Ciąg dalszy tekstu „Nie da Ci tego ojciec, nie da Ci tego matka, co dać Ci dzisiaj może Twa bliska sąsiadka”.

Z niektórymi typami sąsiadów jest łatwiej – ot już im tak z japy patrzy jednoznacznie i wiesz, że to TEN Paździoch spod piątki nigdy nie zaczeka na Ciebie z windą i będzie pierwszym, który zadzwoni po straż miejską poinformować, że nie sprzątasz po swoim psie, nim ten pies zdąży się zastanowić, czy w ogóle chce kupę  i kucnąć. Ma na twarzy napisane „Nienawidzę swojego życia, więc, przepraszam najmocniej, będę tępił w Tobie wszelkie oznaki życzliwości i pogody ducha”.

Najgorsi są Ci nieprzewidywalni i cierpiący na nadmiar wolnego czasu. Emeryci, renciści – oni próbują oszukać czas i udają, że życie wcale nie jest za krótkie, by je marnować na utrudnianiu egzystencji innym. Ktoś kiedys próbował wskazać powody dla których nienawidzą innych- jedni uzasadniali ich postawę zazdrością wobec cudzej młodości i sukcesu, inni nazywali ich zachowanie starczą frustracją.. Jakby tu tego naukowo nie ujmować- są podli. Niby odpowiedzą Ci dzień dobry, niby wykrzywią twarz w uśmiechu, zapytają jak kotek, synek, żona i teściowa, ale nie da się nie słyszeć zgrzytu w ich ciepłym, teatralnym tonie. Prawdę o nich poznasz negując ich wizje rzeczywistości – czyli tą jedyną słuszną godną istnienia, wyjaśniam. Świat jest tak skonstruowany, że ty na nich czekasz z windą, ale nigdy na odwrót, im ustępujesz miejsca, ale kiedy biegną na rynek, nawet nie próbujesz gonić. Uda się Wam żyć w zgodzie i harmonii.. Dopóki Twoje dziecko za głośno nie stęknie, pies nie zacznie tak nierozsądnie głośno oddychać, dopóki za głośno nie zaśmiejesz się na klatce. Bo jeśli … To masz przesrane. 11 pięter objedzie skuteczniej niż Świadkowie Jehowy i pan od spisywania liczników i wszystkim powie, jaki jesteś knur, debil nie ojciec, i świnia nie sąsiad!

Żyjąc w sąsiedzkiej dżungli łapiesz się na tym, że szukasz sprzymierzeńców. Wiesz, że takie miejsca to nie pole do działania w pojedynkę, wsparcie jest niezbędne. Odruchowo szukasz go u osobników w podobnym wieku – ot wraz ze swoją młodą małżonką próbujecie nawiązać relacje z młodą parą z szóstego piętra, ale przy próbie wymiany myśli, okazuje się, że ona nie ma 32 a 16, tylko się nie umie malować, a on z repertuaru pełnych zdań opanował tylko „Kiler, spokój ma być” kierowane do słodkiego, upasionego rotwailera.

Zdarzy się, bo od tego są cuda, aby się raz na jakiś czas ludziom przytrafiać, że uda Ci się trafić na kogoś normalnego, miłego, życzliwego. Takiego kogoś kto wiesz, jak w serialu, cukier pożyczy i kartkę przed remontem na klatce powiesi, takiego co uprzedzi o urodzinach i powie sam z siebie dzień dobry, nawet w poniedziałek. I to też jest niebezpieczne.

To tak jak gdybyś był bardzo wygłodniałym samcem mieszkającym na bezludnej wyspie i nagle ujrzał zupełnie przeciętną kobietę i uważał, że czekałeś na nią całe życie, chociaż ona tylko wyszła z domu od męża po piwo i masło. Tracisz kontrolę. Nim się oglądasz, a sąsiad nie chce już pożyczać Ci cukru, nie wiedzieć czemu, nie reaguje na wyjękiwane pod drzwiami oferty wspólnych wyjazdów wakacyjnych, nie podnosi laurek od Ciebie z wycieraczki. I nagle budzisz się, pamiętając jeszcze jak siedziałeś u ukochanego sąsiada na kanapie i wtulałeś się w jego żonę opoiwadając o trudnym dzieciństwie i podłym szefie, i widzisz, jak owy sąsiad się wymyka z walizkami o świcie i odjeżdza w siną dal, nie zostawiając nawet żałosnego liściku z tekstem „To nie Twoja wina, to ja. Jesteś po prostu dla mnie za dobry i to ja na Ciebie nie zasługuję”

I na zakończenie

Prawda jest taka, że mogłabym wysilać się na stwarzanie jakichś kwalifikacji, dzielenia sąsiadów na rodzaje, ale to na nic, bo taka wiedza jest zupełnie niepotrzebna. By ująć jakoś spójnie, niekoniecznie zgrabnie, istotę sąsiedzkich stosunków należy jedynie odwołać się do Praw Murphiego i zmodyfikować jedno z nich- jeżeli jest zbyt dobrze, to znaczy, że nie wiesz wsyzstkiego…

I tak, nim pokłócimy się o kupno działki w leśnej głuszy, musimy znieść jakoś to, że jak cudownych nie mielibyśmy sąsiadów i tak będą nakurwiać wiertłami od 6 w czasie remontu, zmuszać nad do oglądania razem, choć przez ścianę, panoramy, informować spazmatycznym rykiem dzikiego lwa nad klozetem, że mieli udany piątek, ale sobotę już raczej niekoniecznie I tak zaleją nam mieszkanie i przyjdą przepraszać, choć na co dzień im z ust nawet powitania nie wydrzesz. Ale nawet tu dostrzeżesz pozytyw.

Bo fortuna kołem się toczy. Przyjdzie taki piękny dzień, że po miesiącach wyrzeczeń, przerwanych drzemek, przedzierania się przez cudze wrzaski i wiercenie, zamienicie się rolami. Obrzydliwie nieznośny sąsiad już wyremontuje, wywrzeszczy, zaleje, przesłucha wszsytkie płyty, a wtedy ty…

dowiesz się, że będziesz rodzicem, zaczniesz nakurwiać absurdalny remont w dzikich godzinach mając poważanie tylko dla terminu porodu, trąc gładzie od świtu do zmierzchu i ignorując rebelię wśród sąsiadów. A potem to ty, oczywiście w odwecie, przywleczesz do domu wrzeszczącego oseska, który zatruje życie sąsiadom aż do własnej wyprowadzki. I zanim zaśmiejesz się tryumfalnie….

Fortuna znów zatoczy koło – i w roli Zombie będziesz jak męczennik tułał się po klatce prosząc sąsiadów o ciszę, żeby maleństwo mogło usnąć, ale to będzie ich dzień, kiedy po miesiącach wyrzeczeń, przerywanych drzemek, przedzierania się przez Twoje wiercenie i dziecka wrzaski, zamieni się z Tobą rolami…

CZEKAM NA OPISY WASZYCH PRZYGÓD, BO NIEKTÓRE SPRAWIŁY, ŻE POCZUŁAM, IŻ TAK NAPRAWDĘ W DUPIE BYŁAM I G.. WIDZIAŁAM 😉