Kojarzycie na pewno wszystkie wzruszające telewizyjne spoty, w których obrazy chorych dzieci mają skłonić Was do niesienia pomocy i wyposażyć w poczucie, że i Ty trochę zbawiłeś świat. O tym, jaki jest mój stosunek do festiwalowego pomagania już pisałam -powtórzę tylko – szkoda, że stacje telewizyjne muszą inwestować tysiące złotych we wzruszające spoty po to tylko, żeby uświadomić nam, że za naszymi drzwiami jest masa innych, ba, niejednokrotnie lepszych ludzi, którzy mają w życiu mniej szczęścia. I, co gorsze, muszĄ żebrać o pomoc.

W niedzielę rusza WOŚP – to esencja karnawału o roboczym tytule „naklejka w kształcie serduszka jest symbolem tego, jak dobrym człowiekiem jestem”. Radomska przymknie oko, weźmie w tym udział, ale ma do dodania kilka słów.

Jesteśmy obrzydliwymi hipokrytami. I bardzo mnie bawi, że naprawdę wierzymy w to, że pomagając innym, robimy coś wspaniałego dla świata i sprawiamy, że jest lepszy. Takie rzeczy to tylko w kazaniu na niedzielę i nowym odcinku „Ziarna”, bo przy okazji kolejnej złotówki wrzuconej bezdomnemu, kolejnej zdobytej naklejce w kształcie serduszka, przy okazji kolejnego wypełniania rubryki PIT-u i oddania tym samym swojego procenta na szczytny cel – nie pomagamy tak naprawdę sobie i poprawiamy swoje samopoczucie. Na szczęście jest tu jakiś happy end, a dla wielu osób – piękny początek -bo masa takich, egoistycznie wrzucanych do puszek złotówek tworzy kwotę i możliwości, które sprawiają, że motywy naszego postępowania schodzą na dalszy plan, a zaczyna się liczyć to,co TRZEBA zrobić.

Bo przecież moi drodzy pomagamy tak naprawdę z trzech powodów, a jeżeli nie zdajemy sobie sprawy, to pora to sobie uświadomić i schować do szafy pelerynę domorosłego bohatera. Otóż:

1. Pomagamy,bo jesteśmy egoistami i każda czynność w naszym życiu służy nam temu, abyśmy czuli się dobrze. To nie tak, że nie  jesteśmy skłonni do poświęceń, ale nie da się ukryć jak cenne jest dla nas poczucie, że jesteśmy Dobrymi Ludźmi i wyrobienie takiej opinii na swój temat u innych. To prawdziwa magia, jak jednodniowe kwestowanie może sprawić, że rośniemy nagle o jakieś 10 cm, jaśnieją nasze oczy, a my czujemy się emocjonalnie związani z cierpieniem wszystkich istot w tym kraju. Prawda jest taka, że mechanizm reklam, festiwali, kwest charytatywnych jest ten sam- trzeba kopnąć w głowę, wzruszyć, poruszyć, dać darczyńcy poczucie, że jest dzięki swojemu gestowi lepszy, fajniejszy. Organizatorzy tego typu akcji, kierownicy fundacji już dawno się z tym pogodzili i zagryzają zęby. Bo nieważne, czy oddajemy złotówkę, której nam brak, czy też złotówkę wygrzebaną spośród pliku banknotów, na szczęście w ogólnym rozrachunku nie ma znaczenia,co nam to daje, ale to, co daje to innym i co realnie pozwala zmienić w ich życiu.

2. Dlaczego powinniśmy i musimy wspomóc WOŚP? Ależ nie tylko dlatego, że słodkie maleństwa i biedni staruszkowie są bezradni, że system opieki zdrowotnej w Polsce kuleje i w obliczu zdjęć smutnych buziek trudniej szczekać o tym, że to wina systemu, polityków i mistycznych innych. Powinniśmy pomóc dlatego, że w obliczu przemian demograficznych, za 30 lat co 3 mieszkaniec naszego kraju będzie miał powyżej 50 lat. Ty, ja, (daj Boziu) też, ale zabraknie wtedy młodych łapek, które będą w stanie uzupełniać lukę w systemie i pracować na naszą opiekę medyczną. To nieprawda, że pomagasz jutro swojej babci, zmiany są na tyle powolne, że ona prawdopodobnie nawet ich nie odczuje. Pomagasz sobie – dopóki jesteś w miarę zdrowy, na chodzie. Bo nie możesz zapomnieć o starym, dobrym powiedzeniu: „Umiesz liczyć, więc licz na siebie”.

Co do maluchów – przeanalizuj historię swoich znajomych, członków rodzin, albo swoje własne. Nie kojarzysz przypadku dziecka, które zmarło, bo zabrakło dla niego inkubatora? Bo zabrakło miejsca i sprzętu? Bo nie było na to pieniędzy? Sęk w tym, że takim dzieckiem mogłeś być ty i ja. Sęk w tym że zapominamy, jakie to zajebiste szczęście być po drugiej stronie ekranu, kiedy telewizja emituje kolejny dokument i opowiada o umordowanych matkach wiszących na inkubatorach  z workami pod oczami takimi, że spokojnie mógłby w nich trzymać ziemniaki na zimę. To bardzo naiwne myśleć, że takie straszne rzeczy zdarzają się innym. I uwierz mi wszyscy ci, którym się przydarzają,, myśleli podobnie. Wszyscy byliśmy dziećmi, większość z nas ma, lub będzie je miała, a chyba każdy poznał jakieś dziecko, które zwyczajnie polubił. Pomyśl o tym.

3. Pomagamy, bo to nie boli. Bo nie braknie nam z powodu tych oddanych 5 złotych jutro na chleb, kupimy jedną paczkę fajek mniej, zjemy chińskie zamiast pójść do restauracji. Dajemy niekoniecznie to,co nam zbywa, ale nie oddajemy tego, bez czego nie moglibyśmy żyć.  Pomagamy, bo to niewiele od nas wymaga. Paradoks polega na tym, że ciągle ktoś nam musi o tym przypominać.

Oczywiście to wszystko brzmi bardzo smutno, ale wbrew pozorom nie chodzi mi o ukazanie  naszego zakłamania, to jedynie prośba o schowanie swojej dumy w kieszeń. Chociaż w sumie, jeżeli z jakichkolwiek powodów w ogóle pomagamy to jestem za tym, żeby każdemu darczyńcy nadawać tytuł szlachecki i wręczać plastikową koronę. Bo Ci, którym pomagasz tak bardzo potrzebują pomocy, że szczerze, na szczęście, mają w dupie, dlaczego to robisz. I dobrze, bo byłoby im raczej smutno.

 

Koniec morałów. Teraz chciałabym Wam udowodnić, jak wiele macie i jakimi jesteście szczęśliwcami. I jak bardzo możecie mi zazdrościć znajomości. Poznajcie Madzię!

 

Część z Was słyszała o niej co nieco i ochoczo zgłaszała chęć pomocy. Czuję się więc zobowiązana do przedstawienia sytuacji Madzi w jak najbardziej obrazowy i obszerny sposób.

Magdalena ma niespełna 5 lat. Kiedy jej tata, a raczej dawca nasienia, tuż po narodzinach dowiedział się o tym, że mała ma być może porażenie mózgowe stwierdził, że dziecko będzie lepiej oddać do sierocińca, bo on niepełnosprawnego dziecka nie chce. Spakował się i wyniósł z życia Madzi i jej mamy, co akurat stanowi najmniejszy problem -kretyni powinni sami się utylizować i oszczędzać innym zdrowia i nerwów.

Dziewczyny dawały sobie jakoś radę. Madzia dlatego, że nigdy nie miała porównania, nie wie jak to jest, kiedy żyje się łatwiej i lepiej, a jej mamę przy życiu trzyma rozbrajający uśmiech małej.

Jest w historii tej dziewczynki, która nadal nie może chodzić, która boryka się z ruchowym porażeniem, kocha konie, a od roku walczy z rakiem, coś niezwykłego. Coś, co to dziecko odziedziczyło po swojej młodej, a tak już skopanej przez życie, mamie.

Dziewczyny o nic nie proszą. Nie żebrzą. O ich sytuacji dowiedziałam się zupełnie przypadkiem, w luźnych rozmowach. To w nich Monika, bo tak ma na imię mama mojej podopiecznej, wspominała o tym, jak bardzo zawiodła się na człowieku, którego tak kochała, jak głupio jej stać w urzędzie o zasiłek, bo przecież nie mają aż tak tragicznej sytuacji i jakoś dają radę. Dopiero od niedawna z bólem i trudnością uczy się prosić o więcej („Ola, może podasz numer KRS komuś znajomemu…”), ale chyba nigdy nie nauczy rozpychać się w życiu łokciami. Na szczęście, jeśli chodzi o pociąganie z bara osób i trudności, które zgarażają tym, których pokochałam, mam w sobie tyle asertywności, że mogłabym się siłować na rękę w hardcororywm Koksem.

Zatem nie prosi Was teraz Madzia – ona nie wie, w jakiej jest sytuacji. Trochę dociera do niej to, że nie ma taty, bo inni tatusiowie często odwiedzają swoje dzieci na oddziale, a ją odwiedza tylko dziadek i babcia. Nie wie, że prawdopodobnie, gdyby większe możliwości finansowe i gdyby nie rak, już dawno stawiałaby swoje pierwsze kroki, a tak dopiero się ich uczy i nadal jeździ na wózku. Wie natomiast na czym polegają badania, do czego służy podłączona bezpośrednio do żył droga i cieszy się tak bardzo z małych rzeczy, że to aż zaraźliwe. A kiedy Mikołaj, przyniósł jej przez przypadek zdublowany prezent powiedziała, że nic się nie stało, że z tego Mikołaja to straszna pierdoła, że się pomylił i dwa razy przeczytał ten sam list i ona odda zabawkę jakiemuś dziecku, które nic w tym roku nie dostało. Jst radosnym, pyskatym bąblem, które ma ogromne możliwości, poza tymi najbardziej prymitywnymi i przyziemnymi – finansowymi..

Mama Madzi też nie prosi, choć aż za bardzo zdaje sobie sprawę ze zbyt wielu spraw. Wie, że mieszka z niepełnosprawną córką w mieszkaniu bez bieżącej wody i łazienki. Wie, że Madzia ponad wszystko kocha konie, ale nie ma pojęcia czy do wakacji uda się jej zebrać mistyczne 1800 złotych i wysłać córę na obóz konny. Cały czas czeka na przydział mieszkania – takiego absolutnie do remontu, ale  z łazienką i wodą, czyli prawie luksusowego. Martwi się, czy znajdzie środki i ludzi, którzy pomogą doprowadzić lokal do stanu, który pozwoli im się przeprowadzić. I przede wszystkim, cały czas myśli o najpoważniejszym problemie -chorobie Madzi, zmiennych wynikach badań i tej ohydnej niepewności.

Dziewczyny mają zatem bardzo dużo na głowie- Madzia właśnie uczy się chodzić, bo obiecaliśmy z Niemężem zabrać ją na łyżwy za rok, a Monika wydzwania do urzędów i lekarzy. Pozwolę sobie zatem zrobić coś, na co dziewczyny nie mają czasu i odwagi.

Prosić Was o pomoc.

Zupełnie nie obchodzi mnie to, z jakich powodów zdecydujecie się pomóc Madzi. Być może urzeknie Was zdjęcie małej, opis tego, jak dzielną ma mamę, może wspomnienie jakiegoś dziecka, któremu nie zdążyliśicie pomóc, albo świadomość, że bez czyjejś pomocy kiedyś i wy nie wydostalibyście się z gówna.

Możecie poczuc się zbawcami świata, dedykować sobie szczęście dziewczyn, możecie im współczuć, albo za chwilę zapomnieć, ale proszę – wypełniając  wtym roku PIT nie zostawiajcie pustej rubryki. Wpiscie tam numer z grafiki. proszę.

Wiem, że kwoty pochodzące ze zwrotów podatku są bardzo niewielkie, że potrzebujemy więcej pieniędzy. ale twoje 30 i moje 30 złotych to już paczka pampersów, konkret, no i oczywiście nasze wspaniałe samopoczucie.

I to wszystko to tylko przykład, jeden z wielu, ze zbyt wielu, kropla w morzu potrzeb.

Ale osobiście wolę przyjrzeć się tej kropli niż dać się zalać ogromowi morza nieszczęść i uwierzyć w bzdurę, ze tak naprawdę NIC się nie da zrobić.

Proszę o pomoc dla Madzi. Jeżeli jesteście na tyle wylewni, możecie także wysyłać listy zaadresowane do Madzi i jej mamy, bo dziewczyny są naprawdę samotne i pora przywrócić im wiarę, że nawet tacy egoiści jak my, mamy czasem ludzki odruch. Listy wydrukuję i przekażę dziewczynom.

 

______________________________________

Następny tekst będzie recenzją, ale o tym wkrótce.

Zapraszam na fb fanpage, który odżywa powoli: mam Wątpliwość