Tak się złożyło, że zima nie tylko mi wyszła bokiem i może nie jest to tak ekscytująca wieść jak ta o planach porodowych Gardias czy spuchniętych stopach Kim KArdishan. Niemniej jednak sprawia to, że wszystkie bieżące wrażenia, ekscytacje, nowe odkrycia i rozczarowania związane z ciążowym stanem naprawdę MAM z kim dzielić.
Ten blog powstał po to, aby przymknąć oko. nabrać dystansu. Obśmiać lęki i niekoniecznie tylko różową prawdę. A ten tekst powstaje, bo ja i inne przyszłe mamy, po prostu mamy kurwa dość. Kogo?Nie, nie partnerów, którzy sąoszołomieni sytuacją bardziej niż my, nie rodziców i teściów, którzy traktują nas już tylko jak inkubatory, jak kurierów, którzy mają dostarczyć hiper ważne przesyłki. Innych matek.
Drogie Matki!
Nie mamy pojęcia, co tak strasznego wyrządzili wam partnerzy, dzieci, ciąże i inni ludzie, że musicie przekreślić i podważyć KAŻDĄ najmniejszą radość kogoś, dla kogo wszystko, co w związku z ciążą przeżywa jest NOWE, PRZERAŻAJĄCE i EKSCYTUJĄCE. Czujemy się jednak wobec Was bezradne.
Nie wolno nam cieszyć się z faktu ciąży, bo na pewno jest nieplanowana, przekreśliła nam życie i kariery, a jej sprawcy zostali w nią wrobieni. Jesteśmy głupie ciesząc się z rosnącego brzucha, bo za moment będziemy miały go dość. Kiedy nie możemy się doczekać dziecka, to jesteśmy jeszcze głupsze, bo nie mamy pojęcia o czym mówimy- na szczęście stoicie na straży i czujnie pilnujecie, abyśmy były doinformowane. Odkąd zaczęłyśmy z Wami rozmawiać, zaczynamy żałować KAŻDEGO zdania, bo w waszych oczach i waszych opowieściach ciąża, poród, noworodek, niemowlę, dziecko to gehenna.
Nie wiem, czy robicie to z troski, czy boli Was fakt, że ktoś inny może wydawać się trochę bardziej szczęśliwy, nawet jeśli wynika to z niewiedzy, nieświadomości i naiwności. Nie wiem, czy czułybyście się usatysfakcjonowane, gdybyśmy już teraz narzekały na złe samopoczucie, tycie, problemy z cerą, tyciem i inne niefajne objawy towarzyszące ciąży, jesteśmy jednak przekonane, że takie rzyganie frustracją byłoby dla was tylko kolejnym pretekstem do wyżywania się na nas i pisania:
„że wasza ciąża to był 8 cud świata, z porodówki wyszłyście chudsze i piękniejsze iw ogóle nie wiecie co to poród”
Nie rozumiem, jak TAK bardzo podłe mogą być kobiety dla innych kobiet, kiedy to właśnie chyba w takim życiowym momencie powinny się najbardziej wspierać. Mam ochotę pozbierać Wszystkie wasze maile, komentarze, wpisy, wypowiedzi, pochować do kopert i wręczyć kiedyś waszym dzieciom z tekstem „Twoja matka Cię kochała chyba, tego nie wiem na pewno bo nie wspominała, ale tu masz listę rzeczy za które nienawidzi Ciebie, ludzi i zycia”
Kurwa mać, czy naprawdę musimy być uznane za idiotki? Czy kiedy cieszymy się z brzucha to znaczy, że nie wiemy, ze zaraz będziemy wyglądać jak morsy? JAK TO JEST nie wiemy na pewno, ale żadna cudza relacja nas w taką wiedzę nie wyposaży.
CZY NA KAŻDY POST, WIEŚĆ, NAJMNIEJSZĄ RADOCHĘ, ŻART MUSI SIĘ ZNALEŹĆ KTOŚ KTO PRZYPOMNI NAM JAKIE CIĘŻKIE I WSTRĘTNE JEST ŻYCIE?!  dziękujemy  za sprowadzenie mnie na ziemię. odechciewa się pisać. jakbyśmy marudziły, truły i narzekały,to ludzie by nas zjedli, ze nie doceniamy cudu, a kiedy jesteśmy szczęśliwe, to muszą przypomnieć, ze to minie i jest głupie. 

Ludzie publicznie obnoszą się ze swoją zmianą pracy, awansem, złym humorem, bólem głowy, ślubem i sraczką, czy takie to dziwne, że nie umiemy przemilczeć TAK SPEKTAKULARNYCH ZMIAN w naszym życiu, które z pewnością odmieni je na zawsze?A w jaki sposób – nie mamy pojęcia, ale zaraz się dowiemy. Wy też przecież nie miałyście, naprawdę już nie pamiętacie…?
Czy całą ciążę musimy przegapić martwiąc się o poród i przyjęcie nowej życiowej roli? Czy cały okres posiadania maleńkiego dziecka, mamy przemodlić, żeby zaczęło być samodzielne, a kiedy zacznie być samodzielne płakać, że nie może usiedzieć na dupie? Czy będzie nam wolno płakać razem z dzieckiem, kiedy będzie ząbkować, czy to też jest głupie, bo prawdziwe dramaty i tak zawsze będą przed nami?

Po prostu przestańcie nam wmawiać, że macierzyństwo to cud świata czy najgorsza tragedia. Bo odkąd czujecie się uprawnione do dawania komuś rad, mam wrażenie, że jesteście moim największym wrogiem, który tylko czeka, aż zapłaczę, aż powinie mi się noga, żebyście mogły powiedzieć „a nie mówiłam, zobacz jak masz przesrane, ha!”
Ludzie kochany, ja naprawdę znam smak depresji i nie zamierzam tej dziwki już do siebie wpuszczać, a wiem, że rewolucja hormonalna i ilość lęków mogą uchylić jej drzwi. Miałam nadzieję, że pozostaniecie życzliwe, że mogę liczyć na radę, kiedy poczuję się zagubiona, na rzeczowe wskazówki.
Jeżeli jednak na każdą dobrą wieść – „dziecko kopie” – „zaraz tak cię będzie napieprzać, że nie uśniesz”,  „to dziewczynka” – „będzie wolała tatę i cię oleję”, „bolą mnie plecy” „teraz to ty jeszcze nie masz pojęcia o bólu – macie swoją ciętą ripostę, to naprawdę nie rozmawiajmy. Wy pielęgnujcie swoje frustracje, a my będziemy się uczyły wszystkiego na własnej skórze, same. Przykro nam, bo naprawdę liczyłyśmy na wsparcie, ale wy tylko umiecie potęgować strach. Pielęgnujcie swoje frustracje, bo my i tak nie unikniemy własnych.
Wszystkie mamy jakie znam, z którymi trzymam sztamę, zostają nimi po raz pierwszy. Wszystkie pracują i będą pracować dopóki to możliwe, bo chcemy zasłużyć na swój macierzyński i najbardziej jak się da, skrócić wykluczenie z rynku pracy. W naszych życiach zachodzi prawdziwa rewolucja, a tempo zmian jest takie, że nie mamy nawet czasu przyjrzeć się dokładnie własnym odbiciom w lustrze. Przed nami masa przygotowań, wyzwań,  znoszenie uciążliwości ciążowych.
Nie ma w naszym życiu miejsca na sfrustrowanych, nieszczęśliwych ludzi, którzy poprawiają swoje samopoczucie cudzym kosztem. Bo być może same będziemy sfrustrowane, zmęczone i wściekłe, ale na razie nie jesteśmy. Kiedyś też umrzemy, gdybyśmy mieli się bawić w snucie wizji na przyszłość, co nie zmienia faktu, że teraz jeszcze krew krąży, przy takich skokach ciśnieniach się w zasadzie gotuje.
Mam nadzieję, że satysfakcję wynikającą z tego, że ktoś przez was nie śpi ze strachu i czuje, że nie wolno mu się cieszyć, postawicie sobie gdzieś na kredensie, w widocznym miejscu, aby móc się cieszyć swoim tryumfem. 
Tymczasem ja, zupełnie szczerze, nie zamierzam zatruć mojemu dziecku całej ciąży, bo już oberwało swoje przez to, co robię i co jak przeżywam – już Wam dziękuję. 
Pomysł blogowania o ciąży i swoich przemyśleniach oraz robienie sobie jaj z przygotowań do rozstępów  i porodu uważam za niepotrzebny, głupi i naiwny.

Dziękuję bardzo za uwagę i życzę Wam, abyście poczuły się Szczęśliwe, cokolwiek to dla Was znaczy i dały poszukać własnej recepty na szczęście tym, które jeszcze mniej wiedzą i mniej przeżyły.