wkr

Kiedy nosiłam Lenona pod sercem, a prawdę mówiąc to bardziej na pęcherzu, wokół mnie panowała moda na krytykowanie matek, którym na punkcie swoich dzieci odwaliło i konają w konwulsjach pieluszkowego zapalenia mózgu. Ojej- myślałam sobie wówczas- jak tak można całą dobę warować przy kimkolwiek i przekonywać siebie i świat, że to cudowne? Potem urodziłam.

I albo mody szybko się zmieniają, albo każdy musi dostawać po ryju bez względu na to, jak pokieruje swoim życiem, bo teraz obrywa się kobietom, które w pędzie za karierą, stanowiskami, ratą kredytu, potrzebą odpoczynku i osobistymi aspiracjami nie stawiają swojego rodzicielstwa na piedestale. Nie powiem- rzekłam znów, zupełnie jakby mnie ktoś pytał- dziwię się swoim korpoznajomym, którzy pracują w wymiarze godzin nie pozwalającym ani się wyspać, ani wrócić do domu o ludzkiej porze, jak znajdują czas na te swoje pasje, joggingi, fitnessy, siłownie, lektury, wyjazdy i czy, tak zwyczajnie, nie tęsknią za swoimi dziećmi i co mówią kiedy tęsknią one. Kim ja jednak jestem, żeby mówić innym jak żyć?

Szybkie spojrzenie w kalendarz, ku mojemu zdziwieniu jest 11 marca, a nawet środa. Lena śpi od 20 minut, co przy jej trybie funkcjonowania daje mi jeszcze jakieś 25 na prysznic, jedzenie albo dokończenie tego tekstu. Po 17 miesiącach macierzyństwa, nie doświadczywszy ani jednej przespanej nocy, już zupełnie bez emocji, bo odłożyłam ten tekst na kilka godzin, żeby odparował, chciałam tylko napisać, że

Mam już w dupie.

Mam już w dupie wszystkich doradców, psychologów, a już przede wszystkim mam w dupie tych pseudodoradców i pseudopsychologów, którzy pchają mi się ze swoją prawdą objawioną na temat każdej dziedziny życia.

Mam w dupie słuchanie, czym i jak długo karmić swoje dziecko, jak je usypiać, jak spędzać czas i ile czasu mu poświęcić. Mam dosyć wszechobecnej krytyki, tych zasranych spojrzeń ludzi widzących jak podaję Lenie frytkę w Mc Donalds, jak zdejmuję jej kurtkę pośród dzieci w puchówkach, doradztwa zawodowego ludzi, którzy nie płacą moich rachunków. Jak tak można- przeczytałam w kolejnym dziennikarskim hicie-dziecko w wózku pchać, a w łapie telefon trzymać i wszystko w dupie mieć. Ano można- odpowiem. Tak jak można jedną ręką odcedzać kartofle, drugą myć wannę, nogami odganiać dziecko od śmietnika i tańczyć lambadę, żeby nie płakało. Nie przespałam ani jednej nocy, od dawna nie zjadłam w spokoju i nie wzięłam dłuższej kąpieli, więc, kurwa mać, nikt mi nie będzie mówił, kiedy wolno mi korzystać z własnego telefonu i przez pryzmat owego korzystania oceniać mojej moralności, dojrzałości czy człowieczeństwa.

Żyjemy w czasach w których wszyscy roszczą sobie prawo do patrzenia komuś na ręce. Wystarczy jedno nieodpowiednie zachowanie, a  gdzieś tam, we wszechobecnym internecie, jakiś szlachetny obserwator z pewnością je opisze, a stado sępów zleci się oceniać, opluwać, oskarżać to, jakim jesteś człowiekiem. Nie dziwne trochę, że na cudzym podwórku zawsze syf, a u nas parkiet tańca z gwiazdami?

Chętnie pobawię się w Rozenkową i odwiedzę domy owych mędrców. Sprawdzę, czy mają umyty kibel, poukładane ubrania, jak miewa się ich tężyzna fizyczna, czy wystarczająco często uprawiają seks, czy nie pracują za mało, albo za dużo, czy się w rodzicielstwie nie zatracili albo czy za bardzo go nie lekceważą. A nade wszystko pragnę poznać małych szczęśliwców, pociechy tych ludzi, którzy  wprowadzili swoje złote myśli w życie.

Czasami sobie myślę, że Lena właśnie dlatego funduje mi tak mało snu, bo dzięki rezerwom energii nie mam już siły trwonić jej na ludzi, którzy nie chcą mi pomóc, a jedynie wejść z butem ubabranym w psim gównie do domu i zatańczyć, jak Stefano Terrazino, na moim dywanie.

Bo dopóki mówiąo swoich dzieciach albo mądrościach z książek, dopóki nie są mną i nie urodzilimojego dziecka, dopóki nie wstają do niej w nocy  to… nie mają racji. Przykro mi.

Są dni, kiedy ogarniam – w domu pachnie obiadem i płynem do podłóg, dziecko jest nieawanturujące się, morda przypudrowana, tusz wyrzęsowany. Bywa, że mam ochotę ukrzyżować się na dywanie, ale wiem, że Jak tylko się położę, to Lenka przyjdzie robić patataj na potylicy, daj Boże w czystej pieluszce. A wówczas Wasze rady są jak gąbka z octem.

Odbieram Wam prawo, bo wasz fenomenalny czwartek, to mój ciężki wtorek, bo kiedy ja tańczę w środę, wy łykacie gluty po kryjomu. I nie chodzi tylko o reżim rodzicielski, ale o całokształt.

Chcesz być szczęśliwy- proszę bardzo. Wolisz frustracje- smacznego. Dokonuj wyborów, ponoś konsekwencje i daj innym święty spokój. Bo spełniony i szczęśliwy oraz pewny siebie, tudzież głupi, to oleje zignoruje, nie przejmie się, bo to nie on jest targetem tych słów. Prawdziwy odbiorca zakrztusi się jedynie poczuciem winy. A dopóki poczucie winy nie potrafi domyć mojej kuchenki nie jest mi do niczego potrzebne.

Idź teraz do kogoś umierającego z głodu, zapytaj, czy nie pomyślał o tym, żeby zrobić sobie kanapkę i daj znać, jak się miewasz po uratowaniu kolejnego istnienia od zagłady.

Jest 21:58 ja idę spać.