Idź_na_całość

Włączam, a jakże, szklanego przyjaciela. Stoi taki wielki i w przeciwieństwie do mnie, płaski. Serce mam miękkie jak podróbka Haribo, to i lituję się. Szukam zaczepki i towarzystwa. Patrzę od rana na ładne Panie, które mają problemy z niedoborem magnezu i zakwaszeniem organizmu. Na panów, którym nie staje. W międzyczasie edukuje dziecko swoje po raz enty, gdzie jest nosek i gdzie buzia.

Niezmordowanie pokazujemy gdzie są nasze oczy. Moje jedno,z tęsknoty za światem zewnętrznym, werbalnym kontaktem, głośnym akcentowaniem potrzeb, niezmiennie wlepione w TV. Nawet jeśli zalicza się do nich potrzeba znalezienia chłonnego tampona i sycącego jogurtu.

Na tefałpach wychodzą z założenia, że o tej porze to telewizje oglądają tylko nieroby i debile. No i emeryci oraz młode matki, w sensie ja. Już wiem najlepiej, w których pieluchach moje dziecko będzie najszczęśliwsze. I martwię się trochę o Wojtusia z reklamy Gerbera. To już drugi sezon emisji, on ciągle je i w ogóle nie rośnie.

Na dywanie anatomia misia dopracowana do perfekcji. Płynnie przechodzimy do analizy zawartości nocnika. Obejdzie się bez mocnych wrażeń, w nocniku na razie piłka, łyżka. Ewentualnie głowa, ale kto nie błądził, niech pierwszy rzuca nocnikiem, niech rzuca. Telewizja odmładza. Znów mam naście lat z Hanką Mostowiak, widzę Mroczki młode i jurne. Na Polsacie niezmiennie od 30 sezonów te same hity, zawsze po raz pierwszy w telewizji i tylko u nas. Ciekawe czy sąsiadom nie jest przykro?

Seriali, to wiesz, jeszcze tak nie przeżywam, jakieś dwadzieścia minut trwa w głowie odtworzenie czterystu ostatnich odcinków, których nie widziałam. Dzięki Pierwszej Miłości się uwrażliwiam na naturę- wiem, że nawet drewna mają marzenia i też chcą występować w telewizji.

Dzięki śniadaniówkom dostaję świat w pigułce- dowiadujęo lekach na raka, przepisie na sałatkę, o tym skąd matka umierającego dziecka bierze siły, a celebrytka inspiracje do swoich strojów. I Drzyzga znów dodaje mi otuchy -dobrze, iż są na świecie takie asy jak ja, które, z obrzydzeniem, a jakże, niechętnie och tak, oglądają program o plugawym życiu i głupich ludziach. I karmią słupki oglądalności.

Wszystko jest w porządku dopóki nie trafię na wiadomości i paradokumenty. Chociaż nie, z wiadomościami to się można oswoić- już po tylu latach człowiek jest w stanie przywyknąć, że na całym świecie tylko syf, malaria, korupcja i globalne ocieplenie.

Paradokumenty to jest wymysł szatana. Zaczęło się od tego, że nabijałam się z emerytów ekscytujących się wątkami, a skończyło na doświadczeniu uczucia niepohamowanej radości i ulgi,  kiedy jednak Rafał wybaczył Sabinie. To karmi się rozsądkiem i zjada logikę na śniadanie- ot, idziesz do szpitala z bólem brzucha, spodziewasz się, że wyrostek,a na miejscu okazuje się, że masz brata, matka cię adoptowała, a narzeczony posuwa siostrę. Strach się z domu ruszyć. 

Fikcja, powiesz, bzdura, dodasz. No ale ktoś to przecież wymyśla, jakiś ćpun, alkoholik, czy inny świr. I chodzi po ulicy. Wychodzisz po 20 plasterków sopockiej, pomidory i śmietanę, a wracasz bez portfela i godności. A przecież życie zawsze trudniejsze niż seriale, bez dubli, nie oglądasz, to nie wiesz, jaki barwny szlag cię może w każdej chwili trafić! 

Życie ratuje mi konieczność zrobienia kaszki. I dziecko nurkujące w psiej misce, w ostatniej chwili. Inaczej pogotowie- płukanie żołądka u niej i lobotomia mózgu u mnie.

Wnioski?

Lekcje anatomii misia trzeba koniecznie rozszerzyć. Pokazać córce gdzie jest dupa i co powinno się w niej zmieścić.

Nie dziękuj, że już wiesz, co Ci umyka i co tracisz.