddychać. Serio.

Czy ja się tłumaczę? Nie.

Po prostu próbuję dać do zrozumienia, że to, iż mamy nie ma obok 24h na dobę nie oznacza, że mamą nie jest, a dziecko w tym czasie płacze w kącie. Byłam do pełnej dyspozycji Leny przez pierwsze 2 lata jej życia, a teraz z grubsza w godzinach typowych dla większości pracujących mam. Nie satysfakcjonuje mnie to, że realnie jestem mamą od 17 do 21, ale nie mogę rzucić pracy albo podawać dziecku kawy, żeby wydłużyć wspólne wieczory. Tęsknię za nią, bardzo – w pracy, albo kiedy wyjeżdżam na konferencję, mam poczucie często, że powinnam być obok, ale… Może nie przytulałabym tak gorliwie i tak ochoczo nie grała w Małpki, gdybym miała to non stop? Nie wiem.

Jest niedoskonale. Bywa trudno i smutno.

Zdarza mi się rozryczeć ze zmęczenia. Z poczucia winy. Sama potrafię siebie skarcić i zastanawiam się, czy ona zrozumie. Domyślam się jednak, że moja nieustająca obecność i gotowość nie sprawiłaby, że Lena będzie szczęśliwsza, za to na pewno wykończyłaby mnie, bo choć kocham swoje dziecko ponad wszystko i zawsze będzie priorytetem, to życie nie składa się z priorytetów. Napiszę to raz jeszcze: ograniczając się jedynie do roli mamy i żony nie byłabym szczęśliwa, a widok nieszczęśliwej matki jest chyba gorszy niż przeplatanie czasu spędzanego z nią razem z wizytami u babci, cioci czy koleżanek.

Moje dziecko jest coraz starsze.

I choć to brutalne, coraz mniej mnie potrzebuje. Ma swój świat, swoje zajawki, swoje zainteresowania i uwielbia czas spędzany inaczej niż z mamą. I możesz mnie skarcić, ale naprawdę łatwiej się kocha kogoś, od kogo można odpocząć. Ja się nie nadaję do dyżuru 24h na dobę, 7 dni w tygodniu i zawsze. Nie odnalazłam w rodzicielstwie aż takiego spełnienia, aby poświęcenie się wyłącznie rodzinie było dla mnie źródłem szczęścia. A kiedy oje dziecko widzi moją siostrę, to wpada w taką ekstazę, że moglabym wyjechać do Bangladeszu i zorientowałaby się po roku.

I to nie tak, że jestem skończoną egoistką, która wybiera „karierę”, „rozwój” zamiast rodziny i nie powinna jej mieć. jestem po prostu autonomicznym tworem, który ma potrzeby, cele, pasje i inne obowiązki. I jestem mamą dziewczynki.

Chcę żeby się rozwijała, odkrywała pasje, realizowała, kształciła, próbowała. Wkładam w jej wychowanie masę serca. I ono by mi pękło, gdybym miała jej powiedzieć:

Dobra córuś, sorry, teraz tak na poważnie, jest mąż, będzie dziecko, usiądź na dupie. Potańczyłaś teraz dom jest Twoim parkietem, odłoż siebie do szuflady i czerp z życia dla innych. Fajnie, że masz te wszystkie potrzeby, marzenia, ambicje, dyplomy, ale bez jaj, Twoje miejsce jest przy rodzinie. Może Ci pozwolą jeszcze gdzieś pojechać, coś zrobić, tylko jedzenia nagotuj na zapas i poproś.”

I nawet jak gadam z gośćmi, którzy mają do bólu patriarchalne podejście do życia i rodziny (pt. „baba do garów, dzieci bawić”) to zawsze pytam, a szczególnie jeśli mają córki, po co je wychowują w duchu samorealizacji, po co okazują im miłość, czułość, łożą na ich wykształcenie, kibicują w rozwoju i są dumni? Nie lepiej w ogóle nie puszczać ich do szkół, żeby przypadkiem nie rościły sobie od życia więcej niż „powinny”?

Każdy okazuje miłość inaczej. Moje to esencja tego czasu, kiedy jesteśmy razem. Poranki w kołdrze spędzone na przytulaniu. Wspólne wypady, bajki, spacery, czytanie, rozmowy. Wypady z mężem, kiedy mamy możliwość.

Jeśli mogę mieć do Ciebie prośbę w imieniu swoim i mam, które mało śpią i dużo robią – nie dokładaj im zmartwień. One serio zaginają czasoprzestrzeń, żeby dać radę. To nie Ty ich powinnaś-nieneś rozliczać.

Ja jestem mamą na etacie, która nagrywa, bloguje, pisze. Są takie, które pracują jako pilotki, dyrektorki – nie ma ich długo i często. Są takie, które kochają jazdę na motorze lub taniec. Wierzę, że można założyć, że każda chce dla swojego dziecka jak najlepiej i że kocha ponad wszystko.
Serio powinniśmy rozmawiać, czy kobiety mogą pilotować samolot albo być wyczynowymi sportowcami i czy uda jej się to pogodzić z rodzicielstwem? Adama Małysza ktoś pytał po rozdaniu nagród, czy nie jest mu przykro, że nie spędza teraz czasu z córeczką?

Październik jest szalenie intensywny, ale robię to wszystko, żeby zapracować na nasze wspólne plany. Coś za coś. Zawsze. Nie jestem typem karierowiczki i nie wiem, jakie proporcje „siebie” i „rodziny” są ok, rozstrzygną to moi bliscy, czas i ja. Ja pracuję teraz bardzo dużo i intensywnie, żeby w przyszłości tego czasu mieć więcej. Serio. Wiem, że tego się nie kupi i nie odzyska. Jednak SIEBIE też nie. A ja jestem ważna. Nie mniej. Tak samo. Ty też!

A u Was jak to wygląda? Rodzina przede przede wszystkim i zawsze, czy jednak jeden z obszarów Waszego życia? Często się zastanawiacie „kiedy ta blogerka/ modelka/dziennikarka ma czas dla dzieci?”A może same się bujacie pomiędzy „chcę czegoś więcej” a „tęsknie za tym małym gałganem”? Przeplatacie to „a w dupie tam, chcę iść spać, odwal się świecie?”

Chętnie się dowiem.Komentujcie!

Fot. Najwspanialsza moja Karolina Szubert – @onicniepytaj