3/4 Polaków odziało się w niedzielę odświętnie i wyruszyło ku swoim matkom, aby złożyć im prawilny i należyty tudzież przynajmniej taki, jaki okazać wypada, hołd i celebrować wspólnie święto narodowe zwane Dniem Mamy.

Święto wspólne, bo każdy mamę miał lub ma i tego elementu w biografii przeoczyć się nie da, choć być może genetycy i naukowcy niebawem uwolnią nas od ciężaru kontaktów międzyludzkich, w tym seksualnych. Niemniej jednak, póki co…

Białe bluzki odziane, rajstop naciągnięty, wierszyk nauczony. Spikerzy wszelkich stacji, admini wszystkich marek w social mediach, tworzą ody do kobiet, których macica powiła na świat kolejne istnienie, a każda z drogerii oferuje w zamian za wykonane zadanie zniżkę na perfumy i podkład.

Tego dnia wszyscy kochają mamy, piszą dla jich poematy, doceniają i stawiają pomniki. I może nie każda mama się ze mną zgodzi, bo cóż złego w bukiecie kwiatów i która nie lubi ryczeć słuchając poezji ku swojej chwale, ale wydaje mi się, że Mamuni dużo bardziej niż kwiat i pompatyczny dzień, przydałaby się normalność i szacunek na co dzień.

Czego mamunia nie chce?

Mamunia wolałaby mniej dyskusji na swój temat bez swojego udziału – o antykoncepcji, o aborcji, o wieku, w jakim powinna lub nie powinna mieć dzieci, jak je wydawać na świat, czym karmić i czy macierzyństwu oddać się w całości, czy nie do końca.

Mamunia dziękuje za wszystkie podszyte troską kąśliwe i oceniające uwagi – od tych niewinnych o brak czapeczki i kompetencji, po odważne i groteskowe, jak te, że wszystko co złe, to jej wina albo zaniedbanie i matką nigdy zostać nie powinna, bo uważa tak Pan Grzegorz spod piątki, wytrawny kierowca koparki i fan futbolu.

Mamunia jest wdzięczna za wszystkie grafiki z przystojnymi panami, za zapewnienia producenta środka do WC, że jest ważna i leku na ból głowy, że niezastąpiona – wiersze nie sprawiają, że się lżej idzie z zakupami i umysł ma rześki, kiedy trzeba nadzorować odrabianie przez dziecka lekcje.

Czego by zatem mamusia chciała?

Och jasne, przydałoby się wsparcie formalne i instytucjonalne, elastyczne zatrudnienie, wolność wyboru i takie tam idealistyczne słodkości, ale matka nogami po ziemi stąpa raczej mocno, ma sporo na głowie i to trzyma stabilnie jej ciało przy gruncie. I wydaje mi się, że… Zamiast wielkiego bukietu od święta, wolałaby małe gesty na co dzień.

Zobacz ją z brzuchem w tramwaju – przed nią wiele wyzwań i jeszcze zdąży się nałazić z dzieckiem na rękach i nie raz przyjdzie jej spać na podłodze przy szpitalnym łóżku.

Zobacz jak idzie objuczona siatami z marketu, kiedy biegniesz na siłownie – życzliwość rozwija lepiej niż crossfit.

Zamiast komentować, że wygląda jak siedem nieszczęść, zapytaj, czy możesz zabrać jej dzieci na popołudnie albo podrzucić zupę.

Zaproś na kawę i zrób po prostu to, czego sam chcesz, kiedy masz wszystkiego dosyć.

Nie strasz, że to jeszcze nic i najgorsze przed nią, bo najgorsze jest właśnie takie straszenie i gadanie.

Nie komentuj po kątach, co z niej za matka, zapytaj wprost, czy możesz jej pomóc.

Kiedy widzisz ją – z wózkiem, z naręczem zabawek, w biegu między przedszkolem, wywiadówką, marketem, a pracą, zatrzymaj.

I przypomnij jej, jakie to ekstra, że jest – bo gdyby nie mamy, świat nie wiedziałby kompletnie co to znaczy bezinteresowna miłość mimo wszystko.

Przyłapana na papierosie nie chce słyszeć, że jest patologią.
Bo macierzyństwo nie kanonizuje. Jeśli już chcesz się odezwać to powiedz, że chętnie zajmiesz się 5 minut jej dzieckiem i jeśli chce, niech sobie w spokoju, z dala od niego zapali, bo przecież zaszkodzić nie chce.

Stojąca w markecie w towarzystwie histeryzującego dziecka nie potrzebuje oceniających spojrzeń i dezaprobaty. Zamilknij, jeśli już nie możesz się zdobyć na proste: każdy ma gorszy dzień i każdy rodzic zna to  z autopsji, musimy się wspierać, dopóki się nie wyprowadzą – dodane z życzliwym uśmiechem.

Nie depcz, kiedy twierdzisz, że chcesz coś budować, bo burzenie bloków nie sprawia, że drzewa rosną.

Uśmiechnij się do niej.

Powiedz, że wykonuje cholernie ważne zadanie.
I że jest wyjątkowa – bo życie przeraża samo w sobie, a ona zdecydowała bać się do końca świata o to własne.

Fajnie, że zaganiasz dzieci do rysowania laurek, ale większe show zrobisz, kiedy regularnie przejmiesz je popołudniu i położysz spać, żeby ona wzięła prysznic nim padnie.

Mama nie chce być Superbohaterką. Chce być traktowana jak człowiek przez człowieka.
Życzliwie.Taki do zastąpienia, który miewa dosyć, wątpi, ma gorsze dni, czasem nie daje rady i nie umie prosić o pomoc, bo tłoczy mu się do głowy, że mama albo ze wszystkim sobie radzi albo jest mamą złą.

Serio. Ciepłe słowo dekoruje lepiej niż bukiet. Sprawdzisz?


zdjęcia pochodzą z sesji dla Akardo.pl – marki, której ambasadorem jestem.