Znacie takie parszywe uczucie, kiedy to wydaje się Wam, że wymyśliliście coś wybitnie błyskotliwego? Te ułamki sekund, minuty, dzielące mnie od przypływu ‚geniuszu’ do zorientowania się, że ktoś powiedział/wymyślił to 64 razy i to trzysta lat jeszcze przed moim urodzeniem to dla mnie jedne z najpiękniejszych chwil w moim życiu.

Kilka takich sytuacji i nagle człowiek czuje się zdemotywowany, zupełnie nie ma w sobie energii do wymyślania niczego nowego. Jeżeli jest akurat w swoim życiu na etapie kończenia studiów i pisaniu pracy magisterskiej – to świetnie. Przecież całe to pisanie to nic innego jak wkładanie swoich przemyśleń, teorii i tez w usta tych z bardziej znanym nazwiskiem, którzy mają taką przewagę, że żyli kilka wieków przed nami i mieli więcej czasu.

Chciałoby się mieć zdolność do wymyślania rzeczy niekoniecznie genialnych, ale przynajmniej błyskotliwych, fakt. Jednak kiedy gdzieś wpadnie mi w łapy książka napisana tak, że nie mogę się oderwać, wywiad taki, że nie mogę przestać czytać, ogromnie pieści mój zryty łeb świadomość, że jest wokół mnie tak wiele wartościowych, fascynujących babeczek.

Kiedy nie przeprowadzałam się jeszcze tak często, gromadziłam teczki z wywiadami, które sprawiały, że miałam wypieki na twarzy, z cytatami z książek i pism. Nie mam idolek, ale mam ogromny szacunek do kobiet, które widzą więcej, patrzą szerzej. Często nie zgadzam się z ich poglądami, drażni mnie to, w jaki sposób uzasadniają swoje decyzje, ale sam fakt, że mają swoje własne poglądy i potrafią je bronić działa na mnie jak najlepszy intelektualny afrodyzjak. Dlatego kocham Nosowską, Bohosiewicz, Brodkę, Czubaszek… Kochałabym i masę anonimowych na co dzień kobiet, ale ich niestety nikt nie pyta o zdanie. Uwielbiam takie momenty, kiedy czytając ich wypowiedzi, czytam własne myśli. To poczucie, że nas wiecznie zdziwionych jest więcej, działa na mnie podniecająco i kojąco jednocześnie.

Lubię czytać coś, co sprawia, że czytane słowa ryją mi czaszkę i nie pozwalają myśleć o niczym innym przez kilka następnych godzin. Kolejną porcję radości socjologiczno-obserwacyjno-refleksyjnej dostarczyła mi wczoraj Caitlin Moran, brytyjska feministka („Wysokie Obcasy” – 09.03.2013 r.), całym wywiadem, ale najbardziej jednym akapitem:

„-Gdyby miała Pani przewidzieć, co ważnego wydarzy się w popkulturze w ciągu najbliższych kilku lat, co by pani powiedziała?

-Mam wrażenie, że popkultura jest już zmęczona sama sobą. Z każdego można zrobić gwiazdę – za pomocą diet, ćwiczeń, botoksu i operacji plastycznych. To już nudne, a popkultura zawsze łaknie czegoś nowego. Wydaje mi się, że niedługo nastąpi ostateczne nasycenie tym sztucznym światem I zaczniemy interesować się ty, co normalne, zwyczajne, przestaniemy ukrywać nasze wady i słabe strony , zaczniemy eksponować to, co brzydkie, kanciaste, asymentryczne. Glamour stanie się czymś strasznie staroświeckim”

Ile uśmiechu dostarczyło mi tych kilka zdań. Wyobraź sobie, mainstream skonstruowany z ludzi bez nazwisk i jędrnych dupsk, ale za to z talentem. Wyobraź sobie trend na to, żeby mieć coś do powiedzenia i zaprezentowania. Modę na uważanie rozbierania się w czasopiśmie dla panów za idiotyzm, a mówienie o tym, co nas boli za ekshibicjonizm, A NIE NA ODWRÓT.

Wyobraź sobie reklamę płatków do mleka, w której matkę roześmianych dzieci odgrywa kobieta w takim wieku, że nie sposób pomyśleć, z jakimi problemami musiała się borykać, idąc do ołtarza z brzuchem i to w czasie pierwszej komunii.

Reklamę płynu do naczyń, w którym prowadzący podbija do faceta i odkrywa przed nim tajemnicę pt. ty też czasem lubisz opierdolić kanapkę z czystego talerza.

Dzień, w którym ludzie zaczną się zastanawiać, po jaką cholerę blacho dachówkę reklamuje laska z cyckami na wierzchu i jaki to ma związek z dachem, a jednocześnie dlaczego krew menstruacyjna w reklamie podpasek jest niebieska, będzie jednym z moich najszczęśliwszych.

I powiedz mi jeszcze, że krew miesiączkowa byłaby przekroczeniem tabu, kiedy tabu dla przedszkolaków to ewentualnie jakiś stolik z Ikei nowy.

***

Wszystko co brutalne, jest obrzydliwie dosłowne, ludzie masowo oglądają seriale o mordowaniu, a mierzwi ich fakt, że w czasie karmienia piersią, kobiety napieprzają sutki, które często w wyniku owego procesu ulegają naderwaniu i krwawią. Smutne, zabawne, ironiczne.

Wyobrażacie sobie sytuację, w której telewizja przestaje kłamać?

W porannym paśmie – niewyspane, jak przystało normalnym ludziom o takiej dzikiej porze, niewyspane prowadzące w pomiętych koszulach, zupełnie źle dobranych do koloru oczu. W wiadomościach spiker, który mówi, że oprócz 16 wypadków drogowych, wybuchu niewypału w południowej Syrii i dziurach na polskich drogach, na świecie dzieją się też dobre rzeczy i nie może przestać mówić.

Nastolatki przestają być katowane wizerunkiem tinejdżerów z MTV – i wierzą, że to trądzik jest integralną częścią dorastania, a nie utrata dziewictwa i zaburzenia żywienia. Prezenterki po porodzie, które miały chyba doczepiany brzuch, albo wyjmowały sobie dziecko w 6 miesiącu ciąży żeby za bardzo nie przytyć, nie będą wkręcać młodym mamom, że taka jest rzeczywistość i zupełnie nie boli, jeśli ma się dobre geny, dużo pieniędzy i lubi sałatę.Ewentualnie będą prowadzić wywiady z gwiazdami seriali w trakcie wydawania dziecka na świat, z jego główką między nogami, twierdząc, że wiją się nie z bólu,a  z rozkoszy i że nie chcą przez to całe macierzyństwo niczego przegapić i dać się zamknąć w domu.

Inne znane i trochę starsze Panie, zechcą się normalnie i po ludzku starzeć, a nie siać zamęt w psychice Polek pieprząc o tym, że urodę i jędrność zawdzięczają pieprzeniu właśnie. Za kilkadziesiąt lat 3/4 społeczeństwa będzie powyżej pięćdziesiątki, a my wciąż udajemy, że starość nie istnieje i zostawiamy ludzi po 60 samym sobie, ewentualnie z rozważaniami o śmierci.
Czasopisma nagle zaczynają pisać o niezwykłych osiągnięciach zwykłych ludzi, albo o zwykłym życiu ludzi niezwykłych, bo fascynujących!

I nagle można nazwać kogoś znanego autorytetem,  a nie celebrytą, bo reprezentuje sobą coś, poza markowymi ubraniami. I nagle przestajemy się spuszczać nad widokiem tych, którzy są uznani za znanych, bo dociera do nas, że nie są nikim lepszym – ot, mają może trochę ciekawszą pracę, bardziej fotogeniczną facjatę, ale zupełnie tak jak nam o poranku wali im z japy.

Ta, naczytała się Radomsia feministycznych pisemek, od dwóch dni unika kontaktu z rzeczywistością i tak ją poniosło w ową niedzielę.

Dodam jeszcze tylko jedno, i tu, mój ukłon w stronę blogerów, bo dla mnie jesteście/jesteśmy  nadzieją na zmiany. Jeden z uczestników ALEJE.IT zapytał mnie, dlaczego Internet jest pełen utalentowanych i fajnych ludzi, a media i tak promują tych, którzy są co najwyżej przeciętni. Odpowiedziałam, że poza odwiecznym podziałem na ludzi, którzy mają wujka w zarządzie i tych, którzy go nie posiadają, istnieje jeszcze jeden: na zdolnych, którzy potrafią się sprzedać, niezdolnych, którzy potrafią się sprzedać i zdolnych, którzy nie bardzo wiedzą jak i czy chcą handlować sobą…

Wiem, że mainstream nas nie kręci za nadto, bo nasz urok polega na tym, że wyłamaliśmy się z reguł mainstreamu dotyczących robienia kariery – nie pokazujemy dupy, nie mamy znanych ojców i poza BYCIEM, robimy masę innych rzeczy, których lwią część, albo przeciwnie -wycinek, stanowią nasze blogi. I mamy fantastyczną zdolność przedefiniowania sukcesu i możliwość oceniania, czy swój własny już osiagnęliśmy, bez względu na to,co sądzi o tym ranking Najpiękniejszych Vivy.

Pękam z dumy, kiedy Ci, znani szerszemu bądź węższemu gronu czytelników wychodzą poza blogosferę. Szkoda tylko, że taka Maffashion, która zapracowała na wszystko,co ma, musi czytać na Pudelku, że przyszła gdzieś w brudnych butach, ale początki muszą być trudne…

Czekam na zmiany.

______________________________________

I na Ciebie na fb: Mam Wątpliwość