wiejskadziewczyna

Sto lat temu Jagienka siedziała na prowizorycznej ławce przed swoją drewnianą chałpą i roniła wielkie jak zmodyfikowane genetycznie łzy. Klamka zapadła, za tydzień miała stać się żoną Janka z sądziedztwa,ojciec dobił targu przy bimbrze. Nie ma sensu dyskutować z wyższą koniecznością, z możliwością połączenia majątków, z koleją rzeczy i bełkoczącym starym. Jagience pozostało smarkać w rękaw lnianej sukni i marzyć, o tym, że gdzieś, w innym świecie, czasach, okolicznościach, mogłaby wszystko, nie musiała nic. Na przykład dziś.Gdybym chciała Jagnie opowiedzieć o możliwościach współczesności, obśliniłaby długi warkocz wywieszonym z podniecenia jęzorem.

-Wyobraź sobie, Jadziu! – rzekłabym jak lektor z bajek – że nie żyłabyś w swojej drewnianej chacie, a, dajmy na to, własnej komórce na 11 piętrze wieżowca, która byłaby tak naprawdę 54 lata po śmierci wówczas gdy potomkom Twoim udało się spłacić odsetki we frankach. Ba, mogłabyś nawet decydować o tym, czy w ogóle pragniesz mieć potomków, zastanawiać się 25 lat z kim, ha, nawet rozmyślić w ostatniej chwili i wyskrobać. W razie kolejnej zmiany zdania rozmrozić zachowane za młodu jajeczka na emeryturze. Na bieżąco balansować pomiędzy rozsądną antykoncepcją hormonalną, lateksową spontanicznością czy wybrykami zagłuszanymi pigułką „po”dostępną bez recepty.

Mogłabyś decydować, gdzie żyć, jak wyglądać i co robić, albo przynajmniej próbować, a świat miałby to absolutnie w dupie. Komentarzem zapychał co najwyżej pustkę w swoim jałowym życiu. W owej dupie tkwiłabyś co prawda także, wówczas gdy twój rozpasany pęd za wolnością zagonił Cię tam mamiąc frazesami, ale kto zwraca uwagę na drobiazgi? Mogłabyś nawet nie być Jagną, a Dżesiką, albo Tomkiem, bez różnicy. Mieć męża, szesnastu kochanków, albo na odwrót. Żonę też, do wyboru do koloru, a nie tam jednego Janka z sąsiedztwa.

Że przed księdzem masz mu przysięgać? u nas mogłabyś wybierać, przed jakim duchownym i jakim bogiem klęczysz. Naprawdę! My możemy wierzyć w  reinkarnację, Allaha, Chrystusa, a nawet makaron. I w nic, ale to ostatnio wychodzi z mody, bo ludzie którzy marnują sobie życie rozpaczliwie potrzebują wierzyć, że dostaną jeszcze jakąś sposobność na odkupienie win, albo swój przydział dziewic, raj, lepszą wersję samego siebie.

Na wieść o tym każdy włos na niewydepilowanym ciele Jagny stanąłby dęba jak przyrodzenie Janka na myśl o poślubnej nocy. A ona sama zapytała, czy nie podkradłam bimbru jej tacie i o czym bredzę.

A ja tak tylko, o wolności. O tej, o której się marzy, której się pragnie. Za którą się beka i przez którą płacze.

– Bo widzisz, Jaga- ciągnęłabym dalej swą opowieść – My tu już nie wiemy przeciwko czemu się buntować, do czego odnosić. Chcielibyśmy przekroczyć granice,ale na każdym kroku dowiadujemy się, że ich już dawno nie ma. Oto, odwieczna niechęć do tradycji, siła napędowa zmian, zdycha, a my poruszamy się jak banda naćpanych ślepców, mają wolność,ale nie wiedzą co z nią zrobić. Bo wolność to kurewska odpowiedzialność za siebie i za innych. Ponoszenie konsekwencji, których wybierana tak często na skróty przyjemność w żaden sposób nie zapowiada. Bo wolność nie jest dla idiotów, a niestety, inteligencja nie jest powszechna tak, jak przeciwstawny palec i odruch ssania.

Gdyby jeszcze kretyni zechcieli słuchać mądrzejszych. Niestety, górują nad nimi przewagą liczebną i gwałcą w każdym możliwym i już nie łatwym, przyjemnym wymiarze. A potem domagają się więcej wolności, uważając, że ich wolność i sposób realizowania jest lepszy od innych, a ci, którzy widzą ją inaczej, zasługują na karę. I zaczynają gardzić, potępiać, nienawidzić, ba, mordować, tych, którzy nie chcą być wolni w sposób, jaki widzą to oni…

Jagna być może bardziej optymistycznie postrzegałaby perspektywę rodzenia Jankowi dzieci, słysząc o tym, jak prezentowałyby się alternatywy jej życia w innych czasach. Oszczędziłabym jej opowieści o śmierciach w imię wolności, której nikt już nie potrafi zdefiniować. O tym, że bycie wolnym stało się innym rodzajem obowiązku, z którym ludzie sobie nie radzą, bo jak można oswoić więzienie, które nie ma wyraźnych granic?

Pogłaskałabym Jagnę po zgarbionych ze strachu ramion i pocieszyła, że ona przynajmniej mniej więcej wie, czego się boi. Że ostatecznie może jeszcze uciec z młynarzem lub wieść życie starej panny. Ludzie będą gadać, najwyżej, a co tam. U nas już nawet gadać nie chcą, nie mają czasu. Spłacają kredyty swojej wolności i ponoszą konsekwencje, których nie przewidzieli. Przerażeni natłokiem zdarzeń przestają interesować się innymi (no chyba, że w ramach pocieszenia, że u nich nie jest tak źle jak u sąsiada) i skupiają na sobie. Na swoich nerwicach, depresjach, fobiach, przyjemnościach, pragnieniach i potrzebach, które na każdym kroku nazywa ktoś inny. I oferuje od ręki, za odpowiednią cenę.

I już wiemy,co to znaczy wybierać, przeżyć, zasmakować. Podróżować, szukać, kupować, pracować. Na terapiach dowiadujemy się, jacy jesteśmy ważni, niedoceniani i skomplikowani. Z telewizji, że jednak nie jest z nami tak źle, są brzydsi, głupsi i biedniejsi. Jesteśmy wyzwoleni, dokonujemy wyborów, decydujemy dla kogo chcemy żyć, w imię kogo umierać. Niedługo będziemy mogli kupować pewnie pistolety i wystrzelać się nawzajem w imię lepszej wizji świata, której nikt, poza nami, nie pojmuje.

Wiem już co to znaczy być wolnym człowiekiem,  ale nie wiem, czy to  oznacza bycie człowiekiem szczęśliwym, Jagna.

Jakoś, jak zwykle mam wątpliwość. I chciałabym, aby przyszło mi ponosić konsekwencje tylko swojej wolności, bo cudzej mogę nie udźwignąć i nie pojąć.

A Ty? powiedziałbyś Jagnie coś bardziej pokrzepiającego?