*Tych formalnych, bo nieoficjalnie wiadomo, kto w domu rodzica dzierży władzę…

Drogi Panie Szefie!

Nie wiem, jak się Pan nazywa, to znaczy wiem, jak nazywa Pana mama, ale to oficjalny list, w sumie prośba, więc pozwoli Pan, że nie będę przytaczać, mama nie lubi jak powtarzam brzydkie wyrazy. Piszę, bo mama ostatnio płakała, że chyba Pan ją zwolni i pójdziemy pod most. I że to niby moja wina, bo jestem. Ok, pora sobie parę kwestii wyjaśnić. Pozwolę sobie w imieniu mamy, coś dodać, bo z doświadczenia wiem, że jak się ryczy, to słowa wychodzą bardzo niewyraźnie i ciężko byłoby Panu ją zrozumieć.

Tak, mamie zdarza się trochę spóźnić, ale tylko wtedy, kiedy zatrzyma ją absolutnie ważna sprawa. Jak ostatnio, kiedy zaginęła ulubiona figurka myszy z czekoladowego jajka, albo kiedy uczesała mnie w jedną kitkę, kiedy ja tak naprawdę chciałam warkocze. Bez przesady, zna mnie od urodzenia, takich rzeczy powinna się domyślać, ale pracuje Pan z nią na co dzień i wie, że czasem nawet darcie japy nie pomaga w dotarciu do niej.

Dziwne, że do roboty się spóźnia, terminy czasem zawala, a jakoś nigdy nie zdarza jej się nie odebrać mnie ze żłobka. Nawet jak po drodze naprawdę dzieją się dziwne rzeczy, to ona uruchamia nadludzką siłę, rozbija czołem szybkę zabezpieczającą młotek, tłucze okno i, poruszając się po uchwytach, niczym po lianach, jak Puma albo Lara Croft. wyskakuje z płonącego pojazdu. Czy tam stojącego w korku, by odebrać mnie na czas. Bym broń Boziu nie poczuła, że o mnie zapomniała i nie jestem ważna. To, że do pana biegnie tylko na złamanie karku, kosztem przepocenia koszuli i powiększenia rozcięcia w kiecce, raptem, to po części Pana wina. Ja z niej zrobiłam najważniejszą personę na świecie i ona serio wierzy, że nie dam sobie bez niej rady. A Pan? Przecież wie, że ma Pan ją w dupie, więc trudno się nie odwdzięczyć..

Brzydkie słowo, cofam, chodzi o to, że ja proszę, by mojej mamy nie wyśmiewać i nie ignorować. I doceniać. Tak jak tata, który po części ze strachu, a po części z miłości, nawet nie piśnie, kiedy znów musi jeść rozmrażaną zupę albo przypalonego kotleta. Mama jest strasznie roztrzepana i wszędzie jej pełno – tu niby coś smaży, tam wrzuca pranie, nogą miesza zupę, bawi się ze mną, resztką sił udaje, że nie jest zmęczona no i… Zdarza się. Wrzucić pranie, wyprać zupę, przypalić mnie, pobawić się patelką. Pomyłka ludzka rzecz. Matczyna wręcz. Mama mówi, że nie myli się ten, kto nic nie robi. I w przeciwieństwie do niej, sypia normalnie od kilku lat.

Nie chcę Pana straszyć, ale jeśli zwolni Pan mamę, to pozbędzie się jedynego człowieka, który nie musi spać, jada tylko na stojąco, robi wszystko na raz i potrafi wymyślić o tym piosenkę z rytmem trzynastozgłoskowca i kocha poniedziałki, ba, cieszy się nawet wtedy na pana widok bardziej niż pańska żona kiedykolwiek! Bo wie, że pan to praca, a normalna praca to odpoczynek wobec domowego wyzysku. Zostaną Ci wszyscy normalni ludzie, których zatrudnić może każdy, wystarczy, że zaproponuje im grosik więcej, przekupne, sprzedajne, interesowne hieny. A mama? Wierna jak pies i za psie pieniądze. Bo wie, że nikt inny i normalny matki nie zatrudni. Nawet z możliwości podjęcia ambitnej, kreatywnej, fajnej, dobrze płatnej pracy rezygnuje! W sumie z myślą o mnie, ale jakby nie było, to z korzyścią dla Pana!

Słyszałam, że ma Pan problem z mamy ubiorem, że niby nieelegancko i niestosownie. Pan, to każdego ranka, kiedy zdoła wbić się w coś czystego, powinien ją wyściskać jak bąbelkową folię i z radością powtórzyć, że bardzo się cieszy, iż ja już nie ulewam! To były czasy – moda na asymetryczne wzory i perfumy o zapachu serwatki, mama opowiada  z takim rozczuleniem, jakby naprawdę tęskniła. To nie świadczy o jej pensji i Panu za dobrze, skoro zachowuje się, jakby wolała śmierdzieć skwaśniałym mlekiem niż siedzieć w białej koszuli biurko obok pana…

Że nie prasuje? Wypraszam sobie. Regularnie zamyka się w pokoju z żelazkiem, stertą prania, łzami w oczach i butelką wina. Twierdzi, że wtedy od nas odpoczywa, a że odpoczynek jest nieodłączną częścią funkcjonowania, to dostarczamy mamie dużo prania i dużo pretekstów do relaksowania. Tłumaczyliśmy jej, że to prasowanie, pranie, zupełnie jak mycie i jedzenie, jest bez sensu, bo ileż można i czy w ogóle się opłaca, ale skoro uważa, że opłaca jej się wstawać o 5, harować dla Pana, znosić pańskie towarzystwo przez 9 godzin dziennie, to raczej rozmową nic tu nie wskóramy. Że czasem nosi ubrania brudne? Tak, to nieestetyczne, ale ja + pan, to się czasem równa taki zapierdol, że mamusia się nie ma czasu przy szumie pralki zrelaksować.

Że przed ciążą to i obcas był i oko umalowane? Człowieku, taki obcas na stopie i w ręce zdesperowanej kobiety, kobiety, która przeżyła poród i nie zdążyła męża powiesić na porodówce za jaja na pępowinie za to, na co ją skazał,  to jest absurdalne zagrożenie. Kiedyś pęknie, nie wytrzyma, straci cierpliwość, a drugiego oka pan tak łatwo nie dostanie. Cichobiegi nieeleganckie? Panie kochany, wie Pan, ile razy do Pana w bamboszach startowała? Tata ją na klatce zatrzymywał, bo by się dopiero w kałuży kapnęła, że coś jej klapie zamiast tupać. Powiem więcej, niech się Pan cieszy, że w ogóle przychodzi, a nie martwi, w czym! Bo codziennie stęka, że pierdoli i nigdzie nie idzie, a jakoś zawsze dociera!
Że zaniedbała się? To specjalnie. Asekuracja. Panie kochany, pamięta Pan, jak się skończyło ostatnio jej malowanie i wyglądanie? Tak,tragicznie. Zauważył ją tata i omotał. A ona teraz co wieczór się w prześcieradle mota, bo nie wie, od czego dzień zacząć, od robienia nam śniadania, tacie kawy czy strzelenia sobie w łeb! Wystarczyło, że kilka razy do fryzjera poszła, oko odpowiednio z internetowym tutorialem podkreśliła, brzuch wciągnęła i jeb, masz, proszę bardzo. Jakieś zaproszenia, spacery do późnych godzin nocnych. A przecież wiadomo, że po ciemku łazić nie wolno, to na noc u taty zostawała, no i jestem. Ojciec parę razy za kolacje zapłacił i głupia uwierzyła, że tak to będzie wyglądać, jej błąd. Ale jak widać, nie zmądrzała, skoro i Panu uwierzyła, że praca będzie przyjemna,  w miłym towarzystwie i za dobre pieniądze, naiwność wada wrodzona. A  Potem presja tłumów, wizja samotnego macierzyństwa, to i coś nieopatrznie naobiecywała aż po grób, ale to tak jak z umową, człowiek podpisuje, bo go termin goni, kredyt ciśnie  i naiwnie wierzy, że jakoś to będzie i się ułoży.
Także estetyce dajmy już spokój. Po pierwsze, dojrzała kobieta po przejściach nie potrzebuje na siłę kogoś przekonywać, że jest atrakcyjna i szczęśliwa, kiedy sama w to nie wierzy. Po drugie, nie daj Boziu, niech się jeszcze jakiś taki trafi, co jak tata uwiedzie, ale w przeciwieństwie do niego będzie parował skarpetki i się zacznie. Rozwody, rozbijanie rodziny, moja krucha, dziecięca psychika zgwałcona brutalnie przez następstwa zdarzeń, urlopy, wezwania na rozprawy, wywlekania sobie brudów i to bynajmniej z bluzki po śniadaniu z owsianką i ze mną po zarwanej nocy. Daj Pan żyć. Niech wygląda jak chce i niech żadna inna tak wyglądać nie chce, ku przestrodze właśnie, niech inne pracownice w wieku produkcyjnym straszy, co by żadnej nie przyszło do głowy, żeby się od obowiązków zawodowych na macierzyńskim uchylić. I w domu siedzieć. I nic nie robić, wiadomo.

Wybacz jej Pan, to dobra postać jej, choć trochę karykaturalna i nerwowa. Ona mnie potrafi cztery razy przebierać, żebym przynajmniej do windy ubrana była przyzwoicie i czysto. Szósty raz poprawia dla Pana ten raport. Jaki raport? Mówi, że zasrany, o więcej nie pytam. Jeszcze ze trzy pańskie uwagi i dopiero wtedy Panu w twarz powie, co myśli,  sąsiedzi kilka razy przypadkiem słyszeli, a my z tatusiem recytujemy z pamięci.

Jeszcze jedna sprawa – jej pomyłki, potknięcia, przetłuszczone włosy, szara twarz, pielucha wypadająca z teczki na służbowym spotkaniu, soczek na kołnierzu. Z tatą próbowaliśmy coś temu zaradzić, ale jak jej tato raz powiedział, że ma plamę na bluzce, to się oboje do pracy spóźnili, bo tata się zamknął w kiblu ze strachu, mama się na niego darła, że jak mu się nie podoba, to może nie patrzeć i wypierdalać i że ją z najlepszych lat życia ograbił. I tak się uniosła, że lepiej byłoby, żeby za kółko nie wsiadała, bo nie daj Boziu kontrola, policja, i ktoś jej w twarz znów się ośmieli coś niepotrzebnie powiedzieć, jak to, że na przykład nie umie jeździć. Sam Pan widzi, sprawa nie jest łatwa, bo mama, choć wiele potrafi znieść, czasem lubi jebnąć tym wszystkim, co sobie wzięła na barki i powiedzieć, co o tym myśli. A Panu ta wiedza zupełnie nie jest potrzebna, tym bardziej gdyby zdecydował się Pan jednak mamy nie zwalniać.

Ustalmy coś. Pan się tak naprawdę nie liczy. Ważna jestem JA. To mi mama wstanie w sobotę rano z uśmiechem usmażyć naleśniki. Przez grzeczność nie opowiem, jaką ma minę, kiedy dzwoni Pan po dobranocce i z jakim zapałem zabiera się wówczas do pracy, która „zajmie jej tylko chwilkę”. Moja mama ma dziecko, męża ma, ona doskonale wie, co znaczy „chwilkę” i „zaraz”, liska Pan nie wykiwasz kurzymi sztuczkami! Większego debila niż rodzina, z matki nie zrobisz. Także proszę się ogarnąć. Docenić swoją małżonkę, że się zdecydowała z kimś takim, jak Pan związać, a nawet nieopatrznie rozmnożyć i tego nie wyprzeć. A cudzych małżonek nie drażnić, bo się w końcu na poważnie wkurzą, złapią Last Minyt na Kanary i zostawią Pana i Panu podobnych w tym burdelu samych. I będziecie tańczyć jak Wam Egurolla i kilkulatki zagrają.

Rozumiemy się? Sprawa listu zostaje między nami, mama jest w końcu dorosła i sama powinna sprzątać w swojej piaskownicy, ale tak jej Pan ostatnio tam nasmrodził, że się brzydzi wejść. w poniedziałek powita Pan mamunię z uśmiechem i kawką, bo będzie jej potrzebna. Komplement, że nieźle się trzyma, jak na matkę, będzie dodatkowym atutem. I proszę się uwalić singli, bo im nie ma na co dzień kto życia uprzykrzać, a nie mogą mieć przecież lżej niż reszta.

P.S. O paczkach na święta dla dzieci pracowników porozmawiamy osobiście, to zbyt poważna sprawa, by traktować ją po macoszemu i nie załatwiać poprzez kontakty interpersonalne.

Z poważaniem,

Dziecko pracującej matki, joł.

________________________

U mnie w pracy normalni ludzie, rodzice, żadnego dress codu i hektolitry kawy, chwalę sobie.