Kiedy kłócili się Twoi rodzicie? Często? Moi tak. W małym, dwupokojowym mieszkaniu trudno było ukryć wzajemną niechęć. To nie kwestia ilości metrów –po przeprowadzce agresywne słowa niosły się tak samo szybko także po większym metrażu, założę się, że przytłaczałyby tak samo także na hali sportowej. Starali się wieczorem, ale wiesz dobrze, ja też. Wzburzone emocje nie lubią czekać. Wzajemne wyrzygiwanie pretensji i zarzutów: kto kogo bardziej i dlaczego ta druga strona jest winna. „Ty zawsze”, „on nigdy”, „zamknij się”, „nie przy dzieciach”. Pamiętam to . I to, jak gorliwie przysięgałam sobie, że u mnie będzie inaczej.

Że w moim domu będzie zawsze sok w lodowce, życzliwość, dużo śmiechu i radocha ze wspólnie spędzanego razem czasu. Zamiast krzyku słowa, czasem trudne i bolesne, ale potrzebne. Kłótnie owszem, ale cywilizowane, dyskretne. Jak w bajce. Tymczasem? Córka furiatów, furiatka przodowa dobrała do pary godnego partnera do wykrzykiwania wzajemnych pretensji. Wystarczy niefortunnie sformułowane zdanie, ruch brwi, westchnięcie, a wybucha pożar. Nagle, tu, teraz. Nie wieczorem dyskretnie i między nami. A ona widzi.

Widzi jak wrzeszczę. Kiedy płaczę. Jak jej tata chodzi jak struty albo wydziera się nieadekwatnie do w sytuacji. Ona słyszy. Jeszcze nie obiecuje sobie, że w jej domu będzie inaczej, jest za mała. Z jednej strony dociera do niej, że u nas to normalne, skoro zdarza się tak często, z drugiej… Boi się. Przerażać własne dziecko – to chyba największa moja porażka rodzicielska.

Najpierw próbuje odwrócić naszą uwagę. Woła, pokazuje rysunki, zabawki, zaczepia. Krzyczy, żebyśmy sestali. Dostaje wypieków, oczy zaczynają się szklić. I ta podkówka.

–  Nie kóćcie się, ej lodzice.

–  Pseploscie się, natychmiast.

– Pseploście, bo nie będę Was lubiła.

– Nie będę jadła lodzynek, bo się kócicie

– Nie sce się z Wami bawić

Obiecanie sobie, że będzie inaczej niczego nie naprawia. Praca włożona w spełnianie obietnic też okazuje się być niewystarczająca. A ból wyrządzany swojemu dziecku o wiele bardziej dotkliwy niż ten własny, zapamiętany z przeszłości.

Pewnie nie raz, rzucilibyśmy to w cholerę, bo tak często ilość obciążeń przerasta listę profitów. Pewnie trzasnęłabym drzwiami z 6 razy i za nic nie chciała otworzyć ich z powrotem. Gdyby nie świadomość, że jest ona. Że tak ją kocham i jego przez to, że mi ją dał. Żadna czarna koszulka wrzucona do białego prania, żadna pomylona lista zakupów, żadne wzajemne rozczarowanie nie może być ważniejsze i nikomu nie może przyjść do głowy, że jest.

A jej na pewno przychodzi. Dziś za wszelką cenę chce nas pogodzić i każe się całować. A jutro? Jutro może będzie chciała uciec. I wierzyć, że… w jej domu będzie inaczej. N
Ja już wiem, że nie będzie, jeśli w naszym nic się nie zmieni.Wiem.

***

Kiedy opadają emocje, złość ustępuje miejsca obrzydliwemu wstydowi. „Przepraszam” staje się naturalne, ale dla wszystkich niewystarczające. Ona ściska nas wtedy, obydwoje na raz i każe: całować siebie, mnie, tatę, dopiero jak wszyscy zostaną wycałowani, wytuleni i zaczynają się uśmiechać, możemy nieco odetchnąć. Zacząć odpracowywać winy. I próbować nie tracić czujności.

Wystawiliśmy ją na próbę tyle razy, że każdą chłodną wymianę zdań odbiera jak kłótnie i od razu prosi, byśmy przestali. Nigdy nie wstydziłam się i nie brzydziłam siebie bardziej jak wtedy, kiedy ona się mnie boi… Ja wiem, że u innych par oficjalny Disneyland, cuda wianki i westchnienia. Ja chciałam tylko przyznać się ze wstydem, że nie wystarczy być świadomym błędów, starać się, że czasami nie wychodzi. A to poczucie, że płaci za to niewinna dziewczynka, sprawia, że sztywnieję ze strachu. Może strach sparaliżuje na tyle skutecznie, że następnym razem nie wypowiemy słów, za które znów trzeba będzie się wstydzić i przepraszać?

Nie wiem. Udaję, że wiem, ale nie wiem.