WBREW TEMU CO MÓWIĄ GRUBSZE OD CIEBIE KOLEŻANKI I WROGIE MEDIA,  ZMNIEJSZANIE ILOŚCI KILOGRAMÓW TO AKTYWNOŚĆ NIEZWYKLE PROSTA. POWSZECHNIE WIADOMO, ŻE W PIERWSZYM ETAPIE ODCHUDZANIA, NASZA MASA ZMNIEJSZA SIĘ POPRZEZ UTRATĘ WODY. WYSTARCZY WIĘC ZATEM GAPIĆ SIĘ NA WYNIK WYŚWIETLANY NA WADZE TAK UPORCZYWIE, AŻ ZALEJEMY SIĘ POTOKIEM GORZKICH ŁEZ PROWADZĄCYCH DO ODWODNIENIA.I PIERWSZY SUKCES ZA NAMI, MOŻNA W NAGRODĘ KUPIĆ SOBIE MUFFINKĘ.

Kolejny spadek ma miejsce, kiedy powolutku szykujemy się do podjęcia aktywności fizycznej. Te co najmniej kilka tygodni ciamania o tym ile to my zrobimy, noce zarwane na szukaniu butów, w których intensywne bieganie nie obciąży naszych stawów … Człowiek od samego myślenia o odchudzaniu, czuję się jakby o 5kilo chudszy, a na pewno cholernie głodny.

Ostatni etap tak drastycznego spadku masy ciała towarzyszy pozbywaniu się mistycznych złogów w jelitach, które powodują gromadzenie się toksyn, złe samopoczucie, ocieplenie klimatu i wyginięcie jednorożców.  Złogi i zaparcia usuwają się same, jak po dotknięciu czarodziejskiej różdżki, kiedy na kilka dni przed publicznym zważeniem i zmierzeniem dostajesz ze strachu najzwyklejszej sraczki.

 

Na siłowni

W sumie przeraża Cię to, jak obwisła może stać się Twoja skóra, jeśli będziesz chudnąć w tak zastraszającym tempie. Doznałaś jednak chwilowego zamroczenia i już podpisałaś cyrograf zwany umową oraz zapłaciłaś za karnet umożliwiający ci dostęp do siłowni i wszelkich możliwych tortur grupowych, bo pani w recepcji zahipnotyzowała cię swoim czarującym uśmiechem i ciepłym głosem, przez co na moment wyleciało Ci z głowy zupełnie, że płacisz miesięcznie grubo ponad stówę za to, żeby się publicznie spocić.

Potem poznajesz Pana Trenera. Wygląda zwykle tak, że zębami ściągnęłabyś z niego koszulkę. Oczyma wyobraźni widzisz już, jak bardzo niegrzeczna jesteś z nim w łóżku, te radosne inspiracje zostawiasz jednak dla siebie, bo co prawda jara cię wizja odbywania stosunku w miejscu publicznym w najbardziej wyuzdanych pozycjach, ale na litość boską, nie przy świetle i w dresie. Zerkasz na niego nieśmiało i wiesz już, że raczej nie dane Wam będzie podyskutować o literaturze, ale w myślach odszczekujesz żałosny pogląd, że u mężczyzn najseksowniejsza jest inteligencja. Mądrość życiowa pozwala co prawda uporać się z najtwardszym orzechem do zgryzienia. Pan Trener może rozłupać go pośladkami.

Potem Pan Trener zważy Cię i zmierzy, powie to, co świetnie wiesz, ale teatralnie się zdziwisz i tłumaczysz, że rekordowy wynik to najprawdopodobniej wina męża, dzieci, pogody i niesprzyjających warunków biometeorologicznych. Generalnie Pan Trener ma w głowie tabele kaloryczne i bakłażan, więc przejmie się Twoją asertywną postawą za pomocą której próbujesz zanegować fakty i pokarze Ci wynik z dokładnością sapera ilustrujący skład Twojego organizmu. Absurdalny wynik świadczyć będzie najprawdopodobniej o tym, że margarynę zajadasz ze smakiem za pomocą łyżki wazowej i to bez opamiętania.

Zaskoczy Cię fakt, że w ogóle posiadasz jakie mięśnie. I zanim uwierzysz, po komunikacie „za mało Pani płynów przyjmuje”, że Pan Trener wcale nie zaprasza Cię w ten sposób na drinka i nadal nie chce cię ani upić ani wykorzystać seksualnie w najbardziej wyuzdanych pozycjach świata. Nie zapomnij podjąć ostatniej walki. Próbuj wyjaśniać, że pomiar wagi absolutnie nie uwzględnia ciężaru Twojej inteligencji, doświadczeń życiowych i wybornego poczucia humoru. I nie patrz w te cholerne, trenerskie, błękitne oczka tego Bazyliszka w dresie, bo przepadniesz. Taki umięśniony wygląda niewinnie jak chmurka, ale Ty musisz być asertywna i konsekwentna tak jak wtedy, kiedy mówisz mężowi/chłopcu/wibratorowi, że boli Cię głowa.

Pan Trener będzie Ci mówił na „Ty”, ale i w tym przypadku pozostań czujna. Łatwo dać się zwieść, że rodzi się między Wami nić porozumienia i zostaniecie przyjaciółmi. Tak naprawdę jest on zwykłą dziwką, której płacisz za wyrazy sympatii i zapewnienia, że wyglądasz świetnie, kiedy się pocisz.

Niestety, mimo mojej ogromnej chęci wsparcia Cię i udzielenia pomocy, olejesz mnie, bo  jesteś naiwna i bardzo będziesz chciała uwierzyć, że rodząca się między Wami nić porozumienia jest autentyczna. Zweryfikujesz ten pogląd, sapiąc na bieżni z wycieńczenia jak w czasie udawanego orgazmu. Nić porozumienia nie zamieni się w linę ratunkową, która wybawi cię od cierpienia. Powie Ci za to, że kondycji nie masz w zasadzie w ogóle ( jakby kasłanie flegmą i fragmentami płuc po pierwszym kilometrze nie było dobitnym dowodem…) Pocieszy też jednak alturistycznie informacją, że za rok to przebiegniesz kilometrów co najmniej piętnaście. I na nic się zdadzą twoje tłumaczenia, że wcale nie czujesz potrzeby biegać tak daleko, bo mieszkasz w centrum i wszystko masz tuż za rogiem. Cierp ciało coś chciało…

Na zajęciach grupowych dowiesz się, że masz koordynacje ruchową autystycznego niemowlęcia i poczucie rytmu paralityka. Rzucając pod nosem kurwami i mantrą „że jesteś szczęsliwa, bo przecież robisz to dla siebie” potulnie wrócisz samotnie na bieżnie.

W przerwie na niedorzeczną ilość łyków wody i siku zaczniesz się rozglądać i dotrze do Ciebie, że bywalców siłowni można zaliczyć z grubsza do 3 grup:

  • Paparuchów takich jak ja i Ty, którym raczej  nigdy się nie uda
  • skurwieli, którym już się udało i naprawdę ćwiczą dla przyjemności, niemiłosiernie wyprowadzając tym z równowagi
  • bandę sadystów, którzy się tacy fantastyczni i wypacykowani już urodzili i przychodzą na siłownie tylko po to, aby pokazać się w dresie i przypomnieć, jak nigdy sama nie będziesz wyglądać.

Na siłowni po tygodniowej przerwie i zwolnieniu lekarskim spowodowanym zakwasami pokażesz się jeszcze ze trzy razy. Potem zaczną znęcać się nad Tobą niesprzyjające okoliczności. Dziecko jak na złość zacznie chorować albo domagać się matczynej uwagi, mężczyzna gorsetów podkreślających rzekome i zapowiadane sukcesy w pozbywaniu się nadmiaru kilogramów, złośliwi właściciele siłowni z każdym dniem będą powiększać dystans dzielący twoją ulicę od ich przybytku. Potem przyjdzie Wielkanoc, zaraz po niej Boże Narodzenie, na Sylwestra chudnąc nie zamierzasz, bo mąż powiedział, że nie będzie ci co roku nowej kiecki kupował.

Po przygodzie z siłownią pozostaną Ci niezniszalne adidasy z łyżwą, pół szafy bawełnianych t-shirtów i przekonanie, że zrobiłaś wszystko,co w Twojej mocy.

Amen

 

_______________________________________________________________

Przeprowadzki prawie zakończone. Rozgościć się proszę, buty zdejmować (jeśli nogi Wam nie śmierdzą. Brudne skarpetki toleruję), bo sprzątać nie będę i wbijać na fanpejdż: MAM WĄTPLIWOŚĆ