O moim Tacie
Mam oficjalny zakaz pisania tutaj o swojej rodzinie. A szkoda, bo chociażby mój 4 letni siostrzeniec mógłby stać się bohaterem niejednego wpisu –  kilka dni temu uwierzył, że kupiłam mu w prezencie przedłużać i zajarany bawił się nim, jak gdyby to było Lego, co najmniej 30 minut. Mama mówi, że jeśli napiszę tu cokolwiek o niej, to udostępni kiedyś prasie moje najmroczniejsze zdjęcia z dzieciństwa i będzie opowiadać w wywiadach, że jestem gorszą córką niż Edyta Górniak. Jako, że mogłam się kiedyś poszczycić tytułem najbrzydszego dziecka w powiecie, sporo ryzykuję pisząc z okazji 23 czerwca o swoim tacie.
To już kolejne, podwójne, święto moje i mojego taty.  Tato po części obchodzi je dzięki mnie (po części, bo mam jeszcze starszą siostrę), ja za to absolutnie tylko jemu je zawdzięczam.  Dokładnie 23 lata temu mojemu tacie miał się urodzić syn. Chyba przymus czerpania radości z zaistniałych faktów, a nie ze spełniających się marzeń mamy z tatą we krwi . bo  zamiast syna, przytrafiłam mu się ja.
***
Ten dzień będzie miał jak co roku dokładnie ten sam schemat. Któreś z nas pierwsze sięgnie po telefon i z dziwnym zmieszaniem w głosie wydusi z siebie najszersze i wbrew pozorom, cholernie wymowne „wszystkiego najlepszego”. Trochę mnie przeraża, że mimo znajomości tylu mądrych słów, wciąż nie potrafię rozmawiać z najważniejszym mężczyzną w moim życiu, ale pozostaje mi żywić nadzieję, że obydwoje wiemy, o co w tej ciszy chodzi.
Mój tato nie jest bogatym biznesmenem ani filmowym gwiazdorem, a rolnikiem i chyba jedyną osobą na świecie, która może poszczycić się tym, że prawdopodobnie wszyscy go szanują i lubią. Słyszeli o nim tylko najbliżsi, nie widział w zasadzie nikt ze znajomych z podstawówki i nie napisała o nim słowa nawet „Nasza Gmina”. Może gdyby się upił na imprezie, albo pokazał cycki lub przynajmniej nagrał popową piosenkę bez treści, ale z chwytliwym refrenem, udałoby mu się zaistnieć w społecznej świadomości. Niestety, mój tata ma strasznie dużo pracy i nie ma czasu na pierdoły. Średnio mu wychodzi snucie historii i opowiadanie o sobie. Przyjemność i zaszczyt opowiadania o nim niechaj zatem przypadnie mi. Chciałabym napisać, jakie to szczęście, być córką kogoś takiego, jak on i razem z nim świętować 23 czerwca.
Mój tata ma rumianą przaśną twarz i najcieplejsze niebieskie oczy na świecie. Takie mądre, ale i trochę naiwne, takim smutkiem i naiwnością, której nie umie opisać, ale nie dlatego, że nie dysponuje bogatym słownictwem. One po prostu nie dadzą się opisać chyba w żadnym języku świata. Mój tata ma tak spracowane i szorstkie ręce, że kiedy wsuwałam w jego dłoń swoją, jeszcze kiedyś małą, pięść, można było usłyszeć szelest. To są najpiękniejsze i najdzielniejsze dłonie na świecie. Właśnie takie powinny łapać każdego, kto się potknie i upada albo z dużej wysokości, wynikającej z bolesnej różnicy pomiędzy „chcę” a „mogę”.  Te ręce wiele razy nie dały rady mnie złapać, bo fizycznie nie było ich przy mnie, albo tez nie miały pojęcia, że są potrzebne. I do tego  nigdy nie nauczyły się zaplatać warkoczy, ale  na szczęście zawsze, z precyzją snajpera,były w stanie uwiązać koński ogon.
Gdybyś zapytał mnie, co lubi mój tata, najpierw bez wahania powiedziałabym, że makaron z toffi, kreskówki z Looney Tunes i programy podróżniczo-przyrodnicze. A potem uraczyłabym Cię cholernie  za długą i smutną pauzą.
Mój tata zaczyna każdy dzień około 4 nad ranem. Nie ma wakacji, wolnego, nie wie co to weekend. Za granicą był ostatni raz 20 lat temu, ale praca w Niemczech też nie przypominała urlopu. Nigdy nie byliśmy razem nad morzem, ani w górach. To nie on uczył mnie jeździć na rowerze. Nigdy nie mógł przyjść na żadne rozdanie nagród konkursów recytatorskich, ani przedstawienie, ale z dziwną czujnością rejestrował każdą tróję z matematyki. Wiem, że zawsze miał wobec mnie trochę inne oczekiwania i plany, ale dzielnie, ze stoickim spokojem znosił swoje mną rozczarowania.  Kilka razy przyszło mu do głowy pójść nawet na wywiadówkę, ale po tym jak raz wrócił, wyglądając jakby ktoś go  zastraszył i okradł,  nie potrafił zrekonstruować chociażby minuty ze spotkania z wychowawcą, a dzień później okazało się, że zgłosił się do Rady Rodziców, raz na zawsze sobie odpuścił.
mój tato, kiedy nie pracuje, nie je i nie śpi, nie ogląda wiadomości i nie bawi się z wnukiem, zazwyczaj milczy. Kiedy przyjeżdżam do domu na weekend i zaszywam się z laptopem w swoim starym pokoju, on tylko wchodzi po to, żeby nic nie powiedzieć, zobaczyć, że jestem, spojrzeć w taki sposób, jak patrzą na mnie ludzie, którym cholernie na mojej Radomskiej osobie zależy. Nie musi dodawać nic więcej. Ewentualnie wcisnąć mi batona, mimo, że wie, że nie powinnam, bo przez to jego okazywanie uczuć jestem trochę za gruba. Ta cisza i wzrok są  bardzo wymowne.  I w związku z tym, że spędzamy ze sobą coraz mniej czasu, coraz częściej dociera do mnie, jak bardzo mi jej brakuje.
***
Mogłabym się założyć, że tata bardzo wiele chciałby mi opowiedzieć. Wiesz, o wszystkim tym, co rodzice chcą i powinni opowiadać swoim dzieciom. Powinien znać mnóstwo anegdot, opisywać masę tych miejsc, które w swoim życiu zobaczył,  opowiedzieć o ludziach, których spotkał. Tata jednak milczy. I może po prostu już taki jest, że nie ma w sobie nic z wodzireja. Coraz częściej boję się jednak, że po prostu nie ma mi nic do opowiedzenia, bo przez to, że poświęcił całe życie, żeby pracować i zarabiać pieniądze, które ciągle inwestuje we mnie i moje zachciewajki, pomysły i marzenia, nie zdążył spełnić własnych.
***
Kiedy dzieci są małe, przed snem opowiada się im bajki o spełniających się marzeniach i szczęściu, które spotka każdego, kto na nie zapracuje.  Chciałabym mieć taką moc, żeby pozwolić tacie spokojnie usypiać. Prawdopodobnie nie zdążyłabym się rozwinąć, bo mój tata zasypia w 3 sekundy z otwartymi oczami i cholernie głośno chrapie. Ale gdybym miała opowiedzieć mu coś przed snem…
To chciałabym mu snem powiedzieć, że cholernie dziękuję, że mogę pisać ten tekst w pokoju wynajętego mieszkania, siedząc przy pełnej lodówce i ocierając z oczu tusz, opłacony, tak jak mieszkanie , jedzenie i wszystko inne, za co trzeba płacić, z jego pieniędzy. Chciałabym podziękować za ten kursu tańca w podstawówce, bo dzięki temu naprawdę wiem i nie mam wątpliwości, że się do tańca nie nadaje i skupiłam się na pisaniu. Za pobłażliwe ignorowanie recytowania, występowania, grania i pisania, bo dzięki temu się uparłam i po X latach, kilka miesięcy temu miałam usłyszeć najpiękniejszy komplement z jego ust pt. „Dziecko, Ty potrafisz tak pisać?!”
Chciałabym podziękować mu za kredyt zaufania i możliwość wyprowadzenia się z domu, kiedy w zasadzie byłam jeszcze dzieckiem i pokazać sobie i jemu, jaka jestem dojrzała i dzielna, choć, o losu ironio, nie raz zgubiłam podróżną torbę i zalałam sąsiadów. Dziękuję za wszystkie kupione tajemnicy przed mamą słodycze, nie zawsze ładne sukienki i nieustanne dedykowanie mi „Mojej małej blondyneczki”.
Kochany Tato,
W dniu Twojego 27 Dnia Taty, a moich 23 urodzin chciałabym ci napisać (przepraszam, ale nie wychodzi nam rozmawianie) bajkę do opowiadania przed snem pt. „Jeszcze się odwdzięczę”. Chciałabym (niestety nie mogę) obiecać Ci, że po cholernej socjologii znajdę jednak jakąś dobrą pracę, że to całe pisanie będzie miało jakiś pożytek większy, nić sprawianie mi radości.  Chciałabym Ci obiecać, że kiedyś zaproszę Cię do mojego pięknie urządzonego mieszkania z przytulną kuchnią, w której będę przypalać kotlety. Cholernie przeraża mnie to, że w wieku 23 lat nie mam pojęcia, co ze mną będzie, ale wiedz, że nie musisz się o mnie bać, bo ja jestem Twoja, więc w każdej sytuacji i warunkach najzwyczajniej sobie poradzę, mam  jednak jednocześnie naiwną nadzieję, że niedługo zobaczysz, jaka jestem cholernie, obrzydliwie, bezczelnie, nieznośnie, do bólu, szczęśliwa.
Przepraszam, że nie jestem twardym jak skała synem, a córką bardziej przypominającą konstrukcją budyń, ale robię, co mogę, żeby dać z siebie, mimo oczywistych ograniczeń, wszystko. Przepraszam, że nie śpieszy mi się do białej sukienki i zmieniania pieluch, jeszcze jest tyle rzeczy, które chciałabym zrobić, miejsc i ludzi, których chcę poznać, że musisz jakoś znieść fakt, że przez bliżej nieokreślony czas to na Tobie będzie spoczywał obowiązek bycia najważniejszym mężczyzną mojego życia.
***
(Nietrudno zauważyć, że dzisiejszego wpisu nie zamieściła Radomska,
a Olesia, córka swojego taty.)
WSZYSTKIM TATOM, MĄDRZEJRZYCH, NIŻ ONI SAMI DZIECI IM ŻYCZĘ, KTÓRE ROZUMIEJĄ, ŻE WSZYSTKIE RODZICIELSKIE BŁĘDY, BYŁY PO PROSTU  ZWYCZAJNIE LUDZKIE I które ZDOBĘDĄ SIĘ DZIŚ  NA HUCZNE „DZIĘKUJĘ”.
A sobie, z  okazji urodzin, to kurwa życzę bezglutenowej i bez nabiałowej czekolady, bo jeszcze jeden dzień bez i zagryzę kogoś, autentycznie oszaleję.
Mam oficjalny zakaz pisania tutaj o swojej rodzinie. A szkoda, bo chociażby mój 4 letni siostrzeniec mógłby stać się bohaterem niejednego wpisu –  kilka dni temu uwierzył, że kupiłam mu w prezencie przedłużać i zajarany bawił się nim, jak gdyby to było Lego, co najmniej 30 minut. Mama mówi, że jeśli napiszę tu cokolwiek o niej, to udostępni kiedyś prasie moje najmroczniejsze zdjęcia z dzieciństwa i będzie opowiadać w wywiadach, że jestem gorszą córką niż Edyta Górniak. Jako, że mogłam się kiedyś poszczycić tytułem najbrzydszego dziecka w powiecie, sporo ryzykuję pisząc z okazji 23 czerwca o swoim tacie.

 

Nasz, dwudziesty trzeci z kolei, 23 czerwca

To już kolejne, podwójne, święto moje i mojego taty.  Tato po części obchodzi je dzięki mnie (po części, bo mam jeszcze starszą siostrę), ja za to absolutnie tylko jemu je zawdzięczam.  Dokładnie 23 lata temu mojemu tacie miał się urodzić syn. Chyba przymus czerpania radości z zaistniałych faktów, a nie ze spełniających się marzeń mamy z tatą we krwi. bo  zamiast syna, przytrafiłam mu się ja.

***

Ten dzień ma co roku dokładnie ten sam schemat. Któreś z nas pierwsze sięga po telefon i z dziwnym zmieszaniem w głosie wydaje z siebie banalne  i, wbrew pozorom, cholernie wymowne „wszystkiego najlepszego”. Trochę mnie przeraża, że mimo znajomości tylu mądrych słów, wciąż nie potrafię rozmawiać z najważniejszym mężczyzną w moim życiu, ale pozostaje mi żywić nadzieję, że obydwoje wiemy, o co w tej ciszy i banałach chodzi.

Mój tato nie jest bogatym biznesmenem ani filmowym gwiazdorem, a rolnikiem i chyba jedyną osobą na świecie, która może poszczycić się tym, że prawdopodobnie wszyscy go szanują i lubią. Słyszeli o nim tylko najbliżsi, nie widział w zasadzie nikt ze znajomych z podstawówki i nie napisała o nim słowa nawet „Nasza Gmina”. Może gdyby się upił na imprezie, albo pokazał cycki lub przynajmniej nagrał popową piosenkę bez treści, ale z chwytliwym refrenem, udałoby mu się zaistnieć w społecznej świadomości. Niestety, mój tata ma strasznie dużo pracy i nie ma czasu na pierdoły. Średnio mu wychodzi snucie historii i opowiadanie o sobie. Przyjemność i zaszczyt opowiadania o nim niechaj zatem przypadnie mi.


Chciałabym napisać, jakie to szczęście, być córką kogoś takiego, jak on i razem z nim świętować 23 czerwca.Mój tata ma rumianą przaśną twarz i najcieplejsze niebieskie oczy na świecie. Takie mądre, ale i trochę naiwne, takim smutkiem i naiwnością, której nie umie opisać, ale nie dlatego, że nie dysponuje bogatym słownictwem. One po prostu nie dadzą się opisać chyba w żadnym języku świata. Mój tata ma tak spracowane i szorstkie ręce, że kiedy wsuwałam w jego dłoń swoją, jeszcze kiedyś małą, pięść, można było usłyszeć szelest. To są najpiękniejsze i najdzielniejsze dłonie na świecie. Właśnie takie powinny łapać każdego, kto się potknie i upada albo z dużej wysokości, wynikającej z bolesnej różnicy pomiędzy „chcę” a „mogę”.  Te ręce wiele razy nie dały rady mnie złapać, bo fizycznie nie było ich przy mnie, albo tez nie miały pojęcia, że są potrzebne. I do tego  nigdy nie nauczyły się zaplatać warkoczy, ale  na szczęście zawsze, z precyzją snajpera,były w stanie uwiązać koński ogon.

 

Gdybyś zapytał mnie, co lubi mój tata, najpierw bez wahania powiedziałabym, że makaron z toffi, kreskówki z Looney Tunes i programy podróżniczo-przyrodnicze. A potem uraczyłabym Cię cholernie  za długą i smutną pauzą. Mój tata zaczyna każdy dzień około 4 nad ranem. Nie ma wakacji, wolnego, nie wie co to weekend. Za granicą był ostatni raz 20 lat temu, ale praca w Niemczech też nie przypominała urlopu. Nigdy nie byliśmy razem nad morzem, ani w górach. To nie on uczył mnie jeździć na rowerze. Nigdy nie mógł przyjść na żadne rozdanie nagród konkursów recytatorskich, ani przedstawienie, ale z dziwną czujnością rejestrował każdą tróję z matematyki. Wiem, że zawsze miał wobec mnie trochę inne oczekiwania i plany, ale dzielnie, ze stoickim spokojem, znosił swoje mną rozczarowania.  Kilka razy przyszło mu do głowy pójść nawet na wywiadówkę, ale po tym jak raz wrócił, wyglądając jakby ktoś go  zastraszył i okradł,  nie potrafił zrekonstruować chociażby minuty ze spotkania z wychowawcą, a dzień później okazało się, że zgłosił się do Rady Rodziców, raz na zawsze sobie odpuścił.

 

Mój tato, kiedy nie pracuje, nie je i nie śpi, nie ogląda wiadomości i nie bawi się z wnukiem- milczy. Kiedy przyjeżdżam do domu na weekend i zaszywam się z laptopem w swoim starym pokoju, on tylko wchodzi po to, żeby nic nie powiedzieć, zobaczyć, że jestem, spojrzeć w taki sposób, jak patrzą na mnie ludzie, którym cholernie na mojej Radomskiej osobie zależy. Nie musi dodawać nic więcej. Ewentualnie wcisnąć mi batona, mimo, że wie, że nie powinnam, bo przez to jego okazywanie uczuć jestem trochę za gruba. Ta cisza i wzrok są  bardzo wymowne.  I w związku z tym, że spędzamy ze sobą coraz mniej czasu, coraz częściej dociera do mnie, jak bardzo mi jej brakuje.

***

Mogłabym się założyć, że tata bardzo wiele chciałby mi opowiedzieć. Wiesz, o wszystkim tym, co rodzice chcą i powinni opowiadać swoim dzieciom. Powinien znać mnóstwo anegdot, opisywać masę tych miejsc, które w swoim życiu zobaczył,  opowiedzieć o ludziach, których spotkał. Tata jednak milczy. I może po prostu już taki jest, że nie ma w sobie nic z wodzireja. Coraz częściej boję się jednak, że  nie ma mi nic do opowiedzenia, bo przez to, że poświęcił całe życie, żeby pracować i zarabiać pieniądze, które ciągle inwestuje we mnie i moje zachciewajki, pomysły i marzenia, nie zdążył spełnić własnych.

 

***

Kiedy dzieci są małe, przed snem opowiada się im bajki o spełniających się marzeniach i szczęściu, które spotka każdego, kto na nie zapracuje.  Chciałabym mieć taką moc, żeby pozwolić tacie spokojnie usypiać. Prawdopodobnie nie zdążyłabym się rozwinąć, bo mój tata zasypia w 3 sekundy z otwartymi oczami i cholernie głośno chrapie. Ale gdybym miała opowiedzieć mu coś przed snem…

To chciałabym mu snem powiedzieć, że cholernie dziękuję, że mogę pisać ten tekst w pokoju wynajętego mieszkania, siedząc przy pełnej lodówce i ocierając z oczu tusz, opłacony, tak jak mieszkanie, jedzenie i wszystko inne za co trzeba płacić, z jego pieniędzy. Chciałabym podziękować za ten kursu tańca w podstawówce, bo dzięki temu naprawdę wiem i nie mam wątpliwości, że się do tańca nie nadaje i skupiłam się na pisaniu. Za pobłażliwe ignorowanie recytowania, występowania, grania i pisania, bo dzięki temu się uparłam i po X latach, kilka miesięcy temu miałam usłyszeć najpiękniejszy komplement z jego ust pt. „Dziecko, Ty potrafisz tak pisać?!

Chciałabym podziękować mu za kredyt zaufania i możliwość wyprowadzenia się z domu, kiedy w zasadzie byłam jeszcze dzieckiem i pokazać sobie i jemu, jaka jestem dojrzała i dzielna, choć, o losu ironio, nie raz zgubiłam podróżną torbę i zalałam sąsiadów. Dziękuję za wszystkie kupione tajemnicy przed mamą słodycze, nie zawsze ładne sukienki i nieustanne dedykowanie mi „Mojej małej blondyneczki” przy użycia starego samochodowego radia w starej skodzie.

Kochany Tato,

W dniu Twojego 27 Dnia Taty, a moich 23 urodzin chciałabym ci napisać (przepraszam, ale nie wychodzi nam rozmawianie) bajkę do opowiadania przed snem pt. „Jeszcze się odwdzięczę”. Chciałabym (niestety nie mogę) obiecać Ci, że po cholernej socjologii znajdę jednak jakąś dobrą pracę, że to całe pisanie będzie miało jakiś pożytek większy, nić sprawianie mi radości.  Chciałabym Ci obiecać, że kiedyś zaproszę Cię do mojego pięknie urządzonego mieszkania z przytulną kuchnią, w której będę przypalać kotlety. Cholernie przeraża mnie to, że w wieku 23 lat nie mam pojęcia, co ze mną będzie, ale wiedz, że nie musisz się o mnie bać, bo ja jestem Twoja, więc w każdej sytuacji i warunkach najzwyczajniej sobie poradzę, mam  jednak jednocześnie naiwną nadzieję, że niedługo zobaczysz, jaka jestem cholernie, obrzydliwie, bezczelnie, nieznośnie, do bólu, szczęśliwa.Przepraszam, że nie jestem twardym jak skała synem, a córką bardziej przypominającą konstrukcją budyń, ale robię, co mogę, żeby dać z siebie, mimo oczywistych ograniczeń, wszystko. Przepraszam, że nie śpieszy mi się do białej sukienki i zmieniania pieluch, jeszcze jest tyle rzeczy, które chciałabym zrobić, miejsc i ludzi, których chcę poznać, że musisz jakoś znieść fakt, że przez bliżej nieokreślony czas to na Tobie będzie spoczywał obowiązek bycia najważniejszym mężczyzną mojego życia.

***

Mój tata przeczyta ten tekst prawdopodobnie jako jeden z ostatnich. Normalnie, z okazji Dnia Ojca,  dostałby trzeci tom Cejrowskiego, żeby chociaż poczytać o tych wszystkich miejscach, których może po części przeze mnie, nie udało mu się zobaczyć. Minęły jednak 2 lata, od kiedy tata dostał pierwszą część cyklu. I wciąż nie znalazł czasu, żeby do niej zajrzeć. Niechaj częścią tegorocznego prezentu będzie ten tekst. Mam nadzieję, że znajdzie czas, aby go przeczytać.

***

WSZYSTKIM TATOM, MĄDRZEJRZYCH, NIŻ ONI SAMI DZIECI IM ŻYCZĘ, KTÓRE ROZUMIEJĄ, ŻE WSZYSTKIE RODZICIELSKIE BŁĘDY, BYŁY PO PROSTU  ZWYCZAJNIE LUDZKIE I które ZDOBĘDĄ SIĘ DZIŚ  NA HUCZNE „DZIĘKUJĘ”.

_________________________

A sobie, z  okazji urodzin, to  życzę bezglutenowej i bez nabiałowej czekolady, bo jeszcze jeden dzień z alergiami i zagryzę kogoś, a sama autentycznie oszaleję.

______________________________

ZAPRASZAM NA FB: MAM WĄTPLIWOŚĆ