O friend zone mówi się tylko w kontekście biednych, zakochanych chłopców, których wymarzone wybranki traktują jak kumpli, jak krzesła i zdają się ignorować ich maślane oczy i gotowość oddania nerki za jeden pocałunek. Friend zone ma też inne oblicze. Mniej komentowane, bo kiedy znajdziesz się w tej strefie, będziesz się, pod groźbą śmierci, zarzekać, że ta pozycja i przypisane  miejsce w stadzie, jest ok. Próbując przekonać przede wszystkim siebie. 

Odkryjesz swoją niefortunną pozycję w czasie, kiedy zorientujesz się, że chłopcy niekoniecznie są tacy głupi i może jednak warto się nimi zainteresować. Hormony. Pierwsze zaloty, często małpie i durne, ale tak się to zaczyna w każdym stadzie. Macie zaledwie kilkanaście lat i karty zostają rozdane. Wiadomo, kto będzie rozchwytywany. Wiadomo, o kim będą niegrzecznie marzyć koledzy przed snem. Wiadomo, co będzie z Tobą. Nie dane Ci będzie miejsce na podium w tej towarzyskiej grze. Ty będziesz zawsze z tyłu, z masą ważniejszych i ciekawszych ról oraz predyspozycji, niż świecenie, ale na tym etapie, niedocenianym. Twoje koleżanki zaczynają interesować się atrakcyjnym wyglądem. Zachłystują się i to w zasadzie jedyny ich temat. Ty wolisz towarzystwo chłopców, może są jeszcze ciut za dziecinni, ale przynajmniej można się z nimi powygłupiać, a nie rozważać, czy to już czas, by wybrać się do szkoły w makijażu. Chłopców jest wokół Ciebie bez liku. Lubią Cię. Sęk w tym, że nie tak, jakbyś chciała, kiedy do głosu dojdą hormony.

Jesteś kumplem. Kiedy wyrosną ci piersi, a falujące włosy będą opadać na ramiona, naturalne i urocze, koledzy nie zauważą. Będą zapatrzeni w wypacykowane rówieśnice z wypchanymi biustonoszami, które wstają rano w zasadzie tylko po to, by wyprostować włosy i wyglądać. Ich oszołamiająca prezencja potrafi chłopców ogłuszyć. To działa na ich korzyść – zagłuszane nie muszą nic, poza wyglądem. Większość z tego wyrośnie i z uśmiechem będzie wspominać ten czas „zachłyśnięcia się sobą”. Część nie, zostanie pudełkiem na puder i latawicą, wijącą się w klubach na parkiecie, karmioną spojrzeniami mężczyzn pełnych pożądania. Będą się czuły pewne tylko podziwiane przez oślinione męskie mordy. I będą udawać, że wcale nie występują w roli kawałka mięsa. Przyszłość jednak przed Wami, jeszcze jej nie znasz. Martwisz się, że zawsze tak będzie.

Będą Cię zapraszać na spacery, kiedy potrzebna będzie porada na temat podrywu innej koleżanki. Będą się zwierzać z tego, do czego nie wypada się przyznać przed kumplami. Ciebie poproszą o kanapki, o poradę, z Tobą będą godzinami gadać i żartować. Jednak nie marzyć. Nie śnić przed snem. Nie zastanawiać się, jak całujesz. To będzie bolało.

„Będziesz za blisko, by o Tobie marzyć.”

Drogi są dwie. Jeśli zaczniesz do głosu dopuszczać kompleksy, być może uwierzysz, że Twoje miejsce jest za podium i to smutne. Przez całe życie będziesz walczyć z syndromem kopciuszka, który czeka, aż ktoś go odczaruje i pokaże, że możesz być piękna. Bez sensu, nikt nie zobaczy w Tobie tego, czego nie widzisz sama. Inny wariant jest zdecydowanie bardziej optymistyczny. Fakt, że nie poszłaś w ślady koleżanek sprawi, że zaoszczędzisz sporo czasu.

Porzucisz na pewien czas próby przypodobania się płci przeciwnej, zgodzisz na bycie kumplem. Czas wypełnisz ciekawymi zainteresowaniami,  książką, muzyką, sportem. Poszerzaniem horyzontów, które zaprocentują, choć wcale nie o to, w poszerzaniu horyzontów, chodzi, dobrze to wiesz. Być może w międzyczasie spotkasz Tego Pierwszego.

Będzie starszy albo „dziwny jak Ty”. Nie będziecie się spieszyć, nie znacie zasad tej gry w randkowanie, on też raczej niewidoczny dla płci przeciwnej albo zwyczajnie nią niezainteresowany. To będzie piękne, uwierz mi. Zabawa w przyjaźń, nieśmiałe gesty, krok po kroku, etapami. Więzy zacieśnianie nie dzięki wymianie wyprodukowywanej śliny i bliskie otarcia ciał, a wspólne spacery, filmy, rozmowy o wszystkim, dzielenie pasji. Z czasem dotyk, coraz odważniejszy. Śmielszy. Poznawanie własnych ciał. Pierwszy raz, kiedy już będziecie dla siebie całym światem. Taki, który będziesz wspominać latami, choć pewnie daleko mu będzie do filmowego i pełnego rozkoszy. Nie szkodzi, do wszystkiego dojdziecie razem. Świetnie się przy tym bawiąc. Przekonasz się, że jeśli jakakolwiek gra ma sens, to tylko ta o długie dystanse.

Może nie będziesz rozchwytywana na szkolnych dyskotekach, może chłopcy nie będą zasypiać przeglądając Twoje zdjęcie. Nie musisz. I Twoja wyższość polega an tym, że nie będziesz musiała się szczycić ilością podbojów, przypominać imion przypadkowych chłopców, macających Cię w przypadkowych miejscach. Uwierz.

Może źle mnie zrozumiałaś, ale nic z tego, co napisałam, nie oznacza, że jesteś mniej atrakcyjna od innych. Ok, może na pewnym etapie swojego życia nie błyszczysz i nie olśniewasz. Rozbłyśniesz jednak z czasem, a koleżanki wiodące prym w tej dyscyplinie już się zdążą wypalić, wyeksploatować, a ich niegdysiejszy blask i świeżość , będą już tylko jak gasnący neon nad burdelem. Uraziłam kogoś? Och, jak mi przykro.

Nie będziesz ascetką. Wyjątkowo bystrzy partnerzy zostaną nagrodzeni. Zadziwisz ich, nie raz. Bo to Ty jesteś tą, o której marzą. Wystarczy, że zastosują kod z kombinacji czułych gestów i słów i dodadzą Ci dowagi, zawalczą o zaufanie. Nie będą chcieć żadnej innej. To Ty będziesz powalać ich nocami, robiąc rzeczy o jakich nawet nie śnili, w pozycjach, o jakich marzą. A rano obudzisz się, uśmiechnięta, czuła i ciepła i będziecie, jak najcudowniejsi kumple, rozmawiać o wszystkim ,wygłupiać się i smażyć naleśniki. Będą nie tylko Cie pragnąć, ale i kochać. Przede wszystkim szanować. Nie docenią głupcy, którymi nie warto się przejmować.

Któregoś dnia może nawet wyjdziesz za mąż. To żadna nobilitacja i nagroda, absolutnie nie traktuj tego, jako celu każdej dziewczynki. Po prostu chodzi mi o to, że może akurat w takim układzie znajdziesz swoje miejsce. I tego, przy którym nie musisz udawać, ani grać. Tego, dla którego możesz być seksowna i wyuzdana, a następnego dnia słodka i nieporadna, by jeszcze innego, zadziwić zmysłem stratega. Ciekawą osobowością.Taką, którą chce się poznawać latami, nawet jeśli nie prezentuje się w gorsecie i pończochach tak dobrze, jak modelki z reklamowych broszur, dawne „koleżanki z dawnych lat”.

Dziś może siedzisz po ścianą na szkolnej dyskotece i ze wszystkich sił marzysz o tym, aby ten jedyny albo przynajmniej, ktokolwiek, podszedł, poprosił do tańca, udowodnił, że jesteś coś warta. I to Twój błąd. Wstań i tańcz, Mała, nie potrzebujesz nikogo, kto pokaże Ci, ile jesteś warta, nie ucz się budowania swojej samooceny na podstawie cudzych opinii- ludzie przychodzą odchodzą, często zwyczajnie nie mają racji, przejmuj się tylko tymi, którzy są tego warci. Niemniej warci, niż Ty.

Dziś jesteś kumplem w spódnicy, niewidzialna. Zagadujesz. żartujesz. Potrafisz się dogadać i rozwiązać każdy problem, a Twoi rozmówcy i tak mają Cię za niewidzialną, wzdychają za tymi, z którymi nie dane porozmawiać, bo stoją na szczycie hierarchii i podium. Robią wszystko, by utrzymać pozycje, spadek mógłby pokazać, że… zwyczajnie nie ma z nimi o czym rozmawiać? Cierpliwości, chłopcy kiedyś dorosną, staną się mężczyznami, dane im  będzie przekonać się, że to, co z daleka wygląda jak diament, w rzeczywistości często jest tandetne jak plastik. Zaczną rozglądać się dookoła. Słuchać rozumu, a nie hormonów.

Tyle ode mnie. Kiedyś Kopciuszka.
Z ciepłym uśmiechem dla tych (niekoniecznie tylko) kilku, co się pofatygowało, chciało rozgryźć i potem, przeważnie … prosić o rękę. Z porozumiewawczym spojrzeniem na mojego męża, który docenia wszystkie moje wcielenia. Z prośbą o wybaczenie, że nie utrzymuję tym razem wersji, że zawsze byłam grzeczna i czekałam, aż mnie odkryje i poślubi, oj tam. W porę zrozumiałam, że nie ma sensu czekać, aż ktoś poprosi Cię do tańca, tylko po prostu- iść na parkiet i dobrze się bawić.

I z okiem puszczonym do Ciebie, Zakompleksiona Dziewczyno, możesz mi uwierzyć na słowo, że nie masz się o co martwić, za to masz o kogo troszczyć. O siebie. A friend zone uczy pokory, serio. I nie żałuje tych wszystkich które dane mi było w niej odsiedzieć. Wszystkiego najlepszego. Uśmiecham się do Ciebie ciepło, rumiana od wspomnień :).