O friend zone mówi się tylko w kontekście biednych, zakochanych chłopców, których wymarzone wybranki traktują jak kumpli, jak krzesła i zdają się ignorować ich maślane oczy i gotowość oddania nerki za jeden pocałunek. Friend zone ma też inne oblicze. Mniej komentowane, bo kiedy znajdziesz się w tej strefie, będziesz się, pod groźbą śmierci, zarzekać, że ta pozycja i przypisane  miejsce w stadzie, jest ok. Próbując przekonać przede wszystkim siebie. 

Odkryjesz swoją niefortunną pozycję w czasie, kiedy zorientujesz się, że chłopcy niekoniecznie są tacy głupi i może jednak warto się nimi zainteresować. Hormony. Pierwsze zaloty, często małpie i durne, ale tak się to zaczyna w każdym stadzie. Macie zaledwie kilkanaście lat i karty zostają rozdane. Wiadomo, kto będzie rozchwytywany. Wiadomo, o kim będą niegrzecznie marzyć koledzy przed snem. Wiadomo, co będzie z Tobą. Nie dane Ci będzie miejsce na podium w tej towarzyskiej grze. Ty będziesz zawsze z tyłu, z masą ważniejszych i ciekawszych ról oraz predyspozycji, niż świecenie, ale na tym etapie, niedocenianym. Twoje koleżanki zaczynają interesować się atrakcyjnym wyglądem. Zachłystują się i to w zasadzie jedyny ich temat. Ty wolisz towarzystwo chłopców, może są jeszcze ciut za dziecinni, ale przynajmniej można się z nimi powygłupiać, a nie rozważać, czy to już czas, by wybrać się do szkoły w makijażu. Chłopców jest wokół Ciebie bez liku. Lubią Cię. Sęk w tym, że nie tak, jakbyś chciała, kiedy do głosu dojdą hormony.

Jesteś kumplem. Kiedy wyrosną ci piersi, a falujące włosy będą opadać na ramiona, naturalne i urocze, koledzy nie zauważą. Będą zapatrzeni w wypacykowane rówieśnice z wypchanymi biustonoszami, które wstają rano w zasadzie tylko po to, by wyprostować włosy i wyglądać. Ich oszołamiająca prezencja potrafi chłopców ogłuszyć. To działa na ich korzyść – zagłuszane nie muszą nic, poza wyglądem. Większość z tego wyrośnie i z uśmiechem będzie wspominać ten czas “zachłyśnięcia się sobą”. Część nie, zostanie pudełkiem na puder i latawicą, wijącą się w klubach na parkiecie, karmioną spojrzeniami mężczyzn pełnych pożądania. Będą się czuły pewne tylko podziwiane przez oślinione męskie mordy. I będą udawać, że wcale nie występują w roli kawałka mięsa. Przyszłość jednak przed Wami, jeszcze jej nie znasz. Martwisz się, że zawsze tak będzie.

Będą Cię zapraszać na spacery, kiedy potrzebna będzie porada na temat podrywu innej koleżanki. Będą się zwierzać z tego, do czego nie wypada się przyznać przed kumplami. Ciebie poproszą o kanapki, o poradę, z Tobą będą godzinami gadać i żartować. Jednak nie marzyć. Nie śnić przed snem. Nie zastanawiać się, jak całujesz. To będzie bolało.

“Będziesz za blisko, by o Tobie marzyć.”

Drogi są dwie. Jeśli zaczniesz do głosu dopuszczać kompleksy, być może uwierzysz, że Twoje miejsce jest za podium i to smutne. Przez całe życie będziesz walczyć z syndromem kopciuszka, który czeka, aż ktoś go odczaruje i pokaże, że możesz być piękna. Bez sensu, nikt nie zobaczy w Tobie tego, czego nie widzisz sama. Inny wariant jest zdecydowanie bardziej optymistyczny. Fakt, że nie poszłaś w ślady koleżanek sprawi, że zaoszczędzisz sporo czasu.

Porzucisz na pewien czas próby przypodobania się płci przeciwnej, zgodzisz na bycie kumplem. Czas wypełnisz ciekawymi zainteresowaniami,  książką, muzyką, sportem. Poszerzaniem horyzontów, które zaprocentują, choć wcale nie o to, w poszerzaniu horyzontów, chodzi, dobrze to wiesz. Być może w międzyczasie spotkasz Tego Pierwszego.

Będzie starszy albo “dziwny jak Ty”. Nie będziecie się spieszyć, nie znacie zasad tej gry w randkowanie, on też raczej niewidoczny dla płci przeciwnej albo zwyczajnie nią niezainteresowany. To będzie piękne, uwierz mi. Zabawa w przyjaźń, nieśmiałe gesty, krok po kroku, etapami. Więzy zacieśnianie nie dzięki wymianie wyprodukowywanej śliny i bliskie otarcia ciał, a wspólne spacery, filmy, rozmowy o wszystkim, dzielenie pasji. Z czasem dotyk, coraz odważniejszy. Śmielszy. Poznawanie własnych ciał. Pierwszy raz, kiedy już będziecie dla siebie całym światem. Taki, który będziesz wspominać latami, choć pewnie daleko mu będzie do filmowego i pełnego rozkoszy. Nie szkodzi, do wszystkiego dojdziecie razem. Świetnie się przy tym bawiąc. Przekonasz się, że jeśli jakakolwiek gra ma sens, to tylko ta o długie dystanse.

Może nie będziesz rozchwytywana na szkolnych dyskotekach, może chłopcy nie będą zasypiać przeglądając Twoje zdjęcie. Nie musisz. I Twoja wyższość polega an tym, że nie będziesz musiała się szczycić ilością podbojów, przypominać imion przypadkowych chłopców, macających Cię w przypadkowych miejscach. Uwierz.

Może źle mnie zrozumiałaś, ale nic z tego, co napisałam, nie oznacza, że jesteś mniej atrakcyjna od innych. Ok, może na pewnym etapie swojego życia nie błyszczysz i nie olśniewasz. Rozbłyśniesz jednak z czasem, a koleżanki wiodące prym w tej dyscyplinie już się zdążą wypalić, wyeksploatować, a ich niegdysiejszy blask i świeżość , będą już tylko jak gasnący neon nad burdelem. Uraziłam kogoś? Och, jak mi przykro.

Nie będziesz ascetką. Wyjątkowo bystrzy partnerzy zostaną nagrodzeni. Zadziwisz ich, nie raz. Bo to Ty jesteś tą, o której marzą. Wystarczy, że zastosują kod z kombinacji czułych gestów i słów i dodadzą Ci dowagi, zawalczą o zaufanie. Nie będą chcieć żadnej innej. To Ty będziesz powalać ich nocami, robiąc rzeczy o jakich nawet nie śnili, w pozycjach, o jakich marzą. A rano obudzisz się, uśmiechnięta, czuła i ciepła i będziecie, jak najcudowniejsi kumple, rozmawiać o wszystkim ,wygłupiać się i smażyć naleśniki. Będą nie tylko Cie pragnąć, ale i kochać. Przede wszystkim szanować. Nie docenią głupcy, którymi nie warto się przejmować.

Któregoś dnia może nawet wyjdziesz za mąż. To żadna nobilitacja i nagroda, absolutnie nie traktuj tego, jako celu każdej dziewczynki. Po prostu chodzi mi o to, że może akurat w takim układzie znajdziesz swoje miejsce. I tego, przy którym nie musisz udawać, ani grać. Tego, dla którego możesz być seksowna i wyuzdana, a następnego dnia słodka i nieporadna, by jeszcze innego, zadziwić zmysłem stratega. Ciekawą osobowością.Taką, którą chce się poznawać latami, nawet jeśli nie prezentuje się w gorsecie i pończochach tak dobrze, jak modelki z reklamowych broszur, dawne “koleżanki z dawnych lat”.

Dziś może siedzisz po ścianą na szkolnej dyskotece i ze wszystkich sił marzysz o tym, aby ten jedyny albo przynajmniej, ktokolwiek, podszedł, poprosił do tańca, udowodnił, że jesteś coś warta. I to Twój błąd. Wstań i tańcz, Mała, nie potrzebujesz nikogo, kto pokaże Ci, ile jesteś warta, nie ucz się budowania swojej samooceny na podstawie cudzych opinii- ludzie przychodzą odchodzą, często zwyczajnie nie mają racji, przejmuj się tylko tymi, którzy są tego warci. Niemniej warci, niż Ty.

Dziś jesteś kumplem w spódnicy, niewidzialna. Zagadujesz. żartujesz. Potrafisz się dogadać i rozwiązać każdy problem, a Twoi rozmówcy i tak mają Cię za niewidzialną, wzdychają za tymi, z którymi nie dane porozmawiać, bo stoją na szczycie hierarchii i podium. Robią wszystko, by utrzymać pozycje, spadek mógłby pokazać, że… zwyczajnie nie ma z nimi o czym rozmawiać? Cierpliwości, chłopcy kiedyś dorosną, staną się mężczyznami, dane im  będzie przekonać się, że to, co z daleka wygląda jak diament, w rzeczywistości często jest tandetne jak plastik. Zaczną rozglądać się dookoła. Słuchać rozumu, a nie hormonów.

Tyle ode mnie. Kiedyś Kopciuszka.
Z ciepłym uśmiechem dla tych (niekoniecznie tylko) kilku, co się pofatygowało, chciało rozgryźć i potem, przeważnie … prosić o rękę. Z porozumiewawczym spojrzeniem na mojego męża, który docenia wszystkie moje wcielenia. Z prośbą o wybaczenie, że nie utrzymuję tym razem wersji, że zawsze byłam grzeczna i czekałam, aż mnie odkryje i poślubi, oj tam. W porę zrozumiałam, że nie ma sensu czekać, aż ktoś poprosi Cię do tańca, tylko po prostu- iść na parkiet i dobrze się bawić.

I z okiem puszczonym do Ciebie, Zakompleksiona Dziewczyno, możesz mi uwierzyć na słowo, że nie masz się o co martwić, za to masz o kogo troszczyć. O siebie. A friend zone uczy pokory, serio. I nie żałuje tych wszystkich które dane mi było w niej odsiedzieć. Wszystkiego najlepszego. Uśmiecham się do Ciebie ciepło, rumiana od wspomnień :).

17 komentarzy
  1. Pierwszy raz komentuję tutaj mimo że czytam od bardzo dawna. Po przeczytaniu tekstu pomyślałam tylko: WOW. To ja. Kiedyś mnóstwo kolegów, lubiłam z nimi przebywać, łączyły nas podobne pasje – piłka nożna, łatwiej było się z nimi dogadać. Ja – podobno trochę typ chłopczycy, choć od zawsze nosiłam długie włosy. Ale jedno oczywiste – nigdy na piedestale wśród kolegów. Dziękuję za ten tekst, przywołał mnóstwo wspomnień.
    Pozdrawiam ciepło!

  2. Jakbym o sobie czytała – wieczny kumpel… Do tego stopnia że jak się pojawił ten to z trudem zaskoczyłam że on nie chce być kolegą… Z jednej strony rani, z drugiej nie pozwala rozmienić się na drobne… Tylko żeby to zrozumieć trzeba czasu… Ech mieć ten rozum i tamte lata… Ale i tak wyszło mi na dobre ?

  3. ja jestem posrodku, jako nastolatka bylam przez meskich rowiesnikow zle traktowana ale niestety nie kumpelsko. Bylam za bardzo inna i dokuczali mi. Kolo 19 roku zycia rozkwitlam w kontekscie urody i mozliwosci dbania o siebie (koniec z za ciezkim kloszem rodzicow). Wiec mam doswiadczenia z moznaby rzec 2 stron medalu. Wiem jak boli naqet nie obojetnosc ale pogarda i wiem jak milo jest byc w centrum uwagi i cieszyc atencja i uwielbieniem nawet plci przeciwnej. Obecnie dogaduje sie z mezczyznami bardzo dobrze nie tylko przez wzglad na atrakcyjny wyglad. I ten tekst wzbudzil we mnie dosc ambiwalentne odczucia bo troche za duzo w nim pogardy dla tych “popularnych dziewczyn” dla tych “szkolnych ksiezniczek”. Naprawde ja te dziewczyny czesto milo wspominam, one nie robily nic zlego i poza nielicznymi wyjatkami nie byly ani zle ani glupie.

  4. Wypisz wymaluj jakbyś pisała o mnie… do końca gimnazjum, szara zakompleksiona myszka, chodząca w bluzie i jeansach, z zazdrością patrząca na piękne, rozchwytywane koleżanki… kilku blizszych kolegów miałam… ale zawsze w głowie siedziało “on się mną bawi” albo “co on we mnie widzi”… dzisiaj mam 23 lata, w przyszłym roku wychodzę za mąż za mojego najbliższego przyjaciela i wiecie co? Czuję się piękna i pewna siebie jak nigdy dotąd… przeszłam ogromną przemianę od czasów “szarej myszki” ale wiem że duża w tym zasługa mojego narzeczinego… to w jego oczach poczułam się piękna i to dzięki niemu rozkwitłam… kiedyś powiedziałabym Ola że to tylko takoe gadanie jednej na milion ktorej sie udalo, ale… mój przyszły mąż mówi dokładnie to samo… “z szarych myszek/brzydkich kaczątek z czasem wyrastają piękne i mądre kobiety, a dziewczyny które za młodu są ładne i za takie sie uważają z czasem się wypalają i ich blask po prostu przemija… wtedy wpadają w prawdzuwe kompleksy bo swoją wartość postrzegały tylko przez to jak wyglądały i ilu miały adoratorów”
    Takze Ola, strzał w dziesiątkę :)
    Buziaki :*

  5. Szkoda, że paręnaście lat temu nie miałam internetu, a w nim nie szalała jeszcze taka mądra Radomska…

    Chociaż… nie jestem pewna, czy bym Ci uwierzyła. Było naprawdę źle. Tak tak, miałam fajnych kolegów, taaak durzyłam się w nich po same uszy, a oni… podrywali moje najlepsze koleżanki. Serce pękło mi wtedy w tych nastoletnich czasach jakieś osiem tysięcy razy.

    Brak wiary w siebie był zarówno przyczyną, jak i efektem takiego stanu rzeczy. No dobra, pieprzyć adolescencję, gorzej, że już będąc dorosłą władowałam się w dwa kolejne związki tak trochę na zasadzie “no mogłam trafić lepiej, ale ten też jest całkiem okej”. Bleeee, co ja sobie zafundowałam. I to dwa razy. A to wszystko dlatego, że jak już ktoś się we mnie w końcu zakochał na zabój, to ja nie wierzyłam we własne szczęście i myślałam, że boga za nogi złapałam. MNIE! KTOŚ! KOCHA! stara się o mnie, komplementuje mnie, patrzy na mnie jak na obrazek, ach!

    Byłam tym tak zaabsorbowana, że nie starczało mi już czasu na porządne zastanowienie się, czy oby na pewno ja kocham jego. No cóż – nie kochałam.

    Obecnie dobijam do trzydziestki. Mam dwa wyjścia: siąść i użalać się nad swoim dotychczasowym życiem, przypominać po raz setny wszystkie błędne decyzje, dawać się zjadać wyrzutom sumienia. Albo wyciągnąć z tego wnioski, ale zostawić to za sobą i iść dalej. Staram się robić to drugie.

    I tak, teraz już jestem atrakcyjną, interesującą, pasjonującą wręcz kobietą. Wierną i troskliwą partnerką, a jednocześnie niezastąpioną kochanką. A mężczyzna u mojego boku… cóż, tym razem nie mogłam trafić lepiej :). Współtworzę rewelacyjny, satysfakcjonujący związek, spełniam się w pracy, za którą może nie przepadam, no ale powiedzmy, że się staram, a dodatkowo realizuję wiele własnych pasji. Zajęło mi to trochę, ale jest cudownie.

    A te koleżanki,co się je podrywali chłopcy z moich marzeń… no z nimi różnie, ale dziś już nie chciałabym się z żadną z nich zamieniać. Gdybym mogła cofnąć czas – też nie.

    Także uszy do góry, smutna, niekochana i niezauważana przez nikogo nastolatko! Jeszcze będziesz królową życia :). Skoro nawet mnie się to udało ;).

  6. Fajnie,że to napisałaś Ola :) ja mam 22 lata nigdy nie miałąm chłopaka i jestem właśnie w takim momencie życia jaki opisałaś odkąd… odkąd pamietam :) Niby wszystko to co napisałas wiem i zgadzam się z tym w 100%,nie uzależniam swojego życia od tego czy jakis chłopak sie mna łaskawie zainteresuje czy nie,jednak kiedy jednym z pierwszych pytań koleżanek/cioć/babć jest to czy kogoś mam ,czy KTOŚ SIE MNA ZAINTERESOWAL ,to własnie wtedy zaczyanam wierzyc ,ze cos jest nie tak. Powtarzam sobie wtedy ,że to nie jest mój głowny problem życiowy i żebym przestała być głupia (to ,że rozmawiam sama ze sobą może wyjasniać to ,że nie mam chłopaka :D ) moim głownym marzeniem jest to żeby moja mama nie miała nawrotu raka a nie to żeby kręcić tyłkiem w klubie,do którego i tak nie lubię chodzić ,z nadzieja ,że jakis chłopak zwróći na mnie uwagę. Moje koleżanki myśła ,że mam zbyt duże wymagania i powinnam częściej wychodzić z domu ,bo nigdy nikogo nie będę miała,ale cóż,jeśli rozsądny,mądry facet z poczuciem humoru a nie wyrosnięte dziecko,to za duże wymagania to najwyżej umre dziewicą:YOLO. ZE WSZYSTKIM co napisałas sie zgadzam,tylko czasami zapominam i wątpie ,dziękuję ,ze mi przypomniałaś :) Tylko nie wiem dlaczego ,czytając miałam łzy w oczach…

  7. Dawno mnie tu nie było (drugie dziecię urodziłam w połowie grudnia i na razie próbuję nie oszaleć), ale dziś musiałam się odezwać.
    To o mnie. Ja też byłam szarą myszą, w okularach, ze wzrokiem popsutym od dużej ilości pochłanianych książek. Też koleżanka, a nigdy dziewczyna. Zakochana od wieków w takim jednym doradzałam mu, jak ma zdobyć moją najlepszą przyjaciółkę!
    Na szkolnych dyskotekach przy wolnych kawałkach podpierałam ściany (potem nauczyłam się wychodzić do toalety i wracać, jak już można było tańczyć makarenę).
    I co? Od ponad 4 lat mężatka. Synek w kwietniu skończy 2 latka, zaś córeczka 4 miesiące.
    Męża mam super fajnego ;-) Od lat mi powtarza, że jestem cudowna, bo mam trochę oleju w głowie i zawsze o wszystkim można ze mną porozmawiać.
    A tę swoją dawną “miłość” kiedyś spotkałam w pracy. Nie mógł się nadziwić, że ja to ja. Że na takim stanowisku. Że tak wypiękniałam (a wypiękniałam oczywiście pod wpływem miłości ówczesnego faceta, aktualnie męża). Umówić się chciało to bożyszcze nastolatek z mojego miasteczka. Jak miło mi się zrobiło po latach :-)
    Cierpliwość to cnota.
    Ściskam wszystkie zakompleksione szare mysze! :-)

  8. Zacznę od tego, że uwielbiam Twojego bloga. Swoimi tekstami wywołujesz u mnie skrajne emocje – od łez po rechot. Jednak ten tekst pokazał mi jak wiele zła sama sobie czynię uważając się za beznadziejną. Nieważną. Taką, na którą nie zwraca się uwagi, ponieważ gdzieniegdzie ma za dużo kilogramów, gdzieś wyskoczył jakiś pryszcz a na dokladkę ma metalowy uśmiech. Częściej można spotkać mnie z oczami rozbieganymi po kolejnych fragmentach powieści fantasy, niż z “żurnalami”, których nie znoszę. Do tej pory nie potrafię malować rzęs a prostując włosy zawsze je przypalam. Konczę liceum, za chwilę wchodzę w obcy świat, wylatuję z małomiasteczkowej codzienności. To mnie cieszy, ale mój brak poczucia wartości wywołuje lęk przed tym, że nie poradzę sobie w innej rzeczywistości. Póki co jestem outsiderką. Mam jedną znajomą. Piękną dziewczynę rozchwytywaną przez płeć przeciwną. Patrząc na nią czasem mam ochotę jej przyłożyć za to, że daje się im wykorzystywać. Dlatego częściej wolę spędzać czas z kolegami, których też nie mam wielu. Jestem kumplem, zdaję sobie z tego sprawę. Jednak często boli mnie, że jestem TYLKO kumplem, że nikt nie zwraca na mnie uwagi. Czytając Twój tekst zdałam sobie sprawę z tego, że nawet będąc kimś takim jak ja można znaleźć jasną stronę mocy. Nie wiem ile czasu zajmie mi odnalezienie własnych wartości, zauważenie piękna w sobie, ale teraz wiem, że gdzieś to jest. Będę szukać motywacji, a szczególnie cierpliwości, bo to chyba o to chodzi, prawda? Dziękuję Ci za to, że ktoś tam gdzieś kiedyś obdarzył Cię talentem do wypowiadania niewypowiedzianego. Dziękuję, że jesteś. I proszę, posiadaj więcej wątpliwości ;)

    1. Też wierzyłam kiedyś, że zmiana szkoły “odczaruje rzeczywistość”- tak się nie stało, nadal byłam za grubym paparuchem w okrągłych okularach, tyle, że większym mieście, pełnym slicznotek i modelek, paradujących po korytarzu szkolnym z torebkami zary. Nie wspominam tamtego czasu dobrze. Nie chciałabym cofnąć czasu. Jestem teraz o wiele szczęśliwsza i spokojniejsza. Wtedy od szaleństwa ratował mnie chłopak, moja wielka miłość, ale w 2 klasie liceum porzucił w wigilie dla innej- wtedy się przekonałam, jak kruche są fundamenty budowane na czyjejś opinii. Miałam być na zawsze i całym światem, a odszedł. Już wiem, że ja jestem całym światem dla siebie. Będzie dobrze, jeśli zechcesz. A jeśli ci cos przeszkadza w sobie, to to zmień, jakkolwiek kretynicznie by to nie brzmiało. Szkoda czasu na bycie własnym wrogiem. Dzięki za moc ciepłych słów!

    2. Powiem Ci tak, że z grubsza ze mna i moją żoną sie wszystko odbyło tak jak Radomska pisała.
      (Tak na marginesie – poznalem ją na kursie tańca (polecam – zwłaszcza nieśmiałym – chłopakom iść, jak chcą poćwiczyc kontakty międzyludzkie z dziewczynami. Tam zawsze jest nadwyżka kobiet :) ))
      Zwróciła moja uwagę właśnie tym, że była szarą myszką, że tak powiem miałem jakiś przebłysk i dostrzegłem wtedy to co było ważniejsze (żeby nie powiedzieć, że zobaczylem to co jest pod ubraniem, bo wyszloby dwuznacznie ;)). Może tknęło mnie jakieś trudnodostrzegalne podobieństwo, w sumie sam nie jestem pewien.
      Potem okazało się, że mam z nia o czym rozmawiać, bo była juz na studiach, a ja właśnie miałem konczyc liceum, no i nie czułem z jej strony dystansu, ze ona jest lepsza/mądrzejsza, bo jest juz na następnym etapie… Tematów do rozmów mieliśmy sporo. A już zachwyciła mnie tym, że pasjonowała ją fantastyka. W tamtych czasach, a było to ponad 15 lat temu znaleźć dziewczynę która uwielbia fantastykę, to jak trafic 6 na loterii.

      Tak więc jak na faceta to miałem dość nietypowe kryteria :), a dodam jeszcze, ze pod względem wyglądu jest zupełnym przeciwieństwem typu urody, który mi sie najbardziej podoba. No i się nie maluje, co moim zdaniem jest zaletą. Chociaż przez to mieliśmy spory kłopot jak przyszło do makijażu ślubnego, bo jak tylko ktokolwiek pomalował ją tak typowo ślubnie/wieczorowo, to ja miałem wrażenie, że zrobili z niej klauna, albo, w najlepszym razie, dali makijaż sceniczny. Brr, koszmar. ;)

      Przypomina mi się jeszcze takie stwierdzenie kolegi z klasy: “kobiety dziela sie na 2 kategorie – takie z którymi się chodzi i takie z którymi się żeni”.
      W kazdym razie polecam zadbać o jakieś hobby i udzielanie się na forach poświęconych temu hobby, jakies zloty, itp.
      A nie martwienie się o brak faceta. Facet powinien zjawić się przy okazji, po drodze, a nie być celem.

      ps. tak mi się jeszcze przypomniało jeszcze a propos nadmiernego dbania o urodę: http://joemonster.org/art/20133 :D

  9. Wybaczcie, ale nie rozumiem tego poczucia moralnej i intelektualnej wyższości kobiet nad innymi kobietami tylko z tego powodu, że te drugie są ładne i atrakcyjne. Drogie Panie, jeśli czujecie się niedowartościowane i narzekacie na brak męskiego zainteresowania, przyjmijcie proszę, że problem przeważnie leży w was samych. Pocieszanie się, że ta ładniejsza koleżanka ze szkoły dwadzieścia lat później skończy jako czyjaś utrzymanka i worek na spermę świadczy o was, nie o niej.
    Co do reszty tekstu, zgadzam się jak najbardziej. Wystarczy być sobą i spokojnie poczekać. Życie znajdzie sposób :)

    1. Czekałam na taki komentarz dla przeciwwagi, bo lubię, jak ktoś rozsądnie reaguje na kij wsadzony w mrowisko. Jednak swój tekst pisałam na podstawie własnych doświadczeń, obserwacji, co stało się z księżniczkami z dawnych lat. I tak, długo żywiłam żal, aż spotkałam po latach i… zaczęłam się sama z siebie śmiać. Nie mamy sobie nic do powiedzenia- ja i one, zupełnie jak wtedy. Jesteśmy różne i już. A to, że większość uważała, że się przeslizgnie przez życie, cóż/ Pozdrawiam i dziękuję za komentarz. Doceniam! :)

  10. To bardzo stereotypowe myślenie, że ładne kobiety to księżniczki, ktore chciały sie prześlizgnąć przez życie. Ja spotkalam w swoim życiu dużo pięknych i ambitnych kobiet, owszem rozchytywanych, ale też chcących udowodnić że są kims więcej niż ładną buzią. I większosci z nich można tylko gratulować sukcesow na różnych polach. A że ich uroda gaśnie….obiektywnie.chyba każdego to czeka drogie Panie. Pytanie jak sie z tym czujemy

  11. Czytam i uśmiecham się do siebie:) Nie będę się rozwodzić jaki ten tekst jest trafny i jak bardzo o mnie, bo przynajmniej w tym drugim aspekcie nie będzie to do końca prawda. Zawsze wolałam towarzystwo chłopaków, naiwnie wierzyłam, że jak już znajdę fajnego chłopaka, to najważniejsze będzie to żeby mieć o czym z nim gadać. I z pola friendzone wychodziłam bez pardonu, bo mimo że byłam kumpelą okazywało się, że mogę się też podobać. Niestety (?) związki z tamtego nastoletniego okresu kończyły się szybko. Z mojej inicjatywy, ponieważ kiedy regularnie zapadała niezręczna cisza wiedziałam, że trzeba to zakończyć, a czasem ta niezręczna cisza następowała szybciej niż później. Przez moje bezkompromisowe podejście do tej kwestii pierwszą klasę liceum przeszłam z niesprawiedliwą łatką puszczalskiej. Było ciężko, ale w końcu poznałam faceta z którym cisza nie jest niezręczna i jesteśmy ze sobą już 10 lat;)

  12. Powiem tak, zawsze bylam kumplem :) brzydula czy sliczna? hmm o to by trzeba bylo chlopakow vel mezczyzn zapytac :) wolalam z chlopakami gadac a nie przy nich chichotac, bylo kilku takich co miete przez rumianek niby do mnie czulo, ale nic z tego wtedy nie wyszlo – jakos nie moj typ czy moze nie ten czas… Od ponad 10 lat jestem z facetem, jest mlodszy, mamy synka i cieszymy sie kazdym dniem :)

Napisz komentarz:

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.