Te, które planowały dziecko od zawsze i nie wyobrażały sobie życia bez niego,  a na wieść o ciąży płakały ze szczęścia. I te, którym dziecko kojarzyło się z istotą pozaziemską, które wpadły i ryczały z tego powodu z rozpaczy. Do Was piszę.

Do mam po przejściach trudnych i niewyobrażalnych i tych do rangi trudnych i niewyobrażalnych wynoszących codzienność Chciałam Wam coś powiedzieć.

Tym wyluzowanym tak, że ręka swędzi, aby zadzwonić czasem po opiekę społeczną i tych biegających do lekarza z każdym pierdnięciem i kichnięciem. Tych, które uczą swoje dziecko cierpliwości nie reagując na jego płacz i te, które biegną z otwartymi ramionami na dźwięk każdego jęknięcia przekonane, że od hartowania to jest świat, a mama od absurdalnej i zakrawającej o psychozę miłości. Mam dla Was wiadomość.

Dla tych, którym macierzyństwo dodało skrzydeł i pewności siebie, dla tych, dla których wypełniło definicję kobiecości. I tych, które bez względu na ilość doświadczeń, dzieci i lat na koncie, ciągle czują się niepewne i zestresowane jak przed ważnym egzaminem. Muszę Wam coś powiedzieć!

Tym nieśmiałym, okazującym czułość półszeptem, ukradkiem, traktującym każdy ciepły, nieco infantylny zwrot, jak największą tajemnicę i skarb. I tych rozhulanych i głośnych, które swoją obecnością wypełniają cały park. Dla Was parę słów.

Dla tych, dla których macierzyństwo jest wyzwaniem życia, polem walki na którym mierzą się z własnymi traumami i słabościami i dla tych które w ogóle nie rozpatrują go w jakichkolwiek górnolotnych kategoriach.

Dla tych, które miały szczęśliwe dzieciństwo i pragną naśladować swoje matki i dla tych, dla których pierwszym celem jest bycie matką inną niż ich własna.

Dziękuję Wam.

Za to, że mogę Was obserwować i słuchać. Za to, że dzięki blogowi mam szanse Was poznawać. Że przeczycie teoriom o beznadziejności tego świata, jadąc do mnie  z końca miasta, aby dostarczyć ułamany uchwyt do karuzelki. Płacicie za taksówki, aby napić się ze mną kawy i poznać moją córkę. Poświęcacie swój czas i wysyłacie wiadomości i maile.

Dziękuję Wam, nawet jeżeli nie mam z Wami wspólnego nic, poza wypełnianiem tej samej życiowej roli. Dziękuję Wam, bo dzięki Wam więcej wiem, widzę więcej i szerzej, uczę się słuchać, wyciągać wnioski -wiem, jaka bardzo chciałabym być i czego wolałabym uniknąć.

Zachwycacie mnie. Odkąd urodziłam dziecko nieprzerwanie. Przemęczone i przezroczyste z niewyspania w dresie, kiedy to wózek na spacerze pcha Was, bo Wy nie macie siły. Odstrojone i wystylizowane jak telewizyjne pogodynki. Normalne i zwyczajne. Niezwykłe i niesamowite. Wykształcone i elokwentne, przaśne i wulgarne. Wszystkie.

I dziękuję za każdy gest, ciepłe słowo,  wsparcie, uwagi, wspólną rozmowę, spacer i plotki- nawet jeżeli jednorazowe, bo za bardzo się różnimy.

Dziękuję.  Bo poza zyskaniem skarbu w postaci dziecka zyskałam cudowną świadomość, że ten beznadziejny świat jest pełen kobiet, które zabiłyby z miłości do drugiego człowieka, które są zdolne, żeby się zatrzymać, poświęcić i kochać bezwarunkowo.

Cieplej mi, lepiej i bezpieczniej.

Cudownego weekendu Dziewczyny