My się go boimy, na palcach chodzimy, jak się zbudzi – będzie zły. Dziś o trollu, którego sama obudziłam i napuściłam, sama nakarmiłam i nieomal wysłałam w świat. Jak to? Przecież hejterem zwykle są Ci „smutni, zakompleksieni, nieszczęśliwi, zazdrośni ludzie, ale nie ja! Nie Ty”!!!

Zaczęło się niewinnie. Wpadł mi wolny, pogodny dzień, wprost idealny na nagrywki vloga i postanowiłam wykorzystać go w pełni, nagrywając kilka odcinków vloga – sprytnie – na zapas. Tak, by zgromadzić materiał na kilka tygodni,  a potem wciskać jedynie opublikuj i chełpić się swoją zaradnością. Poszczególne nagrania przecinałam jakimiś domowymi zajęciami, bo gosposia znów miała wychodne i ciągle jej nie ma, menda łazęga, a w tle słychać było akompaniament radia.

Nadstawiłam uszy i tak oto dotarł do nich najnowszy owoc muzycznej pracy zespołu Feel, który po kilku sezonach względnej ciszy, wraca na salony z nowym przebojem. I tak oto pomysł kolejnego odcinka przyszedł sam! Analiza warstwy lirycznej tego bełkotu! Sztos!

Bawiłam się cudnie śmiejąc ze zwrotów, z których wynikało, że podmiot liryczny chce spędzić z adresatką hitu całe życie i to, że nie wie, jak dupeczka ma na imię, zupełnie nie gra tutaj roli. Podgryzałam soczystym komentarzem poszczególne wersy, taka dumna ze swojej błyskotliwości, ciętego dowcipu, zadowolona z pomysłu na nowy format.  Nagranie ukończyłam z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku, a publikację wstrzymałam tylko ze względu na napięty grafik.

Do, udanego jak mniemałam, nagrania wróciłam jakiś tydzień później. Odpaliłam przy okazji i od niechcenia, bo „przecież poszło mi ok” i nagle słyszę jakąś…Jakąś zupełnie  niezabawną dziewczynę, która szydzi z kolejnego kandydata na hit sezonu z refrenem o tym, że cię pragnę, ale nie wiem, coś Ty za jedna, łou oo łou ooo  i gdybym zatrzymała się tutaj..

Nie mam pojęcia kim jest wokalista Feel. Wiem, tyle, ile przeczytałam w Kropce TV u babci, czekając aż dokończy odcinek serialu, ile zaserwował mi portal plotkarski, a co bezrefleksyjnie przyjęłam za prawdę, za powód do szydery.

Od refrenu do sugestii, że lider zespołu z pewnością porzuci też drugą żonę i prosi ją o noszenie plakietki z imieniem oraz to, żeby się przyzwyczajała do nazwiska. Przez ocenę o wymownej treści: cwel zostawił żonę z 2 dzieci i poleciał za młodszą, która wykorzystała moment i zaszła w ciążę…

Zaniemówiłam.
To moja twarz, mój głos, moje żarty, które tydzień temu wydały mi się śmieszne.

I huczące kilka zdań, które wybrzmiało z hukiem w mojej głowie – kim Ty  jesteś Radomska, żeby to mówić? Kim, żeby wykroczyć daleko poza żarty z kiepskiej, Twoim zdaniem, piosenki, i oceniać, szufladkować, dowalać – robić wszystko to, co nie raz tak bardzo Cię zabolało? Co takiego zrobili Ci obcy ludzie, których nie minęłaś nawet w kolejce do WC, żeby wylewać  na nich wiadro pomyj? Kto cię prosił o komentarz i czemu ktoś powinien poświęcić czas żeby go wysłuchać?Bawi Cię to?

Poczucie humoru mam cięte i ostre i bez wahania jadę po zjawiskach, przywarach, wadach, sobie. Pilnując jednak, aby  w komentarzu na temat czegoś, nie uderzać nazwiskami, bo życie pokazało , że rzuca się obelgami łatwo, a trudniej sprzątać. I tylu się na tym przejechało.

Chciałam dobrze, pisząc tekst o Mai, apelując, żeby się skupiła na dziecku a nie gadaniu o bieganiu w śniadaniówkach – dziś sama biegam, a ona nadal ma do mnie pewnie żal i już nie uwierzy w szczere intencje.Niby chciałam dobrze, wyszło raczej nieudolnie.

Chciałam żartobliwie nabijać się ze zjawiska gonienia za urodą i pięknem, skomentować, że Cher z rozpędu za urodą zapomniała umrzeć. Mniemając, że niepoważnie poruszam poważny problem – braku miejsca na starość i udawanie, że to nas nie dotyczy, dowalając jednak personalnie Cher, która niejednokrotnie przyznała się, że ze swoim starzeniem nie może się pogodzić, nie może sobie poradzić.Na pewno byłoby jej lżej czytając „że zapomniała umrzeć”. Raczej nie powiedziałabym tego w twarz. Przecież najostrzej żartuje z tymi, których znam albo siebie samej, tymczasem…

Nie dopilnowałam.

Ja, ta, która niezmordowanie pisze i mówi o tym, że słowa mają wielką moc – budują i niszczą, pozwoliłam na zbudzenie w sobie hejtera. Na bycie nim. Piszę to wszystko z obrzydzeniem, piszę, czując ten dyskomfort w żołądku. Z gorzkim poczuciem, że hejter to nie źli oni, ale głupi ja i Ty. Każdy z nas.

Vlog nigdy nie ujrzy światła dziennego. Jednak sytuację sama zapraszam na salony – ku przestrodze. Dla siebie i Ciebie. Bolesne słowa rzuca się bardzo łatwo, może nawet szybko zapomina, ale czy serio ja albo Ty chcielibyśmy być odebrani, jako obrzydliwe trolle?

Tym razem był to jeden, niewielki vlog. Kilka zdań, skoro jednak doświadczając hejtu sama wydaliłam z siebie tyle okrutnych zdań, to jak mogę oczekiwać oczekiwań od kogoś, kto nigdy nie przeczytał o sobie niczego strasznego w sieci? Szach mat, Radomska. Tym razem zaorałaś się sama…

Przyznacie się do tego, że kiedyś i w Was się obudził hejter? Komentarze są anonimowe. Rachunek sumienia?Hm?