Zwykle jest tak, że każdy autor tekstu chciałby, aby efekt jego pracy zaskoczył. Zadziwił, zostawił w głowie czytelnika jakąś myśl, zadumał albo rozbawił. Tymczasem ja zaczynam od tego, że bardzo chciałabym przeczytać w komentarzach, że dziś piszę o czymś absolutnie oczywistym, bo fakt, że dla wielu z Was takie to nie będzie, boli, bardziej niż kolka po przebiegnięciu 50 metrów. 

Rok temu po sieci krążyła taka ŚMIESZNA grafika z kuponami dla mamy, która z okazji swojego święta otrzymuje w prezencie takie prestiżowe wyróżnienia jak: możliwość wyspania się w sobotę, wizyta u fryzjera, wyjście do kina. Setki tysięcy udostępnień przez kobiety z dopiskiem „oj tak, mama też człowiek”, „w końcu coś dla mnie”, „należy mi się” mnie zmroziło, choć tego, że to luksus, na który sama często sobie nie pozwalam, także doświadczyłam. I też zaczynałam tak myśleć!

DOŚĆ.

Socjalizowania dziewczynek do bycia robotem domowym, który nie choruje, nie nawala, swoje potrzeby zawsze zepchnie na drugi plan, a jeśli już musi się rozwijać, to najlepiej w nocy. I byłoby super gdyby robiła to w czasie wypiekania jagodzianek lub prasowania.

Ja wiem, że bycie ważną i niezastąpioną może podnosić samoocenę, ale gdzie trzeba napisać:

Hej, jeśli Twoje 4 letnie dziecko nie pozwala Ci na weekendowy wyjazd, to to nie jest w porządku. Nie możesz zawsze wszystkich pytać o zdanie, choć do tego się nas przyzwyczaja. Rodzicielstwo to cholernie absorbująca robota. Efektem wydania na świat dziecka jest to, że, to nie kara, odkrycie, przymus, ale fakt, przez jakiś czas trzeba podporządkowywać mu swoje życie, bo tego wymaga i potrzebuje, ale uwaga… DZIECKO NIE JEST TYLKO MATKI. NAPRAWDĘ. TO MOŻE ZASKOCZYĆ, ALE…

Ma ojca. Zazwyczaj dziadków. Ciocie. A nawet sąsiadkę. I zaraz napiszesz mi, że twój partner to kutafon. Aja na to odpowiem: SAMA MASZ Z NIM DZIECKO NIE ZWALAJ WINY NA NIEGO, BYŁ KUTAFONEM ZANIM CIĘ ZAPŁODNIŁ!!! I przestań szukać wymówek i dowartościowywać się tym, że jak wyjedziesz, to Twoi bliscy umrą z głodu. Bo a) nie umrą b) jeśli by umarli to przez Ciebie, bo ich nauczyłaś, że nie muszą umieć sami się o siebie się troszczyć. A każdy musi. Z myślą o sobie i innych.

Dlaczego? Bo ma swoje życie do wykorzystania także dla siebie. I bo jeśli latami olewasz siebie na rzecz innych i np. nie odpoczywasz, nie leczysz się, nie robisz badań i w wyniku lat zaniedbań na starość, lub wcześniej, stajesz się zależna od innych to oni… Nie staną na wysokości zadania. Nie ogarną tego, że relacja to wzajemność. Nie będą potrafili, bo za wszystko zawsze odpowiedzialna byłaś Ty, więc przestań sama kręcić sobie ten cholerny bat na dupę.

Nie drzyj mordy w akcie rozpaczy, że hej, jestem, potrzebuję, czuję, bo skoro nie wiedzą to znaczy, że nie komunikowałaś od początku, że tak jest! Nie będę teraz prowadzić warsztatów jak nie dać dupy i robić swoje, bo ciągle się uczę i uwierz mi nie raz mąż popsuje mi krew tak, że rezygnuję z czegoś co dla mnie ważne, a potem jestem wściekła – na niego, na siebie i na wszystko.

A oto i 4 moje złote odkrycia, niech będą oczywistością, błagam:

  1. INNI NIE ZROZUMIEJĄ I NIE MUSZĄ, SERIO.

Moja mama nie wyjeżdżała. Teściowa prędzej umarłaby niż wyjechała na kilka dni bez dzieci, żeby odpocząć. Mąż niby rozumie, ale lubi zadzwonić i powiedzieć, że dziecko wymiotuje, kiedy ja mam się dobrze bawić i z odległości 300 km raczej nie przybiegnę z miską, żeby łapać rzygi. Babcie się dziwią, bo powinnam siedzieć na dupie. I muszę mieć ją naprawdę twardą i naprawdę lubić siebie i to,co robię, żeby założyć i powiedzieć:

  • Teściowo, szanuję Twoje wybory, nie potępiam, ale pozwól mi na własne.
  • Mężu, masz swoją pasję, nigdy nie staję Ci na drodze i zawsze pozwalam się cieszyć wyjazdem, nawet jeśli koliduje z moimi, bo dla mnie to oczywiste, że każd potrzebuje odetchnąć i przypomnieć sobie kim jest poza byciem partnerem i rodzicem.
  • Mamo, byłabyś szczęśliwszą mamą, gdybyś raz na jakiś czas wyjechała napić się wina bez rodziny, nadrób koniecznie.
  • Obcy człowieku, zazdroszczę ci czasu, który możesz poświęcić na to, by skomentować, czy robię coś niewłaściwego. Podrzuć jakiś pomysł jak to pogodzić, bo nie ogarniam.

2. NIE JESTEŚ NIEZASTĄPIONA.

I Twoje dziecko nie ma tylko matki. Wszyscy jesteśmy od siebie zależni. Ty opiekujesz się mężem jak jest chory, wspierasz siostrę jak ma problem, odwiedzasz dziadków i tak dalej. Też jesteś częścią systemu, tak jak i Twoje dziecko. Nie masz wyłącznego aktu własności – twoje dziecię to także czyjś syn/córka, wnuk, siostrzeniec. I nie musi być z Tobą 24h 7dni w tygodniu, by kumał, że jesteś ważna. Ba, też kiedyś założy może rodzinę. Fajnie, gdyby ktoś mu/jej pokazał, że nie oznacza to końca wszystkiego co jego własne i tylko dla siebie.

3. PIERWSZE RAZY BOLĄ.

Ryczysz, bo dziecko tęskni i Ty tęsknisz. Czujesz się winna. Mąż dzwoni i pyta, za ile wracasz, a Ty stoisz w korytarzu i patrzysz jak na idiotę, bo nie zdążyłaś w sumie wyjść. Nie bawisz się dobrze, ale wiesz co? NA razie zrób to, żeby oni skumali, że świat się nie zawali, a Ty jesteś ważna. Za trzecim razem zrozumiesz, że albo wykorzystasz ten czas na odpoczynek albo jesteś kretynką i idź się ukrzyżuj zamiast narzekać, że nie masz siły, czasu i prywatności.

4. NIE, NIE MOŻNA MIEĆ WSZYSTKIEGO

Wizja pięknej Ciebie z sześciopakiem na brzuchu, książką w lewej dłoni, siatą zakupów na ramieniu i 3 dzieci na rękach z uśmiechem i perfekcyjnym makijażem jest zła. Nie mówię, że niemożliwa, ale zła. W gonitwie za tym, co ktoś pokazuje CI jako łatwo dostępne albo realne, możesz się zajechać. Zamiast zrozumieć: każdy dzień to sztuka wyboru, po prostu, bez udręczania.
Jeśli jedziesz do pracy autem, to płacisz za paliwo, ale możesz włączyć klimę, posłuchać radia i śpiewać. I stać w korku. Kiedy wybierzesz tramwaj, możesz poczytać, spóźnić się lub nasiąknąć potem ludzi. W każdej, ale to w każdej dziedzinie wybory mają swoje konsekwencje, zatem:

  • Jeśli chcesz zrobić trening, to dziecko obejrzy bajkę, może nawet durną.
  • jeśli chcesz poczytać, nie gotujesz obiadu, a serwujesz gotowe pierogi.
  • jeśli serwujesz dwudaniowy obiad, to zrób go więcej, żeby dzień później w tym czasie przespać się z dzieckiem.
  • jeśli 4 popołudnia z rzędu ogarniasz życie rodziny, to piątego MÓWISZ, nie pytasz, a INFORMUJESZ, bez roszczeniowej postawy, tylko takiej ludzkiej, że wychodzisz, bo ich rozstrzelasz, choć kochasz.

Ty masz wiedzieć co jest ważne. Dziś, teraz, dla Ciebie, co może poczekać, a co nie. Twoje dzieci patrzą i jeśli mają o siebie dbać, same i w relacjach z innymi, DAJ IM PRZYKŁAD,  a nie wymagaj cudów! Nie słuchaj Pani z telewizji – ona się cieszy, że wyszła tam odpocząć, umalowali ją i dali kawę, w domu ktoś zajmuje się dziećmi, płaci trenerowi za to, żeby jej pilnował, a u kosmetyczki spędza godziny, bo musi wszystko zmienić, żeby akceptować siebie i musi bez przerwy coś udowadniać. A to naprawdę wyczerpujące.

I jak sobie to wszystko weźmiesz do serca i uświadomisz to zacznie się… Wyzwanie. Praca. Bo umówmy się, nie od razu relaks i nowe życie,  o ile w ogóle. Biorę nawet pod uwagę, że przy zmianie myślenia kobiety o swojej roli jakieś rodziny mogą się rozpaść. Skoro jednak taka jest cena za to, żeby kobieta miała prawo być sobą, to… Niech sama rozstrzygnie, czy woli być dla innych i wierzyć, że przyjdzie sam magiczny moment w którym dobra wróżka przyjdzie i powie: dzieci ogarnięte, mąż utulony idź, leć, zdobywaj świat, tylko wróć przed 22? NIE.

Ja pojechałam. Po 6 latach. Szukania wymówek, kasy, odwagi, czasu. aż 6, ale może właśnie tyle musiało upłynąć, bym uwierzyła i może Tobie pójdzie szybciej?

Córka zareagowała spoko, bo powiedziała, że zajmie się tatą, ale pierwsze 3 lata jej życia były gehenną dla każdego, kto musiał z nią zostać, bo nie przesypiała ani godziny. To trudne, bolesne, pewnie płakała, a jej opiekun był zmęczony. Skoro jednak ja mogłam zarywać tych nocy kilkaset lub kilka tysięcy, podarowanie komuś bliskiemu jednej nie stanowi chyba jakiejś absurdalnej ceny? Finalnie tęskniła, bo nie było mnie za długo. Spędziła czas u babci, cioci, trochę płakała. I wiecie co? Przeżyła. Tak jak musiałaby przeżyć fakt, że np, trafiam do szpitala, z którego wracam zmęczona i wściekła. A ja wróciłam po prostu z wakacji, prze-szczęśliwa i stęskniona.

Teściowej powtarzam jak mantrę: nie musisz rozumieć, uszanuj. Mamy sporo spraw, które nas różni i nie podoba mi się sporo jej metod wychowawczych, ale albo wyluzuję albo się zajadę. Przyjmuję, że dziecko wypasane przez tydzień batonami  karmione łyżeczką korzysta z fajrantu i tydzień po moim powrocie skuma, że koniec bajlando. I już. A swojej teściowej do końca życia będę wdzięczna i nie zapomnę, bo to jest kozactwo – nie zgadzać się, ale nie stawać na drodze.

Przestańcie się do cholery zachowywać jak męczennice. Jesteście na stanowiskach kiedy tylko macie możliwość, siłę i czas i to ekstra, ale ileż można stać na baczność? Moja córka nie zapamięta raczej 3 daniowych obiadów, domowych jagodzianek, ale liczę na to, że pogadamy kiedyś o książce, którą czytałam, kiedy zajadała gotową bułkę z cukierni. Że zabiorę ją do miejsc, które odkryłam sama.

Bo ja jestem. Mamą, żoną, synową, jestem, wiem, serio, to najważniejsze, jak mnie potrzebują, to daję z siebie wszystko. Tylko ja też potrzebuję. I musiało płynąć 6 lat i musiałam zawalczyć o swój wyjazd jak pojebana, rozwodząc się ze 3 razy, przysięgam. I wiecie co? Było warto. I ja zamierzam o siebie walczyć. A jak Wy nie, to najwyraźniej Wam nie zależy. A jak Wam nie zależy, to nie mamy o czym gadać. Sorry.

Zdjęcia z wyprawy ciąg dalszy, autorka najlepsza: Karolina Paluszkiewicz Forma Fotografia – polub koniecznie, bo to ogromne wsparcie dla naszych wspólnych działań i projektów. Foty wykonałysmy w Utrchcie, mieście w którym studiowałam. Spokojny spacer uliczkami, bez gonienia – bo kilka lat temu wiecznie goniłam i ciągle wydawało mi się, że muszę.